EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Bahamska przygoda


I jak to zwykle w życiu bywa, odpowiedź na jedno pytanie rodzi natychmiast dziesięć następnych pytań...


      Usiłował pozbierać rozpierzchłe myśli i zrozumieć coś z tego, w co nieopatrznie się wpakował. Ten przebiegły Syrenus z pewnością nie był nierozgarniętym tubylcem. Wykoncypował, że jako fizyk niewątpliwie prowadził tu dyskretnie badania naukowe. Jeżeli zaś dziewczyna mówiła po grecku, to starożytne podania o syrenach z wysp Morza Egejskiego nie były bujdą. Ten gatunek naprawdę istniał i widocznie jego sekrety ściągnęły tu tego naukowca. Podniecony surfował po bezkresach wyobraźni. Zamajaczył przed nim obraz robiącego za Pana Boga kosmitę i przyszło mu do głowy, że pomysł z przeniesieniem ogoniastych piękności z basenu Morza Śródziemnego na Karaiby nie był wcale taki zły. Tu witało przyjezdnych morze czystsze i przejrzystsze, a jego opalizująca turkusowo-niebieska powierzchnia poprawiała samopoczucie każdemu, kto chciał wypocząć i się zrelaksować. Tyle tylko że w odróżnieniu od wysp Morza Egejskiego Bahamy były niższe i bardziej płaskie. Brakowało tu wzniesień. Najwyższy szczyt Cat Island, Mount Alvernia, z ruinami dawnego klasztoru, miał nieledwie 63 metry nad poziomem morza.
      Postanowił, że następnego ranka zajrzy do pieczary obok chaty. Jak się upora z tą małą. Nos mu podpowiadał, że kryje się tam coś ciekawego. Niestety, nie miał latarki. Jaskinie na Bahamach osiągały niekiedy głębokość stu metrów, co odpowiadało poziomowi morza z epoki plejstocenu, ale też najczęściej były zalane wodą. Przyszli mu nagle na myśl piraci, dla których w XVIII wieku te wyspy były domem. Oglądał w kinie „Piratów z Karaibów”, bodajże pierwszą część, czyli „Klątwę czarnej perły”, jednak nie liczył na to, że w skalnej czeluści znajdzie jakiś skarb. Spodziewał się raczej, że były właściciel rozpadającej się posesji porzucił tam coś, co mogło wiązać się z wynikami jego dociekliwych penetracji.
      — Do licha! — szepnął do siebie. — Jeśli siedział tu od lat, a pewnie tak było, to nie tylko po to, żeby się z nimi pieprzyć!
      Potem próbował sobie uzmysłowić, dokąd odpłynie Athenais po upojnych chwilach w jego ramionach. Czy na Bahamach można było się zgubić? Ten archipelag obejmował około 700 małych wysp, a rozciągał się na przestrzeni 100 tysięcy kilometrów kwadratowych. Był to obszar prawie dwukrotnie większy od powierzchni lądowej Florydy. Większość bahamskich wysp była położona na platformach płytkiej wody, oddzielonych od siebie kanałami głębin, sięgających nawet do 8 tysięcy metrów. Dno płycizn porastały rafy koralowe, łąki traw morskich lub zaścielały piaski wapienne. Miał w kieszeni kompas i chodziła mu po głowie niejasna myśl, że przynajmniej w stopniach określi kierunek, w którym porzucająca go piękność się uda, znikając w morskich odmętach. A potem wynajętą łodzią spenetruje ten region, posuwając się jej śladem. Może natrafi na coś ciekawego? Syreny musiały gdzieś tu mieć metę. Przecież nie mogły rozpływać się w powietrzu.
      Stadko hałaśliwych papug odwróciło na moment jego uwagę. Z bólem serca sobie uprzytomnił, że brakuje mu tego cwanego Syrenusa. Wykoncypował, że musi się z trudem przebijać przez mur niewiedzy i dochodzić do rzeczy, które dla tamtego z pewnością były oczywiste. Czy ten skurwiel przed swym odejściem nie mógł pomyśleć o pozostawieniu bloku informacji dla swego następcy? Może faktycznie w tej jaskini coś było?


02.12.2009 :: 16:36
Link |  | Syreny z Cat Island