KOMENTARZE
 



Na faceta zawsze jest jakiś sposób...


      Wstał, przeciągnął się i szeroko ziewnął. Uznał, że słodka Vanessa mu nie ucieknie i postanowił się odświeżyć. Zaraz też wkurzył się jak diabli, bo pomyliły mu się moduły i wyłonił się z piekielnej kabiny z włosami dziwnie poskręcanymi i płomiennie rudymi. Klął szpetnie, oglądając się w lustrze. Na szczęście brwi pozostały mu czarne. Nie poddał się, spróbował jeszcze raz ze złośliwą machiną i dzięki bogu udało mu się przywrócić czuprynę do pierwotnego stanu. W rezultacie nerwowych zabiegów znalazł się przed drzwiami zapraszających go sąsiadów dopiero po dobrych dwóch kwadransach. Mełł w ustach sakramentalne słowa: "Przepraszam za spóźnienie!" Czekano na niego i te natychmiast ustąpiły. Wkroczył tam i omal nie gwizdnął ze zdumienia. Mieli tu niebiańskie warunki. Apartament był przestronny i jasny, większy od tego, który sam zajmował, z niezwykłym smakiem urządzony i wreszcie pojął, że skromni staruszkowie należą do naprawdę nieźle nadzianych Ganimedan. Nad umeblowaniem fruwały cztery najzupełniej realne zielone papużki. Nie sądził, że "Titanic" kryje tak luksusowe wnętrza dla podróżnych. To pewnie sprawiło, że stał się nad wyraz taktowny i układny. Potrafił być dżentelmenem w każdym calu i dostosować się w mig do sytuacji. Gospodarze i Vanessa spędzali czas przy kawie. Krygując się pokazał pani Bregowić, jak obsługuje się prosty w gruncie rzeczy program, sterujący hologramami, a następnie jak wybiera się multifilmy z pokładowej kinoteki. Nie dał się jednak namówić na filiżankę czarnego napoju i na dłuższą pogawędkę o Nowym Amsterdamie. Trochę sztywny podziękował, chcąc wracać do siebie.
      Nie usiłowali go zatrzymywać. Był to również pretekst dla głupiej gęsi, by pożegnać sąsiadów. Tym bardziej że starsza pani faktycznie już zdecydowała się na projekcję filmu "Przeminęło z wiatrem" z jej ulubionymi bohaterami z Ziemi, samodzielnie wybierając tytuł z multikina. Rzekła, że będzie to oglądać chyba setny raz. Barwne panoramiczne cudo raptem zajęło całe wirtualne okno, światła przygasły, a przed oczami Boba przesunęły się bajeczne dziewiętnastowieczne krajobrazy plantacji z Georgii. Powiało innym światem, a jego dopadł natłok myśli. Ni stąd ni zowąd błysnęło mu w głowie, że w przedostatniej dekadzie tamtego wieku w Atlancie rozpoczęto produkcję i sprzedaż napoju, zwanego później coca-colą. William Tecumseh Sherman spalił to miasto ze dwadzieścia lat wcześniej. Z Georgii pochodził Martin Luther King. Przetarł ręką czoło w zadumie. Vanessa wykorzystała tę chwilę. Zafascynowana umiejętnościami "kwiaciarza", przymilnie zapytała go, czy nie mógłby zajrzeć i do jej kwatery, by wyregulować ustawienia. Nie wypadało mu odmówić. Wyszli więc oboje na korytarz.
      Numer agentki — o dziwo — znajdował się tuż obok. Vanessa wepchnęła go, a gdy tylko zamknęły się drzwi, rzuciła z ulgą:
      — Nareszcie u siebie!




Tak napisali inni:


eddie >> dianci


Jednak pępek wygrał...
Wola Freska okazała się święta...

10.06.2004 :: 20:10 :: neptun.czajen.p


pepek czy nos, pepek czy nos... AAAA!!!

08.06.2004 :: 20:26 :: us254.internetd

dominia


czesc mam prosbe.. chciałabym dzisiaj pobic rekord w ilosci komentarzy na blogu.. jesli mozesz to mnie wesprzyj:)) z góry dzieki:**

08.06.2004 :: 15:40 :: aul216.neoplus.



| Wróć |