Mała wpadka
Poleciały mi październikowe notki. Chyba nie umiem klikać...
No i ownlog jakoś dziwnie chodzi, raz się otwiera, a raz nie.
Pewnie czas przenieść się gdzie indziej...
12.10.2004 :: 21:07
Komentuj (2)
Wojaże...
Wybrałem się w podróż po kraju. Warszawa i Siedlce. Polskie Koleje Państwowe dość punktualne, ale wagoniki tak samo brudne jak 20 lat temu. Na korytarzach nie wolno palić, bo przecież są przedziały dla palących. W Siedlcach nieomal w samym centrum grodu rzuca się w oczy więzienie [podobno o zaostrzonym rygorze]. Ujrzałem je, idąc z dworca kolejowego. Fatalna lokalizacja, no ale ponoć kiedy je carscy wznosili pod koniec XIX wieku, znajdowało się poza rogatkami. Miasto się rozrosło, jednak nikt przez sto lat nie pomyślał, żeby to jakoś odkręcić. Siedlce są sympatyczne, a poza tym blisko do stolicy (półtora godzinki pośpiechem).
15.10.2004 :: 18:31
Komentuj (0)
Dworzec Zachodni
To już obrzeża stolicy, centrum zostało z tyłu. Pociąg podmiejski dojechał do Warszawy Zachodniej i tu skończył bieg. Wagoniki czyściutkie, jednak cały skład dla niepalących. Pytam konduktorów, gdzie wolno kurzyć. Odpowiadają, że nigdzie, ale każą mi pociągać bondy tam, gdzie zechcę. Jest sobota, wszyscy są na luzie.
Z racji soboty w restauracyjce arabskiej dostaję kebaba po niższej cenie (to zainteresuje Diancię). Różni się nieco od naszych, "polskich". Sos jest tak wściekle ostry, że wprost przeżera cały układ pokarmowy, ale i sprawia, że umysł staje się dziwnie jasny.
No i jest na dworcu PKS kawiarenka internetowa, z której pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego ownloga. Warto czasami wyrwać się gdzieś — tylko po to, żeby złapać dystans do codziennych spraw. I popatrzeć na ludzi...
16.10.2004 :: 13:34
Komentuj (7)
Lornetka
Tak bardzo, bardzo kocham ją,
że w nocy kiedy wszyscy śpią,
ja nie śpię kombinując jak być z nią.
Wczoraj wpadł mi do głowy
pomysł zupełnie odlotowy,
że jej wyślę miłosny list
anonimowy.
Tak bardzo...
[GOLEC u'ORKIESTRA]
17.10.2004 :: 17:41
Komentuj (1)
Ekscytoza
Tak się zaczyna...
Impulsy pochodziły z peryferyjnego układu gwiezdnego, usytuowanego na dalekich obrzeżach potężnego imperium. To obejmowało setki przez wieki zbadanych i podbitych galaktyk. Kimi wyłowiła je z jednostajnego kosmicznego szumu nie bez pewnego zdziwienia. W monitorowanych przez nią zakresach rzadko kiedy pojawiało się coś zajmującego, nie licząc kwitowanych skrzywieniem ust kosmicznych śmieci, w związku z czym jej żmudna praca należała do usypiających i bezbarwnych. Brakowało nawet efemerycznych śpiewających gwiazd. Tym ze skupieniem przysłuchiwano się w innej sekcji. Teraz coś z cicha zakołatało w sprawnie działającym mechanizmie.
— Siódemka do komputera — cichutko wyjąkała. — Proszę o sprzężenie zwrotne!
Sygnały były tak słabe, że z powodzeniem mogła je zignorować, nie odnotowując emisji w podręcznej neksotece. Mając już mentalną kontrolę nad terminalem, z lekka je wzmocniła, a na ekranie pojawiła się wybrzuszona pulsująca sinusoida. Gdzieś daleko nieznacznie naruszono imperialne prawo. Ktoś inny by się nimi nie przejął, bagatelizując prawie przypadkowy przekaz — jednakże nie ona, Jenerekitka z krwi i kości. Nie olała tej emisji. Ukradkiem zerknęła na Albrumutora, który z przymkniętymi oczyma posapywał przy sąsiednim stanowisku. Co rusz rozmywały mu się rysy twarzy. Nudy na pudy. Należał do zmiennokształtnych, ci zaś rozpływali się, gdy zapadali w sen, a ich ciała obracały się w metaliczną niby-ciecz, do złudzenia przypominającą rtęć. Nie przepadała za jego podłym towarzystwem. No i nie znosiła, kiedy obrzydliwie skapywał na posadzkę. Nic gorszego niż wdepnąć nogą w takie śliskie świństwo. Dalej czuwał Babtunor, który w przeciwieństwie do jej najbliższego sąsiada dbał o swój wygląd i liczył się z krytyką otoczenia. Właściwie był przystojny, o ile to słowo mogło tu coś znaczyć, ale cóż z tego. Kanony piękna Geomonów z Szesnastej Galaktyki bardzo się różniły od jenarekickich. A poza tym przedstawiciele tego gatunku byli zwykle nosicielami. Kryli w swych ciałach inteligentne i długowieczne symbionty, a to sprawiało, że trudno się było z nimi zaprzyjaźnić.
Żaden z nich dotąd nie zauważył, że coś się stało.
18.10.2004 :: 20:03
Komentuj (0)
Horror
Byłem na filmie "Smakosz 2". To taka sobie nieskomplikowana "bajka" o odradzającym się potworze, żywiącym się ludźmi. Będące skrzyżowaniem człowieka i nietoperza nienasycone monstrum wybiera i pożera kolejne ofiary.
"Najesz się strachu!" — obiecują twórcy filmu. Strachu się nie najadłem, bo niby czego się bać w kinie. Niemniej przyjrzałem się ciekawie zarysowanemu portretowi amerykańskiego nastolatka. To jest studium lęku. Film pokazuje z pozoru obytych i pewnych siebie młodzików, którzy w obliczu zagrożenia kompletnie tracą głowy, totalnie się kompromitując. Najprymitywniejsze reakcje, utrata zdolności racjonalnego myślenia, zero autokontroli, najniższe instynkty i emocje...
Ale sobie reżyser sobie poużywał — zwłaszcza na chłopakach. Chyba za bardzo ich nie lubi... A może po prostu takie jest — niestety — w sporej części dumne z siebie młode pokolenie?
19.10.2004 :: 19:27
Komentuj (5)
Elektryczne Gitary
to już koniec, nie ma już nic
jesteśmy wolni, możemy iść
to już koniec, możemy iść
jesteśmy wolni, bo nie ma już nic
robaczek w swej dziurce, jak docent za biurkiem
i pszczółka na kwiatkach, jak kontrol w tramwajach...
21.10.2004 :: 11:46
Komentuj (1)
Zapytaj górala
Za oknem świeci słoneczko, niebo jest czyściutkie, niebieściutkie, a rtęć w termometrze dowala do 18 stopni. Nagły powrót lata. Zerknąłem na mapę pogody, żeby się zorientować, czy ta poprawa zapowiada się na dłużej. I co? Myślicie, że się dowiedziałem? E tam. Zgodnie z rewelacjami z Internetu teraz w moim regionie leje jak z cebra, a temperatura nie przekracza 13 stopni...
Jeśli wybieracie się do mnie tylko wirtualnie, rozłóżcie parasole.
22.10.2004 :: 12:50
Komentuj (5)
Z opisów GG
Temat maturalny: Osama Bin Laden — romantyk czy pozytywista?
Dla dziewczyn liczy się jakość, dla chłopaków ilość.
Żaden magnes tak nie działa, jak magnes pięknego ciała.
I jutro, i dziś, ja i mój puchaty miś.
Chcę, by miłość zabijała [there's no shelter].
Gdzieś w terenie, nie wiem, czy wrócę, bo kto by mnie chciał z powrotem?
24.10.2004 :: 11:40
Komentuj (4)
Co to jest ekscytoza?
Jak starych znajomych przyjął ich poufale w zaciszu domowego niby-sanktuarium, dając tym samym subtelnie do zrozumienia, że darzy ich względami. To była sprzyjająca wróżba. Gdyby im się podwinęła noga, mogli liczyć na no, że stanie w ich obronie. Jak wszyscy Zelusowie, wyglądem przypominał sporawego pomarszczonego grzyba. Jego głowa rozszerzała się u góry, tworząc szeroki kapelusz. Duże brązowe oczy spoglądały otwarcie i szczerze.
Pozwolił im usiąść. Przy ołtarzyku mocy paliła się wieczna lampka.
— Mówicie zatem, że doszło do ekscytozy? — zapytał łagodnym śpiewnym głosem, który wydał się trochę nie pasować do jego topornej postury. Podciągnął szerokie rękawy purpurowej szaty. I nie czekając na potwierdzenie zaczął niespiesznie objaśniać — jakby po to, by udowodnić dwójce agentów, że przygotował się do pogawędki: — Ekscytoza jest stanem niebezpiecznego pobudzenia, któremu ulega organiczne otoczenie emitującego obiektu, szczególnie zaś istoty o silnie rozwiniętym systemie nerwowym, takie jak my, podatne na różne koniunkturalne wpływy. Kto nie zabezpieczy się, może stracić kontrolę nad sobą i wyczyniać różne cuda. Odkąd wiemy, że te silne oddziaływania telepatyczne są uchwytne — między innymi — na poziomie subprzestrzennym, odtąd analizując źródła emisji uwzględniamy również obiekty bardzo odległe. Zdaje się, że Kimi na jeden taki trafiła...
Jenarekitka milcząco przytaknęła. Faktycznie, Eukalipanus orientował się, co zaszło. Miała nadzieję, że Mitos nie będzie wtrącać się do wywodu członka Najwyższej Rady, ale się pomyliła. Dowcipniś, musiał się popisać.
— Dlaczego niebezpiecznego? Ekscytoza nie zawsze jest groźna — jej partner parsknął niecierpliwie, zabierając głos w najmniej odpowiednim momencie. — Wszystko zależy od tego, ku czemu zmierza silnie emitujący obiekt. Niekiedy wchodzą w grę godne pochwały intencje... — zerknął na pobladłą Kimi, która zrobiła wielkie oczy i wreszcie ugryzł się w język.
Nie należało przerywać członkowi Najwyższej Rady.
25.10.2004 :: 20:19
Komentuj (4)
Poetycko
Taki komentarzyk mimochodem mi się zamieścił na ownlogu
grease:
rozsypane kostki domina
nie ustawię muru chińskiego
to trzeba we dwoje
Czy to już jest wiersz?
26.10.2004 :: 14:40
Komentuj (6)
Z opisów GG
Chwila dla debila.
To mała dzikuska, im gorzej ją traktujesz, tym bardziej na ciebie leci.
Błagam, nie zaprawiajcie mnie.
Co za ludzie... a siooo!
Moja psychika została już dawno zatruta miłością do ciebie.
Tylko w mennicy można zrobić duże pieniądze bez reklamy.
29.10.2004 :: 20:00
Komentuj (5)