EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(39)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Nowy Rok


     Podobnie jak miliony innych świętujących na kuli ziemskiej przywitałem o północy nadchodzący Nowy Rok. Było to dla mnie okazją, by podsumować to, co się działo, a zarazem zastanowić się nad planami na przyszłość. Także w odniesieniu do bloga. Zapiski prowadzę od od kwietnia 2002 r., zatem jak by na to nie spojrzeć, to już siedem okrągłych lat. Notek uskładało się tyle, że dałoby się z nich złożyć jak nic ze dwie książki.
     Archiwum za lata 2002 — 2004 mieści się pod adresem http://eddie.za.pl, a za lata 2004 — 2007 pod adresem http://eddie.friko.pl. Towarzyszyło mi w tej sieciowej zabawie szereg osób, a nawet jeżeli one pokasowały swoje blogi, to i tak można wrócić do ich z pozoru zapomnianych wpisów dzięki systemowi Internet Archive. Sieć jest bowiem rodzajem pamiętnika, z którego bardzo trudno wydrzeć wszystkie kartki.
     A co dalej? Zastanawiam się nad konwencją mego bloga, taką samą niezmiennie od pierwszych wpisów. Może należałoby zmienić styl? A może na tym zakończyć?

01.01.2008 :: 14:17
Link |  | Główna


Za dużo przytulanek i za dużo cyborgów, czyli zanosi się na nową powieść...


Dodałem „Afrodycie” nowe zakończenie, o czym pisałem w jednej z czerwcowych notek, a potem zająłem się ciągiem dalszym tej mikropowieści, wprowadzając do utworu Irydę (dwa kolejne rozdziały). Akcja toczy się wartko, czym jestem w gruncie rzeczy sam zdziwiony, ale to pewnie dlatego, że ta druga laska jest zaprzeczeniem pierwszej, żywa, nieokiełznana, kipiąca energią i pełna zwariowanych pomysłów...


     Owinięta ciemną opończą wściekle zmysłowa madonna stała na środku salonu, powściągliwie rozglądając się dokoła i w skupieniu badając wzrokiem marmurowe ściany i kolumny. Zauważyła go wchodzącego i strzeliła okiem w jego stronę. Nie ruszyła się z miejsca. Nawet nie drgnęła. Należała do tych błyskotliwych kobiet, które świadome swej niezwykłej urody bez obawy mogły spoglądać na mężczyzn z góry.
     — Nareszcie — z rozczuleniem rozłożył ręce. Nie przeraził się dystansu, jaki usiłowała stworzyć. — Witajże w domu — zachęcająco dodał, podchodząc bliżej i z rozrzewnieniem lustrując jej sylwetkę. Wyglądała bosko, dokładnie tak, jak się spodziewał. Żadnej fuszerki. Przyjaźnie cmoknął jej wąską dłoń i musnął wargami jej policzek, co przyjęła obojętnie, bez zmrużenia oka. — Na Boga, prześlicznie wyglądasz. To ja, Raoul, nie poznajesz mnie? A Afrodytę już widziałaś... — zademonstrował swoją dobrą wolę, wywiązując się z obowiązków gospodarza.
     Jej twarz rozjaśnił wreszcie blady uśmiech.
     — To ty, Raoulu? Cudownie, że tu jesteś — wybąkała, jakby dopiero w tym momencie pojęła, kogo to ma przed sobą. — A tak się obawiałam...
     — Czegóż to? — nieznacznie się zaciekawił, lekko przekrzywiając głowę.
     — Tego, że... cię... nie ujrzę — plątał się jej język i wybąkała nieskładnie.
     Jeszcze przez chwilę sycił nią wzrok. Jej ciemnobrązowe kręcące się włosy były zawiązane w koński ogon. Delikatny makijaż podkreślał zmysłowe usta, wprost stworzone do całowania.
     — Zdejmij tę opończę — zachęcił ją. — I chodź, pokażę ci twoje gniazdeczko. A ty — zwrócił się do asystującego im blond anioła — zrób coś na ząb, jeśli możesz. Bądź tak dobra! Proszę! Pewno nasz gość jest głodny po podróży!
     Ściągnął z niej zwierzchnie okrycie, rzucając je na fortepian i objawiła mu się w całej krasie. Oślepiła go feerią swych zachwycających kształtów. Jej młode ciało było niczym wyrzezane przez niedościgłego mistrza, a zdobiła je tak podniecająca kreacja, że z miejsca przeszył go szaleńczy dreszcz pożądania. Odrobina złota, przez które przebijała się czerń. Eleganckie przykuse bokserki i równie skąpy finezyjny kaftanik, ledwo co mieszczący piersi. Zachwiał się z wrażenia pod wpływem tego negliżu, jakby dostał czymś tępym w głowę, a nogi pod nim niebezpiecznie się ugięły.
     Zachłannie dygocąc, prawie pijany poprowadził ją po schodach na górę. Kto tę ponętną młódkę wypuścił w drogę w tak bezwstydnie skąpych ciuchach? Wspinała się majestatycznie i powoli, przy tym jednak z ogromną lekkością, która kazała się domyślać, że rysujący się przed nią dystans byłaby w stanie pokonać jednym susem gibkiej pantery. Na piętrze mieścił się apartament Afrodyty i tam ją zaprosił w pierwszej kolejności.

04.01.2008 :: 20:20
Link |  | Hurysy z katalogu


Końcówka ósmego rozdziału


     Przejrzał ten podniecający wolumin, zwalając się na tapczan i z uznaniem mrucząc pod nosem, zajęło mu to z kwadrans, a potem przeciągnął się z ulgą, podniósł się i wyszedł, zaciekawiony tym, co porabiają jego pannice. Osłupiał, widząc, czym się zajmują i z wrażenia omal nie opadła mu szczęka. „O nieba, co tu się wyprawia?!” Gapił się na nie jak zahipnotyzowany, nie opuszczając holu.
     Świecący nowością produkt firmy „Body Perfect” znowu śmiało sobie poczynał. Tym razem zbzikowana Iryda uczyła Afrodytę skakać przez basen. To był nie lada popis. Widział, jak ze zręcznością lamparcicy śmignęła najpierw w jedną stronę, a potem w drugą. Może miała przypięte do ramion niewidzialne skrzydła?
     — Do cholery, z jakiej ona jest gliny? — wystękał z podziwem, opierając się o fortepian. Nie mógł oderwać od niej wzroku, podziwiając jej rzadką klasę.
     Później Afrodyta pod dyktando brunetki usiłowała zmierzyć się z tym samym dystansem. Jej pierwszy sus okazał się jednak nieudany, nie dosięgła bowiem drugiego brzegu i wylądowała w basenie, wyrzucając fontannę wody. Nie wydostała się jednak po drabince na brzeg, jak to zwykle czyniła. Jak delfin wystrzeliła ponad powierzchnię, następnie zręcznie odbiła się od chybotliwej tafli, a przynajmniej tak się Raoulowi wydawało, i wykonała cyrkowe salto w powietrzu, lądując z wdziękiem na trawie.
     — No nie, połamie sobie wszystkie kości!
     Iryda zachęcająco krzyknęła do niej z drugiej strony, dając jakieś znaki. Afrodyta skinęła głową, wzięła diabelnie szybki rozbieg, sprężynująco się odbiła i nie bacząc na ryzyko wyrwała się z powrotem. Tym razem miała więcej szczęścia. Przefrunęła nad pływalnią i znalazła się obok tamtej.
     — Masz ci los! — odetchnął z ulgą. — Zatem to dla niej też bułka z masłem. W głowie się nie mieści…
     Uzmysłowił sobie, że gdzieś przepadły owiraptory. Nie hasały wokół basenu, więc pewnie były przy dozowniku z karmą. Niemrawo się wycofał, dumając nad tym, co ujrzał. Miał twardy orzech do zgryzienia. Usiłował zrozumieć, jak są zbudowane jego klony i skąd się biorą ich nadzwyczajne umiejętności. Sekrety muskulatury, kości, systemu nerwowego? Zamarł w bezruchu, wpatrując się w niewidoczny punkt w przestrzeni. Ale po chwili wzruszył obojętnie ramionami i parsknął z odrobiną złości:
     — A cóż mnie to obchodzi…

07.01.2008 :: 20:43
Link |  | Hurysy z katalogu


O kocie [na zamówienie Muci]


     Ktoś rzucił pytanie, czy można rozliczyć kota z urzędem skarbowym.
     — Oczywiście! — im głupsze pytanie, tym chętniej odpowiadam. — Widziałem formularze PIT KOT-37 — mówię bez wahania.
     — A żwirek można rozliczyć?
     — Ma się rozumieć, trzeba pobrać załącznik PIT KOT-Ż.
     — A karmę?
     — Karmę też, na formularzu PIT KOT-K.
     — A kocią antykoncepcję?
     Kręcę z powątpiewaniem głową.
     — Tego ci nie zwrócą. Ze względów moralnych, jak przypuszczam...

12.01.2008 :: 09:22
Link |  | Główna


Eksperymenty genetyczne





     Co tam „in vitro”, są rzeczy okropniejsze. Podobno prowadzi się badania nad łączeniem materiału genetycznego ludzkiego i zwierzęcego. Aż strach pomyśleć, jak może wyglądać taka hybryda. Co by się stało, gdyby skrzyżować mnie z moim kotem? Pewnie wyszłaby taka poczwara, jak ta na fotce. W głowie się nie mieści...

     Ahoj, to ja! Poznajecie? W kolejnym wdzięcznym wcieleniu. Nie zapomnijcie, że mnie kochacie...



19.01.2008 :: 18:47
Link |  | Główna


Szokująca geografia


     Dopiero teraz, kiedy zainstalowałem odpowiednią zakładkę w przeglądarce, zorientowałem się, gdzie znajduje się serwer, na którym mieści się mój ownlog. Nie zgadniecie. W Niemczech. W Saarlouis (region Saarland), blisko granicy z Francją i Luksemburgiem, o ile pojęcie granicy w tym kontekście jeszcze coś znaczy.
     Cóż, ciągnie wilka do lasu. Czyli do Belgii, w której to w latach studenckich czułem się jak u siebie w domu...

     Żeby było śmieszniej, dodam, że moje australijskie serwisy mieszczą się na serwerze w Sunnyvale w Kaliforni, zatem wcale nie w Australii, a te z gdańskiej Wirtualnej Polski... na serwerze we Włocławku.
     Stron z końcówką za.pl (osemka.pl) należy szukać na serwerze w Roubaix we Francji.

20.01.2008 :: 17:18
Link |  | Główna


Z bieżących relacji


     Kicia się strasznie przestraszyła, bo wszedł listonosz z dużą torbą. A przecież to nie jest kot pocztowy...


21.01.2008 :: 12:12
Link |  | Główna