ZAPISKI FRAGMENTY UTWORÓW SAVOIR-VIVRE NASTOLATKA
 
 






Zasłyszane


      Wszystko opiera się na reklamie i promocji. Jeśli ktoś ma mysz, to może dostać kota. A jeżeli ma już kota w głowie, to może jeszcze liczyć na... receptę.



30.06.2009 :: 12:21
Komentuj (0)


Warsztaty dziennikarskie i literackie


      Grochowe, 22 — 26 czerwca. Grupa niewielka, gimnazjaliści i licealiści, jednakże złożona z osób uzdolnionych, co mnie cieszy. Pracuje się więc z nimi z przyjemnością. Wykorzystuję — m.in. — ćwiczenia warsztatowe, które od lat wplatałem w swoje notatki na blogu. Efektem pięciodniowych zajęć jest seria tekstów prozatorskich i poetyckich, w tym cztery naprawdę udane opowiadania.

      A oto zabawna palcówka, zaproponowana przez jedną z uczestniczek:

Impresje na temat nudy

      Nazywam się nijak, mam naście lat i za długie rękawy kurtki, boję się wszystkiego, co mnie otacza, chyba że zapomnę, że mam się bać, wtedy się nie boję, ale wtedy i tylko wtedy, bo poza tym zwykle staram się pamiętać, że się boję.
      Ostatnimi czasy namiętnie poszukując nudy odkryłem miejsce dostatecznie nudne, by nudzić się w nim bez żadnego zagrożenia ze strony możliwych atrakcji. Miejsce to było wypełnione nudą po brzegi i zaryzykowałbym stwierdzenie, że z nudy też było zbudowane.
      Nudni ludzie siedzieli na nudnych krzesłach, wdychali nudę, grali w nudę, jedli nudę, popijając nudą, zaglądali nudnym wzrokiem w swe nudne oczy, puszczali z dymem nudę z filtrem, zawiniętą w bibułki, zostawiając jej resztki na swych nudnych płucach, toczyli nudne rozmowy, nudne spory, a czasem wdawali się w nudne bójki dla spotęgowania nudy. Niekiedy pojawiał się ktoś nowy, przerywając stateczną nudę nudnawym powiewem świeżej nudy z zewnątrz.

27.06.2009 :: 13:00
Komentuj (0)


Po Podkarpaciu


      Czerwcowa aura odpychająca, prawie ciągle pada, tym niemniej udaje nam się wstrzelić w ładny słoneczny dzień. Najpierw Zamek w Odrzykoniu, potem Rezerwat „Prządki”, wreszcie Krosno. Po południu zaś Dukla. Piję wodę ze źródełka przy pustelni św. Jana, kierując do świętego swoje prośby.
      Średnia wieku wysoka, około siedemdziesięciu pięciu lat, bo to wycieczka Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Uczestnicy zaskakują mnie jednak swoją kondycją fizyczną. Śmigają po górkach jak małolaty.

18.06.2009 :: 20:30
Komentuj (0)


Terroryści na pokładzie?


      Szykuje się kolejna awantura, Raoul jednak nie ma złych przeczuć i ignoruje ostrzeżenia Afrodyty.

      — Gdzie jest Iryda? — zapytał, chcąc przenieść uwagę na coś innego, mniej irytującego.
      Afrodyta zajęła się tym tematem.
      — Niucha po statku. Na jej czarnej liście znalazło się trzech podejrzanych. Prawie ze sobą nie rozmawiają, udają, że się nie znają, jednak wyczuwa, że to pic na wodę, fotomontaż. Wzięła ich pod lupę. Mówiła, że za nimi pochodzi, żeby im się dokładniej przyjrzeć, ale nic na łapu-capu. I że sprawdzi ich bagaże. Coś jej się w nich nie spodobało…
      — Tak? — zaciekawiła go. — Co to za jedni? — zapytał.
      — Każdy z nich wsiadał gdzie indziej. Pierwszy leci najdłużej, bo ze strefy Wenus, drugi z Marsa, trzeci zabrał się razem z nami z bazy Merkury, ale nie przytargał się z Diany. Wziął się tam nie widomo skąd.
      — To co ich łączy?
      — Z pozoru nic szczególnego. Są jednak na pewno specami od mokrej roboty, chociaż starają się to ukryć. Wygląda na to, że mają na oku coś śmierdzącego i że cichaczem kompletują zespół. Iryda nie ma co do tego ani cienia wątpliwości…
      Skrzywił się, z niesmakiem przyjmując te rewelacje.
      — Jeżeli kompletują ekipę, to pewnie z myślą o księżycach Jowisza lub Saturna, a nie o nas. Przecież we trójkę nie skoczą nam do gardła, byliby bez szans. Wysiądą na Ganimedesie, dołączą do pozostałych, którzy tam pewnie będą warować — kombinował — i pożeglują w swoją stronę, nie sądzisz?
      Powinna była odpowiedzieć, że to pochopne i przedwczesne wnioski, ale nic nie odrzekła, cedując to zadanie na Irydę.

30.05.2009 :: 11:00
Komentuj (0)


Jeśli tańczyć, to najszybsze i najbardziej ogniste tańce na świecie!


      Trafił na próbę w sali koncertowej „Agisa” i mógł wreszcie zobaczyć, co potrafią. Przyćmione światła stwarzały nastrój i rozsiadł się wygodnie w miękkim fotelu, mając obok siebie wierną Afrodytę. Sala była niczego sobie, niewielka, ale luksusowo wyposażona i można było odnieść wrażenie, że została zaprojektowana z myślą o prawdziwych rewiach. Oglądał z osłupieniem ich występ, pojmując, że dotąd nie był świadkiem takiej magii. Kostiumy dodawały im uroku. Muzyka była ostra, a dziewczyny z zespołu „Escape” poruszały się wściekle rytmicznie, zmysłowo, w diabolicznym wręcz tempie, zgrane jak dobrze zaprogramowane androidy. Szał ciał! Jeśli tańczyć, to najszybsze i najbardziej ogniste tańce na świecie! Czuł się zaskoczony, bo spodziewał się amatorskiego popisu, przy którym dyskretnie poziewuje się w rękaw. Te młode nie były jednak debiutantkami. Ich harmonia ruchów była nie do skopiowania, reprezentowały wysoki poziom, i dziwił się, że nie otarł się o nie na Dianie, śledząc serwisy informacyjne. Wywnioskował, że sam zawinił, bo nie interesował się życiem kulturalnym w Nowym Konstantynopolu.
      Żywiołowy popis się skończył i jeszcze przez chwilę dla relaksu kręciły się swobodnie w nieco wolniejszym dancehallowym rytmie, lecz już każda sobie. Następnie ustąpiły miejsca i zobaczył Kingę, wykonującą krótką breakdancową solówkę.
      — Ech, młodość! — wymamrotał z żalem.
      Posiedział tam jeszcze chwilę, a potem wyniósł się na korytarz. O dziwo, był wyraźnie odprężony, jakby faktycznie wyszedł po udanej gali, może ciekawym koncercie.
      — Potrafiłybyście tak zatańczyć? — z zaciekawieniem zwrócił się do swego anioła.



22.05.2009 :: 09:41
Komentuj (0)


Przesiadka na „Agisa”


      Baza pamiętała czasy, w których żmudnie sklejano Dianę z planetoid. Nie była należycie wyposażona i straszyła prowizorką, służąc głównie jako dworzec towarowy. Nie zadbano o estetykę pomieszczeń. Wpadały w oczy żelbetonowe zbrojenia i przenośne metalowe ogrodzenia, wyznaczające trasy dla bezgłośnie sunących odrapanych wózków transportowych. Nieliczne ascetyczne korytarze z nijakiego koloru ścianami nie wyglądały zachęcająco, zaś kiepsko oświetlony ponury hol z gwiaździstym sklepieniem wydawał się pamiętać czasy pierwszych pionierskich wypraw w gwiazdy. Widoczne na każdym kroku reklamy świetlne były zbędnym zgrzytem i nie dodawały temu miejscu uroku. Mimo solidnych pancernych powłok, czuło się na karku lodowaty oddech kosmicznej nocy. Na szczęście, ciążenie i ciśnienie utrzymywały się w normie i w powietrzu nie brakowało tlenu. Nieliczni pasażerowie snuli się ospale, grawitując w stronę kawiarenek i barów, stanowiących jedyny żywy akcent za dużego wnętrza.
      Raoul nie musiał czekać i wpatrywać się niewidzącym wzrokiem w wywołujący depresję surowy szalunek, bowiem cumujący tu „Agis” przyjmował już pasażerów. Z bliżej nieokreślonych względów, pewno technicznych, statek nie mógł przybić do „Konia Trojańskiego”, co byłoby ułatwieniem dla wybierających się w podróż.
      Kosmiczna karawela nie różniła się wielkością od „Olafa”, którego zapamiętał z wyprawy na Ziemię i od „Remedium”, którym wracał na Dianę. Po wejściu na jasno oświetlone pokłady poczuł ulgę. Jednak kiedy zobaczył, kto mu się pcha w oczy, opadła mu ze zdumienia szczęka. Ślicznotki z zespołu „Escape” też tu się znalazły. Miały na sobie jednakowe czarne bluzy z jego podobizną z przodu. Teraz już rozumiał, dlaczego nie próbowały się z nim żegnać. Nie było po co. Wiedziały, że po przesiadce znowu go ujrzą.
      — Wy tu? Coś takiego? Nie sądziłem, że wybieracie się tak daleko.
      Beatrycze z dumą wypięła pierś, a w jej oczach dojrzał radosne błyski.
      — Jak to? Nikt ci nie powiedział? — na jej twarzy znaczył się wyraz niedowierzania.

30.04.2009 :: 11:43
Komentuj (0)


Z grzechów przeciw komputerowi


Jadłam chrupki nad klawiaturą!

28.04.2009 :: 07:01
Komentuj (0)


Smak lata w tropikach


      Przeglądałem «Wakacje w Izraelu» i natrafiłem w piątym rozdziale na fragment, który w moim odczuciu może samoistnie egzystować — po pewnej obróbce, ma się rozumieć — jako wiersz biały.
      A oto efekt:

Edward Guziakiewicz

Smak lata w tropikach

czarowna scena w półmroku jej pokoju
dziewczęce piersi tak zachwycające,
a kobiece krągłości — tak porywające

jej uległość poruszała go do głębi
ukryte wejście do smukłej katedry usilnie zapraszało
pieścił jej atramentową w mroku wyspę szczęścia
kto kogo wtajemniczał w sekrety miłości?

ich ciała splotły się ze sobą w radosnym uniesieniu
zatracił się w falującym tańcu, sięgającym bram raju

przyciągała do siebie oburącz jego rozkołysaną czuprynę
szeptała w ekstazie słowa, których nie rozumiał

miał w nozdrzach woń ciepłego deszczu
z którym zatonął z mocą siewu w jej słodkiej wilgoci
znajdując ukojenie


20.04.2009 :: 12:44
Komentuj (0)