EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Październik


     Październikowe słońce milutko zaskakuje. Cieplutko prawie jak w lipcu. Ale z aurą nie ma żartów. Nic za darmo. Jak przywali śniegiem w listopadzie, to pewnie będziemy czuli się jak na Antarktydzie do samej Wielkanocy.

06.10.2006 :: 13:44
Link | Komentuj (3) | Główna


Feralny dzień


     Znowu piątek trzynastego. A do tego pogoda jakaś niewyraźna. Cieplutka dotąd jesień powolutku odchodzi. Zostawia nas sam na sam z paskudnym listopadem. Chyba czas zakopać się w barłogu i zapaść w sen zimowy. Fatalnie. A niektórzy z moich znajomych przewidywali, że będzie super do połowy przyszłego miesiąca...
     Byle do wiosny...

13.10.2006 :: 11:01
Link | Komentuj (2) | Główna


Przemijanie


     To, czym się zajmujemy i czym żyjemy na co dzień jest poddane rygorom cyklu rocznego, uwarunkowanego kaprysami aury — bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie. Kończy się złota jesień, wyciągamy z kufrów cieplejsze ciuchy, zaś te rozkoszne wakacyjne lądują na samym dnie. No i jako że zbliża się uroczystość Wszystkich Świętych, zezujemy w stronę cmentarzy.
     Czeka nas chwila zadumy przy grobowcach. To takie ciche miejsca, obłożone granitem, w których zamglona już przeszłość styka się z burzliwą teraźniejszością i pełną planów przyszłością. Czego zaś one uczą?
     Życie ludzkie jest dziwnie krótkie. Człowiek jest młody i ma szalone plany, część z nich uda się mu zrealizować, części nie. Kiedy zaś już osiągnie to, co zamierzył, ze zdziwieniem okrywa, że jego czas się kończy. To tylko kilkadziesiąt cykli rocznych, nic więcej...

23.10.2006 :: 13:31
Link | Komentuj (2) | Główna


I jeszcze o przemijaniu


Nie tylko mnie nurtuje ten temat, innych też.
Pisze Diancia na GG: "Życie jest po prostu złym kwadransem, złożonym z uroczych sekund!" Nic dodać, nic ująć...

26.10.2006 :: 13:24
Link | Komentuj (0) | Główna


Savoir-vivre androida klasy zerowej


Chodzi mi po głowie ciąg dalszy „Afrodyty”...

     Ta myśl niepokoiła go od czasu do czasu, ale kiedy gwałtownie powracała niecierpliwie tłumił ją w sobie, uznając, że są granice, których dbającemu o zachowanie twarzy facetowi nie wolno przekraczać. Zgubnym pokusom nie należało ulegać. Tego dnia jednak słodka fala podniecenia okazała się silniejsza niż się spodziewał i to go wyprowadziło z równowagi.
     Owiraptory ścigały się dookoła basenu i wypoczywając obok Afrodyty przez dobrą minutę śledził w napięciu ich harce. Potem zdobył się na desperacki krok. Wstydliwie odkaszlnął i zapytał, przezwyciężając zażenowanie:
     — Co ty na to, żebym miał oprócz ciebie jeszcze jedną... zgrabną laskę? Drugą przyjaciółkę od serca?
     Wyrzucił to z siebie, zaraz płochliwie umykając wzrokiem i usiłując sprawić wrażenie, że interesują go tylko białe obłoki, rysujące się od rana na tle błękitu. Przez chwilę czuł się jak sparaliżowany. Dopadło go wrażenie, że to idiotyczne pytanie zawisło gdzieś w próżni i że nigdy nie usłyszy na nie odpowiedzi.
     Nie kazała mu długo czekać. Niepewnie zatrzepotała powiekami, bo wybił ją z rozkosznego półsnu. Skierowała twarz w jego stronę, jednak nie znikł z niej wyraz słodyczy.
     — To ty decydujesz, drogi Raoulu, nie ja — nie namyślając się, cichutko odrzekła. Lekko się podniosła, podpierając się na łokciu. — Liczy się twoje szczęście i tylko ono jest dla mnie ważne... — z oddaniem zaszczebiotała. Rzuciła tę kwestię gładko, z czarem i z głębokim przekonaniem. Zabrzmiało to jak dawno temu wbite do głowy credo, którego nie można było zapomnieć. Umiała się znaleźć w każdej sytuacji i pod tym względem była zawsze bez zarzutu. Savoir-vivre androida klasy zerowej...
     Ramiona mu opadły i odrobinę zblazowany podejrzliwie się jej przyglądał. Zachowywała stoicki spokój i to go czasem irytowało. Jeżeli miał zamiar perfidnie wbić jej szpilę, to minął się z celem. Przyszło mu na myśl, że gdyby ugrzązł w związku z krewko reagującą kobietą o diablo ognistym temperamencie, ta pewnie w porywie złości z miejsca przylałaby mu w mordę, na odlew, raz i drugi, przywołując go do porządku i nie czekając na to, czym ją jeszcze będzie w stanie zaskoczyć.
     — Niemożliwe! Zaakceptowałabyś jej obecność? — nie chciało mu się wierzyć i z uporem maniaka zaczął wiercić jej dziurę w brzuchu, a jego brwi powędrowały wysoko w wyrazie niebotycznego zdumienia.
     — Jasne! Ma się rozumieć. Jeżeli ty ją pokochasz, to ja też — z anielską cierpliwością potwierdziła, a jej oczy zdradzały, że mówi najszczerszą prawdę.
     — Ha! — mruknął z niejaką ulgą, powoli kładąc się obok niej na plecach. Stopniowo się uspokajał i wracała mu pewność siebie. Jednak zaraz niespokojnie się poderwał, nadal drążąc ten ekscytujący temat i nie chcąc pozostać bez kropki nad i: — A co sądzisz... eee... o seksie we troje?
     Przez króciutką chwilę wydawało mu się, że strategom z "Body Perfect" zabrakło wyobraźni i że nie przewidzieli tak niedorzecznej sytuacji.
     — Już ci odpowiedziałam, Raoulu. Jeśli ty ją pokochasz, to ja też...
     Przestał wisieć jej na ustach i pogrążył się w pełnej znaków zapytania zadumie. Usłyszał, co chciał, jednak to wszystko nie mieściło mu się w głowie. Z bólem serca wykoncypował, że jednak ci chciwi dranie uwzględnili tak występny scenariusz. Co za chytre lisy? Dopiero teraz błysnęło mu pod czachą, że przecież w ich podłym interesie leżało, by nabycie pierwszej dupci nie uniemożliwiało klientowi kupna następnej. Produkt był produktem, niczym więcej.
     — Heh! — wypuścił z płuc powietrze. — Wpadła mi w oko taka, ma na imię Iryda — wyjawił ze smętkiem w głosie. Afrodyta nie wiedziała, że po kilku dniach wahań z duszą na ramieniu wdepnął do wiadomej firmy, a tam z wypiekami na twarzy kilka razy przekartkował cały katalog. Nie połakomił się już na obejrzenie filmowych reklamówek z wytypowanymi pannicami, bo wymiótł go stamtąd wstyd. Obawiał się kpin i wydawało mu się, że pracownicy zezują na niego ze skrytym współczuciem jak na godnego pożałowania, śliniącego się erotomana, którego należy czym prędzej wysłać na dłuższe leczenie.
     — Kiedy się do nas wprowadzi? — jak gdyby nigdy nic zapytała, a jej chabrowe oczy wyrażały jedynie niewinną dziecięcą ciekawość.
     Rozdziawił gębę, nie kryjąc zaskoczenia.
     — No, nie wiem! — usprawiedliwiająco wymamrotał. — W gruncie rzeczy... — żałośnie zachrypiał, zaczynając się wycofywać — nie podjąłem jeszcze decyzji. Nic na serio. Tak po prostu... zapytałem... z ciekawości. Chciałem wiedzieć, jak się na to... eee... zapatrujesz... Bo gdybyś była przeciwna, to... Albo gdybyś miała cień wątpliwości...
     Wyciągnął się znowu, wystawiając twarz do słońca i pokonany przymknął oczy. Dziewczyna rozsiewała delikatny zapach egzotycznych kwiatów. Niepokoiła go niekiedy myśl, że się od niej uzależnił jak od niebezpiecznego narkotyku, ale Bogiem a prawdą z pewnością było to dużo lepsze od dawnej samotności. Wprawdzie umiał cieszyć się ciszą i brakiem zajęć, jednakże kiedy poznał Afrodytę przestało mu to wystarczać. Dlaczego jednak chodził mu po głowie ten szalony pomysł? Czy był mu potrzebny do szczęścia drugi android?

27.10.2006 :: 15:51
Link | Komentuj (0) | Główna