Powoli się rozkręca
Po obiedzie Vanessa bez słowa porzuciła agenta z Ganimeda, a szklankę soku pomarańczowego pozostawiła niedopitą. Usiłował skarcić ją wzrokiem, ale mu nie wyszło. Zerwała się i migiem złapała pod ręce staruszków, którzy zdążyli się już podnieść, bo zrezygnowali z deseru. Rozkosznie zaszczebiotała, przypominając, że obiecała pokazać im, jak się obsługuje wirtualne okna, które były ponoć sprzężone z pokładowym multikinem. Odpłynęła z nimi, doskonale ignorując „kwiaciarza z Nowego Amsterdamu”. Ten pozostał przy ciastku ze słodkim kremem ananasowym, myślami wracając z konieczności do własnych planów na przydługie popołudnie. Dopadli go potem na chwilę przejęci chłopcy z Korpusu Pluton II, z którymi wcześniej dzielił stolik, chcący się czegoś więcej dowiedzieć o Vanessie. Pomyślał, że jego akcje idą w górę. Byli ciekawi, czy boska modelka grywa w tenisa lub w siatkówkę, bo podobno na drugim poziomie były zgrabne korty i boisko z wirtualną widownią. Nieco kwadratowa ale szczera twarz Johna wydawała mu się teraz ociupinkę naiwna. Rozstał się szybko z nimi, obiecując, że ją o to zapyta, a potem pociągnął do swojego numeru, omal się nie zderzając w korytarzu z młodą kobietą z Wenus o bardzo ciemnej i naznaczonej liniami delikatnych żółwich zniekształceń, ale ujmującej twarzy. Wcześniej jakoś nie wpadła mu w oczy. Nawet dobrze wyglądała w stylizowanej na grecki chiton przydługiej sukni. Przez króciutką jak mgnienie chwilę żałował, że ta miła istota nie pochodziła z bardziej ludzkiej planety. W apartamencie zaś z książką w ręku zapadł się w wygodny fotel. "Isagoga" nęciła, obiecując prawdziwą ucztę duchową. W pierwszej kolejności zajął się tzw. drzewem Porfiriuszowym, pozwalającym na uchwycenie związków między "gatunkiem" a "rodzajem". Lubił takie spokojne chwile. Miał wrażenie, że ze wzruszającą drobiazgowością jak z klocków składa na nowo swoje życie. Nie pozostawiono go jednak w spokoju, a modulowany sygnał przerwał dopiero co podjęte medytacje.
— To ty? — nie był właściwie zaskoczony, widząc Vanessę na wirtualnym ekranie.
Tak napisali inni:
|
Wróć |