EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
Hegemone(9)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(68)
Publikacje(35)
Cztery pory roku(29)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







2007


     I tym sposobem mamy nowy rok. Co dalej? Pożyjemy, zobaczymy!
     Ustawiłem skryp JS na piewszy dzień upragnionej wiosny. Zima nie jest taka straszna. Zostało tylko kilkadziesiąt dni...

04.01.2007 :: 13:37
Link | Komentuj (4) | Główna


Zima


      Spadł wreszcie śnieg i muszę rzec, że jak dotąd nie lubiłem zimy, to nagle ją polubiłem. To pewnie dlatego, że się spóźniła. Jak czegoś dłuuugo, długo nie ma, a wreszcie się pojawi, to człowiek jak głupi się cieszy, chociaż nie miał wcześniej takiego zamiaru. To taka przewrotność natury ludzkiej.
      W każdym razie górale nie będą już musieli składać skargi na Pana Boga. Zdaje się, że w Tatrach jest już wszystko pod białym puchem, jak być powinno. A na zimię jest prosty sposób — trzeba się cieplutko ubrać: grube skarpetki, porządne buciska, kalesonki, sweterek, czapeczka, szaliczek, rękawiczki. I już...

      Zostało 55 dni do nadejścia wiosny!

25.01.2007 :: 13:13
Link | Komentuj (3) | Główna


Przechery, arcyłgarze i oszuści


     Raz na jakiś czas przeglądam rekordy do swojego nazwiska, zaciekawiony tym, kto czyni o mnie wzmianki. Ostatnio — ku memu zdumieniu — odkryłem, że trafiłem do serwisu "Kutasy w akcji". — Jakim cudem? — myślę. Przecież wulgaryzmów z nielicznymi wyjątkami raczej nie używam.
     Jednak używam. Kiedy sprawdziłem, w czym rzecz, okazało się, że to śliczne skondinąd barokowe słowo znalazło się w "Wakacjach w Izraelu". Paweł stara się przekonać Gertrudę, że powinna wyjść za Polaka, a rozjuszona Anka usiłuje wybić jej to z głowy. Leci to tak:

     — Też coś? — zaperzyła się Anka. — Nie daj się na to nabrać. Te kutasy nie mają pieniędzy. Są bez grosza, a poza tym nie można im nigdy ufać — rzekła z żalem. — To przechery, arcyłgarze i oszuści. Tępe pały i sflaczałe fallusy!
     W ciemności nie było widać, czy Gertruda się zarumieniła, czy nie. Coś przypuszczalnie miała na końcu języka, ale nie zdążyła się tym podzielić.


01.02.2007 :: 14:37
Link | Komentuj (0) | Główna


Wyprawy do Egiptu...


    Z wypiekami na twarzy czytam właśnie pracę "Ramzes Wielki i jego czasy" (Kenneth A. Kitchen). Rzecz ciekawa, ten panujący ponad pół wieku faraon miał równocześnie około ośmiu oficjalnych żon, nie licząc wielu konkubin. Przy czym jedną z jego udanych połowic była jego młodsza siostra. U nas za takie krzaczaste numery trafiłby za kratki. Wiadomo, kazirodztwo i bigamia.
    Żeby nikomu nie było przykro, to napomknę, że w Egipcie tamtych czasów — z kolei — za przespanie się z cudzą żoną groziła kara śmierci. I ponoć ją bezlitośnie egzekwowano. Nasze prawo jest pod tym względem liberalne, a za upojną noc z mężatką nic klientowi nie grozi. Chyba, że udowodni mu się molestowanie lub gwałt.
    Ale nie tym chciałem pisać. Przeciekawe są te wirtualne wyprawy — od Dolnego Państwa w delcie Nilu, przez Memfis i jego nekropolie, po Teby, Luksor i Karnak. A także dalsze — przez katarakty Nilu.
    W czasach Ramzesa II Egipt był najpotężniejszym starożytnym imperium.

06.02.2007 :: 15:32
Link | Komentuj (0) | Główna


Czy facetowi wolno ignorować kaprysy facetki?


     Jednakże Mi-ir ignorował jej kaprysy. Nie w tamtą stronę go ciągnęło. Złapał ją za rękę i powiódł za sobą. Pozdrowili jeźdźca, który zbliżał się z naprzeciwka. Stwarzał wrażenie pokojowo usposobionego, jednak Urchita miał się na baczności, gdy tamten ich mijał. Z pewnością konny należał do plemiennej starszyzny, bo tu mało kto mógł się pochwalić posiadaniem wierzchowca. Dzierżył włócznię i topór, a przy siodle telepał się mu hełm z nosalem. Spieszyło się mu, więc tylko na moment zwolnił, by przelotnie rzucić okiem na pieszych. Odpowiedział na powitanie i pogalopował znowu naprzód.
     — Ufff — odsapnął, gdy tamten zniknął już za zakrętem. — A już myślałem, że ciebie stracę. Jakoś tak dziwnie popatrzył. Nie dałbym mu rady, gdyby porwał cię na siodło.
     Ujrzał w jej oczach twarde błyski.
     — Nie obawiaj się, nikt mnie nie uprowadzi — zuchwale odparła. — Tu bezpiecznie. Popatrz na to! — podniosła mu do oczu wiszący jej na szyi zdobny łańcuch. — To znak, że jestem córką wodza.

09.02.2007 :: 10:31
Link | Komentuj (0) | Główna


Świętego Walentego


Niech w Waszych sercach radość zagości,
śle Wam Walenty moc serdeczności...

14.02.2007 :: 11:13
Link | Komentuj (0) | Główna


Wiosna


     Wszystko wskazuje na to, że naprawdę się zbliża. Bociany wróciły, robi się cieplutko i wesolutko. Tak trzymać!

01.03.2007 :: 16:07
Link | Komentuj (1) | Główna


Herod i mędrcy ze Wschodu


     Ślęczę nad bibliografią, będzie tego finalnie z osiemset pozycji, i przytargałem z piwnicy stos egzemplarzy autorskich z lat dziewięćdziesiątych, po trosze dziwiąc się tekstom, które wówczas pisywałem. Trafiłem — m. in. — na opowiadanie "Mędrcy", wydrukowane w "Przewodniku Katolickim" w 1992 roku. To pokłon Trzech Króli, widziany oczyma niedorostka. Tekst odświeżyłem i ulokowałem w Internecie w serwisie dla dzieci. Rzecz dałoby się rozbudować, a zaciekawiony tym okresem historycznym, sięgnąłem po opracowania, chcąc się wstępnie rozejrzeć w temacie. A przy okazji dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy o Herodzie.
     Ten wybitny Idumejczyk zmarł w przededniu święta Paschy w 4 roku p.n.e. Nie był zły w te klocki, jakie daje władza, skoro jako wasalowi Rzymu udało mu się nieprzerwanie rządzić Palestyną przez blisko 35 lat i nie stracić tronu. Ścięła go na starość choroba psychiczna — paranoja, ta przykra dolegliwość starożytnych władców. Zaczął się popisywać różnymi dziwacznymi rzeczami i w tym świetle rzeź niewiniątek w Betlejem nie wydawała się czymś odbiegającym od "normy".
     Biorąc jednak pod uwagę całość jego panowania, trzeba rzec, że Herod mógł budzić podziw z racji swoich osiągnięć. Zbudował dla Augusta świątynię w Samarii, oraz port i bazę rzymską w Cezarei. Przepiękną i wielką świątynię zawdzięczała mu Jerozolima. Nieco górowała nad nią swymi basztami tylko rzymska twierdza Antonia. W tej świątyni, upiększanej do 64 roku naszej ery, w krużgankach rozległego dziedzińca pogan nauczał Jezus, kiedy bywał w stolicy Judy. Wspomniany dziedziniec zewnętrzny był zarazem ważnym miejscem handlu, sprzedawano tam zwierzęta ofiarne i wymieniano pieniądze, bowiem Izraelici z diaspory byli zobowiązani płacić podatek świątynny w miejscowej walucie.
     Kim zaś byli mędrcy? Kapłanami, magami, astrologami. Zastanawiałem się, skąd i którędy przybyli do Jerozolimy, o ile przyjąć, że byli postaciami z realnego świata. Wydaje mi się, najpewniej dotarli do Judei z Damaszku, idąc dawnym syryjskim traktem królewskim i przekraczając Jordan na północ od Morza Martwego. A może pochodzili z Mezopotamii?

26.03.2007 :: 15:35
Link | Komentuj (0) | Główna


Wielkanoc


      Z okazji świąt wielkanocnych moc życzeń ślę wszystkim odwiedzającym mojego ownloga!
      Wesołego Alleluja!

02.04.2007 :: 16:23
Link | Komentuj (1) | Główna


Poszła zima zła...


      Lato coraz bliżej, między kwietniowymi dniami zdarzają się naprawdę cieplutkie, aż ma się ochotę wskoczyć z rozpędu w krótkie spodenki, a sroga zima odeszła za morza. Wbrew tym, którzy zachwalają uroki zimy, śnieg, narty, sanki, łyżwy i tym podobne, muszę rzec, że ta pora roku jest pod naszą szerokością geograficzną traktowana jako nieznośna i dokuczliwa. Przecież zgodnie z pradawną słowiańską obrzędowością nie pali się i nie topi kukły wiosny czy lata, byłoby to bez sensu, ale kukłę zimy. Żegna się ją z ulgą i z cichą nadzieją na to, że nie wróci.
      Ten obrzęd wyraża zbiorowe emocje. Są one jeszcze czytelniejsze na scenie politycznej. Publiczne spalenie kukły decydenta oznacza, że manifestująca społeczność ma dość jego władzy, despotyzmu i dokuczliwych błędów, i że chce go wyrzucić poza rogatki swego życia.

20.04.2007 :: 10:22
Link | Komentuj (0) | Główna


Długi weekend


     Pod względem pogody kwiecień okazał się nadzwyczaj udany, nie narzekałem, bo mogłem pochodzić w dżinsach i bluzkach z krótkimi rękawami. Nieomal jak w lecie. A teraz długi weekend. Nie zdecydowałem się na żaden wypad, postanawiając trochę wypocząć. I poleniuchować. Nawyk zasiadania przy komputerze jednak pozostał.
     Czytam wyrywkami czterotomowego „Jezusa z Nazaretu” Romana Brandstaettera, próbując się oswoić z klimatem Palestyny sprzed dwóch tysięcy lat. Właśnie mam za sobą sekwencję z Kajfaszem (Josef Kajafa). Ten przybywa do Cezarei Nadmorskiej. Za gruby szmal kupuje urząd arcykapłana u prokuratora Judei, Waleriusza Gratusa.
     To przykład korupcji z tamtych czasów. Urzędnik rzymski ma władzę, ale nie ma szmalu. Kajafa ma szmal, ale nie ma władzy. Więc zgodnie z zasadą naczyń połączonych...

30.04.2007 :: 09:13
Link | Komentuj (1) | Główna


O lustracji


     Jego brwi powędrowały wysoko. Zlustrował ją zdumionym spojrzeniem, czując nagły przypływ pożądania.

lustracja [łac.]:
1) przegląd, oględziny, kontrola;
2) w dawnej Polsce kontrole stanu majątkowego i dochodowości — królewszczyzn w celu zwiększenia dochodów skarbu; przeprowadzane nieregularnie 1564–1789; teksty sporządzane przez komisje lustracyjne cennym źródłem poznania dziejów wsi;
3) w państwach postkomunist. ogół działań prawnych i polit. obejmujących ujawnianie funkcjonariuszy i współpracowników komunist. służby bezpieczeństwa.

[wg Internetowej Encyklopedii PWN]


16.05.2007 :: 15:34
Link | Komentuj (0) | Główna


Spadające gwiazdy i tym podobne


     Kiedy zabrałem się do poprawiania tekstów, zacząłem mimowolnie wpadać na błędy, które nagminnie popełniałem w wymowie. Przykłady? Ta planeta, ta planetoida, ta asteroida. Tak jest poprawnie. Jednak przez wiele lat byłem święcie przekonany, że asteroid jest rodzaju męskiego. I tak go odmieniałem. Nie inaczej było z cudzysłowem. Mówiłem "w cudzysłowiu", podczas gdy poprawnie jest w "w cudzysłowie". Taki wstyd...
     No, ale język polski nie należy do najłatwiejszych.


21.05.2007 :: 14:17
Link | Komentuj (1) | Główna


Walny


     Warszawa straszy straszliwym żarem. Krakowskie Przedmieście zagrodzone, bo kręcą akurat jakiś film i muszę ominąć ten odcinek ulicy. Przedostaję się przez tereny Uniwersytetu Warszawskiego. W „Domu Literatury” nieopodal Placu Zamkowego toczą się obrady. Odbywa się zjazd delegatów Związku Literatów Polskich. W sobotę trwają prace nad zmianami w statucie, w niedzielę — wybory. Wyłania się nowy skład władz związku.
     Z soboty na niedzielę przebywam — wraz z innymi delegatami — w odległym o 20 km od centrum Warszawy Pałacu w Oborach k/Konstancina. Pokój dostaję w Domu Pracy Twórczej im. Bolesława Prusa.
     Na zjeździe wprost kipi. Ogromny potencjał psychiczny, nieokiełznanie i wola działania.
     Przy okazji oglądam nową stronę internetową ZLP. Została profesjonalnie zrobiona i bardzo mi się podoba. I was zapraszam do jej obejrzenia: ...>.


28.05.2007 :: 09:39
Link | Komentuj (0) | Główna


Ziarnko do ziarnka, a uzbiera się...


     Dodałem do mikropowieści „Afrodyta” nowe zakończenie. Jeżeli ktoś ma ochotę, może zerknąć na strony www z tym utworem, bądź też ponownie ściągnąć go sobie w formacie msR. Chodził mi od dawna po głowie ciąg dalszy akcji. Pewnie w wyniku cierpliwej pracy nad losami bohaterów ta nowela SF przekształciłaby się w książkową powieść.

02.06.2007 :: 19:32
Link | Komentuj (0) | Główna


Tydzień pod znakiem muz


     Niedziela, 10 czerwca. Uczestniczę w obchodach jubileuszu czterdziestolecia powstania Rzeszowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Gala w sali kinowej Wojewódzkiego Domu Kultury, „Diamentowe Pióro” dla Tadeusza Różewicza, inne nagrody, promocja almanachu twórców Podkarpacia.
     Poniedziałek, 11 czerwca. Rozpoczyna się IV Międzynarodowa Sesja „Literatura kresów Polski, Słowacji i Ukrainy”. Wykłady, dyskusje, wizyta w ratuszu, zwiedzanie miasta. W ramach sesji wyjeżdżamy we wtorek do Gwoźnicy na grób Juliana Przybosia, kolacja w Niebylcu, potem trafiamy do w Bukowca nad Zalewem Solińskim. Tam jesteśmy do piątku, 15 czerwca.
     Interesujące kontakty z twórcami ze Słowacji i Ukrainy, ale nie tylko z tych krajów. W sumie ogrom wrażeń, mnóstwo osób, których wcześniej nie znałem. Będzie do czego wracać myślami przez dłuższy czas.

18.06.2007 :: 16:26
Link | Komentuj (2) | Główna


I mamy lipiec


     Wszystkim internautom życzę udanych i pełnych wrażeń wakacji. Dużo słońca pod każdą szerokością geograficzną!

02.07.2007 :: 13:05
Link | Komentuj (0) | Główna


Wyjazd

     
     W ostatni wtorek odwiedziłem Lublin, miasto, w którym spędziłem w młodości ponad dziesięć lat, tam przecież studiowałem. Wyskoczyłem na macierzystą uczelnię, rozrosła się, Instytut Jana Pawła II ma chyba z jedenaście pięter. Zajrzałem do dziekanatu, obejrzałem swój indeks. Notabene, tylko dwie trójki na pierwszym roku, potem już wyłącznie czwórki i piątki. Ech, to były czasy! Siedemdziesiąte, ma się rozumieć.
     Jedni znajomi mnie poznawali, inni nie. Wiadomo, jako student byłem szczuplutkim chłopakiem i ważyłem niespełna 60 kg. Teraz zaś zaś... tutturuttu... No, dobra. Niecałe osiemdziesiąt. Przy okazji odkryłem, że fajnie się jeździ nocnymi autobusami. Nie ma ruchu na drogach, człowiek zaśnie i ani się obejrzy, a jest już na miejscu.


13.07.2007 :: 12:40
Link | Komentuj (0) | Główna


Uff, jak gorąco...


Ten wiersz Tuwima jest na czasie...



Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa —
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch — jak gorąco!
Uch — jak gorąco!
Puff — jak gorąco!
Uff — jak gorąco!

23.07.2007 :: 20:01
Link | Komentuj (0) | Główna


Jesień


I mamy wrzesień.


04.09.2007 :: 15:38
Link | Komentuj (0) | Główna


Infekcja wirusowa


     Jesienna infekcja wywołuje dadaistyczny mętlik w głowie. Groch z kapustą. Gdybym chciał ten stan ducha oddać przy pomocy słowa pisanego, wyglądałoby to mniej więcej tak:

     Przyjaźń to długoterminowa inwestycja i nigdy nie wiadomo, co z niej wyniknie. Z perspektywy Wenus. To nie ja wychodzę za mąż. Zaimponowałeś wszystkim. Specjaliści przyjmują do osiemnastej. Wróciłaś wcześniej niż zwykle. Znowu tu była? Tym razem zachowała dystans. Kto wam pozwolił umieścić tu moje imię?



18.09.2007 :: 13:10
Link | Komentuj (0) | Główna


Qumran


     Czytam właśnie antologię „Biblia Dzisiaj”, złożoną z tekstów różnych światowych znakomitości, zajmujących się trudnymi zagadnieniami biblijnymi. Książka ukazała się pod red. ks. Józefa Kudasiewicza w 1969 roku. Najbardziej zauroczyło mnie barwnie napisane opracowanie Joachima Jeremiasa, poświęcone gminie w Qumran, pozwalające mi uporządkować w głowie wszystko to, co dotąd wiedziałem.
     Kim byli Esseńczycy? By to zrozumieć, trzeba cofnąć się w czasie do 167 roku p.n.e. Wtedy to Antioch IV Epifanes, chcąc zniszczyć religię żydowską, zbezcześcił świątynię jerozolimską, zamieniając ją na sanktuarium Zeusa. Ma się rozumieć, doszło do buntu...

20.09.2007 :: 15:56
Link | Komentuj (0) | Główna


Na granicy...


Tu i ówdzie doszlifowałem „Ekscytozę”...

     — To niewyobrażalny horror. Na moce, co on tu wyrabiał? — nie kryła przejęcia, gdy po dłuższej chwili wróciła do Mitosa. — Ten drań dysponował niezgorszym sprzętem medycznym. Po cichu ściągał rzadkie urządzenia, od niedawna znane w parolach. Ale po co? No, właśnie — głośno się dziwiła. — Nie zamierzał bynajmniej leczyć bladolicych. Chodź, coś ci pokażę! — pociągnęła rosłego agenta za rękaw flanelowej koszuli.
     Ten powlókł się za nią, porzucając wyświetlacz z listą imion i nazwisk na ekranie.
     — Wiesz, co mówili w Nowym Jorku? — niemrawo podzielił się swym domysłem. — Podobno Elvisa Presleya porwali kosmici.
     Nie skomentowała tej rewelacji. Doprowadziła Mitosa do srebrzystego silosu do klonowania.

04.10.2007 :: 16:19
Link | Komentuj (3) | Główna


Jeszcze o Herodzie


     Czytam właśnie „Heroda, króla Judei” Aleksandra Krawczuka. Okazuje się, że w kwestii narodowości tej postaci, chodzi o Heroda, naturalnie, nie o profesora Krawczuka, nie do końca byłem wcześniej dokładny. Ze źródeł wynikało, że był Idumejczykiem (=Edomitą). Jest to jednak tylko połowa prawdy. Jego ojciec, Antypater, był faktycznie takiego pochodzenia, jednak ożenił się z Arabką, notabene ze znakomitej rodziny nabatejskiej. Król Judei, znany z biblijnej rzezi niewiniątek, był więc na wpół Idumejczykiem i na wpół Nabatyjczykiem.
     W pierwszej części książki profesor Krawczuk barwnie opisuje drogę, jaką pokonał w 65 roku p.n.e. Pompejusz, naczelny wódz armii Wschodu, kierujący się z wojskiem z Damaszku do Jerozolimy. Pewnie tą samą trasą podążali mędrcy ze Wschodu, pragnący oddać hołd królowi, którego wskazywała gwiazda...
     „Przez pierwsze dni marszu Rzymianie widzieli na zachodzie wysoką górę Hermon. Jej skaliste wierzchołki pokrywał śnieg, a ze zboczy spływał ciemny płaszcz ogromnych lasów...”

15.10.2007 :: 14:40
Link | Komentuj (7) | Główna


Odmiana


taki sam
taka sama
takie samo

tacy sami
takie same

23.10.2007 :: 11:22
Link | Komentuj (4) | Główna


Starożytny Egipt i koty


     Jestem przy „Kleopatrze” Aleksandra Krawczuka. Natrafiłem na zwięzły, ale bardzo obrazowy opis architektonicznej zabudowy Aleksandrii, a zaraz potem na ciekawostkę, związaną z kultem zwierząt. Jak się okazuje, Egipcjanie otaczali wyjątkową czcią koty, ichneumony, psy, sępy, ibisy, wilki i krokodyle. Gdy święte zwierzę umierało, płakano nad nim, balsamowano je i z szacunkiem grzebano.
     Za umyślne zabicie takiego zwierzęcia wymierzano karę śmierci. W szczególnie uprzywilejowanej sytuacji były koty i ibisy. Tu śmierć groziła nawet za nieumyślne zabicie zwierzęcia. Tłum znęcał się nad sprawcą straszliwie, a karę wymierzano najczęściej bez sądu.
     Ech, być kotem!

26.10.2007 :: 18:20
Link | Komentuj (2) | Główna


Niestety, nadeszła...


Przyznam szczerze, że za każdym razem, kiedy nadchodzi, czuję się zaskoczony. Po prostu nie lubię zimy i instynktownie się przed nią bronię. Mimowolnie zakładam, że tym razem się nie pojawi lub, że się spóźni.
Może gdyby śnieg był tak ciepły jak morska woda w tropikach...

16.11.2007 :: 10:52
Link | Komentuj (3) | Główna


Jeszcze w sprawie zimy...


     Śnieg powinien by cieplutki, słodki jak wata cukrowa i w dodatku kolorowy.

19.11.2007 :: 17:41
Link | Komentuj (1) | Główna


Damskie i męskie


     Wywnioskowałem, że chciałbym za wszelką cenę przypisać lecącemu z nieba białemu puchowi cechy rozkosznie kobiece. To kobieta jest przecież miła, słodka, ciepła w dotyku, a w dodatku pachnąca latem i kolorowa. Tymczasem śnieg jest rodzaju męskiego, dlatego też raczej powinien straszyć chłodem. Być nieczuły, odpychający, oziębły, zdystansowany i lodowaty. Jak przystało na twardziela, władającego biegunami północnym i południowym.

26.11.2007 :: 10:59
Link | Komentuj (2) | Główna


W świecie skojarzeń


     Tak sobie dumam i dumam, i dochodzę do wniosku, że wcale nie usiłuję przypisywać zimnemu śniegowi cech kobiecych. W ciągu skojarzeń bowiem biegnie to mniej więcej tak:

     Śnieg, lód, szron, ślizgawka, ślizgawica, zawierucha, kra, grad, mróz, zamrażarka, lodówka. A w lodówce coca-cola, he, he, he. I lody bakaliowe! I ptasie mleczko. I bita śmietana. I jeden Bóg wie, co tam jeszcze... A to wszystko zakazane, bo tuczy...


03.12.2007 :: 16:14
Link | Komentuj (2) | Główna