EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Znów retelit


W czwartej części „Hurys” powraca temat tego surowca...

     Jedna z tych dobrze zakonserwowanych megier, mająca w odróżnieniu od pozostałych żółty czepek, życzliwie zaczepiła Afrodytę. Widocznie spodobał się jej styl pływacki dziewczyny. Unosiły się swobodnie na powierzchni, basen miał cztery metry głębokości i wymieniały uwagi. Prychnął, bowiem nagle uświadomił sobie, że jego madonnom nie wgrano niemieckiego i holenderskiego. Po chwili wahania doszedł jednak do wniosku, że to nie ma znaczenia.
     — A na cholerę im holenderski! — gorzko miauknął, wyciągając się wygodnie i przymykając oczy.
     Przyszły mu raptem na myśl skośnookie gejsze, mieszkające z komandorem z Urana. Ulubienice tego emerytowanego wojskowego były biegłe w czytaniu chińskich i japońskich znaków, kaligrafii, układaniu wierszy, ceremonii parzenia herbaty, zgadywaniu zapachu kadzidła, grze na koto i posługiwaniu się halabardą. Na co im były potrzebne te umiejętności, tak skrupulatnie wyliczane przez starego pryka? Poza ta ostatnią, oczywiście? Nie miał pojęcia. On sam lubił włóczyć się w młodości po okolicach miasteczka, wspinać się na skały i drzewa. Wściekłby się, gdyby ktoś go próbował zmusić do nauki flamandzkiego, norweskiego lub szwedzkiego. Nie mówiąc o chińskim czy japońskim.
     Myślami pobiegł ku retelitowi. Nieskończoną ilość razy wyświetlał widmowy rozkład złóż tego rzadkiego surowca, przeprowadzając wyrafinowane symulacje komputerowe, a jego domorosła hipoteza wydawała się powoli potwierdzać. Wydedukował, że cały retelit pochodził z jednego źródła, które na przestrzeni ostatnich dwustu lat systematycznie się przesuwało od Słońca ku obrzeżom Układu Słonecznego. Przeciągnięta przez te punkty prosta biegła do centrum Galaktyki. Najbardziej zdumiewające jednak było to, że osobliwe dostawy miały cykliczny charakter. Następowały po sobie w regularnych odstępach czasu.
     Leżał jeszcze chwilę, starając się o niczym nie myśleć, a kiedy już zapadał w drzemkę, wymknęło mu się bezwiednie z ust:
     — Próbujemy wskrzesić raj, kurwa mać, ale wciąż napotykamy węże!..
     Uniósł głowę i niepewnie zamrugał powiekami. Jeszcze przez moment tańczył w jego mózgu złocisty promień. Nie rozumiał, co za impuls sprawił, że mimowolnie wyartykułował tak pokraczną sentencję. Jakby w pokładach jego podświadomości kryło się jeszcze coś, do czego mimo wysiłków nie potrafił się dogrzebać.


17.10.2009 :: 22:34
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu