EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
2017
2016
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
Hegemone(9)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(66)
Publikacje(34)
Cztery pory roku(29)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







W „Artefaktach”


      Sobota, 10 stycznia 2014 r. Jestem na spotkaniu Grupy Literackiej „Słowo” w Mielcu. Odbywa się promocja trzeciego numeru Mieleckiego Rocznika Literackiego „Artefakty” (2014), w którym można znaleźć m.in. fragmenty mojej najnowszej powieści SF.

• Edward Guziakiewicz, W rezydencji i na jachcie. Fragment powieści A jeśli jutra nie będzie (fantastyka postapokaliptyczna), Artefakty. Mielecki Rocznik Literacki, nr 3 (2014), s. 103-109.


12.01.2015 :: 08:50
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Weszliśmy w znak Wodnika


20.01 — 18.02

      Osoby urodzone pod znakiem Wodnika są uprzejme i cierpliwe. Rzadko wpadają w gniew. Wielkie możliwości intelektualne pozwalają im na wykonywanie różnych zawodów.

22.01.2015 :: 08:32
Link | Komentuj (0) | Cztery pory roku


W Wiśniowej


      Czwartek, 5 lutego 2015 r, jestem w Wiśniowej koło Strzyżowa. Odbywa się tu sesja wyjazdowa Podkarpackiej Izby Poetów. Dojeżdżamy z Rzeszowa busikiem z WDK. Nareszcie widzę prawdziwą zimę. Wszędzie śnieg. Spotykamy się w Zespole Parkowo-Dworskim i Folwarcznym Mycielskich. Eleganckie świeżo odnowione wnętrza. Mieści się tu strzyżowskie Powiatowe Centrum Kultury i Turystyki.

05.02.2015 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Zamieńmy się żonami


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Oscara zamurowało z wrażenia, gdy ujrzał Melissę. Zatrzepotało w nim serce i zabrakło mu tchu. Wydawało się, że strzelił w niego piorun z nieba. Przetarł oczy ze zdumienia. Trzydziestoletnia szczupła kobieta, stojąca u boku Marka Andersona, była żywym odbiciem Rity Bennett. Nie sądził, że dozna takiego wstrząsu.
      Podszedł, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Mina mu zrzedła i z wrażenia przestał oddychać. Chłonął okiem jej szyję, ramiona i piersi. Potem przeniósł błagalne spojrzenie na rozgadanego Marka. Ojciec Nikki miał na sobie jasne sportowe spodnie, koszulę z krótkimi rękawami i luźno zawiązany kolorowy krawat. Wyglądał poważniej niż przed południem. Oscarowi przyszła do głowy absurdalna myśl, że mogliby zamienić się żonami — on bez żalu oddałby mu ukochaną smerfetkę, a tamten podarowałby mu w rewanżu tę urzekającą madonnę. Przez moment wydawało mu się, że będzie gryzł palce z bólu. Musiał ją mieć. Mimo że była od niego dużo starsza. O dobrych dziesięć lat.
      Nimfetka chyba wyczuła, co się święci, bo złapała go kurczowo pod ramię. Mocno go ścisnęła, jakby się obawiała, że będzie chciał jej uciec.
      — Jesteśmy razem, to Oscar Moore, mój chłopak, nasz chłopak, a to Natasha Robinson, najmłodsza z naszego grona — taktowna Nikki dokonała uprzejmej prezentacji.
      Melissa ujmująco się uśmiechnęła. Jednak było widać, że nie zainteresował ją świeżo poznany młokos. Oscar nie był na jej miarę. Zajęta Markiem, swoim nowym mężem, nie zwracała uwagi na innych mężczyzn. Miała na sobie białą bluzkę z żabotem, krótką czarną spódniczkę i czarne pantofle, zatem ciuchy takie jak Rita Bennett, kiedy Oscar widział ją żywą ostatni raz. Co więcej, trzymała w ręce podobne okulary na słońce.
      Ojciec Nikki z entuzjazmem opowiadał o łodzi, którą pomogła mu wybrać Natasha, więc chłopak mógł się uważniej przyjrzeć jego nowej przyjaciółce. Mijało pierwsze mylne wrażenie, a napięcie w nim słabło. Pożądanie ustępowało. Melissa miała niewątpliwie figurę Rity, jej wzrost, kolor włosów, a nawet podobne gładkie lico, ale była inna. Od biedy można było ją uznać za uboższą siostrę z prowincji. Zwrócił uwagę na jej lekko podkrążone oczy. Malujące się na twarzy zmęczenie, związane z wydarzeniami ostatniego tygodnia, sprawiało, że brakowało jej pewności siebie, cechującej Ritę Bennett. Za to miała w sobie dużo miękkiej kobiecości. Pomyślał, że nie mogłaby być agentką wywiadu ani snajperem na zamówienie. Potem zerknął na swoją dzikuskę. Melissa na pewno nie strzelała z broni palnej lepiej niż Natasha. O ile w ogóle strzelała. Nie byłaby to więc korzystna zamiana.
      Przetarł ręką lekko zroszone czoło. Nie tak łatwo było uwolnić się od przeszłości. Wracała jak bumerang, uderzając zdradliwie. Uzmysłowił sobie, że przez chwilę gonił za chimerą. Niepocieszony pojął, że nie odzyska już sąsiadki z naprzeciwka. Poruszająca go prawdziwa Rita Bennett zmarła na jego rękach i żadna inna kobieta nie mogła jej zastąpić. Musiałby ją ktoś wskrzesić, a na to się nie zanosiło.


15.02.2015 :: 09:59
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Pięćdziesiąt twarzy Greya


      Jest to historia sadomasochistycznego związku młodego milionera i nieco naiwnej ubogiej studentki anglistyki. Jednak jeśli chodzi o wątek Kopciuszka film nie przebija „Pretty Woman” (1990). Romans jest smutny, nie ma happy endu. Ponadto zapowiadane sceny erotyczne nie robią dużego wrażenia. Jest tego od groma w Internecie, więc człowiek skrycie poziewuje, śledząc to, co aktorzy robią w łóżku. Pod tym ostatnim względem film na pewno nie dorównuje „Emmanuelle” (1974).
      Podobała mi się gra Dakoty Johnson. Jest w filmie bardzo autentyczna. Jako filmowa Anastasia Steele traci dziewictwo z Christianem Greyem. Zabawna jest umowa sponsoringu, którą bogaty Christian usiłuje z nią podpisać.
      Jak się film kończy? W ostatniej scenie skrępowana sznurem naga bohaterka nie wytrzymuje poniżenia, jakiego doznaje ze strony swego kochanka i decyduje się z nim zerwać. Ten rozładowuje się seksualnie, chlaszcząc ją pejczem po słodkim tyłeczku i każąc głośno liczyć zadawane razy. Jaką wiedzę wynosimy z filmu? W związku sadomasochistycznym nie liczą się uczucia. Rozkosz przynosi zadawanie bólu.

PS. Jednak podobno w drugiej części bohaterowie mają się pobrać.

17.02.2015 :: 19:20
Link | Komentuj (1) | Recenzje filmowe


Hacker


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Niezastąpiony geniusz komputerowy był tak zaniedbany, że nawet lustro wstydziłoby się pokazać w jego towarzystwie. Obywał się bez mydła, szamponu i czystych ręczników. Ale trudno się było temu dziwić. Żył przecież w cyberprzestrzeni, która zajmowała go bardziej niż świat realny. Flanelowa koszula straszyła oberwanymi guzikami. Nieogolony i kudłaty, miał w nosie prawdę, że jeśli wychodzi się między ludzi, wypada zadbać o powierzchowność. Programom komputerowym, z którymi przestawał, z pewnością to nie przeszkadzało. Jego lasce chyba też, skoro z oddaniem wisiała mu na ramieniu. Przywoływała na myśl Judith, kumpelę z ich klasy. Podobnie jak tamta była ruda i piegowata.
      Hacker ożywił się, kiedy ujrzał Nikki.
      — Hej! — przywitał ich. — Wiem! Chodzi wam o tę poronioną wyspę — wycelował palcem w seksowną blondynkę.
      — Właśnie. Dowiedziałeś się czegoś? — niewinnie zapytała.
      — Jakżeby inaczej! Takich fortyfikacji nigdy dotąd nie widziałem — wartko zaczął. — Z map satelitarnych niewiele wynika. Jednak udało mi się dotrzeć do sekretnej bazy danych, w której jest wszystko o tej enklawie. Wpadniecie do mnie, to wam pokażę. Jak pragnę zdrowia, będziecie jedynymi na kuli ziemskiej, wyjąwszy garstkę wcześniej wtajemniczonych!
      — Chcemy tam popłynąć jachtem — wtrącił się Oscar.
      W oczach Nathana pojawiły się wesołe iskierki. Zatarł ręce.
      — Chcesz robić za Jamesa Bonda? Stalibyście się karmą dla rekinów, o ile by coś z was zostało. Tę wyspę trzeba wziąć sposobem. Mają tam wyrzutnie torped, nie mówiąc o przystani dla łodzi podwodnych. Brzegi są zaminowane, ale nie wszędzie. Powinniście wyposażyć się w drony z pociskami klasy powietrze-ziemia — zażartował.
      — Jest aż tak źle? — Pomyślał, że zamiast karabinków snajperskich bardziej przydałyby im się ręczne wyrzutnie rakiet, granatniki i stingery. Jednak nie ciągnęło go do strzelaniny, po której trzeba było po kolana brodzić w łuskach.
      — Zależy, co kto lubi. Gdy przyjedziecie, wyjaśnię, jak tam się dostać. Nie ma rzeczy niemożliwych. Każdy system zabezpieczeń ma przecież słabe punkty.
      Na taką przynętę Oscar dał się złapać. Porozmawiali jeszcze chwilę, umawiając się na następny dzień.
      Kiedy odeszli, chłopak mimochodem zapytał Nikki:
      — Jak ci się udało go przekonać? Chyba nie próbowałaś…
      — Nie, nie! Nie tak, jak myślisz — natychmiast wpadła mu w słowa. — Zorganizowałam mu dziewczynę, żonę — rzekła konspiracyjnym szeptem. — Jedną, a potem drugą. Taki był układ.
      — Rety! A gdzie te laski znalazłaś? — zdziwił się.
      — U mamy w bibliotece — powściągliwie wyjaśniła. — Obie studiowały informatykę. Nawiedzone jak on. Nie, nie… — znowu ubiegła jego pytanie. — Jeśli chodzi o aparycję i higienę, jego panny są całkiem do rzeczy. Pewnie wezmą się za niego i zmuszą go do porządnej kąpieli. I wytłumaczą mu, do czego służy grzebień — perorowała. — Imponuje im jego wiedza. Facio potrafi siedzieć przy komputerze dwadzieścia godzin na dobę. Już ci mówiłam, nie ma systemu, do którego nie potrafiłby się włamać. Cwaniak straszny, nigdy nie dał się nakryć. — I dodała: — Aż dziw bierze, ze nas zaprosił. Podobno pracuje na sprzęcie, o jakim nawet nam się nie śniło. Najnowszej generacji. A propos! — zmieniła nagle temat. — Wiecie, że przeżyły załogi okrętów podwodnych? Do głębin morskich ponoć superwirus nie dotarł. Ale ci biedacy nie mogą się wynurzyć — zrobiła smutną minę — bo to byłby ich koniec.
      Oscar się zastanowił.
      — Na dwoje babka wróżyła. Wcześniej czy później muszą to zrobić, nie mają innego wyjścia. Skończy im się powietrze — ostrożnie dedukował. — Chociaż z drugiej strony patrząc… — skrzywił się. — Nowoczesne jednostki mogą się obywać całe tygodnie bez wypływania na powierzchnię.
      — Cóż to za życie? — westchnęła Natasha. — Jak w puszce sardynek? Bez prawa do powrotu na ląd? Koszmar! Chyba że tacy ludzie jak John Marshall coś wymyślą.
      — Ratunkiem byłaby szczepionka — zauważyła Nikki.
      Oscar wrócił myślami do chodzącej mu po głowie wyprawy na południe Florydy. Początkowo wyobrażał sobie, że jest Krzysztofem Kolumbem, opuszczającym pod flagą Kastylii port w Palos de la Frontera w sierpniu 1492 roku. Teraz jednak planowana wyprawa przestawała przypominać niegroźne poszukiwanie drogi do Indii. Przeistaczała się w niebezpieczną krucjatę przeciw inteligentnemu wrogowi, który był zdolny skutecznie się bronić, bowiem korzystał z najnowszych zdobyczy techniki. Jak się nazywał ów multimilioner i kim był naprawdę? I czy nie zagrażał pozostałej przy życiu reszcie gatunku ludzkiego?
      — Kości zostały rzucone — szepnął do siebie.
      Chłopak nie przekroczył jeszcze Rubikonu i nie wybrał się w drogę, tym niemniej czuł, że wcześniej czy później musi to zrobić. Nie zamierzał rezygnować. Nie leżało to w jego naturze.


04.03.2015 :: 09:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Biblioteka i światy równoległe


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      — Możemy wracać do domu — podsunęła mu myśl.
      — Dobrze — powiedział. W tej samej chwili przyszedł mu do głowy film „Planeta Małp”. Nakręcono go w latach sześćdziesiątych, ale był dobrze znany, bowiem powstawały potem jego kolejne części, nie mówiąc o serialach. Pomyślał, że jeśli sobie nie poradzą z cywilizacyjnym wyzwaniem, przed którym się znaleźli, po niejakim czasie może dojść — jak w tym okrzyczanym filmie — do regresu ich rasy. Biblioteki zasypią zwały żółtego piachu, ludzie zapomną mowy, zaś wszechwładna ewolucja przekaże palmę pierwszeństwa innym gatunkom.
      Zeszli do holu. Oscara zajęła leżąca na stoliku gazeta sprzed tygodnia. Zatrzymał się i machinalnie ją przekartkował, przeglądając tytuły i zdjęcia. Odniósł wrażenie, że ilustrowany magazyn opisuje rzeczywistość, którą definitywnie opuścili, przenosząc się do innego wymiaru kosmosu. Może bliski ich sercu świat sprzed wielkiego wstrząsu krył się gdzieś obok i wszystko toczyło się w nim nadal utartym torem? Może nie doszło w nim do ataku superwirusa? Czas miał tu kluczowe znaczenie. Uczono, że rozdzielał się na strumienie, biegnące równolegle i niezależnie od siebie. W tamtym udanym świecie siedziałby pewnie teraz przy lunecie i skrycie podglądał Ritę Bennett.
      — Taaa… — mruknął.
      Skrzywił się i pomyślał, że uleganie złudzeniom może okazać się dla niego zabójcze. Odchrząknął i z namaszczeniem złożył gazetę. Niespecjalnie rwał się do ich czytania, bo — jak mawiał jego ojciec — były w większości zwierciadłem brzydoty świata. Doznał olśnienia. Pojął wreszcie, co studentów przyciągało do biblioteki. Przypominała okrzyczany wehikuł Herberta George’a Wellsa. Pozwalała im cofać się w czasie, kryć się w świecie, którego już nie było i kąpać w jego zgasłym blasku. Wirus zamknął przeszłość za jakimiś potężnymi drzwiami, ale nie do końca. Pozostawił szczeliny, przez które mogli wracać do minionych dni i wskrzeszać je na różne sposoby.

10.03.2015 :: 09:41
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Nikomu nie pożyczam lalki Nolee


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”


      W niedzielę późnym rankiem do ich mieszkania ciekawie zajrzał Mark Anderson. Ojciec słodkiej Nikki kuł żelazo, póki gorące. Był w dżinsach i obcisłym bawełnianym T-shircie, uwydatniającym jego bicepsy. Na nogach miał nowiutkie adidasy. Otworzyła mu bez zdziwienia pozbierana Angelina, wpuściła go i przyjęła uprzejmie. Wcześniej smerfetka za plecami Oscara odebrała telefon, więc pewnie jego gospodynie wiedziały, po co mężczyzna je odwiedził. Nie były zaskoczone.
      Przybyły nie czuł się skrępowany i zachowywał się nadzwyczaj swobodnie, jakby był tu częstym gościem. W te pędy zajrzał do eleganckiego salonu, a potem do dobrze wyposażonej kuchni. Zajął się dziewczynami, wdzięcząc się do nich i nie szczędząc komplementów, a przy tym prawie nie zwracając uwagi na ich pana i władcę. Jednak nie poczynał sobie obcesowo. Na szczęście, Natasha była ubrana i nie snuła się po mieszkaniu w półprzeźroczystym negliżu. A właściwie była gotowa do wyjścia na miasto. Bez wahania zgodziła się pojechać z Markiem na przystań i ku niebywałemu zdumieniu Oscara nie zażądała, żeby chłopak jej towarzyszył. Nie poprosiła o błogosławieństwo na drogę. Wyrwała się z gościem z mieszkania w trymiga. Bez jednego słowa. I jeszcze złapała drania pod ramię.
      Pierwszy raz obywała się bez jego kompanii, więc kiedy wychodziła, wyślizgując się jak ryba z sieci, Oscar zwrócił zdumiony wzrok w stronę Angeliny. Ta jednak dała mu dyskretnie znak, że nie musi się niepokoić.
      Pomimo to poczuł się wkurzony. Stłumił w sobie złość. Nie zamierzał pożyczać Markowi Andersonowi cudnej lalki Nolee. Był jej niby-mężem, więc ten bawidamek powinien był zapytać go o zgodę. Przegrywał z ojcem Nikki, bo nie mógł się pochwalić jego muskułami i brzuchem jak kaloryfer. Pobiegł spłoszonymi myślami na przystań, zaś jego wyobraźnia zaczęła wyczyniać cuda.
      — Romantyczny blondyn, psiakość. O niebieskich oczach!
      Poniosło go. Zacisnął w gniewie pięści. Wytrącony z równowagi i najeżony, pytająco zawisł na ustach Angeliny. Przyjaciółka niby wytrawny znawca ludzkiej duszy starała się go uspokoić. Przecież była jego dobrą wróżką i mentorem.
      — Nic złego się nie stało. Oskarze, wyluzuj! — zaszczebiotała, chcąc zapobiec atakowi histerii. — Ty i zazdrość? To nie w twoim stylu — wciskała do jego tępej makówki. — Natasha nie wystawi cię do wiatru, nie jest do tego zdolna. Pognała, by mu pomóc. Robi to dla ciebie. Pragnie być z Nikki i z jej starymi tak blisko jak ty. Nie chce wypaść z gry.
      Emily przyszła jej w sukurs, dorzucając swoje trzy grosze.
      — To prawda. Po szoku, jaki przeżyła, kiedy zostawiłeś ją samą, stopniowo zbliża się do Andersonów. Stara się z nimi zaprzyjaźnić. Czy to coś dziwnego? — I ze stoickim spokojem skwitowała: — Nie martw się i chodź jeść! Nie pękaj! Takie ciacho jak ty nie musi się niczym przejmować.
      Angelina znowu się wtrąciła.
      — Nie może być wiecznie świnką morską. Musi wrócić do równowagi i odzyskać samodzielność.
      Ich słowa go nie przekonały. „Bardziej ciacho niż macho!” Nadal był jak struty. Doszedł nagle do wniosku, że powinien zacząć chodzić na siłownię, aby poprawić sobie muskulaturę. W oczach Angeliny dostrzegł jeszcze coś, czego głośno nie zamierzała powiedzieć. „Musisz się pogodzić, że wcześniej czy później Natasha zacznie grać tu pierwsze skrzypce!” Przypomniał sobie, że przenikliwa Nikki już kilka dni wcześniej podzieliła się z nim podobnym domysłem. Wydawało mu się, że to odległa perspektywa, jednak mógł się mylić.
      Zasiedli do śniadania i madonny zajęły go rozmową, nie zwracając uwagi na jego lekko trzęsące się dłonie.
      Na szczęście, zbuntowany Oscar nie musiał męczyć się i siedzieć jak na szpilkach, bowiem Mark wrócił i oddał mu ukochaną lalkę. Obyło się bez nerwowych esemesów. Nie zabawili długo nad wodą i pojawili się z powrotem w niespełna godzinę. Wybrali łódź żaglową cumującą obok jej jachtu. Ponoć prawdziwe cacko.
      Chłopak odetchnął z ulgą, gdy zobaczył nimfetkę w drzwiach. A już myślał, że ją stracił. Mark podrzucił ją przed kamienicę i odjechał.
      — I jak tam? Zachowywał się przyzwoicie? Nie dobierał się do ciebie? — zaintrygowany zapytał, biorąc ją na spytki. Objął ją z przejęciem i wtulił nos w jej włosy. Cieszył się nią tak, jakby dopiero co dostał ją w prezencie i właśnie rozpakował. Złapał ją wpół i z upojeniem uniósł do góry. Z entuzjazmem zakręcił nią wokół siebie. Przytrzymała się go za szyję. Postawił ją z powrotem.
      Puściła się go. Nie straciła równowagi. Zaprzeczyła, z oddaniem zaglądając mu w oczy.
      — Coś ty? Żartujesz?! — zdecydowanie odrzekła. Nagle stała się bardzo dorosła. — Nic z tych rzeczy. Skakał koło mnie, bo mu byłam potrzebna. Jest kuty na cztery nogi. Dostał bzika na punkcie tej łodzi. Chce nią zabłysnąć przed Kimberly i Melissą. Na pewno nie będę z nim pływać. A poza tym…
      — Tak?!
      — On mi przypomina mojego trenera. Nie przyszłoby mu do głowy, żeby mnie tknąć.
      Z rozczuleniem cmoknął ją w usta. Obejrzał ją sobie dokładnie, jakby chcąc się upewnić, że jego lalka Nolee w rękach obcego nie doznała uszczerbku. Była calutka i zdrowiutka. Nie oberwano jej rączek i nóżek, ani nie przekręcono głowy do tyłu. Nie podarła ślicznej sukienki i nie miała połamanych pokrytych różem paznokci. Nikt nie zburzył jej fryzury i nie rozmazał makijażu. Nadal otwierała i zamykała ocienione długimi rzęsami oczy.
      Zamierzał ją ochrzanić za to, że wyfrunęła z mieszkania, nie pytając go o zgodę, ale złość już mu przeszła. Pomyślał, że toczył homeryckie boje z własnym cieniem.
      — Nie jadłaś śniadania — rozmarzony zauważył. Jednak nie wypuścił jej z rąk. Nadal się nią upajał. Objął ją wpół, tuląc i pieszcząc. — Pożrę cię jak kanibal, jak wygłodzony ludożerca — z przymkniętymi oczami szeptał jej do ucha, wdychając zapach jej drogich perfum. — Usmażę cię na ogniu i zjem. Będę mlaskał, mlaskał, mlaskał. Obgryzę wszystkie twoje kosteczki — bajdurzył i bredził, plotąc trzy po trzy. — Jesteś marką stworzoną z pasji do jakości! — wystrzelił wreszcie wyświechtanym sloganem z reklamy papierosów, przechodząc samego siebie. Całkiem przewróciło mu się w głowie. — Jesteś…
      Cóż, stanowiła cudowne dzieło natury. Pozwalała mu się sobą bawić, jakby była faktycznie lalką Nolee. Jednak nie wylądowali w jej sypialni, choć przez chwilę wydawało się, że tam trafią. Nie chodziło mu o seks. Prawdziwą rozkosz dawała mu świadomość tego, że ta szpara z górnej półki jest jego własnością i że nie musi z nikim się nią dzielić. Delektował się jej posiadaniem. Zniewalającą wyłącznością. Miał ją tylko dla siebie i mógł z nią robić, co chciał. Był jak brzuchomówca, stanowiący jedno z pacynką, którą animował. Jak Edgar Bergen i Jeff Dunham.
      Odesłał ją wreszcie do kuchni. Wyciągnął się w fotelu przed telewizorem niczym kot, który ma sjestę przez calutki dzień i zaczął się zastanawiać, czym różni się od Marka Andersona. Pogrążył się w bezczynności.


16.03.2015 :: 12:02
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Randka i inne opowiadania


Mój tomik w formie audiobooka

To dzieło Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie. 10 opowiadań i ponad 2 godziny nagrania...

Zobacz i odsłuchaj ...>

» Randka i inne opowiadania (audiobook), lektor: Karina Kycia, WiMBP w Rzeszowie, Rzeszów 2014, 02:12:17

20.03.2015 :: 11:17
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Urojone kilogramy


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Kiedy wsiadali do mercedesa Angeliny z wyładowanym zakupami bagażnikiem, Emily odkrywczo rzuciła:
      — I musimy zacząć biegać, żeby wypocić te desery!
      Zabrzmiało to nieomal jak rozkaz, ale nikt nie zaprotestował. Kto przy zdrowych zmysłach krzywiłby się na jogging? Jednak Oscar się skrzywił. Pomyślał, że nie powinien dać się zapędzić w kozi róg. Gdyby mu narzuciły babską dietę, miałby się z pyszna.
      — Zaczyna się — ospale mruknął. — Ale słodycze nadal będą? — zapytał jak rozkapryszony brzdąc, próbujący niefrasobliwie włożyć kij w mrowisko. — Są podobno takie, od których się chudnie.
      — Ma się rozumieć, Ciasteczkowy Potworze! — w te pędy uspokoiła go blondynka. — Nie obawiaj się, nie posadzimy cię przy listku sałaty.
      Otworzył usta, aby znowu coś powiedzieć, ale skapitulował. Uważał, że ich zbędne funty są urojone. Jednak tego nie dawało się wytłumaczyć kobietom. Sam był w doskonałej kondycji i nie mógł narzekać na brak sprawności fizycznej. Pomimo to do wysiłku go nie ciągnęło.
      — Powinnam wrócić do treningów — z samozaparciem wybąkała sadowiąca się obok niego nimfetka. — Mam przeszło tydzień zaległości.


09.04.2015 :: 18:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Korrekta


      Dopiero dzisiaj się zorientowałem, że w powieści SF „A jeśli jutra nie będzie” (to już jest 180 ss znorm mpsu) wyszedł mi dziwnym trafem tydzień złożony z ośmiu dni. Sypnęło się jak z rogu obfitości. To pierwszy tydzień po ataku wirusa. Niechcący zdublowałem jeden dzień. Na szczęście, udało mi się przesunąć sekwencje z piątku na sobotę, z soboty na niedzielę, a z niedzieli na poniedziałek. Errare humanum est.

Niebędne poprawki

      — A propos soboty… — rzekła Emily. — Niestety, jutro idziemy do pracy. John Marshall wyjątkowo wydłużył roboczy tydzień ze względu na natłok spraw do załatwienia. I przesunął weekend. Niedziela i poniedziałek będą wolne. Czeka nas więc ósmy dzień tygodnia — zażartowała. — Mam wam ponadto przypomnieć, że jutro przyleci z uniwersytetu w Miami błyskotliwy ekspert. Główne miasteczko uniwersyteckie znajduje się w Coral Gables i podobno dzieją się tam ciekawe rzeczy. Ten facio będzie mieć wykład w naszym teatrze na temat przemian obyczajowych i społecznych, do których doszło po wielkim wstrząsie. Warto wybrać się i posłuchać. Spotkanie o dziesiątej. Angelina nie będzie mogła się wyrwać z Medical Center, ale tobie nic nie stoi na przeszkodzie — zachęcająco zwróciła się do chłopaka, który pławił się w nieróbstwie cały dzień.
      — Obudzę go na czas — obiecała Natasha. Przez króciutką chwilę siedziała jak sparaliżowana, porażona myślą, że Oscar pojedzie tam bez niej. Zbladła jak ściana. — Ja też będę mogła? — chciała się upewnić.
      — Oczywiście — potwierdziła Emily, widząca niepewność w jej oczach. — Wykład jest dla wszystkich. A poza tym Oscar ma się tobą dalej opiekować, więc nie mógłby pofrunąć bez ciebie. Mam też złą nowinę — zaraz dodała. — W Azji doszło do eksplozji reaktora. Został skażony spory teren, podobnie jak kiedyś w Czarnobylu. Na szczęście, pogoda była raczej sprzyjająca i wiatr nie rozniósł daleko radioaktywnej chmury.
      — Miejmy nadzieję, że u nas do tego nie dojdzie. Musielibyśmy stąd uciekać.
      — Już we wtorek powołano specjalne zespoły, mające zabezpieczyć elektrownie na południu Florydy. Komitety trzymają rękę na pulsie.


21.04.2015 :: 19:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Najpiękniejsze zdanie świata


      Jedno krótkie zdanie, ale jakże celne, jakże udane, jakże przekonujące, z jakim wyczuciem językowym skonstruowane, ze statusem nieomal idiomu, a przy tym niewyobrażalnie bliskie sercu, pobudzające wyobraźnię, zapowiadające multum cudownych przeżyć, bo będące kwintesencją tego, co w życiu najbardziej pociągające, nawet jeśli obłudnie odrzuca się ideały cywilizacji próżniaczej i gloryfikuje pracę ludzką, ponoć czyniącą człowieka wolnym! Brzmi ono:

PŁAWIŁ SIĘ W NIERÓBSTWIE.

      Czyż może być coś milszego dla ucha? Coś bardziej satysfakcjonującego? Jakaż inna melodia może być aż tak urokliwa? Czarująca, urzekająca, słodka? Słońce, palmy, plaża. I kolorowy drink przy leżaku. Ewentualnie grusza, jak w piosence Maryli Rodowicz.
      Krótko mówiąc, nadchodzi lato. A wraz z nim rozkosze, których nie mogą zaoferować inne pory roku. Kochani, jeszcze 59 dni!

23.04.2015 :: 11:52
Link | Komentuj (0) | Główna


Genocid


      24 kwietnia 2015 r., setna rocznica ludobójstwa dokonanego na Ormianach w Turcji. W przeddzień pierwszej wojny światowej w osmańskim imperium żyło około dwóch milionów Ormian. Około półtora miliona z nich zginęło w latach 1915-1923. Pozostałych pół miliona rozproszyło się po całym świecie.

24.04.2015 :: 17:54
Link | Komentuj (0) | Główna


W Almanachu Podkarpackiej Izby Poetów


      Fragment mojej powieści SF „A jeśli jutra nie będzie” znalazł się w Almanachu Podkarpackiej Izby Poetów (WDK Rzeszów, Rzeszów 2015). Zaprezentowano w nim siedemnastu autorów. Promocja: 7 maja (czwartek) 2015 r. w Klubie Bohema WDK Rzeszów.
      We Wstępie Czesław Drąg pisze o mnie m.in.: „Domeną mieleckiego pisarza są powieści science fiction, czasem opowiadania w tym klimacie. (…) Śmiało stwierdzam, że w fantastyce naukowej na Podkarpaciu nie ma równych sobie.”

06.05.2015 :: 08:58
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Promocja


      7 maja, czwartek. Jestem w Rzeszowie na promocji Almanachu Podkarpackiej Izby Poetów. Wypełniona po brzegi sala Klubu Bohema w podziemiach Wojewódzkiego Domu Kultury. Czytam do mikrofonu fragment mojej prozy. Ten króciutki tekst niżej:

Fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Wybrali się we czwórkę mercedesem Angeliny. Dostali się mostem do Palm Beach i skręcili na południe. Wstąpili najpierw do Tiffany’ego. Elewacja piętrowego budynku była utrzymana w estetycznej szarej tonacji. Droga biżuteria przyciągała. Rozochocone anielice nie wyszły ze sklepu z pustymi rękami. Miały na palcach złote pierścionki z diamentami w oprawie z platyny. Oscar — nie bez namowy Emily — wyposażył się w szwajcarski zegarek z osiemnastokaratowego białego złota z czarnym paskiem ze skóry aligatora. Pozostałe kosztowne nabytki z modnych kolekcji, kolczyki, brosze, bransolety i naszyjniki, oraz okulary przeciwsłoneczne i perfumy, trafiły do torby na zakupy.
      Łowy trwały. Po obu stronach obrośniętej palmami urokliwej Worth Avenue, biegnącej w poprzek wyspy, ciągnęły się eleganckie galerie i butiki. Zajrzeli do kilku, kierując się na wschód, by wreszcie dojechać do okrzyczanego 150 Worth Shopping Center. Mieściły się tu ekskluzywne domy towarowe i sklepy. Prezentowali swe kolekcje wybitni kreatorzy mody. Nie spiesząc się, odwiedzali kolejne salony. Przyjaciółki z piskami radości wciągnęły chłopaka do Pretty Ballerinas. W tej sieci sklepów zaopatrywały się znane gwiazdy. Potem poszli dalej. Ospały Oscar zaraz po wejściu siadał, wygodnie wyciągał nogi i przyglądał się znudzonym wzrokiem popisom przed lustrami. Pilnował się, by nie ziewać. Był facetem, więc czuł się jak chomik biegający w kołowrotku. Natasha z miną konesera oceniała kreacje, kiwając głową z uznaniem lub krzywiąc się, gdy coś jej nie przypadło do gustu. Emily i Angelina robiły się na bóstwa pod jej niekwestionowane dyktando. Miały w czym zabłysnąć. Nieświadomie rywalizowały ze sobą, chcąc jak najlepiej wypaść. Dobrze się czuły w świecie uznanych marek i zaczynały wreszcie odkrywać, że mogą pławić się w luksusie. W seksownej bieliźnie świetnie się prezentowały. Nabierały klasy.
      U Pucciego przypomniał mu się dowcip, którym matka popisywała się czasem w towarzystwie.
      — Wiesz, jaki były pierwsze słowa Ewy do Adama w raju? — rzucił do Natashy, która na chwilę przy nim przysiadła.
      — Jakie?
      — Nie mam co na siebie włożyć — zachichotał.
      Nimfetce nie wydało się to śmieszne. Nigdy nie miała takich kłopotów. Mogła kupić, co chciała, nie patrząc na metkę. Co z tego, że seksowne majteczki kosztowały tysiąc dolarów? Jeśli jej się podobały, cena nie grała roli.

07.05.2015 :: 21:30
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Schodzimy ze sceny


      Armagedon dokonuje się na naszych oczach i de facto znajdujemy się na tonącym „Titanicu”. A orkiestra gra. Kiedy się urodziłem, było nas blisko 3 miliardy. Gdy dobiegłem sześćdziesiątki — już 7 miliardów. W połowie tego wieku będzie nas 9 miliardów.
      Niestety, nie nadążamy technologicznie za tym horendalnie szybkim przyrostem naturalnym i niszczymy środowisko. Rozmnażamy się jak szarańcza. Już pod koniec tego stulecia lub na początku następnego Ziemia nie będzie się nadawać do zamieszkania.
      Liczymy na cud? Nie będzie miał nas kto ratować. Jesteśmy gatunkiem, który wskutek własnej nieporadności sam sobie gotuje zagładę.

15.05.2015 :: 15:30
Link | Komentuj (0) | Główna


Jak nie zejść ze sceny?


      Gdybym był światłym kosmitą i próbował coś doradzić gatunkowi ludzkiemu, to w pierwszej kolejności zwróciłbym uwagę na konieczność sięgnięcia do ekologicznego źródła energii.
      Wprost pławimy się w jej nadmiarze, zważywszy przelicznik E = mc2. Tyle tylko że nie umiemy jej wydobyć z owego „m”.
     

19.05.2015 :: 12:30
Link | Komentuj (0) | Główna


I mamy nowego prezydenta RP


      Tydzień temu rozpoczął czterdziesty czwarty rok życia, więc chce się powiedzieć: A imię jego czterdzieści i cztery...

26.05.2015 :: 07:36
Link | Komentuj (0) | Główna


Carlos, czyli powieściowy armagedon w liczbach


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      — Ciekawe, ilu ludzi zostało? Mówili w telewizji, że uratowała się jedna setna — zastanawiała się Judith. Oglądała swoje paznokcie. Była ruda i piegowata, ale nie brakowało jej wdzięku. Umiała manipulować chłopakami.
      — To w takim razie Stany Zjednoczone mają teraz niecałe cztery miliony mieszkańców — podliczył Carlos. Jego rodzice byli uciekinierami z Kuby. — Zamiast trzystu siedemdziesięciu milionów. To już nie jest prawo wielkich liczb. Psiamać, wszystko padnie.
      — Próbowałam się dodzwonić do mojego dentysty, nie odpowiadał. Ukruszył mi się ząb — pożaliła się Sarah. Wyglądała poważnie. Jasne włosy miała zaczesane do tyłu, ułożone w bombkę i lekko spięte. Sukienkę wyciągnęła chyba z szafy matki.
      — I tak przecież staliśmy w obliczu zagłady gatunku ludzkiego, zważywszy zagrożenie wywołane przeludnieniem — sarkastycznie zauważył Carlos. — Mam wam to tłumaczyć? Przecież należycie do kółka ekologicznego. Rozmnażaliśmy się w sposób absolutnie niekontrolowany. A górna dopuszczalna granica wynosiła 4 miliardy. Przekroczyliśmy ją 40 lat temu, mając w nosie globalne ocieplenie, zanik warstwy ozonowej i zwiększoną emisję dwutlenku węgla oraz kilka innych koszmarnych parametrów. — Zamilkł na chwilę i dorzucił, dzieląc coś w myślach: — No, ale co innego 4 miliardy, a co innego 70 milionów. Jeden procent. Zadziwiający efekt demograficzny. Tylko tylu ludzi zostało na całej Ziemi. Ale jaja! — wyświetlił tabelę. — Z taką populacją mieliśmy do czynienia… około V wieku p.n.e.

01.06.2015 :: 11:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Strony responsywne


      Przybywa szablonów coraz lepiej przygotowanych, ciekawych graficznie, z bootstrapami, którym walidator css nie wytyka kilkuset błędów, więc pisanie stron responsywnych staje się przyjemne.
      A oto trzy moje ostatnio stworzone serwisy:

guziakiewicz.eu
fantasy.guziakiewicz.vxm.pl
nastolatki.guziakiewicz.vxm.pl

05.06.2015 :: 09:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Encyklika „Laudato si” papieża Franciszka


      Sądząc po pierwszych omówieniach i cytatach, mamy do czynienia z bardzo ciekawym dokumentem pontyfikalnym.

19.06.2015 :: 14:51
Link | Komentuj (0) | Główna


Poszerzona oferta e-booków


      Na przełomie czerwca i lipca 2015 r. za pośrednictwem Wydawnictwa Internetowego E-bookowo.pl na rynek księgarski trafiły dwadzieścia dwa wydania moich książek elektronicznych z fantastyką. W poszerzonej ofercie, która w ubiegłym roku obejmowała jedenaście wydań w PDF, znalazły się te same tytuły, ale w formatach EPUB i MOBI. Są to formaty, obsługiwane przez czytniki.

BanitaBunt androidówEkscytozaGenesisMisja: EuropaPrzerwany lotPrzyloty na ZiemięSupernowaSyreny z Cat IslandWinda czasuZdrada strażnika planety

03.07.2015 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Czas miękkich asfaltów


Ufff, jak gorąco!

06.07.2015 :: 09:28
Link | Komentuj (0) | Cztery pory roku


Nowe technologie


      Pamiętam, że przed laty musiałem najmłodszej córce odpowiadać na trudne pytania. Tatusiu, co to jest telegram? Co to jest dalekopis? Wyjaśniałem, odwołując się do pojęć, które znała, przede wszystkim do e-maila i SMS-a.
      Za jakiś czas podobnie będzie pewnie z książką. Tatusiu, co to jest książka? Ojciec mądrze odpowie: To jest MobiPocket wydrukowany na papierze.

PS. Na czytniku z kartą pamięci 32 GB mieści się 24 tysiące książek.

12.07.2015 :: 15:30
Link | Komentuj (0) | Główna


Co to jest biblioteka?


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Oscar wrócił do rozmawiających dziewcząt.
      — I jak? Co robimy? — niefrasobliwie zapytał. — Mamy sporo czasu do kolacji. Chcesz zwiedzić bibliotekę? — zwrócił się do smerfetki. — Jest tu masa ciekawych rzeczy. W takich miejscach nasi przodkowie gromadzili wiedzę, kiedy jeszcze nie było Internetu — zażartował jak belfer w budzie.

13.07.2015 :: 16:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Biesiada poetycka


      14 lipca, wieś Husów, gmina Markowa, powiat łańcucki. Uczestniczę w całodziennej biesiadzie poetyckiej zorganizowanej przez Podkarpacką Izbę Poetów WDK w Rzeszowie i Koło Poetów z Łańcuta. Siedzimy przy suto zastawionym stole w gościnnym gospodarstwie wiejskim Grażyny Sordyl, gawędzimy, czytamy wiersze. Zabrałem ze sobą tomik „Okruszki. Wiersze dla dzieci”, więc dzielę się z obecnymi kilkoma utworami dla maluchów.
      W przerwie zaglądamy do chałupy Jana Raka, żyjącego w XIX w. poety chłopskiego.

14.07.2015 :: 20:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Starzec z mokradeł


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Wróciłem do początku powieści i zająłem się wątkiem pobocznym, jednak decydującym dla całości utworu. Fantastyka ma swoje prawa, więc finałem wstrząśnie... tajemniczy kalendarz Majów.

      Katie minęła Boca Raton, Pompano Beach, Fort Lauderdale i Hollywood. Dotarła do Miami. Przecięła centrum miasta i skierowała się na południowy zachód. Pokonanie wynoszącej blisko osiemdziesiąt mil odległości zajęło jej dwie godziny. Wszędzie witała ją pustka. Oglądała rozbite samochody i pozostałości po karambolach. Po drodze musiała zatankować, ale sobie poradziła. Zatrzymała buicka przed wejściem do Charlotte Jane Memorial Park Cemetery. Dotarła do celu podróży. Cmentarz miał ponad sto lat i na nim pochowano dziadków Katie. Zwłoki grzebano płytko na wypadek powodzi. To miejsce spoczynku zmarłych było dosyć dobrze znane i ponoć zainspirowało nawet Michaela Jacksona. Jednak dziewczyna nie przywiozłaby tutaj rdzawych prochów rodziców, gdyby nie to, że zatelefonował do niej jej kuzyn Aaron. Była zdziwiona, że jeszcze żyje. Szybko się umówili i nie wahała się ani chwili. Kuzyn chciał, żeby przyjechała przed południem, bo potem musiał wracać do siebie. Po upojnej nocy Oscar rankiem opuścił dom Katie, więc się z nim już nie zobaczyła, a tylko zostawiła mu kartkę na stole w kuchni.
      Aaron był półkrwi Indianinem. Mieszkał na bagnach, zbratany ze szczepem, celebrującym dawne zwyczaje Majów. Miał czekać na nią na cmentarzu. Jej babcia była i jego babcią. Stał teraz w swoich ulubionych ciuchach przy rodzinnym grobowcu skrytym pod rozłożystym drzewem niczym pod baldachimem. Miał na sobie kraciastą koszulę z cienkiej flaneli, wranglery i pasek z bogato rzeźbioną srebrną klamrą, a do tego stylowe buty. Na jego głowie widniał zniszczony kowbojski kapelusz, spod którego spływały sięgające aż do ramion idealnie proste włosy o barwie onyksu. Jego spojrzenie mówiło, że siła człowieka bierze się z życia w harmonii z naturą. Przyjezdna bardzo przeżyła to spotkanie. Wpadła mu w ramiona i rozszlochała się na dobre. Aaron był twardy, rzadko okazywał uczucia, jednak tym razem objął ją i przytulił. Również w jego oku zakręciła się łza. A poza tym miał jej dużo do powiedzenia.
      Kuzyn pomedytował przy prochach jej rodziców oraz przy szczątkach dziadków, a potem zaprosił ją do Miccosukee Indian Village. Szosa biegła na zachód, a dojazd do wioski zajmował około czterdziestu minut. Pojechała za nim swoim buickiem. Była bardzo głodna, więc zatrzymali się przy napotkanej meksykańskiej restauracji. Musieli sami się obsłużyć. Aaron urzędował w kuchni, kręcąc się przy kuchence mikrofalowej. Przyniósł do stolika to, co znalazł. Katie nie przepadała za meksykańską kuchnią i zapachami jej przypraw, ale nie wypadało jej odmawiać. Jej rodzina była cywilizowana, jednak nie na tyle, by zerwać z tradycją, z którą za pośrednictwem Aarona pozostawała mocno związana. Początkowo śmieszyły ją obrzędy na mokradłach, w królestwie aligatorów, kiedy jednak zobaczyła, do jakich rzeczy jest zdolny czarownik, nabrała do nich szacunku. Chodziło w nich o coś więcej niż tylko o magię. Starzec posiadał dary uzdrawiania, czynienia cudów, lewitacji, bilokacji, oraz inne, z którymi się nie zdradzał, ale przede wszystkim był jasnowidzem. Potrafił dostrzec następstwa nawet bardzo odległych zdarzeń. Na przedramieniu Katie znaczyła się brzydka blizna z wczesnego dzieciństwa. Kiedy czarownik ujął jej rękę i przesunął nad nią starczą dłonią, wypowiadając z zamkniętymi oczyma słowa zaklęcia, blizna znikła.
      Aaron rozstrzygnął, gdzie dokładnie mają mieszkać w West Palm Beach, wybrał dla nich dom, a rodzice czarnulki podporządkowali się mu bez sprzeciwu. Kuzynowi zależało, by ich ukochana córka Katie rosła i wychowywała się blisko tajemniczego wybrańca, który miał zmienić losy świata. Chciał, by na co dzień ocierała się o niego. Jej matce to odpowiadało, bowiem uważała, że życie bez odrobiny mistyki byłoby bezbarwne i nudne. Dziewczyna przeżyła jednak wielki szok, kiedy wreszcie odkryła, o kogo chodzi Aaronowi. Ów wybraniec nosił imię i nazwisko, jak wszyscy cywilizowani ludzie na tym kontynencie, a przedstawiał się jako… Oscar Moore. Spuszczała wzrok, kiedy go mijała na ulicy, udając, że go nie widzi i nie zna. Strzegła tej tajemnicy. Chłopak jeszcze nie wiedział, kim jest z woli nieznanych sił i czego ma dokonać. I póki co tak miało pozostać. Aż do wyznaczonego czasu.
      Czarnulka domyślała się, że w indiańskiej wiosce nie pobędą długo. Służyła głównie przyjeżdżającym tam turystom. Jeśli mieli się zobaczyć z duchowym indiańskim przywódcą, musieli przesiąść się na ślizgacz, przystosowany do pływania po mokradłach. Dziewczyna już w przeszłości korzystała z tego środka transportu. Posługiwano się tam szerokimi płaskodennymi łodziami bez podwodnej śruby, która niszczyłaby bagienną roślinność, ale za to z wielkim śmigłem jako napędem, zamkniętym w drucianej klatce za plecami sternika.


24.07.2015 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Szaman i superwirus


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Dopiero gdy ujrzała stuletniego czarownika, pojęła, że dzieją się rzeczy niepojęte. Otaczany szacunkiem starzec z samozaparciem walczył z niewidocznym gołym okiem superwirusem. Siedział ze skrzyżowanymi nogami przed drewnianym domostwem na palach, za cały strój mając jedynie szeroką przepaskę biodrową i kiwał się, mocując ze złowrogim przeciwnikiem. Zmagał się z obcym zarazkiem, nie chcąc się poddać. Nie zamierzał ustąpić z placu boju i opuścić rąk. Jego ciało schło i rozsypywało się w pył, jak ciała wszystkich, których posępny mikroorganizm wysłał na tamten świat, ale potem cudem powracało do życia. Drobne szczątki podrywały się i wirowały, a Indianin odzyskiwał ludzką postać. Jego wychudłe piersi, naznaczone wystającymi żebrami, zaczynały znowu oddychać. Nadnaturalne zdolności szamana zdawały się nie mieć granic. Wytrwale modlił się do majańskich bogów i dzięki nim się odradzał. Podnosił się z prochu ziemi. Zmartwychwstawał. Potem znowu ulegał, jakby nie miał dość sił, by oprzeć się ponurej mocy. Po każdym niepokojącym odpływie następował jednak budzący nadzieję przypływ.
      Aaron, który przywiózł Katie do pustelni na mokradłach, chciał, by to zobaczyła na własne oczy.
      — Walczy tak już dwa dni — szepnął jej do ucha. — Jeżeli do jutra nie odniesie zwycięstwa, nadejdzie nasz koniec.
      — Wierzysz, że sobie poradzi?
      Skinął głową.
      — Wierzę. Zostań z nim i wspieraj go. Byłaś wystarczająco długo w pobliżu wybrańca, by zyskać coś z jego skrytej władzy i niezmierzonej potęgi. To mu może pomóc.
      Zarumieniła się, gdy to usłyszała i spuściła głowę. Skryła oczy pod furą włosów. Zastanawiała się, czy nie powinna zdradzić Aaronowi, że przespała się z tym niezwykłym chłopakiem i że zdążyła się z nim zaprzyjaźnić. Jednak zdecydowała, że zwierzenia odłoży na później. Były zbyt osobiste, by mogła się nimi z każdym dzielić.

03.08.2015 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Sekrety Oscara i Katie


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      — To była koronkowa robota — ciągnął dalej Jacob. — Siedzieliśmy nad tym kupę lat. Oglądałeś film „Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego? — zapytał i nie czekając na odpowiedź kontynuował. — Kiedy główkowano nad poczęciem wybrańca, też miały miejsce czary-mary. Ale szczegółów nie znam.
      Katie zadrżała po tych słowach. Poczuła, że nagle zrobiło jej się zimno. Odniosła wrażenie, że jest sam na sam z ogromnym aligatorem i że nie ma dokąd uciec.
      — Słyszałem — skwitował Aaron.
      — Ten chłopak jest kimś w rodzaju medium, czy raczej klucza, zdolnego wyzwolić kosmiczną energię z rezerwuaru, ukrytego w tej górze — podsumował. Potem zamilkł. Uznał, że powinien zakończyć tę rozmowę, bo zorientował się, że przestraszył dziewczynę.
      Kiedy pożegnał się i odszedł, bezradna Katie rzekła do Aarona:
      — Jak mam przekonać Oscara? Jeśli mu o tym wszystkim opowiem, puknie się wymownie w czoło i zacznie kalkulować, ile musiałby wypić piw, żeby mi uwierzyć. Uzna, że to wierutne brednie…
      — Nie wpadaj w panikę. Mamy czas, żeby się do tego przygotować.
      Gdy zostawił ją samą, poczęła się zastanawiać, do czego naprawdę mogła być potrzebna Oscarowi. I po co miałaby się z nim wspinać na tę pieprzoną górę. Przypomniała się jej biblijna opowieść o Abrahamie i jego jedynym synu, Izaaku. Od zarania dziejów szczyty górskie były miejscem składania ofiar. I to nierzadko z ludzi. Celowali w nich Aztekowie. Może niczym dawni kapłani Oscar miał jej na tej wyspie w ponurym indiańskim rytuale wydrzeć serce z piersi i jeszcze bijące triumfalnie oddać bogom słońca? „Zostaniesz kobietą bez serca!” — zachichotał w jej głowie złośliwy głosik.
      — Boże, to straszne! — wyszeptała. Nie rozumiała, dlaczego opadły ją ponure myśli.
      Swe serce straciła dla niego bez reszty. Zabujała się w nim, kiedy pojęła, że jest wybrańcem dawnych bogów. Oscar odkrył jej uczucia, gdy przeglądał sztychy stojące przy ścianie w jej sypialni. Która dziewczyna rysowałaby namiętnie siebie i chłopaka we wszystkich możliwych pozycjach Kamasutry, gdyby nic do niego nie czuła?
      Wrócił jej nagle przed oczy oglądany przed kilku laty film „Apocalypto” Mela Gibsona. Była daleka od tego, by wierzyć w pełen okropności obraz Majów, groteskowo przerysowany w tej głośnej produkcji, ale i tak przeszły ją ciarki. Licho nie spało. Może nie powinna była towarzyszyć Oscarowi w wyprawie na Górę Wyzwolenia? Czy musiała się na nią wdrapywać? Czy nie byłoby bezpieczniej pozostać z tyłu?


11.08.2015 :: 16:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


O bogach z kosmosu


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Szukamy obcych między gwiazdami, a nie widzimy śladów, które pozostawili na Ziemi. Najczęściej zamiatamy ten temat pod dywan...

      Myślącym ludziom trudno było odrzucić tezę, że przed wiekami kosmici przybyli na Ziemię, bowiem świadczyły o tym aż nadto pozostawione przez nich ślady. Dowodziła tego ponadprzeciętna wiedza Majów oraz ich biegłość w dziedzinie matematyki i astronomii. Potwierdzała to niespotykana architektura majańskich miast i innych budowli. Unaoczniały to gigantyczne rysunki między dzisiejszymi ośrodkami Nazca i Ica w południowo-zachodniej części Peru. Świadczył o tym niezwykły sarkofag najwybitniejszego władcy Majów, Pakala, odkryty w prekolumbijskim Palenque. Któryż to z pradawnych królów — prócz niego — był przedstawiany za sterami statku kosmicznego? Czy należało szukać czytelniejszych świadectw? Było ich zresztą bez liku. Katie znała te fakty i związane z nimi hipotezy. Erich von Däniken nie ukrywał, że bogowie przybyli na Ziemię. Nawet określił datę ich przylotu. Brakowało mu jednak dowodów na to, że zagadkowi kosmici pozostali dłużej na tej planecie. I że nigdzie stąd nie odlecieli.

19.08.2015 :: 09:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie