EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









W pracowni Jacqueline


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Pracownia nieodgadnionej Jacqueline kryła się w półmroku. Utrzymane w ciemnej tonacji ściany były gładkie, podobnie posadzka, nie dojrzałem okien, a ascetyczne studio zdobiły jedynie dwa aerodynamiczne fotele, samotnie wiszące przed ogromnym czarnym ekranem. Zachęcony przez brunetkę rozsiadłem się w jednym z nich, czekając na dalszy rozwój wypadków. Zręcznie wślizgnęła się na swoje miejsce, niedostrzegalnym ruchem ręki uruchamiając aparaturę, którą obsługiwała. Siedziska ugięły się miękko, a potem lekko uniosły w górę. Zgasły resztki światła i ogarnęła nas zupełna ciemność, zaś przestrzeń niby w planetarium wypełnił nieskończony wszechświat. Zatkało mnie z wrażenia. Zawiśliśmy w symulowanej próżni. Ze wszystkich stron widniały konstelacje gwiezdne. Świetlisty pulpit wirtualny z licznymi symbolami pozwalał na nawigację.
      — Ruszamy w podróż po nieboskłonie, dzielny Ziemianinie — oznajmiła, zezując na mnie. — Nie musisz zapinać pasów.
      Odruchowo przytrzymałem się poręczy fotela, gotowy do wycieczki. Byłem ciekawy, czym takim Enbargonka mnie zaskoczy.
      Rozpoczęła się demonstracja. Przenieśliśmy się do Galaktyki Drogi Mlecznej. Jacqueline pokazała mi najpierw dobrze mi znany Układ Słoneczny, dokonując dynamicznych przybliżeń kolejnych planet i księżyców. Huśtaliśmy się zabawnie między karłowatym Merkurym i wstydliwą, okrytą płaszczem chmur Wenus a potężnym Jowiszem i mniejszym od niego Saturnem. Potem zmieniła plan. Wywołała statki kosmiczne, poruszające się głównie między Ziemią, Księżycem i Marsem, pokazując mi niewiarygodne wręcz możliwości enbargońskiego monitoringu. Unosiły się ich setki. Pruły próżnię, względnie startowały z kosmodromów lub zbliżały się do celu. Aparatura, którą dysponowała pozwalała przyjrzeć się każdemu z poruszających się obiektów, określić markę jednostki, rodzaj napędu i parametry lotu, wyłuskać ładunek, sprawdzić, kto jest na liście załogi, a kto na liście pasażerów. Wreszcie skupiła się na niedościgłych amfibiach Enbargonów. Nie były liczne. Poruszały się bardzo szybko, pokonując ogromne odległości. Ich trasy nie zbiegały się jednak w Galaktyce Trójkąta, czego się spodziewałem, ale w dużo większej od niej Galaktyce Andromedy.
      — To stamtąd pochodzimy — cicho objaśniła Jacqueline. — Tam jest nasza ojczyzna. — Jej siedlisko przysunęło się do mnie i dziewczyna czule oparła głowę na moim ramieniu. Trwało to chwilę. Potem się wyprostowała. Wyświetliła ogromny układ solarny, obejmujący szereg zamieszkałych planet, księżyców i potężnych baz kosmicznych. — Wyobraź sobie, że Enbargoni oddychają podobnym powietrzem co ludzie.
      — A to ciekawe — zauważyłem. — Ale i zachęcające.
      — Strefa życia opiera się na tlenie. Wszystkie rasy w tej części kosmosu potrzebują tego biogennego pierwiastka.
      — Oxygenium, kwasoród — skwitowałem. — Jak długo żyją Enbargoni?
      — Około czterystu, pięciuset ziemskich lat. To pozwala na kumulację ogromnej wiedzy w umysłach mędrców i szybki rozwój nauki i techniki. Wasi geniusze — niestety — prędko umierają, co spowalnia was technologicznie. Cywilizacje, której luminarze krótko żyją, są niedoskonałe.
      — Ile jest gatunków podobnych do naszego?
      — Kilkanaście. Tyle znamy. Choć niektórzy na Ziemi i Marsie są zdania, że powinno ich występować znacznie więcej. Teoretyzują, wyliczając ich blisko sześćdziesiąt. — Pokazała mi, jak ci kosmici wyglądają. Oglądałem udziwnione twarze o różnych kolorach i fakturze skóry, jedne wręcz groteskowe, żywcem ściągnięte ze znanych mi produkcji filmowych, inne zbliżone do ludzkich. — Strefa życia zamyka się w potężnej niby-kuli o promieniu liczącym wiele milionów lat świetlnych i obejmującym ogromną ilość galaktyk — ciągnęła. — To sekret ewolucji, względnie sekret demiurga, o ile przyjąć, że taki istnieje. Jesteśmy zrodzeni z pyłu gwiazd. W dalszych rejonach uniwersum, gdzie owa siła napędowa nie sięga, organizmy żywe sytuują się na niskim poziomie rozwoju lub w ogóle się nie pojawiają. Łatwiej tam o formy proste niż o zaawansowane. Co nie znaczy, że nie rozglądamy się po niebie i nie penetrujemy odległych stron kosmosu. Wciąż szukamy bratnich dusz. Wszechświat jest jednak zbyt wielki, by można było — mówiąc obrazowo — przemierzyć go wzdłuż i wszerz, i zaspokoić ciekawość.
      Po ciemku inaczej się rozmawiało niż przy blasku dnia. Mrok działał na mnie uspokajająco, cóż, byłem pilotem, więc moje wcześniejsze rozdrażnienie powoli ustępowało. A poza tym siedziała obok mniej pociągająca laska, skupiająca na sobie moją uwagę.
      — Jesteśmy zatem w duchowym centrum wszechświata? Tu, gdzie naprawdę dzieje się coś ciekawego?
      Nie zgodziła się z tym punktem widzenia.
      — Centrum nie centrum — oględnie zauważyła. — To egoistyczne spojrzenie. I krótkowzroczne. Prawie każda rasa ulega złudzeniu, że jest najważniejsza i że we wszechświecie wszystko kręci się wokół niej. Czy na Ziemi nie uważano, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga? Dumni z własnego istnienia popadamy zbyt często w pychę i arogancję. Są myśliciele, którzy uważają, że nie mamy się z czego cieszyć, bowiem w swej istocie stanowimy gigantyczną anomalię. Jesteśmy pleśnią, naroślą, mchem, czymś całkowicie zbędnym w kosmosie, chorobą materii, wynaturzeniem, żartem znudzonego demiurga, który stworzył nas dla zabawy, a teraz nie wie, co z nami począć. Wszechświat cieszy się fizyczną harmonią i nie potrzebuje nas do szczęścia. Organizmy żywe są nietrwałe. Rozkładają się i gniją. Ich złożoność okazuje się dla nich zabójcza. Byty świadome dojmująco cierpią. Nieożywiona materia zaś może istnieć wiecznie. Czy głaz musi się czymś przejmować? Okruchy skalne i lodowe pokonują niezmierzone przestrzenie kosmosu, mknąc w pustkach przez miliony lat i rzadko kiedy natrafiają na unicestwiające je przeszkody.
      Pojąłem, że Jacqueline bierze mnie pod włos. Diablica dowcipkowała jak nic. Takich poglądów nikt nie traktował poważnie, choć przecież były znane. Przywoływano je przy różnych okazjach, najczęściej gdy wyczerpano inne tematy.
      — Historia jest wykuta w kamieniu. Pradawne monumenty zachowały się dla potomnych, bo powstały z tego surowca. A życie? — parodystycznie wpadłem jej w słowa. — Życie jest chorobą, przenoszoną na wiele sposobów, przede wszystkim drogą płciową. Skoro ewolucja nieszczęśliwie doszła do głosu, powinna była poprzestać na roślinach i zwierzętach. A najlepiej na pierwotniakach. Przeciekawa filozofia — uśmiechnąłem się pod nosem. — Jednak gdybym tak naprawdę myślał, musiałbym podciąć sobie żyły. Może należę do nieudaczników, ale nie zamierzam kończyć z sobą z tak błahego powodu. Wbrew pozorom jestem optymistą. Nawet jeśli wpadam w depresję, nie przestaję uważać, że życie jest piękne.
      — Ratuje nas instynkt samozachowawczy. Póki co chce nam się żyć. Czujemy się dziećmi światła, a nasza miłość ogrzewa nas i chroni. Ale to może kiedyś się skończyć. A jeśli zgasną słońca i na zawsze ustanie życie? — I złowróżbnie dodała: — Krążą legendy o doskonałej rasie, która w swej mądrości wybrała samozagładę.
      Nie pociągała mnie ta ponura perspektywa.
      — Kij w oko palantom — sarknąłem. — Stracili nadzieję. A raczej ogłupieli. A skoro już ich nie ma, nie musimy się nimi przejmować. Pewnie wciągnięto patałachów do kosmicznego katalogu wymarłych ras, o ile ktoś taki stworzył.


01.12.2015 :: 13:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


„Hurysy z katalogu” w wersji AUDIO


      Na rynek księgarski trafiła w wersji audio moja powieść „Hurysy z katalogu”. Została wydana przez Wydawnictwo Storybox.pl. Jest to audiobook wysyłany na płycie CD. Czas nagrania: 9 godzin 44 minuty.
      „Hurysy z katalogu” czyta Roch Siemianowski, polski aktor filmowy, serialowy, teatralny i dubbingowy.



05.12.2015 :: 09:55
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Rodzina Dulskich sto lat później


      Niedziela, 13 grudnia. Działająca pod opiekuńczymi skrzydłami Fundacji Kresy 2000 Scena Amatora Biłgorajskiego Centrum Kultury prezentuje w sali kinowo-teatralnej Samorządowego Centrum Kultury w Mielcu „Moralność pani D…” Włodzimierza Kłaczyńskiego w reżyserii Alicji Jachiewicz i Stefana Szmidta. Premiera spektaklu miała miejsce w Biłgoraju 8 maja 2015 r.
      Mielecki pisarz podjął próbę przeniesienia dwóch dni z życia rodziny Dulskich z progu XX wieku na próg XXI wieku. W jego zamiarze nie jest to więc już krytyka mieszczańskiej moralności czasów młodopolskich, ale nam współczesnej. Wyeksponowane zostały elementy komediowe. Widzowie świetnie się bawili i niedzielny wieczór w towarzystwie dziesięciu aktorów z Biłgoraja mogli uznać za udany.
      Moja obszerniejsza relacja została zarchiwizowana w serwisie guziakiewicz.pdg.pl.

14.12.2015 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy


      Kina są oblegane, bo od 18 grudnia jest wyświetlana siódma część „Gwiezdnych wojen”. Recenzji w sieci nie brakuje, zarówno pełnych zachwytu, jak i bardzo krytycznych. Czy to jest produkcja wyłącznie dla zjadaczy popcornu? Jak by na to nie spojrzeć, serial ogląda już kolejne pokolenie kinomanów.
      Czego mi zabrakło? Mistrza zakonu Jedi, zielonoskórego Yody, którzy sprawiał, że ta saga filmowa nabierała cech doniosłych, niemalże sakralnych. Niestety, Yoda zmarł ze starości w roku 4 ABY. Jednak zastanawiam się, czy nie dałoby się go wskrzesić w następnych planowanych częściach.

21.12.2015 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe