Kocie mamusie
Uszczęśliwiona posiadaniem kota Maja opanowała w sobie figlarny odruch, by paradnie zjechać na dół po wyślizganej poręczy. Statecznie zeszły po schodach na parter. Prowadzące na dziedziniec wysokie oszklone drzwi były szeroko otwarte i poczuły na twarzach podmuch ciepłego wiatru, niosącego ze sobą zapowiedź lata. Skorzystały z tej gościnnej zachęty i wydostały się na okolony rabatkami taras. Zatrzymały się pod oknami pokoju nauczycielskiego obok rozrosłego krzewu bzu, który już powoli przekwitał. Słońce przygrzewało, zachęcając do lenistwa.
— Wakacje — odetchnęła z ulgą Maja. — Już blisko. Czy wiesz, że według sondaży najpiękniejszym dniem roku szkolnego jest dzień rozdania świadectw?
Justyny nie zainteresował ten temat. Myślała nadal o znalezionym przez koleżankę po burzy maleńkim przemoczonym stworzonku.
— Ciekawe, jak to z nim będzie — rzekła. — Trochę wiem o kotach i ich zwyczajach. Chyba będę mogła zajrzeć do ciebie po obiedzie. Pewnie jak go zobaczę, przyjdzie mi do głowy jakieś zabawniutkie miano. A może ogłosimy w klasie konkurs na imię dla twojej znajdy? — zaczęła zachłystywać się pomysłami, które przychodziły jej do głowy. Spodziewała się niezwykłych wrażeń i było to widać po jej oczach.
— Co ty? W klasie? Nigdy. Przypuszczalnie by to wyśmiali. A kogóż obchodzi maleńki kot? — Majka cisnęła ogryzkiem, celując w stronę zielonego pojemnika na śmiecie, który stał nieopodal. Trafiła bez pudła. — To umawiamy się na popołudnie. Po obiedzie, jak mówiłaś. Przypuszczam, że ucieszy się, jak cię zobaczy. Ma takie śliczne wąsiki. A poza tym — dodała — nie wymigasz się na pewno od obowiązków. Maleństwo wymaga opieki. Będziesz jego drugą mamą. A w pierwszej kolejności wybierzemy się razem po piasek.
Justyna zrobiła wielkie oczy, a jej koński ogon pofrunął.
— Po piasek? — przesylabizowała. — Dlaczego po piasek? — zdumiona do niemożliwych granic wpatrywała się w koleżankę, oczekując wyjaśnień. — Ach, po piasek... — uprzytomniła sobie nareszcie. — Ależ to oczywiste — powiedziała. — Zupełnie zapomniałam. Kocia higiena. Ale słyszałam, że teraz kupuje się w sklepach zoologicznych specjalne granulki, które zastępują piasek — rzuciła. — Potem nagle zmieniła temat, nie chcąc podejmować prozaicznej debaty nad kocimi finansami. — Wiesz co? A może ten twój rozkoszny znajomy — zająknęła się — nie jest zwyczajnym kocurem, ale zaczarowanym księciem?
— Odbiło ci? — zapytała Majka.
Tak napisali inni:
e.
koci żwirek, to fakt!
w książęcej postaci?
to trzeba go chyba pocałować w pyszczek, żeby zobaczyć...
29.06.2004 :: 18:03 :: n-tec.za.digi.p
Calineczka
Wiem, wiem. Widziałam takie granulki. Niektórzy mówią na to żwirek.
Znam kilka osób, które mają w domu koty i te granulki.
Ja nie mogę posiadać kota, bo mam uczulenie na jego sierśc, skórę i ślinę...
Może kiedyś będę miała psa (jeśli zamieszkam w domku z ogródkiem, bo w bloku jest zbyt ciasno, a ja lubię Goldeny i Labradory, bo one sa przyjazne wobec dzieci).
Może to rzeczywiście zaczarowany książę?
Ciekawa jestem, jak wygląda w swej książęcej postaci...
29.06.2004 :: 15:18 :: byb185.neoplus.
|
Wróć |