EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Big Bang a fantastyka


      Zgodnie z teorią Wielkiego Wybuchu wiele miliardów lat temu z bardzo gęstej i gorącej osobliwości początkowej wyłonił się Wszechświat i zaczął się rozszerzać. Czym jednak była ta pierwotna osobliwość? Czy tak opisany początek Wszechświata koreluje z teologicznym aktem stworzenia?
      Fantastyka daje pole do popisów, jednak nie kosmologom, którzy z zasady powini twardo trzymać się rzeczywistości. Jako autor sf w mikropowieści „Ekscytoza” odwołuję się do — wydumanego oczywiście — styracańskiego mitu o stworzeniu. Wszechświat jest tam rezultatem tragicznej erupcji bóstwa. Jest to tylko wzmianka, ale moim zdaniem ciekawa. W dualistycznym systemie myślowym Platona jedynym prawdziwym bytem są wieczne idee, zaś rzeczywistość materialna stanowi jedynie ich niewyraźne odbicie (cień w jaskini). W „Ekscytozie” ten prawdziwy byt dramatycznie się rozpada, eksploduje, pozostawiając smutną pozostałość w postaci świata zmysłowego.

      Jednak po stuleciach udanych podbojów szlachetna rasa wyzbyła się potrzeby ekspansji, wypaliła się i straciła impet. Zestarzała się, co nieuchronnie przełożyło się na jej oficjalną doktrynę, uznawane systemy wartości i propagowane teorie etyczne. Powstało przeogromne imperium, nieomal bez granic, więc podboje już nie nęciły. Styracydańscy ideolodzy zabrali się zatem za odkurzanie nauk dawnych mistrzów. Wydobywali z lamusa poglądy, wcześniej ze wzgardą odrzucane lub ośmieszane. Głosili, że należy przywrócić to, co uległo zapomnieniu. Odwoływali się do odległej przeszłości i narodzin cywilizacji. To poranek dziejów się liczył, nie ich zmierzch. W rezultacie tego zaczęli poddawać w wątpliwość sens podróży kosmicznych. W zreformowanej ontologii zmiana była czymś wtórnym, mniej doskonałym od świętej flauty, od wszechwładnego boskiego spokoju, od stanu błogiej i doskonałej równowagi. Ruch był przejawem słabości, wynikiem tłumionego lęku przed źródłem prawdziwej wiedzy i stanowił ucieczkę w iluzoryczne doznania zmysłowe. Szczęścia w podróżach szukali ci, którzy boleśnie ześlizgnęli się na niższy poziom bytowania. Nie należało ich naśladować. Rozległy wszechświat w oczach nowych nauczycieli już nie mamił — bezgranicznie jałowy i dziwnie nijaki. Zgodnie z archaicznym mitem o stworzeniu powstał w wyniku katastrofalnej eksplozji boskiego eonu. Szczątki tego doskonałego bytu chaotycznie zarzuciły praprzestrzeń. Kosmos był więc jedynie rozszerzającym się śmietniskiem, cieniem nieistniejącego już świata wiecznych idei. Tworzyły go bezkresne mroźne pustki ze znaczącymi się tu i ówdzie — niby samotne wyspy — żenująco ubogimi śladami życia organicznego. Nie było w nim czego szukać. Dostojny mędrzec nie wybierał się więc w drogę. Nie pędził przed siebie na łeb na szyję, ale wiódł spokojny żywot w rodzinnej enklawie, w zaciszach ogrodów oddając się medytacjom nad tym, co godziwe. Odpowiedzi na pytanie o sens życia kryły się bowiem nie w bezbrzeżnej dali, ale w nim samym, w jego umyśle oraz w sferze uczuć i pragnień. W duszy światłego Styracydy znaczyły się przebłyski boskiego geniuszu, już zgasłego, ale jeszcze wciąż przenikającego naturę rzeczy.


01.12.2012 :: 09:30
Link | Komentuj (0) | Główna


Stary człowiek i... piękna kobieta


Fragment powieści „Zdrada strażnika planety”

      Ni oczarowała siwobrodego. Kiedy pojawiła się w kuchni, odświeżona i przebrana w odsłaniający ramiona pachnący chiton o starannie układanych fałdach, z wrażenia zastygł w bezruchu. Z odrobiną zmieszania na twarzy porównał ją do boskiej Afrodyty, zrodzonej u brzegów Cypru z morskiej piany, zroszonej krwią okaleczonego Uranosa. Potem niezgrabnym gestem poprawił jej himation i wskazał ręką włosy, ze znawstwem rzucając:
      — Należałoby je fryzować na modłę grecką! — A widząc znaki zapytania w jej oczach, smętnie dodał: — Ateńskie kobiety noszą włosy kręcone, ułożone w długie loki. Upinają je sobie w misterne sploty i koki. Tu jednak nie ma dziewki służebnej, która potrafiłaby tym się zająć.
      Ścięła go z nóg swoją urodą i przelękła się, że dojdzie do impasu w ich wzajemnych stosunkach. Stał przy niej, z wrażenia prawie nie oddychając i nieświadomie obracał w palcach monetą, którą podniósł ze stołu.
      — Fałszywa — potulnie zdradził, widząc, że zwróciła na nią uwagę. — Jest dziełem tyrana Polikratesa z wyspy Samos. Niby złota, ale faktycznie z ołowiu.
      Przytaknęła i bez słowa odeszła, pociągnięta przez Safonę. Nie miała ochoty słuchać wykładu o plagiatorach i oszustach.
      Udawała, że jego bólu nie dostrzega. Nie zamierzała go uwodzić. Jednak w głębi duszy żałowała, że transgalaktyda jest tak podeszły w latach. Nie był uderzająco przystojny i męski. A któż by tego wymagał od wiekowego matuzalema, choćby nie wiadomo jak krzepkiego? Ale nie tylko o to chodziło. Czy można było wiązać się z kosmitą, wprawdzie wyglądającym na siedemdziesiąt lub osiemdziesiąt lat, lecz w rzeczywistości liczącym ich sobie tysiące? Leciwy patriarcha pożegnał i pogrzebał — przez bezlitośnie płynące wieki — dziesiątki y-ockich pokoleń. Był nieprzyzwoicie stary. Najstarszy na tej planecie. Mogły z nim konkurować tylko niektóre drzewa świata. Pasowali więc do siebie jak pięść do nosa.
      — Fałszywa — mimowolnie powtórzyła. Przyszło jej do głowy, że i w jej egzystencji było coś z tandetnej blagi. Czy mogła poszczycić się tym, że jest prześliczną Ziemianką? Nie. Stanowiła jedynie kolejne wcielenie wynaturzonej bestii.
      Gubiła się w ocenie tego, kim w istocie była. Z dawnej Urchitki niewiele w niej pozostało i pogodziła się z tą bolesną stratą. Jednak nie mogła wyrwać z siebie głęboko zakorzenionego aotusa. Tłumiła w sobie wściekłą oślinioną chimerę, jednocześnie szaleńczo kochając się w greckiej sztuce i w niej widząc wybawienie dla siebie. A przecież jako zagadkowy i niepojęty immortus miała — podobnie jak Raha — żyć nieomal wiecznie. Czas dla niej się nie liczył, a przemijania nie wpisano w jej tajemniczą naturę. Gdzie zatem powinna była szukać namiętnego kochanka? Wśród śmiertelnych, jak bogini jutrzenki, kochliwa Eos, czy wśród nieśmiertelnych? Czy ten trzęsący się mastodont nie pasował paradoksalnie do świata jej oczekiwań? Zgodnie z greckim porządkiem ludziom wypadało wiązać się z ludźmi, a bogom z bogami.
      — Nonsens! — prychnęła. Nie zamierzała dokonywać zimnych, wyrachowanych wyborów. I nie obchodziło jej, czy upragniony kochanek będzie śmiertelny, czy nieśmiertelny. Skrycie marzyła o szalonej miłości, choć trafnie przewidywała, że nie jest jej pisana. Było mało prawdopodobne, żeby spotkała lubego, który rozpaliłby jej zmysły, mimo że taki przewijał się w jej snach.


05.12.2012 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Zdrada strażnika planety


W Grupie Literackiej „Słowo”


      Zaśnieżony wieczór, sobota, 8 grudnia. Jestem na — setnym już — spotkaniu Grupy Literackiej „Słowo”. Zostałem zaproszony na wieczór autorski Barbary Mazurkiewicz z Lubaczowa. Basia Giża, cudowna wokalistka ze Zdziarca wykonuje kilka ambitnych i bardzo trudnych utworów, m.in. „Hallelujah” Leonarda Cohena (z tekstem w tłumaczeniu Macieja Zembatego). Jan Stępień i Jadwiga Klaus, mieleccy aktorzy teatralni, czytają wiersze zaproszonego gościa, który potem opowiada o swej twórczości i o działalności na niwie literackiej (wydane książki, serwis E-literaci.pl, kontakty z Polonią w Niemczech). W sumie wieczór sympatyczny i udany.


08.12.2012 :: 22:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Opłatek literacki


      Sobota, 15 grudnia, jestem w Rzeszowie. W Osiedlowym Domu Kultury Karton odbywa się opłatek literacki ZLP O/Rzeszów. Ustrojona choinka, suto zastawiony stół, nie brakuje zaproszonych gości. Ks. Zbigniew Czuchra MS, rzeszowski kapłan, poeta, współpracownik Katolickiego Radia VIA, wprowadza w nastrój świąteczny, nawiązując do utworów mistrzów słowa, od Adama Mickiewicza po ks. Jana Twardowskiego. Składamy sobie życzenia z opłatkiem w ręku. Przed mikrofonem tradycyjnie obecni odczytują wiersze o tematyce bożonarodzeniowej. Prezentuję wiersz o św. Mikołaju z tomiku „Okruszki”. Spotkanie ubogaca młodziutka rzeszowska wokalistka, Zuzanna Hudzicka, śpiewająca kolędy. Potem rozmowy, rozmowy, rozmowy...


15.12.2012 :: 22:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Wesołych Świąt Bożego Narodzenia
i szczęśliwego Nowego Roku!






24.12.2012 :: 10:30
Link | Komentuj (0) | Cztery pory roku


O mnie w Wikipedii


      Koniec roku sprzyja podsumowaniom i postanowiłem sobie odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jestem w sensie twórczym i zawodowym. Na Wikipedii pod profilami mieszczą się tzw. kategorie, pozwalające odpowiednio zakwalifikować twórcę. Figuruję tam, po pierwsze, jako należący do absolwentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, po drugie jako dziennikarz kulturalny, po trzecie jako pisarz polski i po czwarte jako polski autor fantastyki. Ta ostatnia kategoria jest mi najbliższa, zważywszy że wiąże się z nią trzon mojej twórczości. To powieści i mikropowieści SF.

28.12.2012 :: 11:37
Link | Komentuj (2) | Główna