EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(39)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Początek listopada


      Piątek, 4 listopada. Jestem na 15. Targach Książki w Krakowie. Wydawnictwo „Dreams” prezentuje trzy moje tytuły, dwie powieści science fiction i książeczkę z opowiadaniami dla dzieci. Parada znanych autorów. O bioenergoterapii i naturalnych metodach leczenia rozmawiam z Andrzejem Żakiem, znanym autorem fantastyki. W sobotę, 5 listopada, wybieram się do Rzeszowa. Zarząd oddziału ZLP spotyka się w Wojewódzkim Domu Kultury. Rozmawiamy o aktualnych sprawach. Wkrótce uroczystość wręczenia „Złotych Piór”.

05.11.2011 :: 21:00
Link |  | Imprezy kulturalne


Samotność androida


Fragment „Buntu androidów”

      Lena spała, cichutko posapując i wsparty na łokciu, przyglądałem się rozsypanym złotym włosom oraz gładkim plecom, medytując nad chwilami szczęścia, których w czasie pierwszych misji nie ceniłem, a potem nad nieszczęsnym losem cyborga. Był budzącym litość banitą. Zniewolony przez system, który go stworzył i skazany na dojmującą samotność, egzystował w ukryciu na skraju naturalnych społeczności. I chociaż wiele ich znał, do żadnej z nich nie należał. A przecież nawet wrzaskliwe małpy żyły w stadzie. Oparcia więc musiał szukać w sobie, a jeśli go nie znalazł, jego kolejne dni i lata stawały się cichą udręką. Czy mógł się spełnić, beznamiętnie licząc punkty za misje? Gromadzić je jak skąpiec złote i srebrne monety? Nie miał rodziców, ani krewnych. Nie mógł pokazać kolegom posiwiałego, lekko pochylonego ciecia i z dumą powiedzieć: „To mój stary!” Ani wyciągnąć spłowiałego albumu ze zdjęciami i pochwalić się: „Tak wyglądałem, kiedy byłem malcem!”


07.11.2011 :: 15:00
Link |  | Bunt androidów


Złote Pióra


      Sobota, 19 listopada. Jestem w ODK „Karton” w Rzeszowie na gali rozdania „Złotych Piór” za 2010 r. W kategorii proza nagroda przypadła Zdzisławie Górskiej ze Strzyżowa, w kategorii działalność na rzecz promocji kultury i literatury periodykom kulturalnym: miesięcznikowi „Croscena” i dwumiesięcznikowi „Kurier Błażowski”. Przyznane zostały również nagrody Zarządu Oddziału (otrzymali je ks. Zbigniew Jan Czuchra i Mirosław Osowski) i Prezesa Oddziału ZLP Rzeszów (Magdalena Pocałuń-Dydycz). Zostały odczytane listy gratulacyjne od senatora RP Władysława Ortyla, wicemarszałka Województwa Podkarpackiego Anny Kowalskiej i prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca. Grał ujmujący duet muzyczny: Kamil Niemiec (skrzypce) i Dariusz Kosak (piano).

19.11.2011 :: 23:00
Link |  | Imprezy kulturalne


Wyprawa do Brazylii


Zbliża się zima, więc żeby się rozgrzać, wirtualnie przenoszę się się do...

Fragment „Buntu androidów”

      Przedzieraliśmy się przez bujne zarośla, a masywny Harry maczetą torował nam drogę. Maltretował chaszcze, zadając im regularne ciosy, raz, dwa, trzy. Nie było to jak w buszu! Za nim posuwała się filigranowa Lena, stawiająca z rozwagą kroki. Dopiero teraz zaczęło chodzić mi po głowie, że popełniłem błąd. Cała ta wyprawa w północne regiony Mato Grosso pachniała absurdem i dowodziła mojej horrendalnej głupoty. Dlaczego za wszelką cenę chciałem ratować Kasandrę? Należało transferować ją tam, gdzie nie miałaby żadnego pola manewru. Jeden strzał w głowę i po krzyku. Lena bez uprzedzenia zatrzymała się i omal na nią nie wpadłem. Poszedłem za wzrokiem Harry’ego. Zwisający z niskiej gałęzi efektownie ubarwiony wiśniowo-brązowy boa tęczowy o niemal odblaskowym wzorze na skórze nie zamierzał nam ustąpić. Trudno go było przeoczyć. Wzdłuż jego grzbietu biegły jaskrawe czarne pierścienie z jasnym tłem w środku, a po bokach owale z widnymi półksiężycami. Dusiciel miał około dwóch metrów, wyjątkowy okaz, ale nie był groźny. Żywił się gryzoniami.
      Harry wyciągnął maczetę i przesunął jego łeb w inną stronę. Ruszyliśmy dalej. Lena wzdrygnęła się, gdy ocierała się o jego gładkie łuski. Łysy satyr wrócił do wyrąbywania pikady w dżungli, a ja do kontemplacji smukłych nóg kroczącej przede mną agentki. Dziewczyna uparła się przy krótkich spodniach i doszedłem do skądinąd banalnego wniosku, że aby dobrze wypaść ziemskie kobiety gotowe są do najwyższych poświęceń. Tom i Sam też włożyli krótkie spodnie, ale ich nogi, ręce, głowy i karki okrywała elastyczna siateczka, cud gelańskiej techniki, chroniąca przed atakami kąśliwych owadów, wężów i gryzoni. Najbardziej ekstrawagancki okazał się Bruno, który wybrał się na tę wyprawę na bosaka. Nie oponowałem. Miał największe doświadczenie w obcowaniu z dziką przyrodą, więc pewnie wiedział, co robi.
      Krzyk papug ustawał i domyśliłem się, że wkrótce wyjdziemy z gęstwiny. Musieliśmy zwolnić, bo pod nogami zaczęły nam się pojawiać omszałe kamienie. Potknąłem się i kurczowo złapałem za zwisającą lianę. Rozkołysałem gałęzie i posypały się na nas pluskwiaki i drobne włochate pająki. Tom brzydko zaklął, zaś Harry się odwrócił, czekając, aż strzepniemy z siebie owady. Wykoncypowałem, że powinienem przestać podziwiać uda i łydki szałowej blondynki, a skupić się na pokonywanej drodze. Kamieni przybywało, a dotąd zwarta warstwa listowia w koronach drzew przepuszczała więcej słońca. Wreszcie Harry zatrzymał się, wkładając maczetę za pas i naglącym gestem przywołując mnie do siebie. Przez zarośla bambusa wyjrzałem na polanę. Zaleciało dymem z ogniska.


23.11.2011 :: 11:55
Link |  | Bunt androidów


Początek polowania


Fragment „Buntu androidów”

      Rysowały się przed nami ruiny dawnej świątyni. Kiedyś świetna, rozsypała się, pokrywając niskie wzgórze swymi resztkami. Zmurszała kamienna ściana otulała dwa ulokowane obok siebie zejścia do podziemi. Nieopodal straszył stary szałas z taquary, powiązany lianami i pokryty pożółkłymi liśćmi palmowymi. Był pusty. Uwolniłem magiczne oko. W chwilę później kątem oka wyłowiłem ruch. Oniemiałem. Z podziemi w te pędy wynurzyła się Kasandra. Włosy miała zmierzwione, oczy podkrążone, twarz bladą, a dżinsy podarte. Omiotła z gniewem niebo, widocznie ostrzegły ją czujniki i z nienawiścią wypaliła do niby-pająka, roznosząc go na strzępy. Nas nie dostrzegła.
      Mogłem do niej strzelić, ale stałem jak sparaliżowany, wpatrując się w jej postać. Usiłowałem ją sobie wyobrazić w plamistej skórze jaguara i z maczugą w dłoni. Wyręczyła mnie Lena. Rąbnęła z zarośli, nie czekając na rozkaz, ale za późno. Inteligentny pocisk otarł się o banitkę i wbił w ścianę. Zdążyła umknąć pod ziemię.
      Zostaliśmy zdemaskowani. Element zaskoczenia nie wchodził już w grę, więc ujawniliśmy się, powoli wychodząc na polanę i ostrożnie stąpając po poruszających się kamieniach. Posuwaliśmy się tyralierą. Skanery zdradzały obecność pięciu żywych istot w indiańskich katakumbach. Jeden żółty punkt, to Ka, oraz cztery czerwone, to jej europejscy kumple. Jednak rachunek się nie zgadzał. Miała być szóstka. Czyżby któryś z chłopaków odłączył się od reszty? A może pożegnał się z życiem, ulegając zabójczej dżungli?
      — Stop! — zdecydowanie ostrzegł nas Bruno. — Nie ruszajcie się!
      Ujrzał coś, co uszło naszej uwadze. Dwie niewielkie żmije sunęły leniwie między kamieniami, zbliżając się do obutych nóg Harry’ego. Wtopione w tło, były prawie niewidoczne. Agent znieruchomiał w pół kroku, jakby nastąpił na minę przeciwpiechotną.
      Popisujący się celnością Tom i Sam wystrzelili równocześnie, pozbawiając je trójkątnych łbów.
      — Dzięki! — łysy satyr sapnął z ulgą, przypatrując się leżącym u swoich stóp krwawym resztkom. Z sympatią kiwnął im głową. Na kumpli można było liczyć.
      Teraz już uważniej patrzyliśmy pod nogi. Znaleźliśmy się przy wejściach do złowrogich podziemi. Grunt był równy i udeptany. Dawno temu ktoś tu naniósł rzecznego żwiru i piasku.
      — Co robimy? — zapytałem. — Macie jakiś pomysł?
      Przez chwilę nikt się nie kwapił, by mi odpowiedzieć.
      — Wykurzmy ich ogniem — zaproponował wreszcie Harry.
      Tomowi i Samowi nie trzeba było tego powtarzać. Ustawili się naprzeciw mrocznych oczodołów i uruchomili miotacze, wypełniając ciemne wnętrza językami płomieni. Pod ziemię zajrzał niszczycielski żywioł, spopielający wszystko na swojej drodze. Do Hadesa, boga otchłani, przybył w odwiedziny zagniewany Hefajstos. Grzali jak najęci, dopóki ich nie powstrzymałem. Ukrytym luftem w ruinach wyrwała się w powietrze chmara zaniepokojonych nietoperzy.
      — Dali dyla! — rzekłem z irytacją. Wyszli cało z próby ognia. — Do diabła, tam musiało być podziemne przejście!
      Kolorowe punkciki przesuwały się pod powierzchnią, oddalając się od nas. Sprytni zbiegowie byli już po drugiej stronie ruin świątynnych.
      Uwolniłem kolejne magiczne oko, chcąc się zorientować w topografii terenu. Pofrunęło w górę, jakby nie podlegało prawu grawitacji. Z wysokości kilkudziesięciu metrów było widać, że nieopodal zieloną dżunglę przecina równe koryto rzeki. Kierowali się w jej stronę. Niżej był uskok i rzeka zamieniała się w wodospad.
      — Daleko nie uciekną tą krecią norą — mruknąłem z przekąsem. Oczyma wyobraźni ujrzałem Kasandrę, pokonującą ciek wodny na grzbiecie ujarzmionego krokodyla jak na desce surfingowej. Tak jednak mogłaby się popisywać tylko w bajkach dla dzieci. W rzeczywistości te stwory były groźne i nie dawały się oswoić. — Wpadli w pułapkę, myślę, że dorwiemy ich na brzegu!


27.11.2011 :: 13:47
Link |  | Bunt androidów