EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
Hegemone(9)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(68)
Publikacje(35)
Cztery pory roku(29)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Nowy Rok


     Trzeba się przyzwyczaić. Zero sześć na końcu daty. No i ten zero-kierunkowy w telefonie od grudnia.
     Nie da się ukryć, że żyjemy w czasach kultu liczb. Prawie wszystko jest zacyferkowane. Ciekawe, jak to będzie w dalekiej przyszłości?

     — Kierunkowy na Marsa? Proszę uprzejmie! A z którą półkulą chce się pan połączyć?
     — Nie, nie z księżycami Saturna, tam są dwudziestosześciocyfrowe!


08.01.2006 :: 15:29
Link | Komentuj (4) | Główna


Feralny dzień


      Wczoraj mieliśmy piątek, a do tego trzynastego. Fatalny zbieg okoliczności. Feralny dzień. Jednak jakoś dociągnąłem do wieczora i nic złego się nie stało...
      Może nie należy wierzyć w takie rzeczy?

14.01.2006 :: 11:52
Link | Komentuj (2) | Główna


Śpieszmy się kochać...


      Zmarł ksiądz Jan Twardowski.
      W latach siedemdziesiątych biegaliśmy za jego tomikami. Były wówczas białymi krukami, które dostawało się spod lady.

19.01.2006 :: 12:23
Link | Komentuj (5) | Główna


Dramat


     Według projektanta hali, ten dach mógł wytrzymać około 70-80 kg obciążenia na metr kwadratowy.

30.01.2006 :: 11:50
Link | Komentuj (0) | Główna


„Misji” ciąg dalszy


      Powstały już cztery pierwsze części noweli "Misja: Europa". Pozostała do napisania jeszcze piąta. Widzę ją oczyma wyobraźni, chodzą mi po głowie różne detale, ale niestety to nie wystarczy. Trzeba bowiem jeszcze myśli przelać na papier.
      W piątej części odwróci się wszystko, co było dotąd. Naczelnik więzienia na Europie, postać negatywna, okaże się raptem postacią pozytywną, a Gina z kumplami stanie po jego stronie. Ci muszą najpierw polecieć na Ziemię. No, ale cicho, sza! Nie uprzedzajmy faktów... ...>

02.02.2006 :: 11:06
Link | Komentuj (0) | Główna


Urodziny


     Dziś moje urodzinki, niestety już ...dziesiąte czwarte. Czas biegnie nieubłaganie, nie oszczędzając nikogo. Na szczęście, do wiosny zostały tylko 44 dni. Zawsze tyle zostaje tego dnia — chyba, że jest rok przestępny. Ma się rozumieć, by uczcić tę okazję, zafundowałem sobie prezent, a mianowicie ukończyłem mikropowieść "Misja: Europa". W ostatniej odsłonie główna bohaterka, Gina, odkrywa, że postawiła na niewłaściwego konia.
     Pozdroofki dla wszystkich, odwiedzających mojego ownloga!

05.02.2006 :: 15:56
Link | Komentuj (3) | Główna


Przedwiośnie


      Chyba coś drgnęło. Trzymała, trzymała, ale nas nie zmogła i puściła. Zaczęła się odwilż. Kapie z dachów, śniegu na ulicach ubywa, a ja, biedny robaczek, oczyma wyobraźni widzę już mięknące od żaru asfalty. Pierwszy dzień wiosny za 39 dni...


10.02.2006 :: 11:45
Link | Komentuj (4) | Główna


Świętego Walentego


      Jak co roku, składam moc najserdeczniejszych życzeń wszystkim bez pamięci zakochanym. A przy okazji załączam jedno ze znalezionych w Internecie zwariowanych walentynkowych życzeń:

      "Kochanie, czy wiesz, że święty Walenty wcale nie jest patronem zakochanych, lecz ludzi chorych umysłowo? Mimo to ślę do Ciebie tego SMS-ka właśnie w dniu jego święta, ponieważ kocham Cię jak wariat!"

      Nie ma lekko...

13.02.2006 :: 18:24
Link | Komentuj (5) | Główna


A oto, co odkryłem na Księżycu...


...ma się rozumieć, w „Obcych z Alfy Centuari”, nie naprawdę...

      Pojawili się niczym bracia bliźniacy w niecałe dziesięć minut. Nie różnili się szczególnie wagą i wzrostem. Chris Donlon nie miał ani cienia wątpliwości. Oglądał planszę, biorąc ją pod światło i mrużąc oczy.
      — Rzeczona studnia ma ponad trzy i pół tysiąca lat — oświadczył. — To przeżytek, pamiętający czasy rozkwitu kultury kreteńskiej, schyłek Średniego Państwa w Egipcie, a w Chinach kres dynastii Hia. Zbadaliśmy powierzchnię tradycyjną metodą węglową, a następnie systemem Geyera. Wszakże cylindryczna pokrywa w głębi wydaje mi się jeszcze starsza. Może mieć nawet około pięciu tysięcy lat. Ale to nie wszystko, komandorze. W tym cygarze zachowały się — moim ostrożnym zdaniem — czynne nośniki energii, coś w rodzaju... baterii lub akumulatorów — prorokował. — To ciekawe! — zaświeciły mu się oczy. — Na razie nie odgadniemy, co to właściwie jest i jak to działa. Nie można wykluczyć tego, że to niby śpiące bydlę okaże się sprawne. Zatem może dać niezły koncert po uruchomieniu. Jednak będziemy mogli cokolwiek zawyrokować dopiero po usunięciu pokrywy włazu i zbadaniu zawartości, o ile kiedykolwiek wedrzemy się do środka. To prawdziwa forteca i chyba nie na nasze siły.
      — Też coś? — wtrącił z nutą oburzenia komandor. — Nie krakajcie. Musicie to jakoś przeskoczyć. Stać was na to...
      — Tak pan uważa? — zapytał Chris, udając niebosiężne zdziwienie. — Jak pan wie, naszą dewizą jest...
      — Tak, tak, wiem — prychnął. — Olewać wszystko, co się da. A moją: wdeptać w ziemię wszystkich cywilów. — To ostatnie dorzucił miękko, nie chcąc ich urazić. — Możemy sobie skakać do oczu, ale nie w obliczu tego, co tam przed nami wyrosło.
      Pomyślał o monterach w kombinezonach próżniowych, bezskutecznie szukających na powierzchni mechanizmu, który wprawiłby w ruch rygle i blokady. Badano teren wokół, krok po kroku. Ściany zarytej w grunt księżycowy na blisko sto pięćdziesiąt metrów stacji były za twarde, by poradził sobie z nimi laser, używany do prac remontowych. Wpasowany pionowo w spękane skały i lawę monument wykonano z nieznanego na Ziemi stopu o niewyobrażalnych wręcz właściwościach fizycznych.

20.02.2006 :: 15:27
Link | Komentuj (0) | Główna


Szczypta filozofii


      Wziąłem się właśnie za czytanie książki Terence'a Hawkesa, zatytułowanej "Strukturalizm i semiotyka" (Warszawa 1988), wychodząc z założenia, że trzeba być lepiej obeznanym ze współczesnymi kierunkami myślowymi, nie tylko zresztą ze strukturalizmem, ale również z brytyjską filozofią analityczną czy z fenomenologią. Dawniej z racji studiów ocierałem się raczej o filozofię nurtu arystotelesowsko-tomistycznego. Przypominam sobie pewne słoneczne wakacje w stanie wojennym. Przesiedziałem je w bibliotece uniwersyteckiej w Lublinie, ślęcząc nad koronnymi dziełami Akwinaty ("Summa theologiae" i "Summa contra gentiles").
      W ubiegłym roku ukazał się na łamach "Homo Dei" mój tekst, poświęcony człowiekowi pracy, widzianemu oczyma Jana Pawła II, oryginalnie interpretującego opowiadania o stworzeniu z Księgi Rodzaju. Uzmysławiam sobie teraz, ze zajęty pochłaniającym mnie wycinkiem tematycznym (homo laborem exercens), niewiele uwagi poświęciłem metodzie, którą posłużył się Karol Wojtyła. A ta jest również frapująca.
      Ale do rzeczy. Chodzi mi bowiem o mit pojmowany jako jeden z gatunków literackich. Wybitny prawnik włoski, Giambattista Vico, wydał w 1795 roku książkę, zatytułowaną "Nauka nowa". Nawiązujący do niej Terence Hawkens pisze: "Kamieniem węgielnym nowej nauki było głębokie przekonanie autora, że tak zwany "człowiek pierwotny" właściwie rozumiany okazuje się nie istotą dziecięco naiwną i barbarzyńską, ale człowiekiem instynktownie i głęboko "poetyckim" w swojej postawie wobec świata, postawie, która zawiera w sobie "poetycką mądrość" (sapientia poetica), przepajającą jego reakcje na środowisko i ujmującą je w kształt "metafizyki" metafory, symbolu i mitu." (s. 8).
      Takie założenie ma oczywiście niebagatelne znaczenie dla rozumienia mitów biblijnych. Są one rodzajem poetyckiego szyfru. Ujmując rzecz najprościej i odwołując się przy tym do tego, co dla ucznia liceum jest najbardziej oczywiste, można powiedzieć, że należy je podobnie odczytywać jak wyrafinowane utwory, pisane wierszem. Robi się przecież coś takiego na dobrze przeprowadzanych lekcjach języka polskiego.
      Tu warto zaznaczyć, że starożytne mity są niejako z natury rzeczy utworami poetyckimi. To nie bezbarwna proza, jak wynikałoby to z fatalnych nowożytnych i współczesnych przekładów. Jeżeli słucha się ich recytowanych z ogniem w oku w języku oryginalnym, bez trudu łapie się uchem regularny rytm i najczęściej równe metrum.

20.02.2006 :: 15:29
Link | Komentuj (4) | Główna


Stare i nowe


      Żyjemy na styku dwóch epok, papierowej i elektronicznej, i stąd te kłopoty. Autor wyda w formie ebooków dziesięć swoich książek, mających kilka tysięcy pobrań, a słyszący o tym ze wzgardą wzruszają ramionami i komentują to słowami: "Eee, pieprzenie w bambus, to jakaś iluzja!" Inny wyda książkę drukowaną w nakładzie 300 egzemplarzy, z czego sprzeda setkę i poklepuje się go z podziwem. "Brachu — słyszy — odniosłeś sukces!"

      Ale bywa też odwrotnie.

      — Tato, co to jest telegram?
      — To taki SMS z czasów, kiedy jeszcze nie było SMS-ów. Szło się na pocztę, pisało tego SMS-a na specjalnym blankiecie, potem panienka wysyłała to dalekopisem do miasta adresata. Tam drukowano przesłaną treść, naklejano ją na specjalny kartelusik, a listonosz w ciągu dwóch godzin dostarczał ten kartelusik do mieszkania odbiorcy!
      — Aha, rozumiem. Tato, a co to jest dalekopis?
      — Dalekopis? Eee, to takie Gadu-gadu z czasów, kiedy jeszcze nie było Gadu-gadu... Poczta to miała...

26.02.2006 :: 17:45
Link | Komentuj (2) | Główna


Pisane i mówione


      Różnice między językiem pisanym, literackim, poetyckim, powieściowym, a tym, którym posługujemy się w mowie są znaczne, chociaż najczęściej tego nie zauważamy.

      Nie dziwi zatem w opowiadaniu:

      Zachodzące słońce ugrzęzło w konarach starych drzew. Lekki wiatr pieścił i całował przygasłe od żaru liście.

      Nie próbujcie jednak w ten sposób zwracać się do bliźnich, bo przyglądaliby się wam z duuużą podejrzliwością. Język mówiony jest językiem skrótowym. Powiemy więc w rozmowie:

      Zachodziło słońce i wiał lekki wiatr.

01.03.2006 :: 09:37
Link | Komentuj (2) | Główna


ON i ONA, czyli jego drzwi i jej drzwi


      Winda cicho wjechała na ósme piętro. W holu czterogwiazdkowego hotelu odnotował wzrokiem ekspozycję holograficzną, płynnie się dostosowującą do zmieniającej się pory dnia. Urokliwy nocny widok Mont Blanc sprawił, że technik przeniósł znowu całą uwagę na czarującą Alice. Znieruchomiał przed wejściem do swego numeru, bezmyślnie się gapiąc na nierówne dębowe słoje. Miał wrażenie, że jak mityczny wędrowiec dotarł na skraj świata, a za okrywającym ziemię firmamentem niebieskim nie było już niczego. Nie chciało mu się wchodzić do obcego i mało intymnego wnętrza. Raptem pojął, że ugrzązł w głębokiej pustce, a jedynym ratunkiem była rozpaczliwa ucieczka.
      — Pourquoi pas? — półszepnął. — Nie wszystko zależy od rozumu...
      Nieomal na palcach, jak psotliwy uczniak, który zamierza zakraść się do sąsiadów i pobrykać na terenie ich posiadłości, a na koniec wrzucić im do basenu zdechłego kota, ostrożnie zbliżył się do drzwi Alice, mieszczących się przy końcu korytarza i przyłożył do nich ucho. Czy jej gorące wyznania miłosne uprawniały go do włamywania się do niej w nocy? A może rankiem przy śniadaniu z dojmującym chłodem zamierzała wszystko odwołać? Niepewnie zastukał, a właściwie zachrobotał, ale nie był pewny, czy go usłyszała. Przestraszył się nie na żarty, serce zaczęło waliło mu jak młot, lecz nie wypadało mu się już wycofywać. Nerwowo zerknął na zegarek, który pokazywał pierwszą szesnaście. Usilnie szukał w myślach jakiegoś pretekstu i wykoncypował, że jakoś się wytłumaczy. Odważył się, nacisnął klamkę, a ku jego zdziwieniu tajemne wierzeje ustąpiły. Miał wrażenie, że chroni się w świecie bajek i odsapnął z odrobiną ulgi. Przechodziło się przez to zaczarowane lustro, chociaż nie wyglądało na takie.

02.03.2006 :: 17:27
Link | Komentuj (0) | Główna


Tuż, tuż...


    Czternaście dni do nadejścia wiosny i co z tego? Budzę się rankiem, przecieram oczy i zerkam na termometr za oknem. Horror, minus piętnaście stopni...

07.03.2006 :: 11:19
Link | Komentuj (5) | Główna


Dzień Kobiet


      Wiadomo, takiej okazji nie wypada przeoczyć. Wszystkim Paniom składam moc najserdeczniejszych życzeń!

08.03.2006 :: 18:28
Link | Komentuj (2) | Główna


Pobudka!


      Nie pojmował, dlaczego telefon wyrywa go ze snu. Nie powinien był go budzić. W apartamencie panował miły półmrok, bowiem przez ciężkie, obszyte frędzlami kotary przedostawało się niewiele światła. Gdzieś znad dalekich zasnutych mgłą jezior przybyła do niego nocą zmysłowa nimfa wodna, osłonięta jedynie przejrzystym, zwiewnym peniuarem, ledwo kryjącym ponętne kształty, a szum jej skrzydeł zastąpił mu rozkoszną kołysankę. Alice niewyraźnie coś mruknęła i nie otwierając oczu przewróciła się na drugi bok, uwalniając go ze słodkich objęć. Sięgnął ręką, po omacku odnalazł komórkę i wcisnął przycisk, ale zamiast głosu rozmówcy usłyszał charakterystyczny, przerywany sygnał. Rozmowa była kodowana. Ciężka sprawa! Chcąc nie chcąc musiał zwlec się z pokrytego wymiętym przez noc jedwabiem posłania i rozejrzeć za hotelowym wideotelefonem, który krył się gdzieś między stylizowanymi sprzętami. Wargami delikatnie musnął dziewczynę za uchem i czule pogładził jej włosy. Odpowiedziała cichym kocim pomrukiem, wyciągnęła się na wznak, rozrzucając jak dziecko ręce, ale nie uniosła powiek. Czuł nadal w nozdrzach niepokojący zapach jej perfum.

10.03.2006 :: 09:36
Link | Komentuj (2) | Główna


Konkurs


      Już drugi rok z rzędu byłem w jury Turnieju Poetyckiego o Srebrne Pióro Prezydenta Miasta Mielca. Lubię tę imprezę, jest starannie przygotowana, finał ma miejsce w chętnie przeze mnie odwiedzanej filii Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej, a w tym roku wiersze nominowane doczekały się wydania w formie eleganckiego zeszytu.
      Srebrne Pióro otrzymał Kazimierz Trela z Mielca za wiersz "Harfa w chmurach". A oto ten utwór:

HARFA W CHMURACH

Harfa — skrzydło anioła rozpostarte w locie,
(Pióra strun nastrojone, napięte i drżące...)
Dzisiaj swej górnolotnej uległa tęsknocie
Wznosząc się ku obłokom skrywającym słońce.

Nie sięgną tu, by szarpać ją harfistki dłonie,
I dyrygent swym berłem tutaj nic nie wskóra,
I żwawy rój nut czarnych tu jej nie dogoni,
Bo dziś harfa na luzie, bo dziś harfa w chmurach.

Lecz oto Afrodyta w boskim panteonie
Dostojnością znudzona... dała w chmurę nura!
I o struny otarła swe mityczne dłonie...
I zabrzmiała jak nigdy harfa — harfa w chmurach.

17.03.2006 :: 17:00
Link | Komentuj (3) | Główna


Wiosna


      Zawitała, chociaż nadchodziła bardzo powoli. Te potężne mrozy i nawroty zimy, nękające nas w marcu, wreszcie się skończyły. Notabene, marzec był dla mnie wyjątkowo depresyjny i stresujący.
      Może to kwestia wieku? Nie tak dawno odkryłem zdumiewającą prawdę. Tę, mianowcie, że z każdym rokiem człowiek staje się coraz starszy. I nie ma na to siły...

01.04.2006 :: 12:07
Link | Komentuj (2) | Główna


Kraków


Przez całe lata w południe słyszałem z radia taki komunikat, dzień w dzień identyczny, więc trudno się dziwić, że wrył się w pamięć:


Mówi Kraków. Zbliża się godzina dwunasta. Obserwatorium astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie poda czas z dokładnością do pół sekundy. Po sygnale czasu i hejnale z Wieży Mariackiej połączymy się z Warszawą.

Po niejakim czasie ten komunikat rozbudowano o jeszcze jedną krótką informację:

Piąty ostatni krótki sygnał oznacza punktualnie godzinę dwunastą.

02.04.2006 :: 19:43
Link | Komentuj (3) | Główna


Odszedł


      Dziś pogrzeb Stanisława Lema w Krakowie na Cmentarzu Salwatorskim.
      Edukowałem się na jego książkach już w starszych klasach szkoły podstawowej.

04.04.2006 :: 11:43
Link | Komentuj (2) | Główna


Terapia odwykowa


      Oddałem monitor do naprawy, drobiazg, zepsuła się wtyczka — i tym samym jestem bez kompa w domu. Trwa terapia odwykowa. Jest jakoś dziwnie, tak jakby ktoś bliski nagle wyjechał. Z tego wszystkiego zacząłem robić różne rzeczy, których od dawna nie robiłem. W niedzielę upiekłem karpatkę. Pycha. Zniknęła do wieczora! Teraz planuję sernik. Z rodzynkami, wiórkami pomarańczowymi i polewą czekoladową. No i zabrałem się do przedświątecznych porządków...

10.04.2006 :: 10:27
Link | Komentuj (4) | Główna


Święta


Wesołego Alleluja!
Z okazji świąt wielkanocnych moc serdecznych życzeń,
smacznego święconego i mokrego dyngusa!

14.04.2006 :: 11:03
Link | Komentuj (2) | Główna


Świat książki


     Z okazji Światowego Dnia Książki mam w filiach mieleckich bibliotek dwa spotkania autorskie. Oglądam w witrynach swoje publikacje i robi się kolorowo. A przede mną dłuuuugi kwietniowo-majowy weekend. Nabiera mnie ochota, żeby wyfrunąć gdzieś w świat...

25.04.2006 :: 10:38
Link | Komentuj (1) | Główna


„Przyloty na Ziemię” w USA


      Nakładem wydawnictwa DSP (Dorota Silaj Publishing) w Chicago ukazał się tom mojej fantastyki, zatytułowany „Przyloty na Ziemię”. O książkę można pytać w polonijnych księgarniach lub kupić ją przez Internet w wydawnictwie. ...>

25.04.2006 :: 16:07
Link | Komentuj (2) | Główna


Matuuuuury


     Słowo, którego znaczenia nie trzeba objaśniać. Właśnie trwają, dostarczając niesamowitych wrażeń. Raz w życiu trzeba to przeżyć...

     "Daliśmy na mszę — niepokoi się Kasia na GG. — Ale czy to pomoże?"

04.05.2006 :: 14:04
Link | Komentuj (3) | Główna


Warsztat


      Przeczytałem "Erosa na Olimpie" Jana Parandowskiego, przy czym pierwszy esej z tej książeczki aż trzy razy. Zachwyca mnie język tego autora. Proza piękna, poetycka, nasycona. Teraz zabrałem się za jego "Alchemię słowa". Uwolniła mnie ta książka od przekonania, że z lekka świruję, gromadząc fiszki z celnymi zwrotami językowymi. Parandowski pisze, że wielu autorów to robiło. Tworzyli nawet całe własne słowniki przenośni i porównań, pod kątem potrzeb pisanych powieści.
      Słowniki to zresztą odrębna sprawa. Nigdy bym wcześniej nie wpadł na to, że można czytać je od deski do deski — jak powieści sensacyjne lub kryminały.

18.05.2006 :: 12:41
Link | Komentuj (2) | Główna


Obejrzałem film „Kosmiczne jaja”


Skrócona wersja skróconej wersji:

— Czy ty?
— Tak!
— Czy ty?
— Tak!
— Jesteście mężem i żoną!

22.05.2006 :: 18:28
Link | Komentuj (1) | Recenzje filmowe


S jak skała


     Stary Testament nazywa Boga twierdzą, schronieniem, murem obronnym, tarczą, wieżą warowną, kryjówką, a także skałą Izraela. W Nowym Testamencie skałą jest Chrystus. Jest On również kamieniem węgielnym gmachu królestwa Bożego. Wyrasta się ono «na fundamencie apostołów i proroków» (Ef 2, 20). Skałą jest również święty Piotr. Jezus, nadając nowe imię pierwszemu z apostołów, Szymonowi, nazwał go w ten właśnie sposób. I wyjawił: «i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą» (Mt 16, 18). 

29.05.2006 :: 17:33
Link | Komentuj (1) | Główna


Wiosna w pełni


      To groteska. Nadszedł czerwiec, jednak kiedy wychodzę z mieszkania, odruchowo sięgam po zimową kurtkę. Ziąb straszny. Ma się ochotę powiedzieć: "Starzy ludzie nie pamiętają, żeby o tej porze roku..."
      To fakt, ja też nie pamiętam.

06.06.2006 :: 14:16
Link | Komentuj (5) | Główna


Co jeszcze można w windzie?


Przeglądałem własnie "Obcych z Alfy Centauri" i uzmysłowilem sobie, że w tej powieści jest też coś o windzie. Oto urywek 19. rozdziału...


      Z bijącym sercem śledził zmieniające się cyfry na górnej listwie, mając resztki nadziei, że winda się nie zatrzyma na jego piętrze. Niestety, zawiódł się, bowiem cicho szczęknęła, gdy dotarła do piątego. Zaczęły się bezszelestnie rozsuwać metalowe drzwi.
      — Stać! — rozkazał zimnym tonem, filując do środka i wsuwając tam lufę. — Ani kroku dalej!
      Dwaj niewinnie wyglądający ślepcy w bardzo ciemnych okularach, obaj w podniszczonych czarnych garniturach i równie czarnych wytartych kapeluszach, nie byli lokatorami budynku, w którym Smith od lat wynajmował apartament. Tych rozpoznawał, chociaż nie ze wszystkimi wymieniał kurtuazyjne ukłony. Czego szukali tak wczesną porą w obcym dla siebie miejscu? Teraz już sprawy pobiegły bardzo szybko. Starszy z intruzów nie stracił zimnej krwi. Na jego nieco rozlanej twarzy przez ułamek sekundy malowały się sprzeczne uczucia — podziwu, gniewu, zmieszania i nienawiści. Jednym gwałtownym ruchem uniósł w stronę Johna białą laskę, którą dzierżył w dłoni. Jednakże spóźnił się z oddaniem strzału i skosiła go krótka seria z broni automatycznej technika. Terkot był niegłośny i przypominał odgłos dziecięcej zabawki. Młodszy z siepaczy tak zgłupiał, że nie usiłował się bronić. Zamarł w bezruchu, licząc na zmiłowanie i łaskę. I jego Smith nie oszczędził, bez pardonu ładując w stojącą biernie postać zawartość magazynku. Tamtemu zmiękły kolana i z malującym się na twarzy wyrazem niebotycznego zdumienia osunął się w kąt.
      — Zrobione — mruknął z odrazą. Dłuższą chwilę rozszerzonymi z wrażenia oczami chłonął rezultaty starcia. Przemknęła mu przez głowę myśl, że tym razem to zwierzyna łowna zapolowała na myśliwych, zaskakująco odwracając role. Rozejrzał się jeszcze raz po pustym korytarzu, potem wszedł do windy i odsunął nogą przeszkadzający mu kapelusz. Wcisnął przycisk parteru.
      Zjechał na dół w towarzystwie swoich ofiar, po drodze medytując nad podłym losem, który nie szczędził mu niespodzianek. Zbyt dobrze znał oblicza obu tych pomyleńców, by nie wiedzieć, z kim przyszło mu się zmierzyć.

12.06.2006 :: 11:54
Link | Komentuj (1) | Główna