Ekscytoza
Tak się zaczyna...
Impulsy pochodziły z peryferyjnego układu gwiezdnego, usytuowanego na dalekich obrzeżach potężnego imperium. To obejmowało setki przez wieki zbadanych i podbitych galaktyk. Kimi wyłowiła je z jednostajnego kosmicznego szumu nie bez pewnego zdziwienia. W monitorowanych przez nią zakresach rzadko kiedy pojawiało się coś zajmującego, nie licząc kwitowanych skrzywieniem ust kosmicznych śmieci, w związku z czym jej żmudna praca należała do usypiających i bezbarwnych. Brakowało nawet efemerycznych śpiewających gwiazd. Tym ze skupieniem przysłuchiwano się w innej sekcji. Teraz coś z cicha zakołatało w sprawnie działającym mechanizmie.
— Siódemka do komputera — cichutko wyjąkała. — Proszę o sprzężenie zwrotne!
Sygnały były tak słabe, że z powodzeniem mogła je zignorować, nie odnotowując emisji w podręcznej neksotece. Mając już mentalną kontrolę nad terminalem, z lekka je wzmocniła, a na ekranie pojawiła się wybrzuszona pulsująca sinusoida. Gdzieś daleko nieznacznie naruszono imperialne prawo. Ktoś inny by się nimi nie przejął, bagatelizując prawie przypadkowy przekaz — jednakże nie ona, Jenerekitka z krwi i kości. Nie olała tej emisji. Ukradkiem zerknęła na Albrumutora, który z przymkniętymi oczyma posapywał przy sąsiednim stanowisku. Co rusz rozmywały mu się rysy twarzy. Nudy na pudy. Należał do zmiennokształtnych, ci zaś rozpływali się, gdy zapadali w sen, a ich ciała obracały się w metaliczną niby-ciecz, do złudzenia przypominającą rtęć. Nie przepadała za jego podłym towarzystwem. No i nie znosiła, kiedy obrzydliwie skapywał na posadzkę. Nic gorszego niż wdepnąć nogą w takie śliskie świństwo. Dalej czuwał Babtunor, który w przeciwieństwie do jej najbliższego sąsiada dbał o swój wygląd i liczył się z krytyką otoczenia. Właściwie był przystojny, o ile to słowo mogło tu coś znaczyć, ale cóż z tego. Kanony piękna Geomonów z Szesnastej Galaktyki bardzo się różniły od jenarekickich. A poza tym przedstawiciele tego gatunku byli zwykle nosicielami. Kryli w swych ciałach inteligentne i długowieczne symbionty, a to sprawiało, że trudno się było z nimi zaprzyjaźnić.
Żaden z nich dotąd nie zauważył, że coś się stało.
Tak napisali inni:
|
Wróć |