EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(9)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(68)
Publikacje(36)
Cztery pory roku(29)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Letnie prace


      Upały sprzyjają lenistwu, tym niemniej się nie poddaję i od czasu do czasu zaglądam do mego archiwum. Powolutku rozbudowuję książeczkę „Zmartwychwstanie umarłych. Klucz antropologiczny” (ebook wydany w 2012 r.). To opracowanie naukowe urosło już do 120 ss znorm mpsu. Poszerzyła się bibliografia i obejmuje obecnie ok. 220 pozycji.
      

07.08.2018 :: 10:20
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Nowa witryna internetowa


      Zapraszam na moją zaktualizowaną główną stronę, mieszczącą się pod adresem internetowym guziakiewicz.pl. Szablon responsywny. Biogram, książki, serwisy www, bibliografia, aktualności, nowości.

Szablon z serwisu:  w3layouts.com


29.07.2018 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Kolejne publikacje


» Uśmiech wiosny, Święcone, Pójdziemy na pływalnię (fragmenty książeczki „Radosny świat Mireczki”), Krynica. Pismo mniejszości polskiej na Ukrainie, nr 99 (2018), s. 70-72.

      Książeczkę „Radosny świat Mireczki” w twardych okładkach, bogato ilustrowaną przez Annę Tomaszek-Walczak, można jeszcze nabyć w Wydawnictwie Dreams i w księgarniach internetowych. Polecam!


11.07.2018 :: 12:25
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Nowy serwis responsywny


Edward Guziakiewicz, Enbargonki | powieść sf

      Enbargoni są dominującą inteligentną rasą, wchodzącą w tajne układy handlowe z wybranymi koncernami Układu Słonecznego. Podsuwają skrycie korporacjom nowe technologie, ukrywając jednocześnie swe istnienie przed ogółem mieszkańców Ziemi. Zamierzają wszakże uczynić kolejny ważny krok na polu z pozoru bezinteresownej współpracy i aż ciarki przechodzą, gdy sobie uzmysłowić, jaki…

Szablon z serwisu:  Gridgum MarketPlace


02.07.2018 :: 10:12
Link | Komentuj (0) | Główna


Krakowska Noc Poezji


      W Krakowie, magicznym mieście poetów, w Klubie Dziennikarzy Pod Gruszką dnia 30 czerwca 2018 r. miała miejsce promocja 46. Almanachu Krakowskiego Oddziału ZLP. Były też w nim prezentowane wiersze nielicznych zaproszonych gości z trzech innych oddziałów, m.in. z rzeszowskiego. Z tej racji znalazły się w nim moje dwa utwory.

28.06.2018 :: 22:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Z przymrużeniem oka


      Od czasu do czasu ktoś mnie namawia, żebym napisał powieść obyczajową. Nie ciągnie mnie do takiej prozy, nie inspirują mnie życiowe dramaty, tym niemniej chodzi mi po głowie coś na kształt pierwszych fraz takiego utworu. Zaczynałby się tak w największym skrócie:

      Maria prowadziła samochód, rozmawiała przez komórkę i poprawiała sobie makijaż. I nagle poczuła silny wstrząs. Przeraźliwie zgrzytnęło, szarpnęło jej ciałem, a poduszka powietrzna rozmazała kredkę do warg po jej twarzy. Nie miała zapiętych pasów. Gdy ocknęła się w szpitalu odkryła, że jej ręce i nogi toną w gipsie. Los dotąd jej sprzyjał, więc nie rozumiała, dlaczego ją to spotkało. Czyżby winnym jej pecha był czarny kot, który przeciął jej drogę poprzedniego dnia? Mogła wtedy zawrócić.

      PS. Jednak nie wierzę, że utrzymałbym się w konwencji powieści obyczajowej. Na kolejnych stronach z pewnością by się okazało, że macza we wszystkim palce jakiś kosmita...

13.06.2018 :: 14:43
Link | Komentuj (0) | Główna


Światowy Zjazd Absolwentów KUL


      W Lublinie w dniach 8-9 czerwca 2018 r. trwał Światowy Zjazd Absolwentów KUL. W jego ramach przewidziano sporo atrakcji. Wprawdzie nie wybrałem się na te obchody, połączone ze świętowaniem stulecia istnienia KUL, tym niemniej byłem myślami przy tym, co tam się działo. Studiowałem przecież na tej uczelni w latach 1971-1980.
      W późniejszym okresie byłem aktywny jako dziennikarz, jednak ostatecznie wciągnęła mnie inna dziedzina. Spełniłem się jako prozaik. Napisałem osiem powieści, nie licząc mniejszych form, mikropowieści (nowel) i opowiadań. Spod mego pióra wyszło w sumie około trzydziestu książek.

10.06.2018 :: 12:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


05.06.2018 :: 13:38
Link | Komentuj (0) | Główna


Sposób na kosmitę


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Informatyk wywołał zbliżenie i naszym oczom ukazały się dwie kule, jedna większa, druga nieco mniejsza, krążące mniej więcej na głębokości połowy promienia planety. Swobodnie poruszały się w obrębie rozgrzanego jądra.
      — Ta’aroa i jego małżonka? — rzekłem, nie wierząc temu, co widzę. — Jednak nie są niewidzialni.
      Można było odnieść wrażenie, że trwa ich taniec godowy.
      — Mają ciała subtelne, mówiąc językiem starożytnych filozofów. Tworzą struktury kumulujące niewyobrażalną wręcz energię. Cały czas szukamy ich słabych punktów. I doszliśmy do wniosku, że Ta’aroa nie tylko myśli, ale i czuje. Jest bytem osobowym. Podobnie jak my. Jeśli nas stworzył, to na swój obraz i podobieństwo. Skoro tęsknił za swoją żoną, to z pewnością świat doznań nie jest mu obcy. I można mu zadać ból. A na pewno zakłócić jego spokój wewnętrzny.
      — Co konkretnie zamierzacie?
      — Na początku było światło — enigmatycznie rzekł dowódca.
      Mój umysł pracował na wysokich obrotach.
      — Laser? — zapytałem. — Przywalicie mu z lasera? Ja cię kręcę!
      — Chcemy pokazać, że jesteśmy groźni i że powinien z nami się liczyć. A przy okazji, jeśli się uda, zmusić go do pertraktacji. Przytaskaliśmy mu żonę, więc coś się nam za to należy.
      Wygłaszali moje poglądy. Jota w jotę myślałem tak samo.
      — Jestem za! — oświadczyłem.
      — Nie wiemy, czy to przyniesie jakiś skutek, ale możemy przecież spróbować. Jeśli się nie uda, odlecimy na Ziemię.
      George wtrącił się, spoglądając na Adama.
      — Skoro Harry kontaktował się z nim telepatycznie, idealnie nadawałby się do roli negocjatora. Przecież ten Ta’aroa jest już prawie jego kumplem — zażartował.
      Cox przytaknął.
      — Biorę pod uwagę taką ewentualność. Chodziłoby nie tylko o to, żeby podwędzić mu tyłek, ale i o to, by przekazać mu nasze warunki. Są dwie opcje. Nasycimy promień laserowy informacją, którą Harry stworzy na fotelu psychotronicznym. Względnie ustanowimy stałe połączenie.
      — Śmiałe plany — zauważyłem z przekąsem.
      Żałowałem, że sam na to nie wpadłem. No, ale przemyślna Rosemary odciągała moją uwagę od wszystkiego, co dotyczyło Hegemone. I jej się to udawało.
      Potem coś mi przyszło do głowy. Spojrzałem na nich podejrzliwie.
      — Zaraz, zaraz, nie uważacie chyba… że jestem jego medium? Kimś w rodzaju proroka?
      — Myśleliśmy o tym całkiem serio — z powagą rzekł Cox. — Coś za dobrze ci szło.
      — O wy świnie! — parsknąłem.
      George się znowu wtrącił.
      — Można było odnieść wrażenie, ze Ta’aroa umiejętnie cię naprowadza. Zawsze trafiałeś w dziesiątkę. Przyszło mi to do głowy, kiedy bezbłędnie poradziłeś sobie z dzikuską Hiną, gdy pierwszy raz wyszła z buszu. Żaden z nas tak sprawnie by tego nie rozegrał. Ten numer z czekoladą był rewelacyjny.
      — Diabła tam — warknąłem. — Przecież mam duże doświadczenie. Inaczej nie zostałbym obserwatorem.
      — Stanęło na tym — zakończył Adam — że ten kosmita zwrócił na ciebie uwagę. Dlaczego więc nie możemy teraz tego wykorzystać? (...)

      Adam z zaciekawieniem przeglądał nagranie psychotroniczne. Moje przesłanie do Ta’aroy i jego żony było gotowe. Nikt mi nie sterczał nad głową i podpowiadał, co ma się w nim znaleźć, więc uznałem, że mam wolną rękę. Postanowiłem zaimprowizować. Co tu dużo mówić, trochę zaszalałem. Zrezygnowałem z zapowiadanego ataku na kosmitę. Wywnioskowałem, że należy raczej paść mu do stóp. Na wojnę zawsze był czas.
      — Jak to? Obiecujesz, że będziemy budować kamienne świątynie i oddawać mu cześć? Kult boga Ta’aroy i jego czcigodnej małżonki na całej Hegemone? I te szczytne tytuły… Jak to leci? „O ty, wielki demiurgu, boski architekcie, budowniczy świata, wieczny umyśle, stwórco i nasz ojcze!”
      George zachichotał. Bawiły go moje nieprzykładne popisy. Potrafiłem przeskoczyć samego siebie.
      Wzruszyłem ramionami.
      — Musiałem posłużyć się pochlebstwem — broniłem się. — Starożytni bogowie na Ziemi oczekiwali uznania. Należało składać im ofiary. Błagać ich o sprzyjającą pogodę i udane zbiory. Dziękować za życzliwość i błogosławieństwo. Jeśli rzeczywiście nas stworzył, powinniśmy okazywać mu wdzięczność. Dawać do zrozumienia, że wiemy, gdzie jest nasze miejsce…
      — Dobrze — Adam usiadł za sterami. — Zatem zaczynamy.
      Wcisnął czerwony przycisk. Na wszystkich pokładach rozległ się sygnał alertu. Musieliśmy być gotowi, by dać nogi za pas, gdyby Ta’aroa się wkurzył.
      Obaj piloci zasiedli za sterami.
      — Laser, odpalam! — rzucił Dawid.
      Precyzyjnie ustawione działko plunęło strumieniem energii. Spolaryzowana wiązka światła przebiła powłokę planety i dotarła do jej jądra. Trafiła w większą kulę i zatrzymała się na niej, nie biegnąc już dalej. Cel lekko się ugiął, a potem wrócił do pierwotnej postaci.
      Siedzieliśmy jak na szpilkach, nie wiedząc, jak zareaguje sprowokowany kosmita. Ile to mogło trwać? Godzinę, dwie? Całą dobę?


14.05.2018 :: 09:34
Link | Komentuj (0) | Hegemone


W nurcie prozy


      Sobota, 5 maja 2018 r. W Cukierni u Borowskiej w Mielcu odbywa się 12. spotkanie Mieleckiej Grupy Niezrzeszonych Prozaików. Tym razem jest prezentowana twórczość założycielki grupy, Haliny Kozak-Liberadzkiej. Lektorki czytają opowiadanie o młodej tancerce i jej butach, mających magiczne właściwości. Występuje zespół wokalny Senior Show.

05.05.2018 :: 20:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Gdzie szukać waszego boga?


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Skuter pruł powietrze i przyglądałem się z góry dżungli, która ciągnęła się aż do brzegu morza. Minąłem biegnącą zakolami urokliwą rzekę. Tu i ówdzie znaczyły się leśne polany. Porosły roślinnością wzgórzysty teren wznosił się i opadał. Ustawiłem wysokość na sześćdziesiąt metrów, mając dzięki temu pewność, że nie będę ścinał wierzchołków drzew. Dotarłem do pensjonatu i lekko posadziłem maszynę przy basenie. Znalazłem się na miejscu. Zdjąłem kask i ciepłe powietrze owiało moją twarz. Następnie pozbyłem się kombinezonu. W szortach i bluzce w kolorze khaki czułem się swobodnie.
      Zapuściłem się do pawilonu. Oszklone drzwi otworzyły się bez przeszkód, zapraszając mnie do środka. Chodziło mi po głowie, żeby jeszcze raz zajrzeć w każdy kąt. Brałem poprawkę na to, że poprzedniego dnia coś przeoczyłem. Jednak i tym razem nie znalazłem niczego, co mogłoby odbiegać od normy. Spodziewałem się, że spotkamy się tutaj z zagadkowym obcym z tej planety. Po cóż innego stworzyłby ten ośrodek? Nie miałem jednak pojęcia, jakie warunki musielibyśmy spełnić, żeby doszło do kosmicznego rendez-vous. Nie wiedziałem, jak go wywołać i zmusić, by zasiadł z nami do stołu rozmów. Cholera, jak on wyglądał?
      Poniosło mnie na plażę. Złoty piasek przesypywał mi się przez palce, dowodząc sobą, że wszystko tu jest najzupełniej realne i podlega prawom fizyki. Zdjąłem bluzkę i szorty. Pozwoliłem napływającym falom omywać mi stopy. Podniosłem wyrzuconą przez morze okazałą muszlę o ślicznych wzorach, skręconą spiralnie wokół swej osi. Nie była uszkodzona. Pomyślałem, że podaruję ją Rosemary. Drobne ryby krążyły pod powierzchnią, a od czasu do czasu pojawiała się większa. Gdybym się przyłożył, mógłbym kilka złowić, a potem upiec na grillu. Byłaby uczta jak się patrzy. Zanurzyłem się po kolana, następnie po pas, a potem popłynąłem crawlem przed siebie, przez przeźroczystą toń oglądając dno. Woda miała lekko słonawy smak. Nie chciałem za bardzo się oddalać. Sto metrów w jedną stronę, sto metrów w drugą. Zawróciłem, kierując się w stronę widocznego ośrodka, dopłynąłem do plaży i ciężko oddychając wydostałem się na brzeg. Założyłem szorty, a bluzkę wziąłem do ręki, przeganiając motyla, który tu dotarł z dżungli.
      O dziwo, polinezyjskie nimfetki wyczuły, że już się pojawiłem. Cała trójka. Miały nosa. Moje vahines, jak nazwałbym je, gdybym był na wyspach Pacyfiku. Kręciły się przy basenie, ciche i dyskretne, czekając aż wyjdę z morza. Oglądały skuter, ale starały się go nie dotykać.
      — Siema! — kłapnąłem na powitanie, gdy do nich podszedłem. Musiałem dać każdej po buziaku, bo wystawiły piękne twarze do pocałunku. Potem wyjąłem translator z bagażnika. Założyłem go sobie na rękę.
      Ulokowałem się obok basenu, a seksowne młódki usiadły przy mnie, gotowe do znudzenia mnie adorować. Emanowały radością i beztroską, a ich pogodny nastrój mi się udzielał. Uszczęśliwiały mnie swoją obecnością i czułem się przy nich jak w raju.
      Postanowiłem wziąć je na spytki. Umiały mówić, a ja miałem ze sobą urządzenie do tłumaczenia, więc uznałem, że czas zabrać się do rzeczy. Chciałem dowiedzieć się od nich tego i owego. Szczególnie o gospodarzach tej niezwykłej planety. Krążyły mi po głowie gotowe pytania.
      — Pragnąłbym odwiedzić waszego boga. Gdzie go mogę spotkać? — rzuciłem z najwyższą powagą. Translator wyszczekał tę kwestię po polinezyjsku. W moim przekonaniu prośba zabrzmiała idiotycznie, tym niemniej młódki wzięły ją za dobrą monetę. Nie dziwiła ich wiara w bogów.
      Przez krótką chwilę wymieniały się uwagami. Wreszcie Hina rzekła odkrywczo:
      — Trzeba pójść do świątyni.
     Moje brwi powędrowały wysoko.
      — A gdzie macie tę świątynię?
      — Jest ukryta w lesie. Na świętej polanie — pokazała ręką bliżej nieokreślony kierunek. — Niedaleko.

02.05.2018 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Hegemone


Raptory


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Po posiłku rozstałem się z Rosemary i udałem na platformę ze sprzętem, który miał trafić na powierzchnię globu. Zaciekawiały mnie środki transportu. Spotkałem tam Michaela i Johna. Pracowali od samego rana. Zamierzali testować maszyny do lotów i łaziki na gąsienicach do pokonywania dżungli.
      — Czego szukasz? — ciekawie zapytał Michael. — Pomóc ci w czymś?
      — Chciałbym wziąć skuter powietrzny — powiedziałem. — Marzy mi się, by wybrać się nim do pensjonatu nad brzegiem morza.
      Zaprowadził mnie do niszy, w której stało kilkanaście takich maszyn. Nazywano je raptorami. Miały opływowe kształty, a ich szaro-zielone karoserie cieszyły oczy. Prawdziwe cuda. Niektóre pokryto kolorami maskującymi. Były łatwe w obsłudze, więc mogłem od razu zasiąść za sterami i polecieć. Dzięki finezyjnemu napędowi potrafiły zawisnąć w powietrzu. Przełknąłem z wrażenia ślinę. Miałem już wcześniej do czynienia z takim sprzętem. A poza tym na Ziemi uchodziłem za rajdowca.
      — Do nich są kaski i kombinezony — wyjaśnił Michael. — To ze względów bezpieczeństwa.
      — A jak się stąd wyrwać?
      — Nie otworzę ci luku, nie ma mowy. Na to musisz mieć zgodę Coxa.
      — Też względy bezpieczeństwa? — rzuciłem zawiedziony.
      — I to ty pytasz o takie rzeczy? — z niedowierzaniem pokręcił głową. — Przecież jesteś od pilnowania innych. Ale mogę ci podrzucić jedną maszynę do głównego wejścia. Przed śluzę. Tam już sobie poradzisz. Postawię raptora obok ślizgacza, z którego korzystacie. Wpiszę twój kurs jako próbny.
      Zatarłem ręce z zadowoleniem.
      — Dzięki! Dobry kumpel z ciebie. Jeśli ci to nie przeszkadza, wybrałbym się za pół godziny.
      — Masz szczęście, że wdepnąłeś z rana, bo później będzie urwanie głowy. Swoje robimy, ale to jeszcze nie wszystko. Budzą co poniektórych kolonistów. Postawili na nogi kilku mechaników — zdradził Michael. — Mają zabrać się za naprawę silników.


27.04.2018 :: 18:30
Link | Komentuj (0) | Hegemone


Porozmawiajmy o ewolucji


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Usiedliśmy na rozgrzanym marmurze. Wyłączyłem translator. Hina i Noa z oddaniem mi asystowały, nie zamierzając nigdzie się oddalać. Wodziły palcami po żyłkach, znaczących się na wypolerowanych płytach, jakby układały się one w tajemniczy szyfr, tylko dla nich zrozumiały.
      — Mów, na co wpadłeś!
      George zaczął wykład.
      — Przecież to oczywiste, że ewolucja organizmów żywych jest czymś wyjątkowym i i niezwykle rzadkim. Jest fenomenem całkowicie niezrozumiałym z punktu widzenia astrofizyki. Dochodzi do niej tylko w nielicznych zakątkach wszechświata. Powstają niewielkie wysepki życia w nieogarnionych przestrzeniach kosmosu. Co jednak wywołuje rozwój organizmów żywych? Skąd bierze się życie? Co napędza ewolucję? Uznano, że odpowiadają za nią nieznane nam, ale inteligentne czynniki, wtórne wobec kosmosu jako całości. Nie wykluczano również tego, że twórcy ewolucji organicznej, biologicznej przybyli do nas z innego, nieznanego nam wymiaru wszechświata…
      — Jasne. Czyli mówimy o bogach.
      — Szukano ukrywającego się demiurga, może arystotelesowskiego pierwszego motoru, który odpowiadałby za rozkwit organizmów żywych na naszym i na innych globach. Pod tym kątem badano podania religijne i mity. Skąd bierze się moc, przekształcająca formy mniej rozwinięte w bardziej zaawansowane?
      — I tahitański bóg Ta’aroa — twoim zdaniem — odpowiada tej koncepcji?
      — Podobnie jak inni starożytni bogowie, stwarzający życie na Ziemi, w tym Bóg z Biblii. Na wyspach Polinezji Ta’aroa występował także pod innymi imionami. — George z zaaferowaniem zatarł ręce. — Dopóki nie znajdziemy lepszego, sensu stricto naukowego wyjaśnienia, powinniśmy się trzymać pierwotnych przekazów. W nich jest coś, nad czym nie wolno nam przechodzić do porządku dziennego. Iskra prawdy. Kosmicznej prawdy. Wskazują one, w jakim kierunku powinny biec nasze badania.
      Pojąłem, do czego zmierza. Innymi słowy, ktoś najpierw założył ogród, czyli stworzył wszechświat, a potem ktoś inny zasadził w nim kwiaty.
      — Sądzisz, że Ta’aroa przeniósł się z Ziemi na tę planetę? I zamienił ją w kraj mlekiem i miodem płynący?
      Wracające z wioski dziewczęta nie pozwoliły mu dokończyć. Oniemiałem, kiedy spojrzałem na ścianę lasu. Ahuone prowadziła nie dwie dżagi, ale ich całą roześmianą gromadkę.
      — O nie! — jęknąłem. — A to będzie!..


19.04.2018 :: 14:00
Link | Komentuj (0) | Hegemone


Starożytni bogowie powracają!


      Na początku kwietnia 2018 r. na rynek księgarski za pośrednictwem platformy Legimi.com trafiła w wersji elektronicznej moja świeżo ukończona mikropowiesć sf „Hegemone. Myśląca planeta”. Utwór liczy sobie ok. 70 ss znorm mpsu.

Zobacz wydania >>

15.04.2018 :: 08:30
Link | Komentuj (0) | Hegemone


Z Włodzimierzem Kłaczyńskim


      Sobota, 7 kwietnia 2018 r. W Cukierni u Borowskiej w Mielcu odbywa się 11. spotkanie literackie Mieleckiej Grupy Niezrzeszonych Prozaików. Tym razem jest prezentowana proza Włodzimierza Kłaczyńskiego. Lektorki czytają fragmenty „Popielca”. Oprawę muzyczną zapewnia ZPiT Chorzelowiacy.

07.04.2018 :: 21:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne