EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Znów retelit


W czwartej części „Hurys” powraca temat tego surowca...

     Jedna z tych dobrze zakonserwowanych megier, mająca w odróżnieniu od pozostałych żółty czepek, życzliwie zaczepiła Afrodytę. Widocznie spodobał się jej styl pływacki dziewczyny. Unosiły się swobodnie na powierzchni, basen miał cztery metry głębokości i wymieniały uwagi. Prychnął, bowiem nagle uświadomił sobie, że jego madonnom nie wgrano niemieckiego i holenderskiego. Po chwili wahania doszedł jednak do wniosku, że to nie ma znaczenia.
     — A na cholerę im holenderski! — gorzko miauknął, wyciągając się wygodnie i przymykając oczy.
     Przyszły mu raptem na myśl skośnookie gejsze, mieszkające z komandorem z Urana. Ulubienice tego emerytowanego wojskowego były biegłe w czytaniu chińskich i japońskich znaków, kaligrafii, układaniu wierszy, ceremonii parzenia herbaty, zgadywaniu zapachu kadzidła, grze na koto i posługiwaniu się halabardą. Na co im były potrzebne te umiejętności, tak skrupulatnie wyliczane przez starego pryka? Poza ta ostatnią, oczywiście? Nie miał pojęcia. On sam lubił włóczyć się w młodości po okolicach miasteczka, wspinać się na skały i drzewa. Wściekłby się, gdyby ktoś go próbował zmusić do nauki flamandzkiego, norweskiego lub szwedzkiego. Nie mówiąc o chińskim czy japońskim.
     Myślami pobiegł ku retelitowi. Nieskończoną ilość razy wyświetlał widmowy rozkład złóż tego rzadkiego surowca, przeprowadzając wyrafinowane symulacje komputerowe, a jego domorosła hipoteza wydawała się powoli potwierdzać. Wydedukował, że cały retelit pochodził z jednego źródła, które na przestrzeni ostatnich dwustu lat systematycznie się przesuwało od Słońca ku obrzeżom Układu Słonecznego. Przeciągnięta przez te punkty prosta biegła do centrum Galaktyki. Najbardziej zdumiewające jednak było to, że osobliwe dostawy miały cykliczny charakter. Następowały po sobie w regularnych odstępach czasu.
     Leżał jeszcze chwilę, starając się o niczym nie myśleć, a kiedy już zapadał w drzemkę, wymknęło mu się bezwiednie z ust:
     — Próbujemy wskrzesić raj, kurwa mać, ale wciąż napotykamy węże!..
     Uniósł głowę i niepewnie zamrugał powiekami. Jeszcze przez moment tańczył w jego mózgu złocisty promień. Nie rozumiał, co za impuls sprawił, że mimowolnie wyartykułował tak pokraczną sentencję. Jakby w pokładach jego podświadomości kryło się jeszcze coś, do czego mimo wysiłków nie potrafił się dogrzebać.


17.10.2009 :: 22:34
Link |  | Hurysy z katalogu