EDWARD GUZIAKIEWICZ • wydarzenia • zapiski • fragmenty utworów

 
 






Utalentowana licealistka


      Sobota, 22 kwietnia. Jestem na spotkaniu z Anitą Róg, licealistką, promującą drugi tomik wierszy, zatytułowany „Twarzą wiatru”. Spotkanie, zorganizowane przez Mieleckie Towarzystwo Literackie, odbywa się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mielcu. Pierwszy tomik „Goniąc marzenia” wydała jeszcze jako gimnazjalistka.
      Pochodząca z Poręb Dymarskich autorka, jak pisze Ryszard Mścisz na stronie ZLP Rzeszów, „ukończyła gimnazjum ze średnią 5,5 i wynikiem 100% z egzaminu gimnazjalnego z języka polskiego. Pięknie maluje, gra na gitarze i pianinie, śpiewa, tańczy, recytuje i... świetnie radzi sobie z przedmiotami ścisłymi. Zamierza kiedyś podjąć studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i zostać kardiochirurgiem. (…) Anita Róg ma na koncie wiele konkursowych sukcesów: historycznych, literackich, recytatorskich, ortograficznych, muzycznych (wokalnych), fotograficznych, zdobywała laury za osiągnięcia w nauce i sporcie. W grudniu 2015 r. została stypendystką Funduszu Pomocy Młodym Talentom Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Niedawno przypadł jej podwójny laur V Podkarpackiego Konkursu Twórczości Literackiej „Gdy słowa dojrzewają” w Jeżowem. Zdobyła II nagrodę w kategorii poezji i wyróżnienie w kategorii prozy.”

22.04.2017 :: 20:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Koronkowa robota


      Za poczynaniami Raoula Duponta w „Hurysach z katalogu” kryją się solarne służby specjalne, które nim skrycie manipulują. Podkreśliłem ten wątek w piątym rozdziale, dorzucając kilka zdań. To te wytłuszczone.

      Prezes oniemiał. A potem wpadł w niebywałe uniesienie. Porwał Konstancję i wycałował ją w oba policzki. Omal nie odtańczył z nią triumfalnego tańca po jasnym gabinecie, z którego ogromnych okien było widać strzelający w górę na kilkadziesiąt pięter pomnik Słońca. Później jednak oklapł i ciężko opadł na swój fotel.
      — A więc zwycięstwo, wielkie zwycięstwo, choć — bądźmy szczerzy — nieco pyrrusowe — podsumował, zdyszany. Oczy jednak nadal radośnie mu się świeciły. — Udało nam się wreszcie bezkolizyjnie połączyć słodką dziewczynę do uciech cielesnych z bezpardonową i bezwzględną wojowniczką. Boże, ileż kosztowało naszą firmę naprawianie szkód, wywołanych przez wcześniejsze nieudane modele. Te długotrwałe procesy sądowe, te ugody i te krociowe odszkodowania. Na szczęście, ten okres mamy już za sobą! — użalał się do współpracowniczki.
      — Niech pan będzie szczery, panie prezesie. Czy powiodłoby się nam, gdybyśmy się nie odwołali do reguł paradoksu Rogersona? Gdyby nie ta udana teoria matematyczna, dalej dreptalibyśmy w miejscu. Poza tym wiele zawdzięczamy naszym przyjaciołom z wiadomej instytucji. Bez finansowania z ich strony nie posunęłyby się naprzód prace nad nowym modelem. O pewnych rzeczach mieliśmy nie rozmawiać nawet między sobą. Nadal powinniśmy się tego trzymać…
      — Masz rację, kochana Konstancjo. Napijesz się czegoś? — skwapliwie zapytał, widząc wchodzącą sekretarkę. Potem dodał: — A co z tym Raoulem Dupontem? Czy nie należy mu...
      — Och, nie! — pewna swych racji przerwała szefowi. — Skoro jest zadowolony z dziewczyny, nie widzę powodu, byśmy się z nim spotykali i dzielili najtajniejszymi sekretami firmy. — Wzgardliwie wzruszyła ramionami. — Po cóż miałby wiedzieć, że stał się królikiem doświadczalnym — dorzuciła. — I że został wytypowany do ukrytego eksperymentu? Zresztą w jedenastym punkcie zestawu umiejętności klona mieści się sztuka samoobrony. Sądzę, że to powinno rozwiać jego wątpliwości, o ile jakieś mu się nasuną — chłodno postawiła na swoim.
      Zgodził się bez oporów. Z zadowoleniem zatarł ręce.
      — My zaś będziemy mogli rzucić na rynek nowy i absolutnie rewelacyjny produkt. Nareszcie poprawią się obroty spółki!..
      Wrócił myślami do solarnych służb specjalnych i ich planu przywrócenia porządku na obrzeżach Układu Słonecznego przy pomocy androidów. Żeby ten supertajny plan się powiódł, Raoul Dupont powinien był połakomić się na kolejnego zmodyfikowanego klona. „Tylko jak to zrobić?” — szepnął do siebie w zadumie. Niektórzy klienci firmy Body Perfect decydowali się na kupno drugiego androida. O ile posiadali na to środki. Kogo bowiem nie nęcił trójkącik miłosny? Nie wykluczone, że wystarczyło tylko poczekać.
      Usłużna sekretarka wniosła na tacy porcelanowy dzbanek ze świeżo zaparzoną kawą. Prezes był wielbicielem tego czarnego trunku. Gustował w kilku gatunkach, które kazał sprowadzać z Ziemi. Sprzedawane na specjalnych aukcjach, pochodziły z najlepszych plantacji w Brazylii. Postawiła filiżanki przed siedzącymi przy okrągłym stole.
      — Jak by na to nie spojrzeć, mamy do czynienia z koronkową robotą — natchnięty szef szepnął z namysłem do Konstancji. — Wprost nie chce się wierzyć!..


20.04.2017 :: 12:16
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Śmierdzisz zgnilizną, szczurze!


      Przeglądam „Hurysy z katalogu”, dokonując drobnych uzupełnień i przygotowując utwór do wydania w formie e-booka.
      Powieść dzieli się na dość wyraźne cztery części. Dwie pierwsze są poświęcone Afrodycie i Irydzie, trzecia obejmuje lot statkiem pasażerskim na Ganimedesa. Tu mają miejsce romans z Beatrycze i starcia z porywaczami. Czwarta część toczy się w Układzie Jowisza. Składają się na nią zmagania z Groomem, natknięcie się na składujący retelit statek kosmiczny obcych, wreszcie fajerwerki: zniszczenie bazy Grooma. To w największym skrócie. Obok trójki głównych bohaterów w powieści pojawia się kilkadziesiąt innych postaci.
      Afrodyta i Iryda są nie tylko klonami do uciech, ale i wojowniczkami. Zabijają bez mrugnięcia okiem. A oto jedna ze scen:

      — Masz rację. Musimy zakończyć ten żałosny spektakl — orzekła Iryda.
      Afrodyta jej przytaknęła.
      — To co? Zabalujemy? Pędzimy na górę?
      Wtargnęły równocześnie na zajmowany przez terrorystów poziom. Znakomicie się spisywały, tak w pojedynkę jak w tandemie. Iryda oddała trzy szybkie strzały do typów sterczących przy drzwiach do pomieszczenia rekreacyjnego. Byli zajęci zakładaniem prymitywnego ładunku wybuchowego, więc nie zwracali uwagi na to, co dzieje się za ich plecami. Potem pobiegła w stronę sterowni, dokąd przeniósł się Cyrus ze swoją asystą. Afrodyta zdążyła już tam wrzucić granat zaczepny. Nie był zabójczy i niczego nie niszczył. Eksplodował, paraliżując wzrok i słuch. Piątka porywaczy stała się więc łatwym łupem. Wpadły do środka, bez litości kosząc wszystkich po kolei.
      Ostatni był Cyrus. Jeszcze żył po oddanym strzale. Osunął się na kolana, łapiąc Irydę za nogi. Ścisnął ją z taką siłą, że wydawało się, iż połamie jej kości.
      Przyłożyła mu broń między oczy.
      — Śmierdzisz zgnilizną, szczurze! — syknęła z pogardą, pociągając znowu za spust i wysyłając go do wszystkich diabłów.
      Koniec wieńczył dzieło. Jego mózg eksplodował, rozbryzgując się po ścianie i posadzce.

      Całość ma 280 ss znorm mpsu.


19.04.2017 :: 13:13
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


La pazza gioia


      W mieleckim kinie Galaktyka — w ramach wtorku z dobrym kinem — oglądam film „Zwariować ze szczęścia”. Reżyser Paolo Virzì. Przez dwie godziny słucham płynącego z ekranu języka włoskiego. Beatrice (Valeria Bruni Tedeschi), gadatliwa mitomanka i manipulantka, kreująca się na milionerkę obracającą się w wyższych sferach, i Donatella (Micaela Ramazzotti), wrażliwa introwertyczka o do przesady wytatuowanym i wychudzonym ciele, przebywają w ośrodku psychiatrycznym w Toskanii. Korzystając z okazji uciekają stamtąd, próbując na wolności uporządkować swe sprawy. Czynią to w sposób zabawny i dalece odbiegający od przyjętych norm, przeżywając w efekcie rozmaite przygody. Film pokazuje dramat kobiet, które źle ulokowały swe uczucia, zostały odrzucone przez mężczyzn i w efekcie znalazły się na życiowej równi pochyłej. Wzruszająca jest miłość Donatelli do syna, którego jej odebrano po nieudanej próbie samobójczej. Film szalony, świetnie zagrany, odsłaniający złożoną psychikę kobiety.



11.04.2017 :: 23:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Zapraszam do księgarni internetowych!





08.04.2017 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Na widoku


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Posiedzieliśmy w ogromnym apartamencie z godzinę, aktywizując urządzenia kuchenne i generatory, a potem wybraliśmy się do restauracji na szczycie wysokościowca, korzystając z przejścia do centralnej części budynku. Byłem ciekawy, jak Enbargonki będą sobie radzić w publicznych miejscach. Miały wreszcie okazję, by trafić między ludzi.
      Obyło się bez zastrzeżeń z mojej strony. Zachowywały się naturalnie i bezpretensjonalnie, pod każdym względem nienaganne. I przyciągały wzrok. Ich uroda i elegancja robiły wrażenie. Zauważyłem to już ogromnym holu przed wejściem do wind. Cholera! Musiały być naprawdę ekstra, skoro plączący się tu interesanci i goście hotelowi zatrzymywali się i na nie gapili, zapominając, że obcesowe zachowanie nie jest w dobrym tonie. Sam zdążyłem się do ich urody już przyzwyczaić, więc mnie nie oślepiała. Nie inaczej było w restauracji. Luksusowa Złota orchidea składała się z kilku sal urządzonych w różnych stylach i kawiarenki na wolnym powietrzu. Wszystkie miały atrakcyjny wystrój. O prestiżu tego lokalu decydowała nie tylko jakość potraw, była tu autentyczna kuchnia z kucharzami z prawdziwego zdarzenia, mistrzami w swoim fachu, ale i cieszące oczy wyposażenie. Wybraliśmy barokową salę francuską. Łapiąc pełne podziwu spojrzenia goszczącej tu klienteli, pojąłem, że należymy do wyższej sfery. Przybyliśmy iście z Parnasu.
      — Powinnyście się ubierać mniej wyzywająco — ostrożnie zauważyłem, gdy usiedliśmy przy stoliku, zajmując się kartą dań. Przy potrawach i napojach widniały oszałamiające ceny, jednak nas one nie odstraszały.
      — Rozchmurz się. To tylko test przed rautem u ambasadora — uspokoiła mnie Grace. — Od jutra będziemy przypominać szare myszki. Wtopimy się w tłum.
      — Już to widzę — niedowierzająco prychnęła Daisy.


03.04.2017 :: 18:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Klawesyn — inauguracja


      Piątek, 31 marca 2017 r., godz. 18:00. W sali królewskiej Państwowej Szkoły Muzycznej w Mielcu odbywa się poniekąd historyczny koncert, o którym warto pamiętać. Po raz pierwszy zostaje zaprezentowany publiczności świecący nowością klawesyn, kosztowny instrument, nie tak dawno nabyty przez szkołę. Nawiązujący do czasów baroku godzinny występ odsłania jego ogromne możliwości: są wykonywane utwory na klawesyn solo, klawesyn na cztery ręce, klawesyn i viola da gamba, klawesyn i mezzosopran, wreszcie w finale: klawesyn na cztery ręce + viola da gamba + mezzosopran.
      Przed publicznością występują: Ewa Rzetecka-Niewiadomska i Justyna Jamróz — klawesyn, Ewa Witczak — viola da gamba oraz Anna Werecka-Gryć — mezzosopran.
      Justyna Jamróz jest w tym gronie jedyną mielczanką, ukończyła PSM I i II st. w Mielcu, a następnie Akademię Muzyczną w Łodzi (organy, klawesyn i muzyka dawna).


31.03.2017 :: 20:29
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Wiosna


     I mamy wiosnę. Astronomiczna zawita do nas 20 marca o godz. 11:29, zatem już za kilkanaście minut, a kalendarzowa — dzień później. W szkołach uczniowie będą obchodzić Dzień Wagarowicza.
     W trendach tegorocznej mody wiosennej i na lato — jak czytam na stronie elle.pl — ma się nawiązywać do lat osiemdziesiątych. I kolory! Kwaśna cytryna, zmysłowa fuksja, ostra zieleń. Intensywne odcienie oranżu.
     Krótko mówiąc, zrobi się ciepło, będzie barwnie i szałowo!


20.03.2017 :: 11:11
Link | Komentuj (0) | Pory roku


Mieleckie Towarzystwo Literackie


      Sobota, 11 marca 2017 r. Jestem w Domu Kultury SCK w Mielcu na spotkaniu założycielskim Mieleckiego Towarzystwa Literackiego. Odbywają się głosowania nad statutem, składem zarządu i komisji rewizyjnej. Konstytuuje się czteroosobowy zarząd. Prezesem zostaje Zbigniew Michalski, wiceprezesem — Stefan M. Żarów, sekretarzem — Barbara Augustyn, a skarbnikiem — Andrzej Talarek.
      Jak należy się spodziewać Mieleckie Towarzystwo Literackie będzie drugą platformą, skupiającą lokalnych poetów i prozaików, obok wcześniej istniejącej Mieleckiej Grupy Literackiej „Słowo”, która pozostała w strukturach Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej.
      Mieleckie Towarzystwo Literackie ma stanowić niezależną od TMZM formację, działającą w oparciu o prawo o stowarzyszeniach.


11.03.2017 :: 18:13
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Co z byłą żoną?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Dialogi są zawsze szczególnym wyzwaniem. Tu wymieniają myśli cztery osoby, a przeplatają się w rozmowie dwa różne tematy...

      Owalny stół z błyszczącym blatem otaczały wyściełane krzesła. Moje dziunie nakryły dla pięciu osób. Drugie śniadanie było gotowe. Usiadłem między Agnes Diaz a Jacqueline Bennett. Z tego miejsca miałem widok na cały ogród okolony żywopłotem. Na prawo znaczyła się pływalnia. Enbargonki wyglądały ponętnie. Wbijałem sobie do głowy ich ziemskie nazwiska.
      — Co dziś robimy? Jakie mamy plany? — zagadnąłem, zakładając sobie serwetkę. I nie czekając na odpowiedź, rzuciłem do kuszącej Daisy. — Wyobraź sobie, że moja była żona chce się ze mną spotkać. Co o tym sądzisz?
      — Mam ją sprzątnąć? — zapytała niefrasobliwie.
      Zrobiłem wielkie oczy. Pozostałe madonny z uwagą się jej przyjrzały.
      — No, nie… — zacząłem lękliwie oponować. — Tak od razu? Może najpierw powinienem się dowiedzieć, czego chce.
      — Jeśli się nachalnie wcina, może być kretem — zauważyła agentka.
      — Czyim kretem? — zdziwiłem się. Jako spec od mokrej roboty Daisy miała lekko zwichrowaną osobowość, ale to mi nie przeszkadzało. A nawet mnie podniecało. Tym niemniej swoje chciałem wiedzieć.
      — Tacy jak ty muszą być ostrożni — Jacqueline pospieszyła z wyjaśnieniem, godząc się z jej punktem widzenia. Podała mi amforę z mrożoną herbatą. — Widziałeś już polującego Lotosanina. Nie był jedynym draniem, który tu się kręcił. W Układzie Słonecznym przenikają się z cicha interesy różnych kosmicznych ras, choć ogół nie ma o tym zielonego pojęcia. A ty przecież nie jesteś już zwyczajnym człowiekiem i musisz liczyć się z tym, że różni ciekawscy będą usiłowali cię namierzyć.
      Trudno, żebym nie uznał jej racji i przypomniało mi się, że przestrzegała mnie przed tym już na Eufemii. Doszedłem do wniosku, że odrobina paranoi mi nie zaszkodzi. Reprezentowałem teraz nową odmianę gatunku ludzkiego, stałem się fizycznie doskonalszy i nie powinienem był otwierać szeroko ramion przed każdym, kto się w nie pchał.
      — Inna sprawa, że zyskałeś sławę po powrocie z orbity Antaresa. Wyszedłeś z cienia, znalazłeś się w centrum uwagi, a media o tobie trąbią — wtrąciła się Grace, odciągając moją uwagę od tego, co działo się daleko. — Nic więc dziwnego, że twojej byłej przyszło do głowy, by do ciebie uderzyć. Pewnie chce odświeżyć wspomnienia. — A potem odniosła się do planów na resztę dnia. — Jeśli nie miałbyś nic przeciwko temu, obejrzałybyśmy sobie najpierw twój apartament, a potem pokręciłybyśmy się po śródmieściu. Naturalnie, razem z tobą. Przewertowałam zaproszenia, które nam przysłano. Wieczorem odbędzie się raut u ambasadora Ziemi przy Piątej Alei, uroczyste przyjęcie bez tańców. Zapowiadają, że pojawi się tam około stu osób, sama śmietanka towarzyska. Miałybyśmy wspaniałą okazję, żeby sprawdzić, jak sobie radzimy — zajrzała mi pytająco w oczy. — Co ty na to?
      Obojętnie wzruszyłem ramionami.
      — Spokojnie, ty tu rządzisz! — Wróciłem do nurtującej mnie kwestii, spoglądając na Daisy: — Moja była nazywa się Dorothy Bailey, a mieszka przy Dwudziestej Dziewiątej Alei. Weź ją pod lupę, jeśli możesz!
      — W porządku, dowiem się wszystkiego — obiecała.


04.03.2017 :: 10:04
Link | Komentuj (0) | Enbargonki