Na granicy...
Tu i ówdzie doszlifowałem "Ekscytozę"...
— To niewyobrażalny horror. Na moce, co on tu wyrabiał? — nie kryła przejęcia, gdy po dłuższej chwili wróciła do Mitosa. — Ten drań dysponował niezgorszym sprzętem medycznym. Po cichu ściągał rzadkie urządzenia, od niedawna znane w parolach. Ale po co? No, właśnie — głośno się dziwiła. — Nie zamierzał bynajmniej leczyć bladolicych. Chodź, coś ci pokażę! — pociągnęła rosłego agenta za rękaw flanelowej koszuli.
Ten powlókł się za nią, porzucając wyświetlacz z listą imion i nazwisk na ekranie.
— Wiesz, co mówili w Nowym Jorku? — niemrawo podzielił się swym domysłem. — Podobno Elvisa Presleya porwali kosmici.
Nie skomentowała tej rewelacji. Doprowadziła Mitosa do srebrzystego silosu do klonowania.
04.10.2007 :: 16:19
Komentuj (3)
Jeszcze o Herodzie
Czytam właśnie „Heroda, króla Judei” Aleksandra Krawczuka. Okazuje się, że w kwestii narodowości tej postaci, chodzi o Heroda, naturalnie, nie o profesora Krawczuka, nie do końca byłem wcześniej dokładny. Ze źródeł wynikało, że był Idumejczykiem (=Edomitą). Jest to jednak tylko połowa prawdy. Jego ojciec, Antypater, był faktycznie takiego pochodzenia, jednak ożenił się z Arabką, notabene ze znakomitej rodziny nabatejskiej. Król Judei, znany z biblijnej rzezi niewiniątek, był więc na wpół Idumejczykiem i na wpół Nabatyjczykiem.
W pierwszej części książki profesor Krawczuk barwnie opisuje drogę, jaką pokonał w 65 roku p.n.e. Pompejusz, naczelny wódz armii Wschodu, kierujący się z wojskiem z Damaszku do Jerozolimy. Pewnie tą samą trasą podążali mędrcy ze Wschodu, pragnący oddać hołd królowi, którego wskazywała gwiazda...
„Przez pierwsze dni marszu Rzymianie widzieli na zachodzie wysoką górę Hermon. Jej skaliste wierzchołki pokrywał śnieg, a ze zboczy spływał ciemny płaszcz ogromnych lasów...”
15.10.2007 :: 14:40
Komentuj (7)
Odmiana
taki sam
taka sama
takie samo
tacy sami
takie same
23.10.2007 :: 11:22
Komentuj (4)
Starożytny Egipt i koty
Jestem przy „Kleopatrze” Aleksandra Krawczuka. Natrafiłem na zwięzły, ale bardzo obrazowy opis architektonicznej zabudowy Aleksandrii, a zaraz potem na ciekawostkę, związaną z kultem zwierząt. Jak się okazuje, Egipcjanie otaczali wyjątkową czcią koty, ichneumony, psy, sępy, ibisy, wilki i krokodyle. Gdy święte zwierzę umierało, płakano nad nim, balsamowano je i z szacunkiem grzebano.
Za
umyślne zabicie takiego zwierzęcia wymierzano karę śmierci. W szczególnie uprzywilejowanej sytuacji były koty i ibisy. Tu śmierć groziła nawet za
nieumyślne zabicie zwierzęcia. Tłum znęcał się nad sprawcą straszliwie, a karę wymierzano najczęściej bez sądu.
Ech, być kotem!
26.10.2007 :: 18:20
Komentuj (2)