EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(17)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(9)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(72)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Nowy Rok


Szczęśliwego Nowego Roku!

01.01.2010 :: 00:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Serwis z „Syrenami”


      „Syreny z Cat Island” doczekały się własnego serwisu. Zaciekawionych dalszymi losami Patryka z Miami i jego czarownych ulubienic wychodzących z morza, odsyłam zatem pod adres: syreny.guziakiewicz.vxm.pl. Tam wklejam kolejne powstałe sekwencje.


04.01.2010 :: 10:27
Link | Komentuj (0) | Syreny z Cat Island


„Węglem malowane”


      Sobota, 9 stycznia. W małej sali Samorządowego Centrum Kultury w Mielcu odbywa się promocja tomiku „Węglem malowane” Magdaleny Korzeń, członka Grupy Literackiej „Słowo”. Wieczorną prezentację wierszy, które recytują Dorota Kwoka i Stach Ożóg, chętnie przyjeżdżający z Rzeszowa na mieleckie spotkania autorskie, urozmaica swoim występem wokalnym Anna Mroczek.


09.01.2010 :: 22:00
Link | Komentuj (0) | Główna


W Katolickim Radiu „Via”


      Środa, 13 stycznia. Mimo silnych opadów śniegu jestem w siedzibie Katolickiego Radia „Via” w Rzeszowie. Nie wypada przesuwać wcześniej ustalonego terminu. Iwona Kosztyła nagrywa ze mną rozmowę do Magazynu „Wiara, ludzie, wydarzenia”. Pytania dotyczą głównie tego, czym zajmowałem się w młodości. Zatem Ruchu Światło-Życie, studiów teologicznych na KUL-u, pracy dziennikarza katolickiego i postaci ks. Franciszka Blachnickiego. A m.in. tego, jak godzę wykształcenie teologiczne z uprawianiem specyficznego gatunku prozy, jakim jest fantastyka naukowa.


13.01.2010 :: 20:00
Link | Komentuj (0) | Główna


W kręgu słowa


      Sobota, 16 stycznia. Do Tuszowa Narodowego mam niecałe 10 km, więc decyduję się na wyjazd na biesiadę literacką „W kręgu słowa”, odbywającą się w czytelni Gminnej Biblioteki Publicznej. Dorota Kwoka i Stach Ożóg recytują wiersze z tomiku „Drogi do domu” Joanny Hyjek i Iwony Zych. Jest też prezentowana poezja Doroty Kwoki.


16.01.2010 :: 21:30
Link | Komentuj (0) | Główna


W Klubie Turkus


      Czwartek, 21 stycznia. Mam spotkanie autorskie, zorganizowane przez Podkarpacką Izbę Poetów w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie. Prowadzi Czesław Drąg, fragmenty mojej poezji i prozy recytuje Danuta Pado, instruktorka teatralna z WDK, śpiewa Agnieszka Ryś, studentka Centrum Sztuki Wokalnej.
      Klub Turkus świeżo po remoncie, cieszy oczy wyposażeniem i elegancją, atmosfera wspaniała, wśród obecnych nie brakuje moich kolegów i koleżanek z rzeszowskiego oddziału ZLP, nie mówiąc o miłośnikach pióra z Mielca.


Spotkanie autorskie, WDK Rzeszów. Fot. Jolanta Strycharz



23.01.2010 :: 08:53
Link | Komentuj (0) | Główna


Promocja książki


      Sobota, 30 stycznia. Jestem na spotkaniu Grupy Literackiej „Słowo”. Trwa promocja powieści Piotra Duraka „Ostatni rok”. Autor na swój sposób genialny, skoro w tak młodym wieku potrafi napisać sporą powieść. Włodzimierz Kłaczyński porównuje go z Dorotą Masłowską. Poetycka proza, ukazująca zawiłości wieku adolescencji.


30.01.2010 :: 21:30
Link | Komentuj (0) | Główna


Na Bahamach i w śródmieściu Miami


W czwartej części „Syren z Cat Island” raptowna zmiana akcji. Okazuje się, że odkryci kosmici nie są wcale tacy źli, skoro obdarowują głównego bohatera syreną, w której się zakochał. Bardzo to romantyczne. Co jednak dalej z tego wyniknie i jakich należy domyślać się perturbacji? Tego jeszcze nie wiem. Rozpędziłem się trochę w styczniu z pisaniem, ale cóż. Udziela mi się nastrój sesji egzaminacyjnej...


      Miał przerwę na lunch, ale nie był głodny, czuł dziwny wstręt do jedzenia, więc zamiast w ulubionym lokalu wylądował w ocienionej parasolami kawiarence, mieszczącej się na skwerze po przeciwnej stronie ulicy. Trzy dni temu wrócił z Cat Island i pomału wracał do równowagi. Na jego rachunek bankowy wpłynęło znowu ponad dwa tysiące dolarów, więc z goryczą wywnioskował, że z punktu widzenia obcych nic się nie stało. Wszystko było w porządku. Ordynarnie mówiąc, kazano mu trzymać się roli dobrze opłacanego żigolaka i nie podskakiwać. W pracy pamiętano o jego urodzinach, co go podniosło na duchu. Usłyszał „Happy birthday to you” i jednym tchem zdmuchnął dwadzieścia pięć świeczek.
      — Grunt, to mieć fajnych kumpli! — niemrawo mruknął do szklanki z sokiem grejpfrutowym. Mimochodem odnotował, że woli rozmawiać z martwymi przedmiotami niż z ludźmi, ostatecznie ze zwierzętami, co zdawało się dowodzić, iż jeszcze nie wyszedł ze stanu głębokiego załamania psychicznego. Syreny były wegetariankami. Rybi ogon go ominął, sprawdził to już na Bahamach. Kilka razy skakał do wody i nurkował, jednak jego kończyny nie przejawiały skłonności do transformacji.
      Tamta młoda madonna w szarym dwuczęściowym kostiumie usiadła przy jego stoliku, nie pytając, czy może to zrobić. Zesztywniał, przeczuwając coś niezwykłego. Nie był umówiony z żadnym klientem agencji, a na pewno nie tutaj. Wsłuchał się w szum ulicy i klaksony samochodów. Niedaleko była Flagler Street. Przez kilka sekund nie mógł oderwać oczu od opróżnionej do połowy szklanki. Wreszcie ciężko uniósł wzrok i oniemiał z wrażenia. Nie uwierzył temu, co ujrzał. Oszalałe serce omal nie wyrwało mu się z piersi.
      — Athenais, to ty?! — zapiał ze szczęścia. Manna leciała z nieba.
      Tak, to była ona. Zgrabna, czarująca i zachwycająca. W gładko uczesane włosy miała wpiętą różową orchideę. Przyglądała mu się niepewnie i jakby z obawą, że nie ucieszy go jej widok. Uspokoił ją ten wybuch radości.
      Zerwał się i dotknął jej ramienia, chcąc się przekonać, że to nie czary. Ujął jej dłoń, składając na zdobionych pierścionkiem z turkusem wąskich palcach namiętny pocałunek. Wydawało się, że już jej nie puści.
      — Rany?! Skąd się wzięłaś? — impulsywnie zapytał. Mimowolnie obejrzał się na jezdnię. Z wysepki odjeżdżała popielata limuzyna z przyciemnionymi szybami. Nie dostrzegł numeru rejestracyjnego lincolna. Uznał, że to nieważne. Wrócił do niej wzrokiem, czując, że urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.
      Musiała się uporać z tym, co jej zlecono. Zdjęła powoli z ramienia skórzaną torbę na pasku i wyciągnęła z niej żółtą kopertę, z niewolniczą uległością przesuwając ją w jego stronę. Usiadł na swoim miejscu, zajrzał ciekawie do środka, a potem ją przechylił, wysypując na stolik zawartość. Były tam dwie karty kredytowe, prawo jazdy i szereg innych dokumentów. Wszystkie wystawione na jego piękną syrenę.
      — Nie, to niemożliwe! Cudowne!
      Machinalnie przeglądał jej papiery. Wynikało z nich, że ma na imię Amanda, a nosi nazwisko Robinson. Były tam akt urodzenia i świadectwo ukończenia szkoły. Do tego ubezpieczenie. Pomyślał, że z takimi dokumentami dziewczyna może szaleć po całym świecie, a przede wszystkim zostać jego żoną.
      Podniósł się z kawiarnianego krzesła, musiała też wstać, objął ją i czule ucałował.
      — Kocham cię, Athe… Amando! — dmuchnął jej tkliwie do ucha. — Twoi patroni nie są wcale tacy źli. Zostaniesz ze mną? Na zawsze?
      — Forever! — cicho powtórzyła. Zaczynała radzić sobie z angielskim.
      Pomyślał, że zaprzyjaźni się z tym aroganckim typkiem, który go tak podle potraktował. Wybaczył mu w jednej chwili. Z zapartym tchem obejrzał ją jeszcze raz od stóp do głów. Na nogach miała czółenka open toe na niskim obcasie i zwrócił uwagę na jej paznokcie. Pociągnięte fioletowym lakierem wyglądały tak, jakby zafundowała sobie stylowe tipsy. Taki sam lakier zdobił paznokcie jej rąk.


01.02.2010 :: 22:30
Link | Komentuj (0) | Syreny z Cat Island


Urodziny


     Piątek, 5 lutego. Moje urodziny. Tort ze świeczkami i życzenia. Wprawdzie nie przywiązuję wagi do takich obchodów i rocznic, tym niemniej nie mogę ukryć, że jest mi miło, jeśli ktoś pamięta…
     44 dni do nadejścia wiosny!

05.02.2010 :: 19:00
Link | Komentuj (1) | Główna


Lutowe remanenty


      Siódma mikropowieść z cyklu „Przyloty na Ziemię” już gotowa. To przywoływane kilkakrotnie „Syreny z Cat Island”. Pisało mi się lekko, planowałem ukończyć ją gdzieś w kwietniu lub w maju, ale jakimś cudem, poganiany przez muzy, uporałem się z nią już w pierwszej dekadzie lutego. Chodzi mi po głowie pomysł na następny utwór z tego cyklu, ale wypadałoby najpierw uporać się z „Hurysami z katalogu”. Pierwsze trzy części powieści już powstały, do napisania pozostaje czwarta.
      Do głosu jednak dochodzą wirusy, co nie jest takie dziwne, zważywszy porę roku, więc póki co powinienem sobie zaordynować kilkunastodniową przerwę.

08.02.2010 :: 11:30
Link | Komentuj (0) | Główna


Tłusty Czwartek i pączki


      Kończy się karnawał i przypada właśnie ostatni czwartek przed Środą Popielcową. Zwyczajowo opychamy się pączkami i faworkami. W moim regionie te ostatnie nazywa się chrustem. Tradycja wydaje się jednak stopniowo ustępować nowym trendom.
      Czytam w necie, że dnia 9 lutego był Międzynarodowy Dzień Pizzy. Chodzi mi po głowie posępna myśl, że nasze wnuki i prawnuki nie będą już nic wiedzieć o Tłustym Czwartku, pamiętać zaś będą o świętowaniu pizzy, okrągłego placka z najczęściej mięsnym nadzieniem. Pizza jest wprawdzie włoską potrawą, ale zdobyła sobie światową markę. Jako student uwielbiałem od czasu do czasu wpadać do pizzerii, mieszczącej się niedaleko mojej uczelni.
      Zwycięża jednak optymizm. Póki co szczerząca kły przyszłość nam nie grozi. Być może, nasze polskie tradycje i obce będą współistnieć, a sprzedawcy pączków i pizzy nie wejdą sobie w drogę. Z prognoz wynika, że ponad dwa miliony pączków w Tłusty Czwartek mają kupić klienci tylko jednej sieci supermarketów w Polsce. Biorąc pod uwagę mnogość firm cukierniczych i do tego wypieki domowe, zjemy tego dnia kilkadziesiąt milionów sztuk tego drożdżowego smakołyku. W głowie się nie mieści!



11.02.2010 :: 13:26
Link | Komentuj (0) | Główna


Piękno zimowego lasu


      Piątek, 12 lutego, Szkoła Podstawowa w Tuszowie Narodowym. Wraz z Magdaleną Kriger z SCK w Mielcu i Marią Zuch z Nadleśnictwa Mielec, jestem w jury Gminnego Konkursu Recytatorskiego „Piękno zimowego lasu”. Maluchy ze szkół podstawowych popisują się umiejętnościami deklamacyjnymi. Ogromna ilość wierszy, związanych tematycznie z lasem w zimie. Nagradzamy dziesięciu najlepszych, kolejnych dziesięciu otrzymuje wyróżnienie. Liczne nagrody książkowe. To początek ferii zimowych na zaśnieżonym Podkarpaciu.


12.02.2010 :: 14:14
Link | Komentuj (0) | Główna


Cała prawda o UFO


To z „Windy czasu”...

      Nieco za nimi, na oznaczonym drobnymi kamykami lądowisku, przywarował, okazale się prezentując, poszukiwany przez nich wahadłowiec.
      — Masywny — cmoknął z uznaniem, choć nie bez pewnego zaskoczenia. — Jednak kształty ma jakieś... dziwaczne. Nadmiernie opływowe. No, tak, to nie te czasy, które opuściłem. Taki szybujący odwrócony spodek. A wiesz? — zwrócił się do agentki, nagle sobie o czymś przypominając. — Podobne cacka, chociaż przecież niewiadomego pochodzenia, szokowały na niebie w drugiej połowie dwudziestego wieku. Nazywano je niezidentyfikowanymi obiektami latającymi i były prawdziwą sensacją. Nie wszyscy wierzyli w ich istnienie.
      Doskonale wiedziała, o czym mówił. Kopnęła drobny kamyk, nie wyjmując dłoni z kieszeni. Potem jednak schyliła się i wzięła go do ręki.
      — Chodzi ci o eksperyment Althussera — zaczęła wyjaśniać. — Przerzucano do tamtych czasów podobnie konstruowane pojazdy, a ściślej biorąc — ich hologramy, po to głównie, żeby wzmocnić zainteresowanie nowymi rozwiązaniami technologicznymi. Trójkąt Bermudzki okazał się totalnym niewypałem, jednak UFO wywołało pewien ferment i twórczy niepokój. W czasie drugiej wojny światowej w faszystowskich Niemczech usiłowano już potajemnie coś takiego zbudować. Miała to być jedna z tajnych broni Hitlera — dzieliła się posiadaną wiedzą. — Nasi zgubili tam nawet niby to przypadkiem moduł silnika — tyle tylko, że pozbawiony oprzyrządowania. Niemieccy naukowcy skwapliwie się do tego zabrali, ale ma się rozumieć bez widocznego rezultatu. Och, to odległa historia — dodała. — Chociaż nawet ją polubiłam. Z adjustacji czasu, bo miałam taki przedmiot, dostałam ocenę celującą — pochwaliła się. — Sprzęt, który właśnie oglądasz, wiąże się z tą linią rozwojową.
      Z niejakim nabożeństwem obszedł maszynę dookoła, lustrując wzrokiem szczegóły kadłuba. Edyta ciągnęła za nim niby cień. To było naprawdę ekscytujące i w pewnej chwili zapytał:
      — Ciekawe, czy umiałbym samodzielnie poderwać taki pojazd do lotu?



19.02.2010 :: 17:56
Link | Komentuj (0) | Główna


Rendez-vous z inteligentnym wężem


Czas zabrać się za ostatnią część „Hurys”. A oto fragment szesnastego rozdziału...

      Nadziali się na cichego nadzorcę, beznamiętnie strzegącego wysypu retelitu. Był wężem o tytanicznie wielkim cielsku i przerażonemu Raoulowi przyszło do głowy, że swymi potężnymi splotami potrafiłby zmiażdżyć nawet słonia. Przypominał wynaturzoną, bo nadmiernie rozrosłą anakondę. W mdłym blasku bezdennej ładowni statku kosmicznego obcych jego mądre oczka świeciły oliwkowo, a pokryta zygzakowatym wzorem skóra połyskiwała jak świeżo wymyta. Lśniące łuski były wielkości ludzkiej dłoni. Raoul dostrzegł go, kiedy zassało ich do przepastnego wnętrza, odrywając od powierzchni planetoidy. Jego rozkołysany trójkątny łeb wychylił się w ich stronę. Zdradzający inteligencję gadzi strażnik ze zdumieniem lustrował niecodzienną zdobycz. Nie zamierzał ich jednak połknąć w całości, z czym uporałby się bez najmniejszego trudu.
      Cicha Afrodyta unosiła się tuż obok swego właściciela w podobnym srebrzysto-platynowym kombinezonie kosmicznym. Potężny dusiciel postanowił rozdzielić tę parę. Nestor rozpaczliwie wyciągnął za nią rękę, ale nie zdążył jej złapać. Porwał ją niewidoczny nurt i odpłynęła, niknąc w mroku i pozostawiając go samotnego jak palec. Został skierowany w inną stronę, podobnie jak jego madonna zapadając się w ciemność. W głębinach statku oblało go nagle ostre złocisto-pomarańczowe światło, stopniowo słabnące i przechodzące w kolor słomkowy, a następnie perłowo-kremowy. Przymrużył oczy, bo mimo filtrów nie mógł patrzeć. Otoczyła go wszechogarniająca biel i pozbawiono go kombinezonu. Czuł, że unosi się nagi, zaś czułe skanery badają jego starcze ciało i zawartość przeciążonego przykrymi doznaniami umysłu. Prześwietlono mu pamięć. W ciągu kilku sekund wróciła cała przeszłość. Zdarzenia z jego życia przewinęły się wartkim strumieniem przed tamtymi i gasnąc, cicho powróciły do jego podświadomości. Jeżeli odbywał się sąd ostateczny, na co wyglądało, to wyrok zapadł na jego korzyść. „Będziesz młodszy!” — triumfalnie zaszeleściło w jego mózgu.


22.02.2010 :: 10:30
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Anty-wiersz o początkującym poecie


wersy brzmiące jak łomot cepa
rymy parzystokopytne
rodzi się w boleściach poeta
jeszcze nie czujący rytmu
ale już z błyskiem w oku
zdradzającym bliskość muz

nawet papier toaletowy wie
że trzeba się rozwijać



24.02.2010 :: 08:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Szopen w literaturze


      Sobota, 27 lutego, Izba Pamięci GBP w Tuszowie Narodowym. Odbywa się biesiada literacka „Szopen w literaturze”. Interesujący zestaw tekstów poetyckich o Szopenie w wykonaniu Stacha Ożoga. Podobnie jak inni obecni przysłuchuję się z prawdziwą przyjemnością jego godzinnemu występowi. Mistrzostwo słowa, mistrzostwo prezentacji. W wyborze głównie autorzy z XIX wieku. Przeważa trzynastozgłoskowiec.

27.02.2010 :: 19:03
Link | Komentuj (0) | Główna


Lądujemy na Ganimedesie


      Unosząca się nad powierzchnią Ganimedesa wielosegmentowa stacja orbitalna, układająca się w literę „T”, nie była wyposażona w windy grawitacyjne i schodzili do lądowania lotem ślizgowym w pasażerskim wahadłowcu podobnym do tego, którym mknęli z Diany do bazy przesiadkowej. Na rozgwieżdżonym niebie widniał okryty chmurami Jowisz z charakterystycznymi pasami w strefie równikowej. Z tej odległości gazowy olbrzym uderzał swą wielkością. Zajmował pokaźną część nieboskłonu i budził zachwyt. W dole było widać dżunglę, ciągnącą się aż po zakrzywiony horyzont, gdzieniegdzie poznaczoną skupiskami ludzkimi i uprawami rolnymi. Bujnie się pleniąca dzika roślinność wygrywała z planami zagospodarowania. Skojarzył mu się ten widok z dorzeczem Amazonki. Trzy czwarte powierzchni stanowiły morza. Wody tu od samego początku nie brakowało, zwłaszcza po stopieniu lodowego płaszcza. Chociaż Ganimedes był największym księżycem Jowisza, to jego masa była niewielka i stanowiła nieledwie połowę masy Merkurego, nie dałoby się go więc zaludnić bez systemu sztucznej grawitacji. Pory roku tu się nie zmieniały. Dzień i noc w cyklu termiczno-fluorescencyjnym następowały po sobie równocześnie na całym księżycu, bo Słońce znajdowało się za daleko, by pieścić swoim blaskiem to ciało niebieskie. W powietrzu było 21 procent tlenu. Memfis należało do sporawych ośrodków miejskich, ale na jego peryferiach przybyłego witały już tylko pokryte chaszczami bezdroża.
      Paul przypomniał sobie lądowanie na Ziemi i swojski widok rozciągniętego w dole Nowego Jorku, wcinającego się licznymi zabudowanymi cyplami i wyspami w lśniącą powierzchnię oceanu. Tam pielgrzymowało się jak do Mekki, tu zaś było obco i dziwnie. Układ Jowisza nie wywoływał w nim swojskich skojarzeń. Zapewne czułby się podobnie, gdyby znalazł się dużo dalej, na przykład w okolicach Proximy i towarzyszących jej gwiazd bliźniaczych, Tolimana A i Tolimana B. Przypomniał sobie ostrzeżenia profesora, związane z peryferiami Układu Słonecznego, a potem wrócił myślami do cumującego na orbicie „Agisa”.
      Z przestrachem ujrzał, jak przed odlotem Raoul żegna się czule z nie kryjącą afektu zapłakaną Beatrycze i nie mógł powiedzieć, żeby nie poczuł się skonfundowany. Na szczęście, Afrodyta i Iryda nic sobie nie robiły z tych szczenięcych amorów. Bardziej przeżywały to rozstanie Kinga i Lukrecja, towarzyszące pożegnaniu. Zaszlochana girlsa z zespołu „Nescape” udawała się z koleżankami na Europę, więc nie mogła za nestorem pofrunąć na Ganimedesa.


01.03.2010 :: 06:59
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Gorączka złota


      Ściągnięty na pokład wahadłowca jeniec rodził niejakie podejrzenia i na ponurej twarzy Louisa malowała się nieufność. Wyczuwał mistyfikację. Wierny goryl Grooma wpadł w euforię, to fakt, każdy straciłby głowę, widząc tak ogromną ilość drogocennej rudy, tym niemniej nie opuszczały go obawy, związane z tożsamością więźnia. Czy to był ten sam typek, którego porzucił na dryfującej planetoidzie? Powinien był mieć co najmniej sześćdziesiątkę, jeśli nie więcej. Sprowadzony z powrotem facet wyglądał jednak na dużo młodszego.
      — A gdzie jest tamten? — chrypliwie zapytał, kiedy już Raoul uwolnił się od kłopotliwego kombinezonu próżniowego i pomógł pozbierać się Afrodycie. Pachołek Grooma nie wierzył, żeby zesłaniec w ciągu czterech dni mógł tak bardzo się zmienić. Coś tu się nie zgadzało.
      — Jaki… tamten? — nestor obejrzał się ze zdumieniem na zachowującą powściągliwość madonnę. Afrodyta taktownie milczała. Jej blond włosy były mocno potargane. — Jestem Raoulem Dupontem. Tu nie ma i nie było innego.
      — To nie wiesz? — pociągnął go przed kamerę w sterowni, dającą przyzwoity obraz na monitorze. — Sam zobacz! Zresztą, możesz wejść do toalety, tam jest lustro.
      Raoul w nabożnym skupieniu przyjrzał się swemu odbiciu.
      — Eskulap! — mruknął, dumając o gigantycznym wężu. „Wyleczył mnie ze starości — dodał w myślach. — Jak nic, mam znowu czterdziestkę!”
      — Kto?! — zapytał Louis.
      — Przypuszczam, że to wpływ retelitu — odrzekł wykrętnie.
      Jego twarz nabrała wyrazu, uszy się zmniejszyły, zmarszczki ustąpiły, worki pod oczami się wygładziły, przybyło mu włosów na głowie, a na gęstej czuprynie nie znaczyły się już nitki siwizny. Wysokie czoło było pozbawione nierównych poziomych bruzd.
      — Że jak?.. — goryl Grooma nadal niczego nie rozumiał.
      — Mówię o retelicie dla twojego bossa — wyjaśnił spokojnie, ale dobitnie, oglądając swoją gładką skórę i czując pod nią sprawne mięśnie. — Groom miał stuprocentową rację. To gówno naprawdę odmładza. Urwałeś się z choinki, czy co?! — zirytował się, widząc, że do podejrzliwego gbura nic nie dociera.
      — Aha! — tamten w nagłym przebłysku uświadomił sobie, w czym rzecz. Uległ gorączce złota i miał niejakie kłopoty z poprawnym rozumowaniem. — Muszę powiadomić szefa — niedbale burknął, powoli wracając do rzeczywistości. — Potem was zamknę — ostrożnie dodał. — Nie możecie bezpańsko włóczyć się po pokładach.
      Wstrząśnięty widokiem dryfującej wyspy skarbów, zapomniał o elementarnych środkach ostrożności. Zajął stanowisko dowodzenia i zabrał się za przygotowanie komunikatu radiowego. Mimowolnie obchodził się z Raoulem jak z kurą znoszącą złote jaja. Tylko on znał bowiem algorytm, pozwalający przewidzieć następne zrzuty retelitu. Był kluczem do niewyobrażalnego bogactwa.
      Korzystając z tego, że są chwilę sam na sam, Afrodyta konspiracyjnie szepnęła do Raoula:
      — Mogę przejąć tę korwetę.
      Oniemiał, kiedy to usłyszał. Wiedział, że jego laska nie buduje zamków na lodzie.
      — Mówisz serio?! — dla pewności dmuchnął jej do ucha.
      — Groom nie wysłał ich wielu, tylko czterech, bo nie sądził, że będą musieli ciągnąć nas z powrotem. Nie miał złudzeń, nie spodziewał się, że dojdzie do dostawy.
      Wróciła mu przed oczy umierająca Iryda i przeszył go znowu dojmujący ból. Nie powinien był w swej naiwności kolejny raz popełniać tego samego horrendalnego błędu. Na dworcu kosmicznym w Memfis wykazał się rzadką niefrasobliwością i beztroską. Wdarł się do gniazda os i oczekiwał, że przywitają go tam chlebem i solą. A to nie była sielanka.
      — Rób swoje — odszepnął. — Rozgnieć te karaluchy — syknął z rysującą się na twarzy nienawiścią. Budziły się w nim demony.
      Jego uwagę zaprzątnęła złotodajna planetoida. Udzielił mu się na moment nastrój chorobliwego podniecenia, które ogarnęło zbirów na pokładzie. Bombardowała go myśl, że za samo znaleźne mógłby sobie kupić ze cztery nowe androidy klasy zerowej. Powściągnął te niezdrowe emocje.


03.03.2010 :: 09:19
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Wystawa poplenerowa


      Piątek, 5 marca. W SCK otwarcie wystawy poplenerowej Klubu Środowisk Twórczych TMZM. Przy tej okazji prezentuje się Grupa Literacka „Słowo”. W gablotach książki wydane przez jej członków, w tym kilka moich pozycji. Odnajduję się na kolorowych fotografiach z wycieczek i plenerów.
      Wystawa urządzona z dużym smakiem, warto ją zobaczyć.


05.03.2010 :: 22:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Morderczy android w akcji


      W chwilę później pachołek Grooma popełnił niewybaczalny błąd. Usłyszał dochodzące z ładowni hałasy. Jego dwaj kumple, którzy zabrali na pokład odłamki skalne obficie oblepione rudą, kłócili się teraz między sobą, pewnie o to, ile komu się należy, więc wysłał tam chłopaka z automatem. I tak marny z niego był ochroniarz, bo bez przerwy wlepiał gały w seksowną piękność, oślepiony jej urodą.
      Afrodycie to wystarczyło. To tak, jakby ktoś rozwinął przed nią czerwony dywan, zapraszając do popisu. Bezszelestnie zbliżyła się do Louisa. Wystarczyły dwa szybkie ciosy, by głowa goryla opadła bez siły na mrugające światłami pulpity.
      — Ten już ugotowany — cicho rzekła, odwracając się do Raoula.
      Zabrała zbirowi automat, a potem nóż. Przez chwilę ważyła go w dłoni, jakby chcąc sprawdzić, czy nadaje się do rzutu. Tak uzbrojona wyszła korytarzykiem, prowadzącym do ładowni.
      Na jej widok przerwali kłótnię, obrzucając zdziwionymi spojrzeniami zgrabną sylwetkę.
      — Zabawimy się? — figlarnie zapytała.
      Jeden z nich błyskawicznie się opamiętał i usiłował unieść broń. Rzucony nóż był szybszy. Drugi sięgnął po odłożony automat, ale Afrodyta skosiła go krótką serią. Wcześniej drapał się po swoich klejnotach, nieogolony i niechlujny. Zaszczekał jej karabinek. Mathieu, tak miał na imię młodziutki asystent Louisa, zbaraniał do reszty. Przerażony wpatrywał się w waleczną hurysę i trzęsąc się ze strachu, cofał się w popłochu w tył, aż oparł się o ścianę.
      — Dulce et decorum est pro patria mori! — ironicznie zacytowała Horacego. I z powagą dodała: — Nie stawiaj się, jeżeli chcesz umrzeć bez bólu, wieprzku!
      Chrupnęły kręgi szyjne i śliniący się na jej widok chłopak jak worek piasku osunął się na kratownicę. Jej stworzone do dawania rozkoszy delikatne dłonie były zabójcze.

-----------------------------------------------------------------------------

Skąd ten Horacy u androida?

      Przypomniał sobie, że przed odlotem roztargniony technik wprowadzający jego klonom programy podróżne przez pomyłkę zainstalował którejś z nich znajomość Owidiusza i Horacego. Nie kazał tego kasować.


07.03.2010 :: 12:26
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


„Hurysy” ukończone


Skończyłem pisać „Hurysy z katalogu”. A oto ostatnia sekwencja:


      Czy wąż w ogrodzie rajskim był naprawdę uosobieniem buntu? Czy przypadkiem nie namawiał pierwszych ludzi do kroku, który ci powinni byli bezwarunkowo uczynić? Gdzie rysowała się granica między dobrem a złem? Może było odwrotnie niż od wieków uczyła Biblia, ta księga święta, uznawana przez chrześcijan za objawioną? Wylegiwał się na pneubedzie, rozkoszując się słodką bezczynnością i chodziły mu po głowie te i inne niepokojące myśli. Cóż, był nieodrodnym dziecięciem cywilizacji próżniaczej. Model życia na dawnej Tahiti i innych wyspach Polinezji w znacznym stopniu odpowiadał temu, z czym z natury rzeczy utożsamiał się Raoul. Myśli krążyły, kołowały, powracały, a gdzieś tam w głębokich pokładach jego podświadomości rodził się kult osobliwego kosmity, umownie nazywał go Eskulapem, który dał mu więcej niż mógłby się spodziewać. Miał ochotę znowu go spotkać, jednak w innych okolicznościach. Chuchał na algorytm, który pozwalał przewidzieć miejsca kolejnych zrzutów retelitu. Co miał z nim zrobić? Darować go ludzkości? Korzystać z niego i nabijać kiesę? A może opatentować? Minęły dokładnie dwa tygodnie od przylotu z Ganimedesa. Jego bogini wiedziała, że otrzyma własne nazwisko i że wyjdzie za niego powtórnie za mąż. Tym razem jednak nie dla picu. Nie robiło to jednak na niej specjalnego wrażenia. Nadal był jej jedynym panem i władcą. Mimo genetycznych zmian, pozostawała dokładnie taka sama jak przedtem i kochała go tak jak przedtem. Przyglądał się jej uważnie przez te dni, śledząc jej spojrzenia, gesty i słowa, i uparcie narzucało mu się przeświadczenie, że psychicznie nie przestała być androidem. Była nim nadal, z wyraźną skłonnością do bezwzględnego posłuszeństwa i zadziwiającej pokory. Być może, powoli się zmieniała, co wydawało się nieuchronne, jednak musiałoby naprawdę wiele wody upłynąć, żeby odważyła się i rzuciła w niego talerzem. Albo żeby zamknęła mu przed nosem sypialnię. Chcąc nie chcąc, traktował ją więc jak dotąd, z pewnym dystansem i z góry, patriarchalnie, nobliwie i poważnie, zatem w sposób, który mu odpowiadał.
      — Nadzwyczajnie udoskonalony android, a zarazem korzystający z pełni praw człowiek… — odkrywczo wyszeptał do swoich myśli. Życie potrafiło płatać figle!
      Zasypiał właśnie, rozgrzany słońcem i rozmarzony, gdy wtem Afrodyta poderwała go na nogi.
      — Raoulu, mamy gościa! — obwieściła.
      Zerknął z zaciekawieniem w stronę frontonu, a potem podniósł się i z ociąganiem udał się do holu.
      — Beatrycze? — nie wierzył własnym oczom, bo w pierwszej chwili jej nie poznał. — To ty? Co za miła niespodzianka!
      Stała obok fortepianu niczym jakieś bóstwo, wyszykowana z ogromną elegancją i przypomniał sobie tamtą chwilę, w której pierwszy raz ujrzał olśniewająco piękną Irydę. Wówczas było podobnie. Podszedł do niej, lustrując ją z uznaniem od stóp do głów. Postarała się, żeby wyglądać świeżo i ponętnie.
      — Witaj, kochany — rzekła i dodała, również uważnie mu się przyglądając: — Bajecznie się odmłodziłeś, pełne zaskoczenie, wiedziałam, że będzie cię na to stać! — powiedziała to z takim entuzjazmem, jakby była absolutnie pewna, że szarpnął się na kosztowne zabiegi medyczno-kosmetyczne tylko dlatego, żeby jej się przypodobać. — Co za gust i smak, prawdziwy z ciebie macho! — jej spojrzenie zdradzało zachwyt. Ech, te bez pamięci zakochane nastolatki! Nie mogła wiedzieć, że nie oszukiwał losu i że naprawdę stał się młodszy.
      Wystawiła gładki policzek do pocałunku. Cmoknął ją, uzmysławiając sobie, że natura nie znosi próżni i że ta mała, skoro tu przyszła, niewątpliwie zajmie miejsce zmarłego tragicznie androida, a potem zaprosił ją na oświetlony słońcem dziedziniec, gościnnie wyciągając rękę.
      — Chodź, tam jest Afrodyta. Usiądziemy i pogadamy!
      Owiraptory przybiegły, uważnie obwąchując gościa. Były nastawione przyjaźnie i zachowywały się spokojnie, więc ich nie odganiał. Nie przestraszyła się ich niby to ptasich łbów i dziobatych pysków.



11.03.2010 :: 19:33
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Raoula zmaganie się z metodologią


      Najbardziej zdumiewające jednak było to, że te osobliwe dostawy miały cykliczny charakter. Następowały po sobie w regularnych odstępach czasu. Nie pojmował, dlaczego nikt przed nim nie odkrył tych zaskakujących prawidłowości. No właśnie, dlaczego? Być może, dlatego, że żaden szanujący się uczony nie podejmował analiz w logicznej próżni. A Raoul wsparł się przecież na dwóch ulotnych jak dymek z cygara hipotezach: o pozaukładowym pochodzeniu retelitu i o istnieniu obcej cywilizacji. Czy na tak iluzorycznym fundamencie dawało się zbudować przekonującą teorię? Tworzono wprawdzie przez całe stulecia barwne wizje kosmicznych ras, ale wszechświat był głuchy i nie odpowiadał na nie. Dlaczego więc on, emerytowany wojskowy, miałby to szczęście, żeby na taką natrafić?


16.03.2010 :: 15:04
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Czy androidy idą do nieba?


      Potem wrócił myślami do prochów Irydy. Zaczął główkować nad tym, gdzie powinien je umieścić, nim wywalczy dla niej należne miejsce na cmentarzu. Oczyma wyobraźni ujrzał otoczoną krótko przyciętą trawą płytę marmurową z wypisanym jej imieniem i anioła ze skrzydłami pochylającego się nad ukrytą niżej urną. I siebie, zapalającego w zadumie znicze. Śmierć była fenomenem, przed którym chylono czoła. Budziła respekt i estymę. Jak wynikało z badań archeologicznych, już w górnym paleolicie kultywowano obyczaj grzebania zmarłych. Z myślą o pośmiertnej egzystencji wyposażano ich w żywność i broń oraz w przedmioty codziennego użytku. Zastanawiał się, co takiego mógłby włożyć do jej urny, co wyrażałoby ich wyjątkową więź. Bo nie sądził, że byłby w stanie ją zastąpić bliźniaczym androidem z firmy „Body Perfect”. Mimo elektronicznego balastu, była dla niego kimś jedynym i nie chciał oglądać jej bluźnierczej kopii. Jeżeli istniało niebo, na pewno tam trafiła, chociaż nieszczęśliwie przyszła na świat jako android, cyborg, pół człowiek, pół maszyna. Głęboko w to wierzył i miał nadzieję, że kiedy dojdzie swoich dni, po drugiej stronie rzeki życia znowu ją spotka.


22.03.2010 :: 16:31
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Przez żołądek do serca…


      Wtorek, 23 marca, jestem na spotkaniu promocyjnym firmy „Ronic”. Prezentacja garnków i patelni z powierzchnią tytanową, o niebo trwalszą od teflonu, z gwarancją na wiele lat. Już od dłuższego czasu leci mi na coś takiego ślinka. Niestety, nie są tanie i to chyba ich jedyna wada, bo zalet mają mnóstwo.
      Czwartek, 25 marca, uczestniczę w spotkaniu z Grzegorzem Russakiem, znanym z telewizji i radia specem od spraw kulinarnych, a przede wszystkim gawędziarzem. Opowiada o fatalnych skutkach nadmiaru chemikaliów w produktach mięsnych i rolnych, a w rezultacie tego w naszej diecie, czego sobie zazwyczaj nie uświadamiamy. Przybliża wspaniałe polskie tradycje kulinarne.


25.03.2010 :: 12:44
Link | Komentuj (1) | Główna


Zdrada


To z „Windy czasu”, powieść już po korekcie...

      Bydlak zranił ją dotkliwie, porzucając dla innej kobiety i musiała to jakoś ścierpieć, czy tego chciała, czy nie. Jej życie poszło w drzazgi, straciła wiarę w sens wszystkiego, co prawdziwe, dobre i piękne, więc odtąd nic już nie mogło być takie samo. Skończył się Eden, skończyło się życie brane po prostu, a jej raj zamienił się w straszliwe piekło. Pozostała gehenna. Jednakże klęska nie była w żaden sposób wpisana w jej złożoną naturę i w jej diabelnie silne ciało z jakimś szalonym zapisem genetycznym, z którym żaden Einstein by sobie nie poradził. Wydawać by się mogło, że została stworzona po to jedynie, by dumnie zwyciężać i radzić sobie wszędzie tam, gdzie inni poddawali się i padali jak ścięci, widząc przeszkody nie do pokonania.
      — Ty wredny draniu. Ty podła kreaturo — syczała i świstała z uporem, nie godząc się z jego nielojalnością. — Ty dwulicowa męska świnio!
      Słuchające jej charczących wyznań skaliste podłoże stawało się coraz bardziej nierówne.


27.03.2010 :: 09:29
Link | Komentuj (1) | Główna


Napisy na kubkach


      Moda na kubki z różnymi sloganami i reklamami nabrała zasięgu, kiedyś to były tylko kolorowe obrazki dla dzieci, i delektując się ostatnio kawą w kuchni, odkryłem ze zdumieniem, że piję ją z babskiego fajansu, na którym pisze „Samokontrola piersi. Wiem o sobie więcej”. Tak sobie pomyślałem, zważywszy tę manierę i moją skłonność do poszukiwania symetrii, że bardziej odpowiedni dla faceta byłby napis „Mam zdrową prostatę, nie muszę wstawać nocą do łazienki”. No, ale chyba nie będę szukać takiego kubka…


31.03.2010 :: 10:42
Link | Komentuj (2) | Główna


Pierścionek z turkusem


To z "Obcych z Alfy Centauri"...

      Do saloniku ostrożnie zajrzała seksowna Alberta. Było widać, że szuka Hilla i ten zachęcająco skinął głową, zgadzając się, by weszła. Przysiadła przy nim figlarnie na kanapie, ochoczo wsuwając się w jego objęcia, co najmniej tak, jakby znali się od lat.
      — Dobrze, pomyślę o tym — rzucił Adam, zadowolony z tego, że dziewczyna do uciech nie marnuje cennego czasu. — Jeżeli będzie trzeba, zrobię porządek i tam, nie czekając na żadne dyrektywy! — postawił kropkę nad i.
      Alberta roześmiała się, słysząc ostatnie słowa wyniosłego multimilionera. Jak przystało na osóbkę z jej branży, starała się nie rozstawać z rolą nierozgarniętej blondynki.
      — Sami będziecie sprzątać pod pokładem? — naiwnie się zdziwiła. — Nie zrobi tego nikt z załogi?
      Ma się rozumieć, nie oczekiwała żadnej odpowiedzi. Humberto pieszczotliwie poklepał ją po udzie, a potem położył rękę na jej kolanie.
      — To trzymam cię za słowo! — rzucił do swego kompana, kończąc rozmowę i skupiając uwagę na siedzącej przy nim modelce.
      Ujął jej szczupłą dłoń, z ciekawością oglądając dobrze zrobione manicure i śliczny pierścionek z turkusem na serdecznym palcu. Nie mógł wiedzieć, że ukryto w nim miniaturowy mikrofon.

07.04.2010 :: 10:32
Link | Komentuj (0) | Główna


Katastrofa w Smoleńsku


Rozbija się polski samolot z delegacją, lecącą na uroczystości w Katyniu. Ginie blisko sto osób.

10.04.2010 :: 10:14
Link | Komentuj (0) | Główna


Facebook


      W celach testowych jakieś dwa tygodnie temu stworzyłem sobie profil na Facebooku. Byłem ciekawy, jak działa ten portal społecznościowy. Spora część znajomych z www.nasza-klasa.pl. Pewnie niedługo ten profil usunę, bo nie jestem jakoś przekonany o celowości udziału w takich przedsięwzięciach. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.


19.04.2010 :: 09:27
Link | Komentuj (0) | Główna


Tyranoborgi


W szesnastym rozdziale dorzuciłem cyklopa, dla symetrii z pierwszym rozdziałem:

      Stawała dęba i jak byk na corridzie ruszała do wściekłego kontrnatarcia, które kończyło się dla niej fatalnie. Ogarniała go groza. Walcząca dziewczyna w wirtualnym starciu traciła obie ręce, a potem cyklop dostawał ją w swe łapy jak łopaty, łamiąc jej z trzaskiem kręgosłup. Odstępstwo od wzorca sięgało siedemdziesięciu czterech procent. (rozdz. 1)

      Pokonali metry pokrytego miękką czerwoną wykładziną korytarza, zatrzymując się przy szerokich drzwiach, których strzegł ponury jednooki cyborg o skórze dinozaura. Biodra okrywała skąpa przepaska. Komandora przeszły ciarki na jego widok. Przypuszczalnie podobnie zmutowanych potworów było tu więcej. (rozdz. 16)

      Irydę zaprogramowano do bezpardonowej walki z tyranoborgiem, jednak nie wzięto pod uwagę tego, że wskutek lekkomyślności Raoula może wcześniej zginąć. Chodzi mi jeszcze po głowie pomysł, by dorzucić scenę karmienia tyranoborgów w podziemiach posiadłości Grooma pięknymi ludzkimi klonami, ale nie chcę popadać w przesadę.



23.04.2010 :: 16:00
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu