EDWARD GUZIAKIEWICZ • wydarzenia • zapiski • fragmenty utworów

 
 






Wesolutka strona responsywna


Z okładkami moich e-booków jako linkami...
» edward.guziakiewicz.pl

14.01.2017 :: 12:00
Link | Komentuj (0) 


Powrót Jill?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Przejrzałem wybiórczo materiały stacji telewizyjnych. Od powrotu z orbity Antaresa minął dopiero tydzień i mass media wciąż bębniły o naszym sukcesie. Temat nadal był świeży i nie tracił na aktualności. Eksponowano sylwetki wszystkich członków wyprawy. Twarz pilota Williama Smitha znaczyła się na bilbordach. Przed kamerami pojawiła się nawet urocza Catherine Lemaire, modelka, której plakat cieszył nasze oczy w sterowni na Meduzie. Nasza Jill mówiła jej zsyntetyzowanym głosem, więc odruchowo personifikowaliśmy centralny komputer, nadając mu w wyobraźni kształty tej urzekającej madonny. Pochodząca z Nicei gwiazda była śliczną brunetką i pomyślałem, że chętnie bym z nią pogawędził przy nadarzającej się okazji. Czułbym się przy niej tak, jakbym naprawdę spotkał Jill, tę idealną Jill z naszych szarych komórek, ukrywającą się na co dzień w ścianach stacji, bo przecież złożoną z pozbawionych cech ludzkich elektronicznych podzespołów. Kochaliśmy naszą Jill, choć czasami nas wkurzała, bowiem jako komputer była nie do zastąpienia. Towarzyszyła naszym codziennym zajęciom od rana do wieczora, odpowiadała na pytania i pozostawała zawsze do dyspozycji. Wprawdzie przepadła, kiedy stacja Meduza eksplodowała, ale jej wizualny pierwowzór nadal żył i miał się dobrze.
      Za moimi plecami sporo się wydarzyło, więc wracając z Eufemii na Marsa nie trafiłem w próżnię.


05.01.2017 :: 12:00
Link | Komentuj (0) 


Szczęśliwego Nowego Roku!




01.01.2017 :: 00:00
Link | Komentuj (0) 


Świątecznie i zimowo


      Na łamach ukazującego się w Kijowie dla Polaków kwartalnika „Krynica” — w numerze 94/2016 — znalazły się dwa moje opowiadania: biblijne dla dzieci „Mędrcy” i dla młodzieży „Kulig” z tomiku „Randka i inne opowiadania”.

» Mędrcy, Krynica. Pismo mniejszości polskiej na Ukrainie, nr 94 (2016), s. 66-68.
» Kulig (Opowiadanie z tomiku „Randka i inne opowiadania”), Krynica. Pismo mniejszości polskiej na Ukrainie, nr 94 (2016), s. 69-72.


29.12.2016 :: 09:30
Link | Komentuj (0) 


Nazwy własne enbargońskich maszyn latających


fragmenty powieści SF „Enbargonki”

      Podminowany oglądałem pulpity, starając się w nich połapać.
      — Jaką największą prędkość jesteś w stanie osiągnąć? — dociekliwie zapytałem, uznając, że to dla mnie najistotniejsze.
      — Praktycznie biorąc, każdą, jaką tylko zechcesz — beznamiętnie odparł rozmówca. I dodał: — Nazywaj mnie Nawigatorem.
      — Każdą? Nonsens! — zdziwiłem się. — Jak to możliwe? Czy się rozumiemy? Są chyba jakieś ograniczenia? — Zamilkłem na chwilę. — W takim razie oblicz mi czas przelotu na Ziemię. Wolałbym krótsze imię, może Navi.
      Sekundę się wahał.
      — Nie nałożono na mnie żadnych ograniczeń. A prędkość to rzecz względna. Czy chodzi ci o planetę krążącą w systemie solarnym, zamieszkałym przez twój gatunek?
      Wyświetlił bliski memu sercu Układ Słoneczny, a w narożnikach pokazał kilka innych gwiazd. Przywoływane tablice w mig się przesuwały i powiększały, płynnie wędrując na pierwszy plan.
      — Jasne, trzecia od Słońca — pokazałem mu palcem. — To tylko pięćset pięćdziesiąt lat świetlnych stąd… (...)
      Usłużnie wyświetlił mi szybkość. Nie wierzyłem własnym oczom. Na ekranie miałem blisko 1200 000 c. Poruszające się w rytualnym tańcu gwiazdy na czarnym niebie przeistoczyły się w żyjące własnym życiem supłane linie. Kurczowo trzymałem się oparć. Wstyd przyznać, ogarnął mnie lęk, że za chwilę rozpadnę się na atomy. Wróciło wspomnienie diabelskiego młyna z wesołego miasteczka. Byłem wówczas dzieciakiem i omal nie zwymiotowałem w powietrzu.
      — Jakim cudem można osiągnąć taką wielokrotność prędkości światła? — ośmieliłem się zapytać, pełny podziwu dla oszałamiającej technologii.
      — Prędkość światła? To mało znacząca stała kosmiczna — lekceważąco odparł Navi.


      — Masz jakieś imię, skrzydlaty władco? — zapytałem. — Jak do ciebie się zwracać?
      — Kamikadze — odparł bez wahania. — W skrócie Kami.
      Kamikadze, też coś! Co miał piernik do wiatraka? Nie chciałem tego komentować. Słuchałem wykładów z historii lotnictwa na Ziemi, więc to ponure określenie nie było mi obce. Czyżby enbargońska maszyna miała tak skończyć, jak kończyli japońscy lotnicy samobójczo atakujący amerykańskie okręty? Obym w niej wtedy nie siedział!
      Chyba domyślił się, o co mi chodzi.
      — Nazwa wywodzi się z języka japońskiego. Kami, czyli boski, kaze, czyli wiatr. Nazwano mnie Boskim Wiatrem, bowiem poruszam się z oszałamiającą prędkością. Przecież obsługuję połączenia międzygalaktyczne.
      Skrzywiłem się. Boski, psiamać! Nie miałem głowy do języków obcych. Ledwo trzymał się mnie francuski w wersji dla początkujących.
      Komputer nie poprzestał na tym, co powiedział. Musiał się popisać swoją wiedzą. Nawiązał do odległej przeszłości.
      — Odnoszono to chlubne określenie do sztormów, które w XIII wieku ratowały Japonię przed Mongołami. Tajfuny zniszczyły w tamtym stuleciu dwie flotylle najeźdźcy liczące po kilka tysięcy statków. — I dodał: — Były to największe w historii Ziemi inwazje morskie. Przysłonił je dopiero w XX wieku aliancki desant w Normandii.


18.12.2016 :: 16:00
Link | Komentuj (0) 


Barek w salonie


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Odniosłem „Małego Księcia” do biblioteczki, a przy okazji trafiłem na dobrze zaopatrzony barek. Ucieszyła moje oczy armia podświetlonych butelek, szklanek i kieliszków. Nie zabrakło akcesoriów dla barmana. Znalazłem shaker z mieszadłem do drinków, blender do miksowania składników, tłuczkę do rozgniatania owoców, wyciskarkę do cytrusów, korkociąg oraz wiaderko i szczypce do lodu. Niżej wmontowano lodówkę i zamrażarkę. Na niewielkim ekranie wyświetlały się receptury aperitifów i koktajli. Można więc było tworzyć prawdziwe arcydzieła. Pomyślałem, że na dzień dobry zrobię sobie drinka. Należało uczcić szczęśliwy powrót na Czerwoną Planetę. Otworzyłem butelkę whisky, była to piętnastoletnia single malt, a potem sięgnąłem po sok żurawinowy.
      — Twoje zdrowie, słodka Miriam! — rzuciłem do roślinki, która wodziła za mną łagodnymi oczyma.
      Świat pędził do przodu, ale alkohole były od wieków takie same.


08.12.2016 :: 08:30
Link | Komentuj (0) 


Grudzień w pełnej krasie


      Adwent, barbórka, św. Mikołaja, prezenty, choinka, wigilia, Boże Narodzenie, sylwester. I to wszystko w ciągu jednego miesiąca.
      Teoretycznie biorąc, powinien być również śnieg, ale z tym różnie bywa. A jeśli śnieg, to lepienie bałwana, obrzucanie się śnieżkami, łyżwy, sanki, narty...


02.12.2016 :: 17:59
Link | Komentuj (0) 


Nowe odsłony stron internetowych


    Prezentuję zmienione graficznie i technicznie strony mikropowieści z tomu „Przyloty na Ziemię”. Szablony pochodziły sprzed wielu lat, więc należało zastąpić je nowymi.

http://przyloty.pdg.pl (responsywna)
http://przyloty.pdg.pl/afrodyta
http://przyloty.pdg.pl/banita
http://przyloty.pdg.pl/ekscytoza
http://przyloty.pdg.pl/genesis
http://przyloty.pdg.pl/kasandra
http://przyloty.pdg.pl/przerwany_lot
http://przyloty.pdg.pl/misja_europa
http://przyloty.pdg.pl/supernowa

    Nowych szablonów doczekały się również dwie strony poświęcone powieściom SF:

http://zdrada.guziakiewicz.pl
http://winda.guziakiewicz.pl

      oraz strona poświęcona powieści „Wakacje w Izraelu” (w odcinkach):

http://wakacje.guziakiewicz.pl (responsywna)


27.11.2016 :: 11:49
Link | Komentuj (0) 


Kategorie na ownlogu


      Otagowałem część notatek z ownloga, jest ich już ponad osiemset, dzięki czemu można je przeglądać pod wybranym kątem, zgodnie z kategoriami w lewym menu. Są tu ujęte powieści: „A jeśli jutra nie będzie”, „Bunt androidów”, „Enbargonki”, „Hurysy z katalogu”, „Zdrada strażnika planety” oraz mikropowieść „Syreny z Cat Island”. Inne tematy: Imprezy kulturalne, Publikacje, Pory roku. Pewnie z czasem tagów przybędzie.


19.11.2016 :: 14:30
Link | Komentuj (0) 


Z Mirosławem Welzem z Iwonicza-Zdroju


      Sobota, 5 listopada 2016 r. Jestem na spotkaniu Grupy Literackiej „Słowo”. W czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mielcu odbywa się wieczór autorski Mirosława Welza, poety z Iwonicza-Zdroju, mojego kolegi z ZLP O/Rzeszów.
      Mirosław Welz promuje tomik poetycki „Pestki” (Wydawnictwo Libra PL), prezentowany ostatnio na Targach Książki w Krakowie, jednak podpisuje także wcześniejsze książki. Spotkanie ma poniekąd charakter środowiskowy, jest kilku lekarzy weterynarii, przedstawicieli zawodu, który autor na co dzień wykonuje.


07.11.2016 :: 08:02
Link | Komentuj (0)