EDWARD GUZIAKIEWICZ • wydarzenia • zapiski • fragmenty utworów

 
 






Wiosna


     I mamy wiosnę. Astronomiczna zawita do nas 20 marca o godz. 11:29, zatem już za kilkanaście minut, a kalendarzowa — dzień później. W szkołach uczniowie będą obchodzić Dzień Wagarowicza.
     W trendach tegorocznej mody wiosennej i na lato — jak czytam na stronie elle.pl — ma się nawiązywać do lat osiemdziesiątych. I kolory! Kwaśna cytryna, zmysłowa fuksja, ostra zieleń. Intensywne odcienie oranżu.
     Krótko mówiąc, zrobi się ciepło, będzie barwnie i szałowo!


20.03.2017 :: 11:11
Link | Komentuj (0) | Pory roku


Mieleckie Towarzystwo Literackie


      Sobota, 11 marca 2017 r. Jestem w Domu Kultury SCK w Mielcu na spotkaniu założycielskim Mieleckiego Towarzystwa Literackiego. Odbywają się głosowania nad statutem, składem zarządu i komisji rewizyjnej. Konstytuuje się czteroosobowy zarząd. Prezesem zostaje Zbigniew Michalski, wiceprezesem — Stefan M. Żarów, sekretarzem — Barbara Augustyn, a skarbnikiem — Andrzej Talarek.
      Jak należy się spodziewać Mieleckie Towarzystwo Literackie będzie drugą platformą, skupiającą lokalnych poetów i prozaików, obok wcześniej istniejącej Mieleckiej Grupy Literackiej „Słowo”, która pozostała w strukturach Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej.
      Mieleckie Towarzystwo Literackie ma stanowić niezależną od TMZM formację, działającą w oparciu o prawo o stowarzyszeniach.


11.03.2017 :: 18:13
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Co z byłą żoną?


fragment powieści SF „Enbargonki”

Od 25. rozdziału akcja toczy się na Marsie...

      Owalny stół z błyszczącym blatem otaczały wyściełane krzesła. Moje dziunie nakryły dla pięciu osób. Drugie śniadanie było gotowe. Usiadłem między Agnes Diaz a Jacqueline Bennett. Z tego miejsca miałem widok na cały ogród okolony żywopłotem. Enbargonki wyglądały ponętnie. Wbijałem sobie do głowy ich ziemskie nazwiska.
      — Co dziś robimy? Jakie mamy plany? — zagadnąłem, zakładając sobie serwetkę. I nie czekając na odpowiedź, rzuciłem do kuszącej Daisy. — Wyobraź sobie, że moja była żona chce się ze mną spotkać. Co o tym sądzisz?
      — Mam ją sprzątnąć? — zapytała niefrasobliwie.
      Zrobiłem wielkie oczy. Pozostałe madonny z uwagą się jej przyjrzały.
      — No, nie… — zacząłem lękliwie oponować. — Tak od razu? Może najpierw powinienem się dowiedzieć, czego chce.
      — Jeśli się nachalnie wcina, może być kretem — zauważyła agentka.
      — Czyim kretem? — zdziwiłem się. Jako spec od mokrej roboty Daisy miała lekko zwichrowaną osobowość, ale to mi nie przeszkadzało. A nawet mnie podniecało. Tym niemniej swoje chciałem wiedzieć.
      — Tacy jak my muszą być ostrożni — Jacqueline pospieszyła z wyjaśnieniem, godząc się z jej punktem widzenia. Podała mi amforę z mrożoną herbatą. — Widziałeś już Lotosanina. Nie był jedynym draniem, który tu się kręcił. W Układzie Słonecznym przenikają się z cicha interesy różnych kosmicznych ras, choć ogół nie ma o tym zielonego pojęcia.
      Przypomniała mi to, o czym mówiła na Eufemii i doszedłem do wniosku, że chce mnie przekonać, iż odrobina paranoi mi nie zaszkodzi. Powinienem był potraktować jej słowa poważnie i nie otwierać szeroko ramion przed każdym, kto się w nie pchał.
      — Stałeś się sławny. Wyszedłeś z cienia, znalazłeś się w centrum uwagi, a media o tobie trąbią — wtrąciła się Grace, odciągając moją uwagę od tego, co działo się daleko. — Nic więc dziwnego, że twojej byłej przyszło do głowy, by do ciebie uderzyć. Pewnie chce odświeżyć wspomnienia. — A potem podjęła inny temat. Wróciła do planów na resztę dnia. — Jeśli nie miałbyś nic przeciwko temu, obejrzałybyśmy sobie najpierw twój apartament, a potem pokręciłybyśmy się po śródmieściu. Naturalnie, razem z tobą. Przewertowałam zaproszenia, które nam przysłano. Wieczorem odbędzie się raut u ambasadora Ziemi przy Piątej Alei, uroczyste przyjęcie bez tańców. Zapowiadają, że pojawi się tam około stu osób, sama śmietanka towarzyska. Miałybyśmy wspaniałą okazję, żeby sprawdzić, jak sobie radzimy — zajrzała mi pytająco w oczy. — Co ty na to?
      Obojętnie wzruszyłem ramionami.
      — Nie ma sprawy, ty tu rządzisz! — Wróciłem do nurtującej mnie kwestii, spoglądając na Daisy: — Moja była nazywa się Dorothy Bailey, a mieszka przy Dwudziestej Dziewiątej Alei. Weź ją pod lupę, jeśli możesz!
      — W porządku, dowiem się wszystkiego — obiecała.


04.03.2017 :: 10:04
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Wieczór autorski Joanny Kłaczyńskiej


      Czwartek, 16 lutego 2017 r. Uczestniczę w wieczorze autorskim Joanny Kłaczyńskiej. Promuje ona swój tomik poezji „Sen ci swój opowiem”. Spotkanie, zorganizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Mielcu i Stowarzyszenie Literackie „Słowo” w Mielcu, odbywa się w Cafe Kredens przy ul. Głowackiego.


16.02.2017 :: 21:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


W zbrojowni Daisy


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Wróciliśmy przed obiadem z wyprawy do podnóża gór. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc Daisy pokazała mi swoją zbrojownię. Wbrew temu, czego się spodziewałem, jej zabawki nie wyglądały groźnie. Oglądałem je, jedna po drugiej, a ona objaśniała mi, do czego która służy. Skonstruowano je tak, aby ukryć ich prawdziwe przeznaczenie i posiadaną moc. Nie należało jednak wątpić w ich skuteczność.
      Leżało tu co prawda kilka karabinków różnej wielkości, które podnosiłem, przymierzając się do strzału, jednak przeważały drobniejsze utensylia. Jej arsenał był typowo damski i przypominał witrynę sklepu z galanterią i biżuterią. Brałem do rąk zabójcze bransoletki, broszki, paski, wstążki, niewielkie torebki, rękawiczki i inne czarujące drobiazgi. Starałem się zachować ostrożność, nie chcąc, by mi coś strzeliło w palcach.
      — Zabawne gadżety — mruknąłem, godząc się, że są niebezpieczne.
      — Te śmiercionośne cudeńka odwołują się do konwencjonalnych rozwiązań, znanych również na twoich planetach — rzekła. — Upakowano je jednak wymyślną enbargońską elektroniką. Tym niemniej ciekawsze od nich są środki, wykorzystujące zaawansowaną nanotechnologię. Dalej mam takie cacka — pociągnęła mnie pod przeciwną ścianę. — Chcę ci pokazać inteligentną chmurę — uniosła z dumą złoty wisiorek na łańcuszku. — Uważam ją za przeciekawy wynalazek. Zaraz ci ją wypuszczę.
      Medalion dyndał w jej rękach. Gdy otworzyła sekretnik, wydostała się z niego smuga dymu niczym z cudownej lampy Aladyna. Delikatna mgła nie rozmyła się jednak w powietrzu. Jej mikroskopijne drobiny zamieniły się w drobne pasemka, zbliżyły się do siebie i przeformowały w coś na kształt niegroźnie wyglądającej bańki mydlanej. Nie przypominała dżinna z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Daisy wyciągnęła rękę i unoszący się balonik pociągnął wiernie za jej dłonią. Chwilę się nim bawiła.
      — Do czego to służy?
      — Oglądasz wyrafinowane nanoboty. Można wysłać taką chmurkę, dokąd się chce. Staną się przeźroczyste, będą szpiegować i podsłuchiwać. Są zdolne obezwładnić i zabić. Działają podobnie jak broń, której użyliśmy przeciw tyranozaurom, czyli na zasadzie sprzężenia z mózgiem. Im ich jest więcej, tym trudniejsze zadania są w stanie wykonywać. W dużej ilości mogą stanowić poważne zagrożenie nawet dla całej planety.
      Zaczynałem wreszcie wierzyć, że Daisy jest specem od mokrej roboty. Była twardzielem, posługującym się niezwykłymi środkami rażenia. Posiedziałem chwilę w jej pracowni, a potem udałem się do siebie.


10.02.2017 :: 10:30
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Promocja tomiku poezji


      Sobota, 4 lutego 2017 r. Jestem na spotkaniu Stowarzyszenia Literackiego „Słowo” w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mielcu. Stefan M. Żarów promuje swój tomik wierszy „Itaka Odyseusza”. Śpiewa Klaudia Litwin.
      Stefan M. Żarów pracuje w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie. Jest wicedyrektorem tej placówki. Jest to już kolejny wydany przez niego tomik poezji. W przygotowaniu ma następne.



04.02.2017 :: 20:30
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Gdy główny bohater się wkurza...


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Wróciłem myślami do Jacqueline i Daisy. Te odlotowe laski zaczynały deptać mi po odciskach. Zbyt pewnie się tu czuły i dawały mi się we znaki, co nie wróżyło niczego dobrego.
      Pojąłem, że mam ochotę coś zniszczyć, ale nic nie wpadło mi w ręce. Ogarnęła mnie żądza mordu i najchętniej bym je zatłukł.
      — Obrzydliwe tarantule, miarka się przebrała! — zgrzytnąłem wkurzony. — Nie ujdzie wam to na sucho, jeszcze nikt mnie tak nie upokorzył, wredne suki! Odbiło wam, czy co? W dupach wam się poprzewracało! — zrobiłem się czerwony na twarzy i zacisnąłem pięści. — Nie wsiądziecie mi na kark, nie ma mowy, nie dam się wziąć za mordę — nienawistnie rzucałem pod ich adresem. — Już po was, żmije, zwalniam was! Macie szlaban, zero seksu, rozwodzimy się! — burczałem. — Nie polecicie ze mną na Ziemię, nawet gdybyście błagały mnie na kolanach. Pozbądźcie się złudzeń. Możecie jęczeć i skamłać. Słowem się nie odezwę. To już koniec, rozstajemy się na zawsze!..
      Były to groźby na wyrost, bowiem nie byłbym w stanie uczynić im krzywdy, tym niemniej przyniosły mi ulgę. Musiałem pozbierać się, ochłonąć i uspokoić. Pieniłem się jeszcze przez chwilę, a potem ruszyłem z powrotem.

01.02.2017 :: 09:30
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Główny bohater jako fraszkopisarz


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Oczyma roztrzęsionej wyobraźni ujrzałem wykuty w kamieniu napis „Żył krótko, ale szczęśliwie” i znienacka dopadła mnie myśl, że w ostatnich dniach i godzinach mojego marnego żywota mógłbym pisać fraszki. Były w modzie i pojawiały się na bilbordach, a politycy cytowali je w przemówieniach. Zaraz jednak zrozumiałem, że był to pomysł równie niedorzeczny jak wszystkie inne. Komu miałbym je czytać? Głupiemu kotu, który nie rozumiał ludzkiej mowy? Komputerowi, który miał to w nosie? Dlaczego akurat idiotyczne fraszki? Nie były wysokiego lotu. Brakowało mi poetyckiej wrażliwości i uchodziłem za grafomana. Układałem je, kiedy chodziłem do szkoły, obrabiając tyłki belfrom, których nie lubiłem. Chłopacy reagowali na moje złośliwe rymowanki salwami śmiechu. Dziewczyny — różnie, jedne to bawiło, inne nie. Niektóre krzywiły się, spoglądając z politowaniem na poecinę. Przez całe lata chodził mi po głowie kretyński dwuwiersz:
                        „Jako fraszkopisarz osiągnę wnet szczyty,
                        zaszczuję łajdaków, opluję łachmyty!”
      Puściłem kota, który nie chciał siedzieć mi dłużej na kolanach. Pomyślałem o Jürgenie. Nie miał racji. Nie czułem się niemotą, ciemięgą i matołem. Poderwałem się z miejsca, bo w jednej chwili mnie olśniło. Miałem cierpieć w milczeniu? W samotności łykać gorzkie łzy? Dość litowania się nad sobą! Puściły hamulce i doszły do głosu uśpione instynkty. Zagrały emocje i znienacka ogarnęła mnie euforia. Wspiąłem się na wyżyny absurdu. Byłem Syzyfem, który dopchał swój kamień na sam szczyt. Poczułem się nagle despotycznym władcą, mającym na Meduzie nieograniczoną władzę. W chwilach załamania budziło się we mnie nonsensowne przeświadczenie, że jestem kimś jedynym w swym rodzaju i wyjątkowym, niepospolitym i nieziemskim.

22.01.2017 :: 17:08
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Wesolutka strona responsywna


Z okładkami moich e-booków jako linkami...
» edward.guziakiewicz.pdg.pl

14.01.2017 :: 12:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Powrót Jill?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Przejrzałem wybiórczo materiały stacji telewizyjnych. Od powrotu z orbity Antaresa minął dopiero tydzień i mass media wciąż bębniły o naszym sukcesie. Temat nadal był świeży i nie tracił na aktualności. Eksponowano sylwetki wszystkich członków wyprawy. Twarz pilota Williama Smitha znaczyła się na bilbordach. Przed kamerami pojawiła się nawet urocza Catherine Lemaire, modelka, której plakat cieszył nasze oczy w sterowni na Meduzie. Nasza Jill mówiła jej zsyntetyzowanym głosem, więc odruchowo personifikowaliśmy centralny komputer, nadając mu w wyobraźni kształty tej urzekającej madonny. Pochodząca z Nicei gwiazda była śliczną brunetką i pomyślałem, że chętnie bym z nią pogawędził przy nadarzającej się okazji. Czułbym się przy niej tak, jakbym naprawdę spotkał Jill, tę idealną Jill z naszych szarych komórek, ukrywającą się na co dzień w ścianach stacji, bo przecież złożoną z pozbawionych cech ludzkich elektronicznych podzespołów. Kochaliśmy naszą Jill, choć czasami nas wkurzała, bowiem jako komputer była nie do zastąpienia. Towarzyszyła naszym codziennym zajęciom od rana do wieczora, odpowiadała na pytania i pozostawała zawsze do dyspozycji. Wprawdzie przepadła, kiedy stacja Meduza eksplodowała, ale jej wizualny pierwowzór nadal żył i miał się dobrze.
      Za moimi plecami sporo się wydarzyło, więc wracając z Eufemii na Marsa nie trafiłem w próżnię.


05.01.2017 :: 12:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki