"Istota"
Wybrałem się dzisiaj do kina na film "Istota" Vincenza Nataliego. Recenzje były raczej nieciekawe. Zarzucano, że to produkcja niszowa, że ograny temat i tym podobne, jednak jako fanowi fantastyki film przypadł mi do gustu. Odpowiadała mi formuła zaproponowana przez Nataliego i dałem się ponieść jego wizji — może dlatego, że odwołując się do typowej dla gatunku SF recepty, nie zapomniał o psychologii głównych bohaterów. I to nie tylko tych ludzkich. Tytułowa istota o imieniu Dren, łącząca w sobie cechy człowieka i zwierzęcia, posiada bowiem w filmie ciekawie zarysowaną osobowość. Znakomicie są pokazane błędy wychowawcze, popełniane przez dwójkę naukowców, którzy potajemnie powołali ją do życia, przeprowadzili przez dzieciństwo i doprowadzili do wieku dojrzałego.
Nie mają racji ci, którzy zmutowaną Dren porównują do Frankensteina. Ta udziwniona dziewczyna budzi sympatię widzów. Szkoda tylko, że nie został lepiej wyeksponowany motyw jej niezwykłej inteligencji.
26.07.2010 :: 22:30
Komentuj (0)
Rivers of Babylon
Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pomysł na podchodzącą pod thriller powieść opartą na motywach autobiograficznych, ale nie mogę się na nią zdecydować. A tak by się zaczynała:
Oglądając białe chmury z okna samolotu, leniwymi myślami wracał do przeboju "Nad rzekami Babilonu", z tekstem opartym na Psalmie 137, z którym osławiony zespół Boney M wystąpił w Sopocie. Oglądał w telewizji żywiołowy występ tej grupy, pierwszy raz goszczącej w Polsce. Relacja z Opery Leśnej była — jak zwykle — nadana z jednodniowym poślizgiem. Cenzura wycięła wówczas kontrowersyjnego "Rasputina", rzekomo godzącego w sojusz z ZSRR. Pozostały single "Daddy cool" i "Ma Baker". Śpiewał też Demis Roussos, który porwał do tańca Irenę Dziedzic. W przeddzień wyjazdu wybrał się do kina na "Wierną żonę" Rogera Vadima. Następnego dnia rankiem pojechał z Lublina pospiesznym do Warszawy, a tam z Dworca Centralnego dostał się taksówką na Okęcie. Nie ciążyła mu dobrze wypakowana walizka. Wtedy jeszcze nie wiedział, że kończy się jego dotychczasowe radosne życie, a zaczyna coś, co z powodzeniem będzie mógł nazwać niewolą babilońską. Wkrótce był w powietrzu.
Lot do Brukseli trwał około półtorej godziny. Po jego prawej ręce za przejściem siedziała milutka brunetka o nieco zaokrąglonych kształtach. Była kontrabasistką i udawała się na stypendium do Gandawy. W porcie lotniczym w Zaventem wysoki celnik machnął ręką, nie interesując się zawartością jego bagażu. Podobnie było w Warszawie. Jego szczupła twarz budziła zaufanie. Kontrabasitkę oglądał jeszcze chwilę, ciągnącą na kółkach instrument i potężną skórzaną walizę. Radziła sobie z manelami. Wiedział, że nigdy więcej jej nie ujrzy, bo nie przewidywał wypadów do Gandawy. Miał w głowie inne plany.
14.07.2010 :: 12:17
Komentuj (0)
"Cierpiąca" madonna
lowelaska z narcystycznie ukształtowaną osobowością
i łańcuchem uległych fanów
wczoraj w stroju niewinnego anioła, dzisiaj ninji
przeświadczona, że jest gwiazdą
szaleje przed nim w dzikim tańcu godowym
starając się zadać mu ból
jej ciemne oczy krzyczą: kocham cię, ale nigdy ci nie ulegnę
wkrótce wydadzą ją za mąż
i będzie znosić męki w milczeniu
bez tanich popisów i zwariowanych ról
zawinił, bo nie umiał jej ujarzmić
a przecież w głębi ducha pragnęła być jego niewolnicą
13.07.2010 :: 09:30
Komentuj (0)
Grunwald 2010
Szykują się szumne obchody bitwy pod Grunwaldem, jako że w tym roku przypada okrągła sześćsetletnia rocznica tego wydarzenia historycznego. Przy tej okazji powracają wspomnienia z dzieciństwa. Film "Krzyżacy" w reżyserii Aleksandra Forda wyświetlano w 1960 roku, miał ogromną wielomilionową widownię — i pamiętam, że po obejrzeniu tej produkcji bawiłem się z innymi chłopakami, symulując okrzyczaną bitwę. Patyki z pobliskiego lasu służyły jako dzidy i szable. Robiliśmy też z nich łuki.
Pamięć filmu pozostała i pod koniec podstawówki zaczytywałem się w dwutomowej powieści "Krzyżacy" Henryka Sienkiewicza. Ogromne wrażenie robiła na mnie scena, w której Zbyszko oświadcza się Jagience ze Zgorzelic. Ta urodziwa ciemnowłosa córka Zycha była bardzo odważna, posiadała różne męskie umiejętności, polowała i potrafiła posługiwać się bronią. Była w stanie w pojedynkę poradzić sobie nawet z niedźwiedziem.
Jagienka wydawała mi się wówczas ideałem kobiety. Ech, miało się tych dwanaście lat!
07.07.2010 :: 17:19
Komentuj (0)
Po wyborach
I mamy nowego prezydenta, jest nim Bronisław Komorowski, mający tyle lat, co ja. Rzut oka na scenę polityczną unaocznia, że wykształcił się w Polsce — de facto — system dwupartyjny. Obie mocne partie są postsolidarnościowe, jednak nieco się różniące, jedna bardziej postępowa (PO), druga konserwatywna (PiS).
05.07.2010 :: 06:52
Komentuj (0)
Plener TMZM
Sobota, 26 czerwca, plenerowa wycieczka TMZM do Kozłówki i Lublina. Skoro świt wyjeżdżamy autokarem. Wprawdzie niebo straszy niskim pułapem chmur, jednak w ciągu dnia się rozpogadza. Położona kilka kilometrów na zachód od Lubartowa Kozłówka wita nas w świetle słońca. Zwiedzamy pałac Zamoyskich, zaglądamy do kaplicy, powozowni i galerii sztuki socrealizmu, nie omijamy czasowej wystawy ze strojami z początku XX wieku, potem udajemy się do Lublina. Naszym celem jest Katolicki Uniwersytet Lubelski. Czeka na nas przewodnik, który w pierwszej kolejności prowadzi nas do muzeum. Podziwiamy fronton z aulą na piętrze, słynny pomnik na dziedzińcu, w skrzydle wschodnim wchodzimy do sali, w której wykładał kard. Karol Wojtyła, medytujemy w kościele akademickim, wreszcie jemy obiad w stołówce dla studentów. Późnym popołudniem spacerujemy po Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście, dochodząc aż do dziedzińca Zamku Lubelskiego. Jak zwykle, sporo wrażeń.
27.06.2010 :: 10:00
Komentuj (0)
Nadeszło lato
Przeczytałem rankiem w kalendarzu, że dzisiaj Dzień Ojca, a do tego wigilia św. Jana. Czyli noc świętojańska. Czyli polski dzień zakochanych. Dla mnie jednak najważniejsze jest gorące słońce. Lato bez słońca byłoby czymś na niby.
23.06.2010 :: 06:55
Komentuj (2)
Znowu w „Kartonie”
Środa, 16 czerwca, Osiedlowy Dom Kultury „Karton” w Rzeszowie. Jestem na spotkaniu autorskim Doroty Kwoki, prezentującej tomik poetycki „Za progiem”. Książeczka ciekawie wydana, na dobrym papierze, ze stylizowanymi zdjęciami, przedstawiającymi Stacha Ożoga w scenerii kolbuszowskiego skansenu. W spotkaniu uczestniczy wielu moich rzeszowskich znajomych, głównie z ZLP. Przyjeżdżam z Mielca w towarzystwie Andrzeja Talarka i Zbigniewa Michalskiego. Spotkanie udane, znakomite humory, przyjazna atmosfera. Mnóstwo wrażeń.
17.06.2010 :: 07:47
Komentuj (0)