EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









„Misji” ciąg dalszy


      Powstały już cztery pierwsze części noweli "Misja: Europa". Pozostała do napisania jeszcze piąta. Widzę ją oczyma wyobraźni, chodzą mi po głowie różne detale, ale niestety to nie wystarczy. Trzeba bowiem jeszcze myśli przelać na papier.
      W piątej części odwróci się wszystko, co było dotąd. Naczelnik więzienia na Europie, postać negatywna, okaże się raptem postacią pozytywną, a Gina z kumplami stanie po jego stronie. Ci muszą najpierw polecieć na Ziemię. No, ale cicho, sza! Nie uprzedzajmy faktów... ...>

02.02.2006 :: 11:06
Link | Komentuj (0) | Główna


Urodziny


     Dziś moje urodzinki, niestety już ...dziesiąte czwarte. Czas biegnie nieubłaganie, nie oszczędzając nikogo. Na szczęście, do wiosny zostały tylko 44 dni. Zawsze tyle zostaje tego dnia — chyba, że jest rok przestępny. Ma się rozumieć, by uczcić tę okazję, zafundowałem sobie prezent, a mianowicie ukończyłem mikropowieść "Misja: Europa". W ostatniej odsłonie główna bohaterka, Gina, odkrywa, że postawiła na niewłaściwego konia.
     Pozdroofki dla wszystkich, odwiedzających mojego ownloga!

05.02.2006 :: 15:56
Link | Komentuj (3) | Główna


Przedwiośnie


      Chyba coś drgnęło. Trzymała, trzymała, ale nas nie zmogła i puściła. Zaczęła się odwilż. Kapie z dachów, śniegu na ulicach ubywa, a ja, biedny robaczek, oczyma wyobraźni widzę już mięknące od żaru asfalty. Pierwszy dzień wiosny za 39 dni...


10.02.2006 :: 11:45
Link | Komentuj (4) | Główna


Świętego Walentego


      Jak co roku, składam moc najserdeczniejszych życzeń wszystkim bez pamięci zakochanym. A przy okazji załączam jedno ze znalezionych w Internecie zwariowanych walentynkowych życzeń:

      "Kochanie, czy wiesz, że święty Walenty wcale nie jest patronem zakochanych, lecz ludzi chorych umysłowo? Mimo to ślę do Ciebie tego SMS-ka właśnie w dniu jego święta, ponieważ kocham Cię jak wariat!"

      Nie ma lekko...

13.02.2006 :: 18:24
Link | Komentuj (5) | Główna


A oto, co odkryłem na Księżycu...


...ma się rozumieć, w „Obcych z Alfy Centuari”, nie naprawdę...

      Pojawili się niczym bracia bliźniacy w niecałe dziesięć minut. Nie różnili się szczególnie wagą i wzrostem. Chris Donlon nie miał ani cienia wątpliwości. Oglądał planszę, biorąc ją pod światło i mrużąc oczy.
      — Rzeczona studnia ma ponad trzy i pół tysiąca lat — oświadczył. — To przeżytek, pamiętający czasy rozkwitu kultury kreteńskiej, schyłek Średniego Państwa w Egipcie, a w Chinach kres dynastii Hia. Zbadaliśmy powierzchnię tradycyjną metodą węglową, a następnie systemem Geyera. Wszakże cylindryczna pokrywa w głębi wydaje mi się jeszcze starsza. Może mieć nawet około pięciu tysięcy lat. Ale to nie wszystko, komandorze. W tym cygarze zachowały się — moim ostrożnym zdaniem — czynne nośniki energii, coś w rodzaju... baterii lub akumulatorów — prorokował. — To ciekawe! — zaświeciły mu się oczy. — Na razie nie odgadniemy, co to właściwie jest i jak to działa. Nie można wykluczyć tego, że to niby śpiące bydlę okaże się sprawne. Zatem może dać niezły koncert po uruchomieniu. Jednak będziemy mogli cokolwiek zawyrokować dopiero po usunięciu pokrywy włazu i zbadaniu zawartości, o ile kiedykolwiek wedrzemy się do środka. To prawdziwa forteca i chyba nie na nasze siły.
      — Też coś? — wtrącił z nutą oburzenia komandor. — Nie krakajcie. Musicie to jakoś przeskoczyć. Stać was na to...
      — Tak pan uważa? — zapytał Chris, udając niebosiężne zdziwienie. — Jak pan wie, naszą dewizą jest...
      — Tak, tak, wiem — prychnął. — Olewać wszystko, co się da. A moją: wdeptać w ziemię wszystkich cywilów. — To ostatnie dorzucił miękko, nie chcąc ich urazić. — Możemy sobie skakać do oczu, ale nie w obliczu tego, co tam przed nami wyrosło.
      Pomyślał o monterach w kombinezonach próżniowych, bezskutecznie szukających na powierzchni mechanizmu, który wprawiłby w ruch rygle i blokady. Badano teren wokół, krok po kroku. Ściany zarytej w grunt księżycowy na blisko sto pięćdziesiąt metrów stacji były za twarde, by poradził sobie z nimi laser, używany do prac remontowych. Wpasowany pionowo w spękane skały i lawę monument wykonano z nieznanego na Ziemi stopu o niewyobrażalnych wręcz właściwościach fizycznych.

20.02.2006 :: 15:27
Link | Komentuj (0) | Obcy z Alfy Centauri


Szczypta filozofii


      Wziąłem się właśnie za czytanie książki Terence'a Hawkesa, zatytułowanej "Strukturalizm i semiotyka" (Warszawa 1988), wychodząc z założenia, że trzeba być lepiej obeznanym ze współczesnymi kierunkami myślowymi, nie tylko zresztą ze strukturalizmem, ale również z brytyjską filozofią analityczną czy z fenomenologią. Dawniej z racji studiów ocierałem się raczej o filozofię nurtu arystotelesowsko-tomistycznego. Przypominam sobie pewne słoneczne wakacje w stanie wojennym. Przesiedziałem je w bibliotece uniwersyteckiej w Lublinie, ślęcząc nad koronnymi dziełami Akwinaty ("Summa theologiae" i "Summa contra gentiles").
      W ubiegłym roku ukazał się na łamach "Homo Dei" mój tekst, poświęcony człowiekowi pracy, widzianemu oczyma Jana Pawła II, oryginalnie interpretującego opowiadania o stworzeniu z Księgi Rodzaju. Uzmysławiam sobie teraz, ze zajęty pochłaniającym mnie wycinkiem tematycznym (homo laborem exercens), niewiele uwagi poświęciłem metodzie, którą posłużył się Karol Wojtyła. A ta jest również frapująca.
      Ale do rzeczy. Chodzi mi bowiem o mit pojmowany jako jeden z gatunków literackich. Wybitny prawnik włoski, Giambattista Vico, wydał w 1795 roku książkę, zatytułowaną "Nauka nowa". Nawiązujący do niej Terence Hawkens pisze: "Kamieniem węgielnym nowej nauki było głębokie przekonanie autora, że tak zwany "człowiek pierwotny" właściwie rozumiany okazuje się nie istotą dziecięco naiwną i barbarzyńską, ale człowiekiem instynktownie i głęboko "poetyckim" w swojej postawie wobec świata, postawie, która zawiera w sobie "poetycką mądrość" (sapientia poetica), przepajającą jego reakcje na środowisko i ujmującą je w kształt "metafizyki" metafory, symbolu i mitu." (s. 8).
      Takie założenie ma oczywiście niebagatelne znaczenie dla rozumienia mitów biblijnych. Są one rodzajem poetyckiego szyfru. Ujmując rzecz najprościej i odwołując się przy tym do tego, co dla ucznia liceum jest najbardziej oczywiste, można powiedzieć, że należy je podobnie odczytywać jak wyrafinowane utwory, pisane wierszem. Robi się przecież coś takiego na dobrze przeprowadzanych lekcjach języka polskiego.
      Tu warto zaznaczyć, że starożytne mity są niejako z natury rzeczy utworami poetyckimi. To nie bezbarwna proza, jak wynikałoby to z fatalnych nowożytnych i współczesnych przekładów. Jeżeli słucha się ich recytowanych z ogniem w oku w języku oryginalnym, bez trudu łapie się uchem regularny rytm i najczęściej równe metrum.

20.02.2006 :: 15:29
Link | Komentuj (4) | Główna


Stare i nowe


      Żyjemy na styku dwóch epok, papierowej i elektronicznej, i stąd te kłopoty. Autor wyda w formie ebooków dziesięć swoich książek, mających kilka tysięcy pobrań, a słyszący o tym ze wzgardą wzruszają ramionami i komentują to słowami: "Eee, pieprzenie w bambus, to jakaś iluzja!" Inny wyda książkę drukowaną w nakładzie 300 egzemplarzy, z czego sprzeda setkę i poklepuje się go z podziwem. "Brachu — słyszy — odniosłeś sukces!"

      Ale bywa też odwrotnie.

      — Tato, co to jest telegram?
      — To taki SMS z czasów, kiedy jeszcze nie było SMS-ów. Szło się na pocztę, pisało tego SMS-a na specjalnym blankiecie, potem panienka wysyłała to dalekopisem do miasta adresata. Tam drukowano przesłaną treść, naklejano ją na specjalny kartelusik, a listonosz w ciągu dwóch godzin dostarczał ten kartelusik do mieszkania odbiorcy!
      — Aha, rozumiem. Tato, a co to jest dalekopis?
      — Dalekopis? Eee, to takie Gadu-gadu z czasów, kiedy jeszcze nie było Gadu-gadu... Poczta to miała...

26.02.2006 :: 17:45
Link | Komentuj (2) | Główna