Przechery, arcyłgarze i oszuści
Raz na jakiś czas przeglądam rekordy do swojego nazwiska, zaciekawiony tym, kto czyni o mnie wzmianki. Ostatnio — ku memu zdumieniu — odkryłem, że trafiłem do serwisu "Kutasy w akcji". — Jakim cudem? — myślę. Przecież wulgaryzmów z nielicznymi wyjątkami raczej nie używam.
Jednak używam. Kiedy sprawdziłem, w czym rzecz, okazało się, że to śliczne skondinąd barokowe słowo znalazło się w "Wakacjach w Izraelu". Paweł stara się przekonać Gertrudę, że powinna wyjść za Polaka, a rozjuszona Anka usiłuje wybić jej to z głowy. Leci to tak:
— Też coś? — zaperzyła się Anka. — Nie daj się na to nabrać. Te kutasy nie mają pieniędzy. Są bez grosza, a poza tym nie można im nigdy ufać — rzekła z żalem. — To przechery, arcyłgarze i oszuści. Tępe pały i sflaczałe fallusy!
W ciemności nie było widać, czy Gertruda się zarumieniła, czy nie. Coś przypuszczalnie miała na końcu języka, ale nie zdążyła się tym podzielić.
01.02.2007 :: 14:37
Komentuj (0)
Wyprawy do Egiptu...
Z wypiekami na twarzy czytam właśnie pracę "Ramzes Wielki i jego czasy" (Kenneth A. Kitchen). Rzecz ciekawa, ten panujący ponad pół wieku faraon miał równocześnie około ośmiu oficjalnych żon, nie licząc wielu konkubin. Przy czym jedną z jego udanych połowic była jego młodsza siostra. U nas za takie krzaczaste numery trafiłby za kratki. Wiadomo, kazirodztwo i bigamia.
Żeby nikomu nie było przykro, to napomknę, że w Egipcie tamtych czasów — z kolei — za przespanie się z cudzą żoną groziła kara śmierci. I ponoć ją bezlitośnie egzekwowano. Nasze prawo jest pod tym względem liberalne, a za upojną noc z mężatką nic klientowi nie grozi. Chyba, że udowodni mu się molestowanie lub gwałt.
Ale nie tym chciałem pisać. Przeciekawe są te wirtualne wyprawy — od Dolnego Państwa w delcie Nilu, przez Memfis i jego nekropolie, po Teby, Luksor i Karnak. A także dalsze — przez katarakty Nilu.
W czasach Ramzesa II Egipt był najpotężniejszym starożytnym imperium.
06.02.2007 :: 15:32
Komentuj (0)
Czy facetowi wolno ignorować kaprysy facetki?
Jednakże Mi-ir ignorował jej kaprysy. Nie w tamtą stronę go ciągnęło. Złapał ją za rękę i powiódł za sobą. Pozdrowili jeźdźca, który zbliżał się z naprzeciwka. Stwarzał wrażenie pokojowo usposobionego, jednak Urchita miał się na baczności, gdy tamten ich mijał. Z pewnością konny należał do plemiennej starszyzny, bo tu mało kto mógł się pochwalić posiadaniem wierzchowca. Dzierżył włócznię i topór, a przy siodle telepał się mu hełm z nosalem. Spieszyło się mu, więc tylko na moment zwolnił, by przelotnie rzucić okiem na pieszych. Odpowiedział na powitanie i pogalopował znowu naprzód.
— Ufff — odsapnął, gdy tamten zniknął już za zakrętem. — A już myślałem, że ciebie stracę. Jakoś tak dziwnie popatrzył. Nie dałbym mu rady, gdyby porwał cię na siodło.
Ujrzał w jej oczach twarde błyski.
— Nie obawiaj się, nikt mnie nie uprowadzi — zuchwale odparła. — Tu bezpiecznie. Popatrz na to! — podniosła mu do oczu wiszący jej na szyi zdobny łańcuch. — To znak, że jestem córką wodza.
09.02.2007 :: 10:31
Komentuj (0)
Świętego Walentego
Niech w Waszych sercach radość zagości,
śle Wam Walenty moc serdeczności...
14.02.2007 :: 11:13
Komentuj (0)