Windą do góry
Niechętnie opuścił ciemną wnękę, opieszale ciągnąc śladem agentki. Pojął, że w okamgnieniu dał się omotać, ale nie miał powodów, by tego żałować. Znaleźli się na powrót w windzie, ponownie grając role dwójki przypadkowych pasażerów, którzy dopiero co się poznali.
— Mon Dieu, jak mogłam się tak pomylić? Ale to dziwne, że pan nie zwrócił na to uwagi. Zawsze z pana taki niezguła?
Niby to zawstydzony, począł się tłumaczyć:
— Podobnie jak pani, pierwszy raz lecę statkiem z tak ustawioną elektroniką. Był zbudowany na Marsie, a nie w Układzie Jowisza. Oni tam mają trochę inne systemy, więc sporo rzeczy jest tu dla mnie nowych — skonstatował ulegle, tym razem osobiście wciskając przycisk trzeciego poziomu. Potem jeszcze uważnie sprawdził, czy faktycznie dobrze trafił palcem, niewyraźnie mrucząc po nosem: — Zielone w dół, żółte w górę! — Zaś gdy winda ruszyła, zdobył się na odwagę i zaszarżował:
— A skoro dziwnym trafem wylądowaliśmy razem w ciemnej piwnicy, i to już w pierwszym dniu lotu, to może przeszlibyśmy na ty? — wypalił jak przystało na pokładowego donżuana. — Mam na imię Bob.
Chwilę się boczyła.
— Vanessa — udobruchana, podała mu wreszcie wąską dłoń. — Ale na drugi raz, gdy wsiądziesz ze mną do windy, musisz uważać, Bobie — cierpko go skarciła. — Wiesz, co by się stało, gdyby ta wyciągarka wyrzuciła nas poza obręb tego statku?
Ucieszył się w duchu, że występowała pod swoim prawdziwym imieniem. Jednak znowu ogarnął go sardoniczny wewnętrzny chichot. Takie zwariowane numery mogły robić obdarzone inteligencją windy potworki jedynie w filmach dla maluchów.
— To fakt, mielibyśmy poważne kłopoty — potwierdził z pozorowanym przejęciem. — I pewnie nie moglibyśmy tak szybko wrócić. Chyba, że bylibyśmy zawinięci w te sreberka.
— W jakie... sreberka? — niepomiernie się zdziwiła, lustrując go z podejrzliwą uwagą.
— No, w te... kombinezony kosmiczne — ze zgryźliwą uprzejmością dorzucił.
Przypatrzyła mu się chłodno, jakby z żalem, że za wcześnie pozwoliła mu przejść na ty, a potem przeszyła go tak piorunującym spojrzeniem, iż natychmiast zrozumiał, że ze swoimi nonsensownymi pomysłami powinien pójść do wszystkich diabłów. Debil, odbierał jej rolę. To przecież ona startowała z pozycji nierozgarniętej blondynki.
Tak napisali inni:
eddie >> dianci
nieeeeeeeee...
nie kuś!
mam nadwagę...
04.05.2004 :: 21:10 :: neptun.czajen.p
diancia
kebaby rzadza... ;D
04.05.2004 :: 19:10 :: us254.internetd
|
Wróć |