EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(83)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Samotność androida


Fragment „Buntu androidów”

      — Samotność? W mordę jeża, to straszne! — ciężko westchnęła, przygryzając wargę. Przez chwilę nienawidziła siebie za to, że jest cyborgiem. Uzmysłowiła sobie, że przypomina wyrzutka społecznego lub bezdomne dziecko ulicy. — Dlaczego mnie to spotkało? Czy musiałam narodzić się w tak dziwny sposób?
      Poruszała się bez trudności w tym świecie i z nim się utożsamiała, mimo to czuła się wyobcowana. Nie miała przed kim otworzyć swojej duszy i zwierzyć się ze skrytych myśli i pragnień. Nie było tu nikogo, kto chciałby dziewczynę wysłuchać, okazać jej zainteresowanie i współczucie, przytaknąć i przyznać, że ją rozumie. Gdyby usiłowała zagubić się w gorących pieszczotach, jej głodne usta błądziłyby w hotelowej pustce, a ręka kurczowo mięłaby chłodną bieliznę pościelową. Nie miała po co zaglądać do salonu sukni ślubnych, bo w jej przypadku wymarzone małżeństwo nie wchodziło w grę. Była przecież bezwzględną wojowniczką, a nie głupiutką gęsią na wydaniu, zachłyśniętą perspektywą posiadania męża.
      — Nigdy nie znajdę dla siebie miejsca! — z bólem szepnęła.
      Dążenie do szczęścia nie stanowiło celu życia androida, sentymenty niebezpiecznie go obciążały, uniemożliwiając skuteczne zadawanie ciosów, a każde przywiązanie mogło okazać się dla niego zabójcze. Choć łaknęła więzi uczuciowych, nie wolno jej było o nie zabiegać. Nie mogła mieć nikogo bliskiego. Jej drugie ja nie godziło się jednak z takim stanowiskiem. Przeczyli mu ci, których oglądała, szczęśliwi, tryskający radością i zadowoleni z życia, otoczeni oddanymi przyjaciółmi i morowymi znajomymi. Czy nie było dla niej jakiejś furtki, pozwalającej ominąć ten okrutny zakaz? I gdzie miałaby szukać bratniej duszy?

01.10.2012 :: 09:43
Link |  | Bunt androidów


Niwiskie impresje


      Czwartek, 11 października. Jestem w Niwiskach w powiecie kolbuszowskim na plenerze literackim, zorganizowanym przez Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie. Spotkanie odbywa się w Dworku Hupki, w którym mieści się obecnie Gminny Ośrodek Kultury. Towarzystwo mieszane, z Rzeszowskiego Oddziału ZLP, Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Rzeszowie i Grupy Literackiej Słowo z Mielca. Razem z Adamem Decowskim przygotowujemy Jednodniówkę Złotojesiennej Zbiórki Poetyckiej.

12.10.2012 :: 10:00
Link |  | Imprezy kulturalne


Teorionie i Ziemianie


Fragment „Buntu androidów”

      Około trzystu punktów otrzymałem za wyprawę na globy i księżyce Teorionów. Tam dopiero musiałem się gimnastykować, przy czym nie wolno mi było sięgać po broń! Na ich macierzystej planecie, Mamorii, spędziłem blisko pół roku, stając na głowie, żeby się nie dać zdekonspirować. W metropoliach na każdym kroku „prześwietlano” bowiem przechodniów i klientów. Wymagały tego zunifikowane systemy płatności, związane z komunikacją, handlem, gastronomią, rozrywką, opieką medyczną i Bóg wie, czym jeszcze. Nie mogłem korzystać — między innymi — z usług o bardzo wysokim poziomie interaktywności. Ich multikino było znakomite i przenosiło w świat nieomal realny, ale w czasie seansu zostałbym zdemaskowany. Nie wolno mi było mentalne kreować nabywanych artykułów i musiałem poprzestawać na gotowych wzorcach. Wpadłbym po uszy, gdyby dobrał się do mnie automat medyczny i próbował mnie zbadać lub udzielić mi pierwszej pomocy.
      Teorionie mieli szmergla na punkcie dobrej organizacji, ładu i porządku. Osiągnęli znacznie wyższy niż Ziemianie poziom rozwoju, jako tako radzili sobie z grawitacją i bez trudu poruszali się po własnym układzie solarnym. Aglomeracje miejskie mieściły się nie tylko na powierzchni zamieszkałych globów, ale również w rozrzuconych ponad stratosferą bazach orbitalnych. Owalne pojazdy nie potrzebowały kół i sprawnie ślizgały się tak w poziomie jak w pionie.
      Cywilizacja ziemska niechlubnie przegrywała z teoriońską. Ludzie nie mieli pojęcia o ekologicznych źródłach energii, a bazowali na spalaniu węgla kamiennego i pochodnych ropy naftowej. Poza tym na Ziemi nadal produkowano ogromne ilości broni i toczono bezlitosne wojny. Zaśmiecano otoczenie. Mimo nadmiaru żywności pod niektórymi szerokościami geograficznymi biedacy umierali z głodu. Rzecz ciekawa, gdyby nie te wojny, nie byłoby tu rozwoju technologii, co graniczyło z patologią.
      — Kolosalne zaniedbania — mruknąłem, przewracając stronice pachnącej farbą drukarską gazety.
      Jeżeli jednak umiało się przymknąć oczy na te rażące uchybienia, Ziemia mogła jawić się jako planeta godna uwagi. Szczególnie pociągał odpoczynek w tropikach. Dobrze żyło się tu szczęśliwcom przy większym szmalu, ceniącym uroki nadmorskich plaż, sporty wodne lub wyprawy w niezdobyte góry.


17.10.2012 :: 13:23
Link |  | Bunt androidów


Po co sztućce?


Fragment „Buntu androidów”

      Obejrzałem fragment filmu, a potem udałem się do hotelowej restauracji na kolację. Wybrałem sobie stolik i usiadłem, kątem oka lustrując nielicznych gości, którzy posilali się o późnej porze. Oświetlenie było stonowane i dyskretne. Paliły się kinkiety, sprawiające, że twarze kryły się w półcieniu. Przejrzałem menu, decydując się na dwie porcje peklowanego mięsa wieprzowego z rusztu. Alternatywą był grillowany stek wołowy. Z nadziewanej kaczki zrezygnowałem, na to danie trzeba było długo czekać, a okrzyczane żeberka serwowano tylko w porze obiadu. Wkrótce podano mi to, co zamówiłem. Pełna kultura! Frytki były dla mnie nowością. Szklane kieliszki ładnie wyglądały, ale szybko się tłukły. I pomyśleć, że jako Aleksander Wielki bez skrępowania jadłem palcami, a obgryzione kości z rozmachem rzucałem psom. Tu należało używać eleganckich metalowych sztućców i nie strącać niczego z talerza na biały obrus, a tym bardziej pod stół. Jakoś sobie poradziłem, chociaż noże stołowe były wyjątkowo tępe, jakby służyły tylko do ozdoby. Brakowało mi do szczęścia dobrze wyważonego ostrego sztyletu z pasującą do dłoni rękojeścią. Nie byłem w stanie wyobrazić sobie macedońskiego lub greckiego wojownika, który nie miałby czegoś takiego pod ręką.


30.10.2012 :: 17:19
Link |  | Bunt androidów