EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
2017
2016
2015
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(9)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(69)
Publikacje(36)
Cztery pory roku(29)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Statystyki za 2013 r.


      W ubiegłym roku według statystyk na mojej stronie głównej guziakiewicz.pl złożono blisko 60 tysięcy unikalnych wizyt, czemu towarzyszyło ponad 172 tysiące odsłon. I pomyśleć, że piętnaście lat temu cieszyło mnie, jeśli jednego dnia zajrzało do mojego serwisu dwóch lub trzech internatów…

02.01.2014 :: 11:04
Link | Komentuj (0) | Główna


Uroczystość Trzech Króli


i moje opowiadanie dla dzieci, poświęcone tej tematyce >>>



06.01.2014 :: 08:05
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Adam Decowski w Mielcu


      Sobota, 11 stycznia 2014 r. W czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mielcu odbywa się spotkanie Grupy Literackiej „Słowo”. Gościem spotkania jest Adam Decowski z ZLP O/Rzeszów, promujący tomik poetycki „Notatki z Sieniawy”.

A oto fragment jego wiersza „Cień nadziei”:

Gdy już wypali się w nas zieleń
pod naszym drzewem braknie cienia
zwołamy ptaki, by odlecieć
w dalekie kraje zapomnienia.


12.01.2014 :: 09:08
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Opłatek literacki


      Sobota, 18 stycznia, Osiedlowy Dom Kultury „Karton” w Rzeszowie. Jestem na spotkaniu opłatkowo-karnawałowym ZLP O/Rzeszów. Atmosfera wspaniała, światła na choince, stoły suto zastawione, przy dźwiękach kolęd składamy sobie życzenia. Dobrze czuję się w towarzystwie osób, które znam od lat, poetów i prozaików, ludzi pióra.

18.01.2014 :: 18:20
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Na Neeidzie


fragment „Buntu androidów”

      Kierowana przez automatycznego pilota aerodyna oderwała się od prostokątnego lądowiska. Wystartowała pionowo. Światła żegnającego mnie kurortu uciekły w dół. Z zaciekawieniem wyglądałem przez owalny iluminator, próbując przebić wzrokiem ciemności. Na zboczu Dekstecyzy panowała noc, jednak nieco jaśniejsza niż na Ziemi. W Galaktyce Andromedy było dużo więcej gwiazd niż w Galaktyce Drogi Mlecznej. Wypełniały gęsto nieboskłon. W ich świetle znaczyły się pokryte śniegiem poszarpane szczyty. Potem maszyna zakołysała się i obróciła w właściwą stronę. Wysunęły się skrzydła i zaśpiewał napęd. Ruszyła, nabierając przyspieszenia. Przez chwilę czułem się tak, jakbym znalazł się w układzie solarnym Teorionów. Rozwijający niewiarygodną prędkość ślizgacz w kwadrans osiągnął stratosferę. Zza krzywizny horyzontu wyjrzało słońce, o tej porze oświetlające drugą stronę planety. Dwie godziny lotu wystarczyły, by opłynąć Neeidę na ogromnej wysokości i dotrzeć do celu. Spomiędzy białych chmur wyzierał sięgający równika kontynent, rozmiarami przypominający Europę z odległej Ziemi. Wehikuł powoli opadał. Płynął nad pokrytą białym piaskiem pustynią, poznaczoną skalistymi wzniesieniami i pociętą szczelinami wąwozów. Potem nieco się wzniósł. Wybiegły mu wnet na spotkanie zalesione góry i wzgórza, między którymi zachęcająco błyszczały urokliwe jeziora.
      Przeniosłem się do kokpitu. Miałem upatrzonych kilka kształtnych akwenów, doskonale wkomponowanych w rajski krajobraz. Manewrowałem posłuszną maszyną, wydając głosem polecenia. Dokładnie przepatrzyłem jedno tropikalne jezioro, potem drugie, wreszcie trzecie, największe. Znajdowały się na różnych wysokościach i były połączone ze sobą wielostopniowymi kaskadami. Nisko krążyłem, szukając miejsca, które przypadłoby mi do gustu. Z uwagą lustrowałem poszarpaną linię brzegową, tu i ówdzie pokrytą mgłą. Oglądałem pokryte bujną roślinnością tajemnicze przybrzeżne wysepki. Wreszcie z biciem serca się zdecydowałem. Trafiłem na zakątek, który odpowiadał moim oczekiwaniom. Poleciłem więc autopilotowi, by wylądował.
      Oparty o brzeg lasu występ skalny nie był duży, ale wystarczał, by zbudować na nim wygodny bungalow. Wysiadłem z pojazdu, głęboko oddychając. Grzało słońce. Upajałem się panującą ciszą. Z tropikalnego lasu dochodził przytłumiony krzyk ptaków.
      — Ahoj, przygodo! — huknąłem.
      Stanowisko było słabo porośnięte mchem, a z tyłu osłonięte gęstą dżunglą, która pięła się po stromym zboczu górskim. Z obu stron miałem piaszczystą plażę. Platforma mieściła się jakieś dwa metry nad gładką powierzchnią jeziora. Biegła z niej otoczona skałami nierówna ścieżka wprost do naturalnej przystani, która wymagała dobudowania pomostu. Oczyma wyobraźni ujrzałem cumującą tu łódź.
      Poruszając się uważnie, zszedłem na przystań. Ścieżkę należało nieco poszerzyć i wyrównać, a także zadbać o schody. Wpatrzyłem się w toń. Pozbawiona wodorostów i mułu woda była przejrzysta. Ławice drobnych ryb krążyły pod powierzchnią. Linia drugiego brzegu majaczyła się przede mną w odległości niespełna kilometra.
      Wybrałem się na spacer żółtą plażą. Niosła się z dżungli słodka woń kwiatów. Zdjąłem miękkie półbuty i podwinąłem nogawki spodni. Moje stopy odciskały się w mokrym piasku. Omywały je napływające fale. Żałowałem, że nie zabrałem okularów przeciwsłonecznych. Byłem w strefie równikowej, jednak lekka bryza sprawiała, że nie czuło się żaru. Pomyślałem, że mógłbym się postarać o luksusowy basen, podobny do tego, nad którym nie tak dawno się byczyłem, goszcząc z Leną w hotelu Las Brisas Acapulco.
      Nie chciałem za bardzo oddalać się od mojego środka transportu. Zawróciłem, badając wzrokiem gęstą ścianę lasu, ale zaraz stanąłem jak wryty. Stado podobnych do tyranozaurów dwunożnych gadów otaczało ślizgacz. Miałem odciętą drogę powrotu. Były zaciekawione otwartym włazem, gotowe za chwilę zajrzeć do środka.
      — A to ci dopiero! — mruknąłem.
      Powoli założyłem mokasyny, które zostawiłem na piasku, a potem uruchomiłem uzbrojenie w prawej dłoni. Czekała mnie rozprawa z dzikimi gospodarzami tych stron. Wtargnąłem bowiem na ich terytorium. Zwierzaki musiały się nauczyć, że teraz ja tu będę panem.


26.01.2014 :: 18:40
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów


W Grupie Literackiej „Słowo”


      Sobota, 1 lutego 2014 r., Miejska Biblioteka Publiczna w Mielcu. Uczestniczę w spotkaniu Grupy Literackiej „Słowo”. Jest promowany drugi numer Mieleckiego Rocznika Literackiego „Artefakty” (2013 r.), zawierający wiersze i prozę dwudziestu dziewięciu mieleckich autorów. Zamieszczono w nim — m.in. — fragment mojej powieści „Bunt androidów” (sekwencje z Kairu: Muzeum Egipskie, hotel InterContinental Semiramis, bazar Chan al-Chalili).


02.02.2014 :: 21:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


W Stalowej Woli


      Czwartek, 13 lutego 2014 r. Jestem w Stalowej Woli na spotkaniu autorskim Mieczysława Działowskiego z Grupy Literackiej „Słowo” w Mielcu. Przy okazji oglądam almanach „Spojrzenia 5”, wydany przez Stowarzyszenie Literackie „Witryna”. Są w nim — m.in. — teksty moich kolegów i koleżanek z ZLP O/Rzeszów.

13.02.2014 :: 22:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Spotkanie w Kartonie


      Sobota, 22 lutego 2014 r. Jestem w Rzeszowie na spotkaniu członków Rzeszowskiego Oddziału ZLP. Wśród poruszanych tematów – projekt almanachu. Poprzedni oddziałowy almanach, zatytułowany „40 Lat Wspólnej Obecności”, ukazał się w 2007 r.

23.02.2014 :: 09:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Edward Guziakiewicz
Roztańczona primabalerina


Mroźną bielą zima nas witała,
białym puchem dachy okryła.
Roztańczona primabalerina
w wirujących płatkach śniegu przybyła.

Z uniesieniem pieściłem twe włosy,
gasząc ust twych słodkich pragnienie.
W czarnych oczach iskrzyły się gwiazdy,
wymarzone przynosząc spełnienie.

Dziś tę miłość każda zima przypomina,
płatki śniegu szepczą mi o tobie.
Drżące gwiazdy przegnał chmurny anioł,
smętne myśli twym obrazem zdobię.

• Utwór inspirowany wierszem Juliana Tuwima „Wspomnienie”


08.03.2014 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Publikacje


W roli redaktora naczelnego


      Sąd Okręgowy w Rzeszowie — na podst. art. 20 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. 1984 nr 5 poz. 24) — zarejestrował portal http://zlp.rzeszow.pl (Związek Literatów Polskich Oddział Rzeszowski) jako czasopismo internetowe. W wyniku rejestracji tytułu prasowego jako twórca strony i prowadzący serwis, zgodnie z obowiązującymi zasadami, otrzymałem tytuł redaktora naczelnego. Sekretarzem redakcji został Adam Decowski, faktycznie pełniący tę funkcję od początku istnienia serwisu.
      W serwisie znajdują się teksty (poezja, fragmenty prozy, recenzji, listy, informacje i relacje prasowe) przeszło stu autorów. Zaprezentowaliśmy ponad osiemdziesiąt nowości wydawniczych (pozycje autorskie członków Oddziału) i zrelacjonowaliśmy około stu pięćdziesięciu wydarzeń kulturalnych.

16.03.2014 :: 11:02
Link | Komentuj (0) | Główna


Pamiątki Męki Pańskiej


      Wtorek, 25 marca. Jestem w Chorzelowie k/Mielca. W kościele parafialnym wystawiono kopię Całunu Turyńskiego. Kopia jest wykonana metodą komputerowo-fotograficzną w skali 1:1. Na stojących przy niej tablicach znaleźć można mnóstwo interesujących informacji historycznych, dotyczących pamiątek Męki Pańskiej, m.in. trzech gwoździ z krzyża Jezusa. Jeden z tych gwoździ — o czym wcześniej nie wiedziałem — zawędrował w XV w. do Krakowa. Relikwia jest przechowywana na Wawelu i wystawiana w katedrze wawelskiej w każdy Wielki Piątek.
      Obszerne omówienie tematu Całunu Turyńskiego, jego historii, badań nad autentycznością, wraz z wykazem publikacji, można znaleźć w Wikipedii.

26.03.2014 :: 16:30
Link | Komentuj (0) | Główna


Dzień Otwarty KUL w Mielcu


      Poniedziałek, 7 kwietnia, wyjazdowy Dzień Otwarty Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Mielcu. Spotkanie odbywa się w domu kultury SCK i uczestniczy w nim sporo młodzieży. Studiowałem na tej uczelni w latach 1971-1979, więc zaglądam do domu kultury, ciekawy, co nowego. Rozmawiam ze studentami. Dostaję okolicznościowy ciemnoniebieski T-shirt, upamiętniający dziewięćdziesięciolecie Akademickiego Związku Sportowego KUL. Znalazł się rozmiar XL. AZS KUL został powołany przez Senat Akademicki w 1922 r.


07.04.2014 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Agencje zdjęć stockowych


      Internet jest pełen serwisów, oferujących darmowe fotki. Jednak jeśli chce się znaleźć coś naprawdę ładnego na okładkę, trzeba skorzystać z płatnych zasobów. Profesjonalnie przygotowane duże zdjęcia są z reguły dziełem prawdziwych artystów, fotografików i grafików. Oczywiście, są też ceny. Różne. Za to samo udane ujęcie w standardowej licencji, zależnie od serwisu, trzeba zapłacić od kilkunastu do kilkudziesięciu USD. Jeżeli jednak ruszy się głową, można dotrzeć do bardziej przystępnych jak na polską kieszeń ofert. Trafiłem ostatnio ku memu zdumieniu na niedawno powstałą polską filię agencji zdjęć stockowych z Florydy (z zasobami liczącymi ponad 20 milionów pozycji) z rewelacyjnymi dużymi fotkami po… 8 PLN netto.
      A jeżeli wydaje się magazyn ilustrowany i kupuje dużą ilość zdjęć w miesiącu, można je nabywać jeszcze taniej.


15.04.2014 :: 07:11
Link | Komentuj (0) | Główna


Wielki Czwartek


fragment powieści „Wakacje w Izraelu”

      Mistrz trwał na modlitwie, która z wolna przemieniała się w konanie. Doskonale wiedział, co przyniosą najbliższe dni i doświadczał już ciężaru nieuchronnie nadchodzących chwil. Stawały przed Jego oczyma, odsłaniały się jedna po drugiej, niemal fizycznie uzmysławiając kres, który Go czekał. Rysowało się przed Nim przerażające drzewo krzyża. Czy ludzie w bezgranicznym sadyzmie mogli wymyślić straszliwszą kaźń? Wsparty o głaz, cierpiał, mocując się ze swym ciałem, które z krzykiem broniło się przed bólem. Kielich goryczy miał być wszakże wypełniony po brzegi.
      — Ojcze! — szeptał zbielałymi wargami. — Oddal to ode Mnie, jeżeli możesz! Jednakże, niech się Twoja wola stanie, a nie moja!..
      Twardy kamień przysłuchiwał się z niesłabnącą uwagą cichej prośbie Jeszuy, ale nie odważył się odpowiedzieć, choć przecież Syn Boży usłyszałby jego niemy głos. Dawanie odpowiedzi nie leżało w naturze litej skały. Prośba biegła ku górze — ku Temu, który nieskończenie miłował swego Jednorodzonego Syna. A poza tym wszystko widział i wszystko słyszał. Nikt jednak nie mógł udaremnić tego, do czego miało dojść z Jego boskiej woli. Chodziło bowiem o coś więcej niż tylko o przemijające losy doczesnego świata.
      Johanan nie miał już wątpliwości: stało się coś strasznego, czego nie mógł przewidzieć, krocząc za Nauczycielem ścieżkami Galilei i czego nie dopuszczał nawet w myślach. Inni uczniowie także przeczuwali nadchodzącą klęskę ich Mistrza. Moce czartowskie, z którymi walczył Jeszua, wyrzucając z chorych i opętanych złe duchy, zajadle gotowały się do rozstrzygającej batalii. I to akurat w przededniu wielkiego święta.


17.04.2014 :: 10:36
Link | Komentuj (0) | Główna


Kanonizacje Jana XXIII i Jana Pawła II


      Pamiętna niedziela, 27 kwietnia. Mszę kanonizacyjną celebruje dwóch papieży. Czegoś takiego jeszcze w dziejach Kościoła nie było...

28.04.2014 :: 10:47
Link | Komentuj (0) | Główna


Podkarpacie


Wtorek, 6 maja, Zagorzyce.

06.05.2014 :: 14:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Spojrzenia 5


      Sobota, 10 maja, czytelnia MBP w Mielcu, spotkanie Grupy Literackiej „Słowo”. Odbywa się promocja almanachu „Spojrzenia 5”, wydanego przez Stowarzyszenie Literackie „Witryna” w Stalowej Woli.


10.05.2014 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Pogoda pod psem


      Parasole podzieliłbym na dwa rodzaje. Krótkie, składane, poręczne, które można zabierać ze sobą, gdy nie pada. I długie, nieskładane, szerokie po otwarciu, idealne gdy rzęsiście pada.

17.05.2014 :: 08:45
Link | Komentuj (0) | Cztery pory roku


Uzbierało się…


W „Korso” z dnia 27 maja 2014 r. znalazłem uzupełnienie encyklopedycznego hasła „Guziakiewicz Edward” (Józef Witek, Encyklopedia miasta Mielca — IV tom). Są tam zawarte następujące informacje:


      W latach 2003-2008 współpracował z kwartalnikiem „Nadwisłocze”. W 2006 r. został członkiem Związku literatów Polskich, a od 24 IX 2011 r. jest członkiem zarządu ZLP O/Rzeszów. Na dotychczasowy dorobek twórczy składa się: 5 powieści, 10 mikropowieści, 26 opowiadań, dramat, 2 poradniki dla młodzieży (know-how), jeden dla dzieci, 2 tomy wywiadów i tom eseistyki oraz kilkaset publikacji prasowych i drobnych utworów poetyckich. Ważniejsze utwory od 2000 r.: Ekscytoza. Z tamtej strony Trójkąta Bermudzkiego (Mielec 2000), Przyloty na Ziemię (Chicago 2006), Randka i inne opowiadania (Sandomierz 2006), Zaczarowana laseczka (Sandomierz 2007), Z oazą na ty. Vademecum animatora Ruchu Światło-Życie (Mielec 2008), Przygoda z Rudaskiem (Sandomierz 2008), Zdrada strażnika planety (Sandomierz 2009), Radosny świat Mireczki (Sandomierz 2009), Szukanie Boga. Dramat scena młodych slang (Sandomierz 2009), Szukaj mnie, tomik poezji wspólnie z Joanną Betlej (Sandomierz 2009), Wakacje w Izraelu (Sandomierz 2009), Winda czasu (Sandomierz 2010), O młodości, pracy i zmartwychwstaniu. Szkice i medytacje (Sandomierz 2011), Zmartwychwstanie umarłych. Klucz antropologiczny (Sandomierz 2011), Hurysy z katalogu (Rzeszów 2011), Obcy z Alfy Centauri (Rzeszów 2011), Radosny świat Mireczki (Rzeszów 2011). Powieść Zdrada strażnika planety została uhonorowana „Złotym Piórem” — nagrodą Związku Literatów Polskich Oddział w Rzeszowie.

      PS. Informacja o tym, że jestem członkiem zarządu ZLP O/Rzeszów zdążyła się zdezaktualizować. W to miejsce jestem redaktorem naczelnym portalu zlp.rzeszow.pl. Portal jest zarejestrowanym tytułem prasowym.

30.05.2014 :: 11:59
Link | Komentuj (0) | Publikacje


E-booki


      Od dnia 30 maja w sieci Virtualo są dostępne dwie moje powieści science fiction „Winda czasu” i „Zdrada strażnika planety”. Obie w formacie PDF.

02.06.2014 :: 08:50
Link | Komentuj (0) | Publikacje


W EMPIK-u


Zapraszam: więcej ...>

03.06.2014 :: 18:32
Link | Komentuj (0) | Publikacje


I w innych sieciach księgarskich


Zapraszam: więcej ..>

05.06.2014 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Fantastyka postapokaliptyczna


      Krystalizuje się w mojej głowie pomysł na nową mikropowieść lub powieść science fiction o niejasnym jeszcze tytule. Akcja toczy się współcześnie. Po ataku zabójczego wirusa z kosmosu przy życiu pozostaje około dwóch procent ludzi na Ziemi. Czy to kres cywilizacji? Co z pozostawionymi bez obsługi elektrowniami atomowymi? Bohaterami są nastolatki z Florydy, usiłujące przetrwać w obliczu totalnego zagrożenia i odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
      Prolog oparłem na tekście „Ja, kosmita”, zamieszczonym na ownlogu z datą 11 maja 2013 r. Napisałem już pierwszy rozdział, a teraz zabieram się do drugiego. Pewnie będę zamieszczał tutaj fragmenty.

07.06.2014 :: 14:00
Link | Komentuj (0) | Główna


A jeśli jutra nie będzie


      Zdecydowałem się na tytuł jak wyżej, ale jeszcze nie jestem pewny, czy będzie to powieść, czy mikropowieść. Głównym bohaterem jest Oscar, uczeń szkoły średniej w West Palm Beach. Towarzyszą mu rówieśnicy. Ma to być opowieść o tym, jak pozostali przy życiu nieliczni mieszkańcy miasta, których wirus oszczędził, próbują się zorganizować, by przetrwać. Inaczej jednak niż w „Bastionie” Stephena Kinga.

10.06.2014 :: 09:13
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Demoniczny wirus


fragment utworu „A jeśli jutra nie będzie”

      Dotarł do skrzyżowania. Światła się zmieniały, zielone, żółte i czerwone, a stojące bezładnie samochody blokowały przejazd. Doszło tu do kraksy. Dwa policyjne radiowozy z migającymi kogucikami dopełniały obrazu całości. Panowała dziwna cisza. Kierowcy zniknęli jak kamfora. Wydawało się, że porzucili swe gabloty i pospołu wybrali się na piwo. Za nim podjechała do zatoru białą toyotą seksowna brunetka z naprzeciwka. Była jego sąsiadką, po cichu się w niej podkochiwał, więc znał ją z imienia i nazwiska. Rita Bennett miała około trzydziestki i pracowała w banku przy Datura Street. Wiedział o tym, bo kiedyś niczym wynajęty detektyw pojechał za nią, chcąc skrycie sprawdzić, co robi. Zajmowała piętrowy dom z ładną werandą i ogrodem. Mieszkała sama i dziwił się, że taka modelka nie ma faceta. Nikt jej nie odwiedzał, poza dwiema starszymi kobietami, niechybnie jej ciotkami. Czasami wieczorami usiłował ją podglądać przez ustawioną przy oknie w pokoju na piętrze lunetę na statywie, którą dostał na siedemnaste urodziny.
      Rita wysiadła, chcąc sprawdzić, co się dzieje i zdjęła okulary przeciwsłoneczne, mrużąc lekko oczy. Była pierwszą żywą istotą, którą spotkał tego ranka i wziął to za dobry znak. Kiedy widział ją w mini, czuł radosny przypływ podniecenia. Miał nadzieję, że zamieni z nim kilka słów. W chwilę później źle się poczuła. Oparła się o drzwiczki wozu i bezradnie osunęła na asfalt. Wypadła jej z dłoni komórka. Podbiegł, próbując pomóc, ale nic nie mógł wskórać. Zmarła na jego rękach. Patrzył z przerażeniem na to, co z nią się dzieje. Gładka skóra modelki zwiotczała, jakby jej nagle przybyło lat, zestarzała się w kilka sekund, ciało zaczęło się kurczyć, zamieniając w mumię, a po dwóch minutach została z niej tylko kupka ceglastego pyłu. Srebrna bransoleta, którą miała na nadgarstku, potoczyła się na pobocze.

16.06.2014 :: 20:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Demoniczny wirus (2)


fragment utworu „A jeśli jutra nie będzie”

      Kiedy przechodził na drugą stronę uliczki, w wieczornej ciszy usłyszał kasłanie. Zabiło mu mocniej serce. Zdziwiło go, bo we wszystkich oknach było ciemno. Zatrzymał się. Atak kaszlu trwał dobrą chwilę. Jeśli się nie mylił, po prawej stronie ktoś czuwał na obrosłej winnym gronem werandzie. Kto się ostał? Nie było w tym miejscu latarni. Podejrzany dom sąsiadował z posesją Rity Bennett i dopadło go wrażenie, że warujący tam agent ma oko na jej skarbiec. Czy to było możliwe? Z duszą na ramieniu zbliżył się do parceli, a kiedy wysilił wzrok, zorientował się, że w drzwiach stoi naga kobieca postać. Nie wierzył własnym oczom. Striptiz na skraju drogi?
      — Hej! — niepewnie podniósł rękę w przyjaznym geście.
      Nieodziana dziewczyna poruszyła się, więc na pewno żyła. Jednak nie odwzajemniła powitania.
      Odważył się i wszedł po niskich schodkach. Gdy już wyłuskał z ciemności jej twarz, uzmysłowił sobie, że ją zna. Ciemne włosy podtrzymywały z obu stron wsuwki. O rok starsza od niego, była uczennicą School of the Arts. Interesująca się malarstwem matka przyniosła kiedyś jedno z jej niewielkich płócien i powiesiła na ścianie w salonie. Dziewczyna przywodziła mu na myśl żonę Gomeza z filmu „The Addams family”. Względnie jego córkę, przemądrzałą Wednesday. Wysoka i smukła, nosiła zwykle długie czarne sukienki. Zamknięta w sobie, na ulicy nie zamieniła nigdy z chłopakiem ani słowa.
      — Katie? — powściągliwie zapytał.
      Dopiero teraz pojął, że wystająca na progu ślicznotka ma figurę jak z okładki „Playboya”. Nie wiedział, co ma zrobić z oczami. Z wrażenia serce waliło mu jak młot. Nigdy nie był sam na sam z nieubraną młódką. Dziewczyny zawsze miały coś na sobie, czy to na boisku, czy na plaży. Zjechał wzrokiem na jej bose stopy. Kształtne piersi aż prosiły, by je objąć dłońmi.
      Przytaknęła i pociągnęła nosem. Nie umiała ukryć stanu głębokiego przygnębienia i wyglądała tak, jakby przez pomyłkę wypuszczono ją ze szpitala psychiatrycznego. Jej twarz nie wyrażała żadnych ludzkich uczuć, bo tłumiło je niewyobrażalne, wręcz zwierzęce przerażenie. Była jak kulący się na środku szosy gryzoń, sparaliżowany światłami nadjeżdżającego samochodu i niezdolny do ucieczki.
      — Czemu stoisz naga? — usiłował dociec, gdy już opanował wstydliwy oczopląs.
      — Czekam na śmierć — wyjąkała.
      Z powątpiewaniem przyjął jej deklarację.
      — Jeśli dotąd nie umarłaś, to już nie umrzesz — pocieszył wystraszoną do ostatnich granic dziewczynę. — Widzisz? Ja żyję.
      Zastanawiała się nad tym, co powiedział. Odniósł wrażenie, że zapalił małe światełko w tunelu.
      — Chodź, zobaczysz! — pociągnęła go za rękaw bawełnianej koszuli.
      W pokoju gościnnym na ławie płonęła migotliwym światłem czerwona świeca, pozostawiająca w powietrzu zapach parafiny i wosku palmowego. Obok niej stały dwa kryształowe flakony na cięte kwiaty, wypełnione ceglastym pyłem.
      — Tyle zostało z moich starych — znowu pociągnęła nosem. — Umarli na moich oczach.
      Uzmysłowił sobie, że w ciągu doby Ziemia stała się cmentarzyskiem dla siedmiu miliardów ludzi. Nie miał kto odprawiać ceremonii pogrzebowych. Zauważył porzucony na fotelu biały płaszcz kąpielowy frotte i próbował ją nim okryć.
      — Nie — odepchnęła jego troskliwą rękę. Nieporadnie przytuliła się do Oscara, a potem zaczęła drżącymi palcami rozpinać guziki przy jego koszuli. — Zostań — poprosiła, lękając się zajrzeć mu w oczy. — Inaczej coś sobie zrobię. Nie wytrzymam sama.
      Poczuł, że narasta w nim podniecenie i że nie oprze się pokusie. Choćby bardzo chciał, nie umiałby jej odmówić.

20.06.2014 :: 13:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


MODEL 1 + 3


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Już miała odejść, ale znowu się zatrzymała. Chciała postawić kropkę nad i.
      — John będzie mówił o modelu jeden plus trzy. Byłam dziś w City Place i gawędziłam z paroma osobami. Chodzi o to, by żadna młoda kobieta nie pozostała bez opieki.
      Na jego twarzy pojawił się wyraz niedowierzania.
      — Nie do pomyślenia, troszczy się o ludzi. Ale w tak pomylony sposób?
      — To nie jego pomysł, wyobraź sobie. Nie możemy się odwoływać do dawnego ideału poprawności. Nie wiem, czy słyszałeś, ale po „Wojnie światów” Herberta George’a Wellsa władze zaczęły pracować nad zasadami postępowania w przypadku totalnego zagrożenia gatunku. Wciąż uzupełniane i poprawiane projekty były tajne. John ma egzemplarz procedur dla stanu Floryda i na nich się wzoruje... — Chwilę milczała. — Pamiętasz katastrofę lotniczą w Andach? Było to w 1972 roku. Pasażerowie, którzy przeżyli, aby przetrwać, musieli jeść ciała zmarłych towarzyszy.
      — Takie buty?
      Wyciągnął się na łóżku i zapatrzył w biały sufit. Świat stanął na głowie i Oscar musiał mieć kilka hożych pocieszycielek, czy tego chciał, czy nie. Wynikało to z prostej arytmetyki, która zastąpiła surowe prawo moralne.

06.07.2014 :: 17:24
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Natasha


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Zniewalająca nieznajoma pojawiła się następnego dnia późnym południem. Robili pod okiem Jacoba porządki na autostradzie, znużony wrócił po pracy i zaszył się na pół godziny w łazience, eksperymentując z wanną jacuzzi. Miał na sobie szorty i płaszcz kąpielowy, gdy usłyszał gong. Zrelaksowany otworzył drzwi i zdębiał.
      W progu stała zmysłowa młódka. Wykwitła niczym za sprawą zaczarowanej różdżki. Wyglądała prześlicznie, jak wycięta z foldera, szykownie i ponętnie. Ktoś, kto wysłał ją w drogę, zadbał, by miała na sobie markowe ciuchy i dodatki. Dobrze położony makijaż dodawał jej uroku, a różowe czółenka na obcasie czyniły ją wyższą. Nie sądził, by miała więcej niż piętnaście lat. Za zjawiskowymi turkawkami w jej wieku mimowolnie się oglądał i silnie pobudzały jego wyobraźnię. Nie śmiałby jednak uderzać do takich lal, były dla niego owocem zakazanym. Pochodziły z innej bajki i wyczuwał dzielący go mur. Gdyby się przystawiał, usłyszałby pewnie „wal się!” On kończył szkołę i sięgał po dyplom, one właściwie żegnały dopiero junior high school i miały swoje towarzystwo. Z reguły przy dużej kasie.
      — Hej! Oscar Moore? — przestąpiła z nogi na nogę. Starała się okazać, że nie traci rezonu. Jej oczy jednak zdradzały, że nie jest zbyt pewna siebie.
      Przytaknął. Już miał odruchowo dodać, że pomyliła numer. Na pierwszym piętrze były trzy apartamenty.
      — Tak, to ja! — zdumiony potwierdził. — O co chodzi?
      — Mam być twoją żoną — rzuciła jak mięsem elektryzującym tekstem, który sprawił, że w jednej chwili zmiękły mu kolana. — Czy mogę wejść?
      Zamurowało go. Wpuścił ją do mieszkania, z wrażenia nie mogąc wypowiedzieć ani słowa. Weszła do salonu, ciągnąc za sobą niepokojący zapach dobrych perfum i zdjęła plecaczek. Na dygocących nogach udał się za nią i omal nie potknął się o róg dywanu.
      — Kto cię przysłał? — wygęgał, mając stuprocentową pewność, że zaszła horrendalna pomyłka.
      — Skierowano mnie ze St. Mary's Medical Center. Masz powiedzieć, czy ci odpowiadam — wyjawiła ze zdumiewającą szczerością. Jej głos lekko drżał.
      Była taka, że palce lizać! Przyszła mu do głowy sprytna Angelina i uznał, że to może być jej pokazowy numer. Jeszcze lepszy niż striptiz. Nie wiedział, co począć. Próbował opanować łomot serca. Wreszcie kazał szczenięcej bogini usiąść przy stole i poszedł rozejrzeć się za swoim telefonem komórkowym. Okazało się, że Emily dwa razy do niego dzwoniła, ale nie odebrał, bo był w łazience. Nagrała mu się na pocztę głosową.

12.07.2014 :: 11:36
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Wakacje z e-bookiem


      W czerwcu i lipcu br. seria e-booków z moją fantastyką trafiła do sieci księgarni internetowych za pośrednictwem systemu Virtualo.pl. System ten umożliwia sprzedaż książek elektronicznych nie tylko profesjonalnym wydawnictwom, ale i self-publisherom, innymi słowy samym autorom. E-booki wprowadzone do tego obiegu są do nabycia w wielu sklepach internetowych, w tym w największych polskich e-księgarniach, takich jak empik.com oraz w księgarniach wyspecjalizowanych w contencie digital jak Legimi.com, ebook.pl i w księgarni Virtualo.pl.

17.07.2014 :: 13:23
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Dziecko szczęścia


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Obudziła go snująca się po mieszkaniu Natasha. Zalotna młódka się nudziła. Przysiadła obok na wymiętej pościeli, adorowała go dłuższą chwilę, a wreszcie delikatnie pogładziła jego ramię.
      — Wstawaj, śpiochu, już dziewiąta — słodko zagadnęła, chcąc go postawić na nogi. — Twoje przyjaciółki poszły do pracy, a kiedy ich nie ma, ty masz się mną opiekować — przypomniała mu o swoich prawach.
      — Sorry, nadrobię to — zamruczał jak kot, przewracając się na drugi bok.
      — Zrobiłam ci śniadanie! — kusiła.
      Niechętnie otworzył oczy. Jego żywa lalka Nolee miała na sobie tylko stringi i skąpy kuchenny fartuszek, ledwo co zakrywający świeże dziewczęce kształty. Była rozkwitającym kwiatem i powiewem wiosny. Wyglądała ponętnie i w tym negliżu poderwałaby na baczność każdego faceta. Równo opalona skóra urzekała kolorem złota. Przyciągnął ją do siebie. Poczuł na sobie jej zmysłowe ciało i przeszył go dreszcz rozkoszy. Ten impuls sprawił, że do końca się obudził.
      — Cudna jesteś, moja wisienko na torcie — wymamrotał, pieszczotliwie zanurzając palce w jej włosach.
      Uwolniła się z jego objęć, ale nie zamierzała go opuszczać.
      — Pokaż plecy — niewinnie zażądała. Podniósł się, nie wiedząc, o co jej chodzi. — Podrapane — orzekła ze znawstwem, sunąc palcami po jego karku. — To nie moje dzieło, chciałam zaznaczyć, ani nie Angeliny, tylko Emily. Szalała tej nocy, musisz jej powiedzieć, żeby skróciła sobie paznokcie.
      — Ach tak? Czy to takie ważne?
      — Poczujesz pod prysznicem.
      Poszedł się wykąpać, wytarł się, umył zęby i owinięty ręcznikiem w biodrach powlókł się do kuchni. Faktycznie, plecy go trochę piekły. Natasha podgrzała mu pieczeń z poprzedniego dnia. Przygotowała koktajl owocowy.
      — Co dzisiaj robimy? — zapytał z pełnymi ustami.
      — Jeśli nie masz żadnych planów, możemy wybrać się do mnie, do rezydencji nad jeziorkiem, zabrałabym laptop i kilka innych drobiazgów. Potem pokazałabym ci jacht moich starych — układnie zaproponowała.
      — Gdzie mieszkaliście? — zajrzał w jej czarne zachwycone nim oczy.
      — Przy Breakers West Boulevard — uchyliła zasłony. — To około dziesięciu mil stąd.
      — Czemu nie, możemy pojechać, ale najpierw powinnaś się odziać, księżniczko. Wirus wirusem, ale nie możesz tak pokazać się na mieście, byłby obciach!
      — Ty też, księciu — żartobliwie odparowała. — Król jest nagi. Emily przygotowała ci nowiutkie ciuchy.
      Uporał się ze śniadaniem i zajrzał do sypialni. Założył bermudy i wrócił do kuchni.
      — Mówisz, że jacht?.. — zapytał, wciągając podkoszulek.
      — Jacht mamy nad oceanem, w zatoce — wyjaśniła, oceniając wzrokiem jego wygląd. — Pokażę ci go, jak wrócimy do centrum.
      Gorący słoneczny ranek nastrajał optymistycznie. Oscar uruchomił wóz, zabrał swoją lalę, która zamieniła fartuszek kuchenny na króciutką gustowną sukienkę i dostał się na bulwar Okeechobee. Przeciął Clear Lake i pognał na zachód. Do skrzyżowania z North Military Trail były usunięte z jezdni wszystkie bezpańskie samochody.

(...)

      Przywitały ich równo przycięte trawniczki ze zraszaczami. Utrzymana w kremowym odcieniu rozległa parterowa rezydencja ze ścianami krytymi stiukiem i cementową dachówką była okolona tropikalną roślinnością, oddzielającą ją od sąsiednich posesji. Stanowiła luksusową oazę ciszy i spokoju. Nie czuło się tu obecności miasta, a obcy w takich miejscach się nie plątali. Gdy weszli do środka, Oscar rozejrzał się z zachwytem. Uświadomił sobie, że Natasha była dzieckiem szczęścia, otaczały ją świetność i blask. Wszędzie widział marmurowe posadzki. Pełne przepychu wyposażenie cieszyło oczy.
      — Kim był twój ojciec? — zapytał. — Ociekasz szmalem.
      Obojętnie wzruszyła ramionami, jakby chodziło o coś z gruntu błahego.
      — Dysponował udziałami w kilku dużych firmach. Grał na giełdzie. Szczerze mówiąc, nie wiem, co dokładnie robił — skwitowała.
      Objął ją i przytulił.
      — Musiał mieć głowę do interesów — rzekł z podziwem. — Manna sama nie spada z nieba. Pięknie tu. Gdyby nie to, że jest tak daleko, pewnie byśmy się wprowadzili.
      Pozwoliła mu obejrzeć wnętrze, mające ponad pięćset metrów kwadratowych. Były tu cztery sypialnie i trzy łazienki. Z tyłu znajdowało się patio z widokiem na ogród i zapraszał otoczony białymi leżakami urokliwy basen.
      — Kto cię uratował? — zaciekawiło chłopaka.
      — Juanita, Meksykanka, która tu pracowała.
      — Mieliście służbę?
      — Kucharkę, sprzątaczkę, ogrodnika i kierowcę. Zawoził mnie limuzyną do szkoły.
      — Limuzyną? Macie coś takiego w garażach?
      — Jeśli chcesz, możesz zobaczyć. Bentleya zabrał ojciec, jak wyjeżdżał.


24.07.2014 :: 07:04
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie