EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(14)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(63)
Publikacje(33)
Pory roku(29)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.pdg.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Szczęśliwego Nowego Roku!




01.01.2017 :: 00:00
Link | Komentuj (0) | Pory roku


Powrót Jill?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Przejrzałem wybiórczo materiały stacji telewizyjnych. Od powrotu z orbity Antaresa minął dopiero tydzień i mass media wciąż bębniły o naszym sukcesie. Temat nadal był świeży i nie tracił na aktualności. Eksponowano sylwetki wszystkich członków wyprawy. Twarz pilota Williama Smitha znaczyła się na bilbordach. Przed kamerami pojawiła się nawet urocza Catherine Lemaire, modelka, której plakat cieszył nasze oczy w sterowni na Meduzie. Nasza Jill mówiła jej zsyntetyzowanym głosem, więc odruchowo personifikowaliśmy centralny komputer, nadając mu w wyobraźni kształty tej urzekającej madonny. Pochodząca z Nicei gwiazda była śliczną brunetką i pomyślałem, że chętnie bym z nią pogawędził przy nadarzającej się okazji. Czułbym się przy niej tak, jakbym naprawdę spotkał Jill, tę idealną Jill z naszych szarych komórek, ukrywającą się na co dzień w ścianach stacji, bo przecież złożoną z pozbawionych cech ludzkich elektronicznych podzespołów. Kochaliśmy naszą Jill, choć czasami nas wkurzała, bowiem jako komputer była nie do zastąpienia. Towarzyszyła naszym codziennym zajęciom od rana do wieczora, odpowiadała na pytania i pozostawała zawsze do dyspozycji. Wprawdzie przepadła, kiedy stacja Meduza eksplodowała, ale jej wizualny pierwowzór nadal żył i miał się dobrze.
      Za moimi plecami sporo się wydarzyło, więc wracając z Eufemii na Marsa nie trafiłem w próżnię.


05.01.2017 :: 12:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Wesolutka strona responsywna


Z okładkami moich e-booków jako linkami...
» edward.guziakiewicz.vxm.pl

14.01.2017 :: 12:00
Link | Komentuj (0) | Główna


Główny bohater jako fraszkopisarz


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Oczyma roztrzęsionej wyobraźni ujrzałem wykuty w kamieniu napis „Żył krótko, ale szczęśliwie” i znienacka dopadła mnie myśl, że w ostatnich dniach i godzinach mojego marnego żywota mógłbym pisać fraszki. Były w modzie i pojawiały się na bilbordach, a politycy cytowali je w przemówieniach. Zaraz jednak zrozumiałem, że był to pomysł równie niedorzeczny jak wszystkie inne. Komu miałbym je czytać? Głupiemu kotu, który nie rozumiał ludzkiej mowy? Komputerowi, który miał to w nosie? Dlaczego akurat idiotyczne fraszki? Nie były wysokiego lotu. Brakowało mi poetyckiej wrażliwości i uchodziłem za grafomana. Układałem je, kiedy chodziłem do szkoły, obrabiając tyłki belfrom, których nie lubiłem. Chłopacy reagowali na moje złośliwe rymowanki salwami śmiechu. Dziewczyny — różnie, jedne to bawiło, inne nie. Niektóre krzywiły się, spoglądając z politowaniem na poecinę. Przez całe lata chodził mi po głowie kretyński dwuwiersz:
                        „Jako fraszkopisarz osiągnę wnet szczyty,
                        zaszczuję łajdaków, opluję łachmyty!”
      Puściłem kota, który nie chciał siedzieć mi dłużej na kolanach. Pomyślałem o Jürgenie. Nie miał racji. Nie czułem się niemotą, ciemięgą i matołem. Poderwałem się z miejsca, bo w jednej chwili mnie olśniło. Miałem cierpieć w milczeniu? W samotności łykać gorzkie łzy? Dość litowania się nad sobą! Puściły hamulce i doszły do głosu uśpione instynkty. Zagrały emocje i znienacka ogarnęła mnie euforia. Wspiąłem się na wyżyny absurdu. Byłem Syzyfem, który dopchał swój kamień na sam szczyt. Poczułem się nagle despotycznym władcą, mającym na Meduzie nieograniczoną władzę. W chwilach załamania budziło się we mnie nonsensowne przeświadczenie, że jestem kimś jedynym w swym rodzaju i wyjątkowym, niepospolitym i nieziemskim.

22.01.2017 :: 17:08
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Gdy główny bohater się wkurza...


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Wróciłem myślami do Jacqueline i Daisy. Te odlotowe laski zaczynały deptać mi po odciskach. Zbyt pewnie się tu czuły i dawały mi się we znaki, co nie wróżyło niczego dobrego.
      Pojąłem, że mam ochotę coś zniszczyć, ale nic nie wpadło mi w ręce. Ogarnęła mnie żądza mordu i najchętniej bym je zatłukł.
      — Obrzydliwe tarantule, miarka się przebrała! — zgrzytnąłem wkurzony. — Nie ujdzie wam to na sucho, jeszcze nikt mnie tak nie upokorzył, wredne suki! Odbiło wam, czy co? W dupach wam się poprzewracało! — zrobiłem się czerwony na twarzy i zacisnąłem pięści. — Nie dam się wziąć za mordę, nie wsiądziecie mi na kark, nie ma mowy, zwalniam was! — nienawistnie rzucałem pod ich adresem. — Już po was, żmije! Macie szlaban, zero seksu, rozwodzimy się! — burczałem. — Nie polecicie ze mną na Ziemię, choćbyście błagały mnie na kolanach. Pozbądźcie się złudzeń. Możecie jęczeć i skamłać. Słowem się nie odezwę. Rozstajemy się. Na zawsze!..
      Były to groźby na wyrost, bowiem nie byłbym w stanie uczynić im krzywdy, tym niemniej przyniosły mi ulgę. Musiałem pozbierać się, ochłonąć i uspokoić. Pieniłem się jeszcze przez chwilę, a potem ruszyłem z powrotem.

01.02.2017 :: 09:30
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Promocja tomiku poezji


      Sobota, 4 lutego 2017 r. Jestem na spotkaniu Stowarzyszenia Literackiego „Słowo” w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mielcu. Stefan M. Żarów promuje swój tomik wierszy „Itaka Odyseusza”. Śpiewa Klaudia Litwin.
      Stefan M. Żarów pracuje w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie. Jest wicedyrektorem tej placówki. Jest to już kolejny wydany przez niego tomik poezji. W przygotowaniu ma następne.



04.02.2017 :: 20:30
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


W zbrojowni Daisy


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Wróciliśmy przed obiadem z wyprawy do podnóża gór. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc Daisy pokazała mi swoją zbrojownię. Wbrew temu, czego się spodziewałem, jej zabawki nie wyglądały groźnie. Oglądałem je, jedna po drugiej, a ona objaśniała mi, do czego która służy. Skonstruowano je tak, aby ukryć ich prawdziwe przeznaczenie i posiadaną moc. Nie należało jednak wątpić w ich skuteczność.
      Leżało tu co prawda kilka karabinków różnej wielkości, które podnosiłem, przymierzając się do strzału, jednak przeważały drobniejsze utensylia. Jej arsenał był typowo damski i przypominał witrynę sklepu z galanterią i biżuterią. Brałem do rąk zabójcze bransoletki, broszki, paski, wstążki, niewielkie torebki, rękawiczki i inne czarujące drobiazgi. Starałem się zachować ostrożność, nie chcąc, by mi coś strzeliło w palcach.
      — Zabawne gadżety — mruknąłem, godząc się, że są niebezpieczne.
      — Te śmiercionośne cudeńka odwołują się do konwencjonalnych rozwiązań, znanych również na twoich planetach — rzekła. — Upakowano je jednak wymyślną enbargońską elektroniką. Tym niemniej ciekawsze od nich są środki, wykorzystujące zaawansowaną nanotechnologię. Dalej mam takie cacka — pociągnęła mnie pod przeciwną ścianę. — Chcę ci pokazać inteligentną chmurę — uniosła z dumą złoty wisiorek na łańcuszku. — Uważam ją za przeciekawy wynalazek. Zaraz ci ją wypuszczę.
      Medalion dyndał w jej rękach. Gdy otworzyła sekretnik, wydostała się z niego smuga dymu niczym z cudownej lampy Aladyna. Delikatna mgła nie rozmyła się jednak w powietrzu. Jej mikroskopijne drobiny zamieniły się w drobne pasemka, zbliżyły się do siebie i przeformowały w coś na kształt niegroźnie wyglądającej bańki mydlanej. Nie przypominała dżinna z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Daisy wyciągnęła rękę i unoszący się balonik pociągnął wiernie za jej dłonią. Chwilę się nim bawiła.
      — Do czego to służy?
      — Oglądasz wyrafinowane nanoboty. Można wysłać taką chmurkę, dokąd się chce. Staną się przeźroczyste, będą szpiegować i podsłuchiwać. Są zdolne obezwładnić i zabić. Działają podobnie jak broń, której użyliśmy przeciw tyranozaurom, czyli na zasadzie sprzężenia z mózgiem. Im ich jest więcej, tym trudniejsze zadania są w stanie wykonywać. W dużej ilości mogą stanowić poważne zagrożenie nawet dla całej planety.
      Zaczynałem wreszcie wierzyć, że Daisy jest specem od mokrej roboty. Była twardzielem, posługującym się niezwykłymi środkami rażenia. Posiedziałem chwilę w jej pracowni, a potem udałem się do siebie.


10.02.2017 :: 10:30
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Wieczór autorski Joanny Kłaczyńskiej


      Czwartek, 16 lutego 2017 r. Uczestniczę w wieczorze autorskim Joanny Kłaczyńskiej. Promuje ona swój tomik poezji „Sen ci swój opowiem”. Spotkanie, zorganizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Mielcu i Stowarzyszenie Literackie „Słowo” w Mielcu, odbywa się w Cafe Kredens przy ul. Głowackiego.


16.02.2017 :: 21:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Co z byłą żoną?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Dialogi są zawsze szczególnym wyzwaniem. Tu wymieniają myśli cztery osoby, a przeplatają się w rozmowie dwa różne tematy...

      Owalny stół z błyszczącym blatem otaczały wyściełane krzesła. Moje dziunie nakryły dla pięciu osób. Drugie śniadanie było gotowe. Usiadłem między Agnes Diaz a Jacqueline Bennett. Z tego miejsca miałem widok na cały ogród okolony żywopłotem. Na prawo znaczyła się pływalnia. Enbargonki wyglądały ponętnie. Wbijałem sobie do głowy ich ziemskie nazwiska.
      — Co dziś robimy? Jakie mamy plany? — zagadnąłem, zakładając sobie serwetkę. I nie czekając na odpowiedź, rzuciłem do kuszącej Daisy. — Wyobraź sobie, że moja była żona chce się ze mną spotkać. Co o tym sądzisz?
      — Mam ją sprzątnąć? — zapytała niefrasobliwie.
      Zrobiłem wielkie oczy. Pozostałe madonny z uwagą się jej przyjrzały.
      — No, nie… — zacząłem lękliwie oponować. — Tak od razu? Może najpierw powinienem się dowiedzieć, czego chce.
      — Jeśli się nachalnie wcina, może być kretem — zauważyła agentka.
      — Czyim kretem? — zdziwiłem się. Jako spec od mokrej roboty Daisy miała lekko zwichrowaną osobowość, ale to mi nie przeszkadzało. A nawet mnie podniecało. Tym niemniej swoje chciałem wiedzieć.
      — Tacy jak ty muszą być ostrożni — Jacqueline pospieszyła z wyjaśnieniem, godząc się z jej punktem widzenia. Podała mi amforę z mrożoną herbatą. — Widziałeś już polującego Lotosanina. Nie był jedynym draniem, który tu się kręcił. W Układzie Słonecznym przenikają się z cicha interesy różnych kosmicznych ras, choć ogół nie ma o tym zielonego pojęcia. A ty przecież nie jesteś już zwyczajnym człowiekiem i musisz liczyć się z tym, że różni ciekawscy będą usiłowali cię namierzyć.
      Trudno, żebym nie uznał jej racji i przypomniało mi się, że przestrzegała mnie przed tym już na Eufemii. Doszedłem do wniosku, że odrobina paranoi mi nie zaszkodzi. Reprezentowałem teraz nową odmianę gatunku ludzkiego, stałem się fizycznie doskonalszy i nie powinienem był otwierać szeroko ramion przed każdym, kto się w nie pchał.
      — Inna sprawa, że zyskałeś sławę po powrocie z orbity Antaresa. Wyszedłeś z cienia, znalazłeś się w centrum uwagi, a media o tobie trąbią — wtrąciła się Grace, odciągając moją uwagę od tego, co działo się daleko. — Nic więc dziwnego, że twojej byłej przyszło do głowy, by do ciebie uderzyć. Pewnie chce odświeżyć wspomnienia. — A potem odniosła się do planów na resztę dnia. — Jeśli nie miałbyś nic przeciwko temu, obejrzałybyśmy sobie najpierw twój apartament, a potem pokręciłybyśmy się po śródmieściu. Naturalnie, razem z tobą. Przewertowałam zaproszenia, które nam przysłano. Wieczorem odbędzie się raut u ambasadora Ziemi przy Piątej Alei, uroczyste przyjęcie bez tańców. Zapowiadają, że pojawi się tam około stu osób, sama śmietanka towarzyska. Miałybyśmy wspaniałą okazję, żeby sprawdzić, jak sobie radzimy — zajrzała mi pytająco w oczy. — Co ty na to?
      Obojętnie wzruszyłem ramionami.
      — Spokojnie, ty tu rządzisz! — Wróciłem do nurtującej mnie kwestii, spoglądając na Daisy: — Moja była nazywa się Dorothy Bailey, a mieszka przy Dwudziestej Dziewiątej Alei. Weź ją pod lupę, jeśli możesz!
      — W porządku, dowiem się wszystkiego — obiecała.


04.03.2017 :: 10:04
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Mieleckie Towarzystwo Literackie


      Sobota, 11 marca 2017 r. Jestem w Domu Kultury SCK w Mielcu na spotkaniu założycielskim Mieleckiego Towarzystwa Literackiego. Odbywają się głosowania nad statutem, składem zarządu i komisji rewizyjnej. Konstytuuje się czteroosobowy zarząd. Prezesem zostaje Zbigniew Michalski, wiceprezesem — Stefan M. Żarów, sekretarzem — Barbara Augustyn, a skarbnikiem — Andrzej Talarek.
      Jak należy się spodziewać Mieleckie Towarzystwo Literackie będzie drugą platformą, skupiającą lokalnych poetów i prozaików, obok wcześniej istniejącej Mieleckiej Grupy Literackiej „Słowo”, która pozostała w strukturach Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej.
      Mieleckie Towarzystwo Literackie ma stanowić niezależną od TMZM formację, działającą w oparciu o prawo o stowarzyszeniach.


11.03.2017 :: 18:13
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Wiosna


     I mamy wiosnę. Astronomiczna zawita do nas 20 marca o godz. 11:29, zatem już za kilkanaście minut, a kalendarzowa — dzień później. W szkołach uczniowie będą obchodzić Dzień Wagarowicza.
     W trendach tegorocznej mody wiosennej i na lato — jak czytam na stronie elle.pl — ma się nawiązywać do lat osiemdziesiątych. I kolory! Kwaśna cytryna, zmysłowa fuksja, ostra zieleń. Intensywne odcienie oranżu.
     Krótko mówiąc, zrobi się ciepło, będzie barwnie i szałowo!


20.03.2017 :: 11:11
Link | Komentuj (0) | Pory roku


Klawesyn — inauguracja


      Piątek, 31 marca 2017 r., godz. 18:00. W sali królewskiej Państwowej Szkoły Muzycznej w Mielcu odbywa się poniekąd historyczny koncert, o którym warto pamiętać. Po raz pierwszy zostaje zaprezentowany publiczności świecący nowością klawesyn, kosztowny instrument, nie tak dawno nabyty przez szkołę. Nawiązujący do czasów baroku godzinny występ odsłania jego ogromne możliwości: są wykonywane utwory na klawesyn solo, klawesyn na cztery ręce, klawesyn i viola da gamba, klawesyn i mezzosopran, wreszcie w finale: klawesyn na cztery ręce + viola da gamba + mezzosopran.
      Przed publicznością występują: Ewa Rzetecka-Niewiadomska i Justyna Jamróz — klawesyn, Ewa Witczak — viola da gamba oraz Anna Werecka-Gryć — mezzosopran.
      Justyna Jamróz jest w tym gronie jedyną mielczanką, ukończyła PSM I i II st. w Mielcu, a następnie Akademię Muzyczną w Łodzi (organy, klawesyn i muzyka dawna).


31.03.2017 :: 20:29
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Na widoku


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Posiedzieliśmy w ogromnym apartamencie z godzinę, aktywizując urządzenia kuchenne i generatory, a potem wybraliśmy się do restauracji na szczycie wysokościowca, korzystając z przejścia do centralnej części budynku. Byłem ciekawy, jak Enbargonki będą sobie radzić w publicznych miejscach. Miały wreszcie okazję, by trafić między ludzi.
      Obyło się bez zastrzeżeń z mojej strony. Zachowywały się naturalnie i bezpretensjonalnie, pod każdym względem nienaganne. I przyciągały wzrok. Ich uroda i elegancja robiły wrażenie. Zauważyłem to już ogromnym holu przed wejściem do wind. Cholera! Musiały być naprawdę ekstra, skoro plączący się tu interesanci i goście hotelowi zatrzymywali się i na nie gapili, zapominając, że obcesowe zachowanie nie jest w dobrym tonie. Sam zdążyłem się do ich urody już przyzwyczaić, więc mnie nie oślepiała. Nie inaczej było w restauracji. Luksusowa Złota orchidea składała się z kilku sal urządzonych w różnych stylach i kawiarenki na wolnym powietrzu. Wszystkie miały atrakcyjny wystrój. O prestiżu tego lokalu decydowała nie tylko jakość potraw, była tu autentyczna kuchnia z kucharzami z prawdziwego zdarzenia, mistrzami w swoim fachu, ale i cieszące oczy wyposażenie. Wybraliśmy barokową salę francuską. Łapiąc pełne podziwu spojrzenia goszczącej tu klienteli, pojąłem, że należymy do wyższej sfery. Przybyliśmy iście z Parnasu.
      — Powinnyście się ubierać mniej wyzywająco — ostrożnie zauważyłem, gdy usiedliśmy przy stoliku, zajmując się kartą dań. Przy potrawach i napojach widniały oszałamiające ceny, jednak nas one nie odstraszały.
      — Rozchmurz się. To tylko test przed rautem u ambasadora — uspokoiła mnie Grace. — Od jutra będziemy przypominać szare myszki. Wtopimy się w tłum.
      — Już to widzę — niedowierzająco prychnęła Daisy.


03.04.2017 :: 18:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Zapraszam do księgarni internetowych!





08.04.2017 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Publikacje


La pazza gioia


      W mieleckim kinie Galaktyka — w ramach wtorku z dobrym kinem — oglądam film „Zwariować ze szczęścia”. Reżyser Paolo Virzì. Przez dwie godziny słucham płynącego z ekranu języka włoskiego. Beatrice (Valeria Bruni Tedeschi), gadatliwa mitomanka i manipulantka, kreująca się na milionerkę obracającą się w wyższych sferach, i Donatella (Micaela Ramazzotti), wrażliwa introwertyczka o do przesady wytatuowanym i wychudzonym ciele, przebywają w ośrodku psychiatrycznym w Toskanii. Korzystając z okazji uciekają stamtąd, próbując na wolności uporządkować swe sprawy. Czynią to w sposób zabawny i dalece odbiegający od przyjętych norm, przeżywając w efekcie rozmaite przygody. Film pokazuje dramat kobiet, które źle ulokowały swe uczucia, zostały odrzucone przez mężczyzn i w efekcie znalazły się na życiowej równi pochyłej. Wzruszająca jest miłość Donatelli do syna, którego jej odebrano po nieudanej próbie samobójczej. Film szalony, świetnie zagrany, odsłaniający złożoną psychikę kobiety.



11.04.2017 :: 23:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Śmierdzisz zgnilizną, szczurze!


      Przeglądam „Hurysy z katalogu”, dokonując drobnych uzupełnień i przygotowując utwór do wydania w formie e-booka.
      Powieść dzieli się na dość wyraźne cztery części. Dwie pierwsze są poświęcone Afrodycie i Irydzie, trzecia obejmuje lot statkiem pasażerskim na Ganimedesa. Tu mają miejsce romans z Beatrycze i starcia z porywaczami. Czwarta część toczy się w Układzie Jowisza. Składają się na nią zmagania z Groomem, natknięcie się na składujący retelit statek kosmiczny obcych, wreszcie fajerwerki: zniszczenie bazy Grooma. To w największym skrócie. Obok trójki głównych bohaterów w powieści pojawia się kilkadziesiąt innych postaci.
      Afrodyta i Iryda są nie tylko klonami do uciech, ale i wojowniczkami. Zabijają bez mrugnięcia okiem. A oto jedna ze scen:

      — Masz rację. Musimy zakończyć ten żałosny spektakl — orzekła Iryda.
      Afrodyta jej przytaknęła.
      — To co? Zabalujemy? Pędzimy na górę?
      Wtargnęły równocześnie na zajmowany przez terrorystów poziom. Znakomicie się spisywały, tak w pojedynkę jak w tandemie. Iryda oddała trzy szybkie strzały do typów sterczących przy drzwiach do pomieszczenia rekreacyjnego. Byli zajęci zakładaniem prymitywnego ładunku wybuchowego, więc nie zwracali uwagi na to, co dzieje się za ich plecami. Potem pobiegła w stronę sterowni, dokąd przeniósł się Cyrus ze swoją asystą. Afrodyta zdążyła już tam wrzucić granat zaczepny. Nie był zabójczy i niczego nie niszczył. Eksplodował, paraliżując wzrok i słuch. Piątka porywaczy stała się więc łatwym łupem. Wpadły do środka, bez litości kosząc wszystkich po kolei.
      Ostatni był Cyrus. Jeszcze żył po oddanym strzale. Osunął się na kolana, łapiąc Irydę za nogi. Ścisnął ją z taką siłą, że wydawało się, iż połamie jej kości.
      Przyłożyła mu broń między oczy.
      — Śmierdzisz zgnilizną, szczurze! — syknęła z pogardą, pociągając znowu za spust i wysyłając go do wszystkich diabłów.
      Koniec wieńczył dzieło. Jego mózg eksplodował, rozbryzgując się po ścianie i posadzce.

      Całość ma 280 ss znorm mpsu.


19.04.2017 :: 13:13
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Koronkowa robota


      Za poczynaniami Raoula Duponta w „Hurysach z katalogu” kryją się solarne służby specjalne, które nim skrycie manipulują. Podkreśliłem ten wątek w piątym rozdziale, dorzucając kilka zdań. To te wytłuszczone.

      Prezes oniemiał. A potem wpadł w niebywałe uniesienie. Porwał Konstancję i wycałował ją w oba policzki. Omal nie odtańczył z nią triumfalnego tańca po jasnym gabinecie, z którego ogromnych okien było widać strzelający w górę na kilkadziesiąt pięter pomnik Słońca. Później jednak oklapł i ciężko opadł na swój fotel.
      — A więc zwycięstwo, wielkie zwycięstwo, choć — bądźmy szczerzy — nieco pyrrusowe — podsumował, zdyszany. Oczy jednak nadal radośnie mu się świeciły. — Udało nam się wreszcie bezkolizyjnie połączyć słodką dziewczynę do uciech cielesnych z bezpardonową i bezwzględną wojowniczką. Boże, ileż kosztowało naszą firmę naprawianie szkód, wywołanych przez wcześniejsze nieudane modele. Te długotrwałe procesy sądowe, te ugody i te krociowe odszkodowania. Na szczęście, ten okres mamy już za sobą! — użalał się do współpracowniczki.
      — Niech pan będzie szczery, panie prezesie. Czy powiodłoby się nam, gdybyśmy się nie odwołali do reguł paradoksu Rogersona? Gdyby nie ta udana teoria matematyczna, dalej dreptalibyśmy w miejscu. Poza tym wiele zawdzięczamy naszym przyjaciołom z wiadomej instytucji. Bez finansowania z ich strony nie posunęłyby się naprzód prace nad nowym modelem. O pewnych rzeczach mieliśmy nie rozmawiać nawet między sobą. Nadal powinniśmy się tego trzymać…
      — Masz rację, kochana Konstancjo. Napijesz się czegoś? — skwapliwie zapytał, widząc wchodzącą sekretarkę. Potem dodał: — A co z tym Raoulem Dupontem? Czy nie należy mu...
      — Och, nie! — pewna swych racji przerwała szefowi. — Skoro jest zadowolony z dziewczyny, nie widzę powodu, byśmy się z nim spotykali i dzielili najtajniejszymi sekretami firmy. — Wzgardliwie wzruszyła ramionami. — Po cóż miałby wiedzieć, że stał się królikiem doświadczalnym — dorzuciła. — I że został wytypowany do ukrytego eksperymentu? Zresztą w jedenastym punkcie zestawu umiejętności klona mieści się sztuka samoobrony. Sądzę, że to powinno rozwiać jego wątpliwości, o ile jakieś mu się nasuną — chłodno postawiła na swoim.
      Zgodził się bez oporów. Z zadowoleniem zatarł ręce.
      — My zaś będziemy mogli rzucić na rynek nowy i absolutnie rewelacyjny produkt. Nareszcie poprawią się obroty spółki!..
      Wrócił myślami do solarnych służb specjalnych i ich planu przywrócenia porządku na obrzeżach Układu Słonecznego przy pomocy androidów. Żeby ten supertajny plan się powiódł, Raoul Dupont powinien był połakomić się na kolejnego zmodyfikowanego klona. „Tylko jak to zrobić?” — szepnął do siebie w zadumie. Niektórzy klienci firmy Body Perfect decydowali się na kupno drugiego androida. O ile posiadali na to środki. Kogo bowiem nie nęcił trójkącik miłosny? Nie wykluczone, że wystarczyło tylko poczekać.
      Usłużna sekretarka wniosła na tacy porcelanowy dzbanek ze świeżo zaparzoną kawą. Prezes był wielbicielem tego czarnego trunku. Gustował w kilku gatunkach, które kazał sprowadzać z Ziemi. Sprzedawane na specjalnych aukcjach, pochodziły z najlepszych plantacji w Brazylii. Postawiła filiżanki przed siedzącymi przy okrągłym stole.
      — Jak by na to nie spojrzeć, mamy do czynienia z koronkową robotą — natchnięty szef szepnął z namysłem do Konstancji. — Wprost nie chce się wierzyć!..


20.04.2017 :: 12:16
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu


Utalentowana licealistka


      Sobota, 22 kwietnia. Jestem na spotkaniu z Anitą Róg, licealistką, promującą drugi tomik wierszy, zatytułowany „Twarzą wiatru”. Spotkanie, zorganizowane przez Mieleckie Towarzystwo Literackie, odbywa się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mielcu. Pierwszy tomik „Goniąc marzenia” wydała jeszcze jako gimnazjalistka.
      Pochodząca z Poręb Dymarskich autorka, jak pisze Ryszard Mścisz na stronie ZLP Rzeszów, „ukończyła gimnazjum ze średnią 5,5 i wynikiem 100% z egzaminu gimnazjalnego z języka polskiego. Pięknie maluje, gra na gitarze i pianinie, śpiewa, tańczy, recytuje i... świetnie radzi sobie z przedmiotami ścisłymi. Zamierza kiedyś podjąć studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i zostać kardiochirurgiem. (…) Anita Róg ma na koncie wiele konkursowych sukcesów: historycznych, literackich, recytatorskich, ortograficznych, muzycznych (wokalnych), fotograficznych, zdobywała laury za osiągnięcia w nauce i sporcie. W grudniu 2015 r. została stypendystką Funduszu Pomocy Młodym Talentom Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Niedawno przypadł jej podwójny laur V Podkarpackiego Konkursu Twórczości Literackiej „Gdy słowa dojrzewają” w Jeżowem. Zdobyła II nagrodę w kategorii poezji i wyróżnienie w kategorii prozy.”

22.04.2017 :: 20:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Najpierw był komiks


      Piątek, 28 kwietnia, jestem w kinie Galaktyka na filmie „Ghost in the Shell”. Film ma już swoją historię. Najpierw był japoński komiks (manga z gatunku science fiction), wydawany w latach 1991-2003, potem przyszły filmy i seriale anime, wreszcie film aktorski. Premiera amerykańskiego filmu ze Scarlett Johansson w roli głównej miała miejsce 18 marca 2017 r., zabawne, bo w moje imieniny.
      Świat przyszłości został ukazany z dużym rozmachem i z dużym smakiem. Bohaterem jest Motoko Kusanagi, kobieta cyborg, mająca mózg ludzki, a całą resztę sztuczną. Walczy z cyberprzestępcą, Władcą Marionetek, który okazuje się tworem z tej samej stajni, co ona. Tematem jest stosowanie ghost hackingu na skalę operacji wojskowych. Krótko mówiąc, tak jak można zhakować komputer w dzisiejszych czasach, tak też będzie można w dalekiej przyszłości zhakować mózg ludzki, zniszczyć wspomnienia, czy zafałszować odbierane bodźce.
      Produkcja należy do znaczących w gatunku science fiction. Bracia Wachowski przyznali się ponoć, że czerpali inspiracje z „Ghost in the Shell” przy kręceniu trylogii „Matrix”. W czasie oglądania filmu mimowolnie nasuwają mi się porównania do „Hurys z katalogu” i „Enbargonek”, czyli ślicznotek z Galaktyki Andromedy. Wcześniej nie miewałem w kinie tego typu skojarzeń. Świat moich bohaterek jest jednak inny niż w tej produkcji, dużo delikatniejszy i bardziej optymistyczny. Odnoszę wrażenie, że z tymi książkami wchodzę tam, gdzie „Ghost in the Shell” nie sięga. Eksponując żywe wątki obyczajowe, uwalniam się od mroków tradycyjnej fantastyki i jej komiksowych uproszczeń.


29.04.2017 :: 10:06
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Sekrety ciała i duszy


      Ciało, ta łebska „rzecz”, w którą jest wyposażony człowiek, budziło zawsze zainteresowanie autorów fantastyki. Podobnie dusza. Sam od tego trendu nie odstawałem. W mojej „Windzie czasu” skromniutka agentka Edyta kupuje sobie nowe rewelacyjne ciało w supermarkecie na Marsie. W centrum medycznym przenoszą jej świadomość i pamięć do mózgu nabytego klona, w efekcie czego staje się seksbombą, zwalającą z nóg faceta, w którym jest zakochana. Ten facet — notabene — wcale nie jest człowiekiem. Jest neogeneraninem, obcym z centrum Galaktyki, tym niemniej bezbłędnie uczłowieczonym. Cieszy się wykreowanym przez siebie ciałem ludzkim, niestety, sztucznym, jednakowoż bardzo udanym.
      W „Buncie androidów” tajni agenci otrzymują nowe ciała przed każdą misją w kosmosie. Niszczy się ich doczesne powłoki po udanej akcji. To starannie zaplanowane reinkarnacje. Kiedy śpią i nie działają, ich świadomości i pamięci są przechowywane w specjalnych generatorach. W „Hurysach z katalogu” sklonowane androidy klasy zerowej, służące do uciech cielesnych, cieszą się posiadaniem seksownych ciał, aczkolwiek nafaszerowanych implantami. Ich świadomości są elektronicznie kontrolowane. W „Enbagonkach” główny bohater odkrywa, że obcy, tytułowi kosmici, są w stanie dokonać daleko posuniętej modyfikacji ciała ludzkiego. Wizualnie nie różni się ono od pierwotnego, tym niemniej zadziwia swą doskonałością i wpisanymi weń umiejętnościami. Innymi słowy, obcy wyczarowują ewolucyjnie doskonalszą wersję rasy Homo sapiens. Zdolni do metamorfoz są Urhici, bohaterowie powieści „Zdrada strażnika planety”. Mogą się przekształcać i upodabniać do dowolnych gatunków w przyrodzie.
      Pomysły autorów fantastyki to często nic nowego. Już starożytni filozofowie dumali nad sekretami ludzkiej natury. Szczególnie interesujące są poglądy pitagorejsko-platońskie. U Platona w „Fajdrosie” dusza ludzka jest nieśmiertelna, nie ma początku ani końca, bowiem sama dla siebie jest źródłem ruchu. Tę koncepcję twórca Akademii modyfikuje w „Timajosie”. Tu dusza ludzka ma początek, bowiem stwarza ją Demiurg. Jest ona ponadto poddana prawu metempsychozy i podlega kolejnym wcieleniom, mogąc ożywiać ciała nie tylko ludzkie, ale i zwierzęce, a nawet rośliny.

01.05.2017 :: 13:05
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Proza na tapecie


      Ukazała się drukiem publikacja książkowa „Deskrypcje. Almanach prozy autorów zrzeszonych w Oddziale ZLP w Rzeszowie”, wydana z okazji jubileuszu 50-lecia Oddziału i zawierająca utwory dwudziestu prozaików. Wcześniej zaprezentowano również almanach poezji. Jak pisze Anna Niewolak w słowie wstępnym „w tomie znajdujemy różne odmiany gatunkowe epiki: od fragmentów powieści, poprzez opowiadania, miniatury literackie, prozę wspomnieniową i reportaże, eseje — aż po gawędę literacką”.
      Trafił do tej jubileuszowej publikacji fragment mojej najnowszej powieści sf „Enbargonki”. Nadałem mu tytuł „Madison”. Wzmiankowana Madison jest kosztowną kurtyzaną, klonem do uciech cielesnych. Jednak nie ona jest w tym urywku najważniejsza. Główny bohater ze zgrozą odkrywa, że został przez Enbargonów zmodyfikowany genetycznie.

» Edward Guziakiewicz, Madison (Fragment powieści sf „Enbargonki”), W: Deskrypcje. Almanach prozy autorów zrzeszonych w Oddziale ZLP w Rzeszowie, Rzeszów 2017, s. 52-57.

12.05.2017 :: 09:30
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Spotkanie w cukierni


      Sobota, 3 czerwca 2017 r., jestem na spotkaniu promującym prozę uczennicy Gimnazjum nr 1 w Mielcu, Kamili Białek. Spotkanie w Cukierni u Borowskiej przy Al. Niepodległości zostało zorganizowane przez Mielecką Grupę Niezrzeszonych Prozaików, kierowaną przez Halinę Liberadzką-Kozak. Jest to już trzecie spotkanie tej nowo powstałej grupy. Na czwartym, dnia 1 lipca 2017 r., ma być prezentowana moja proza.
      Nastolatki zazwyczaj mierzą się z poezją, proza jest dużo trudniejszym wyzwaniem, więc jestem niezmiernie ciekawy, jak szesnastoletnia Kamila Białek, wspierana przez nauczycielkę języka polskiego, Annę Ungehauer, radzi sobie z wymaganiami warsztatu i doborem tematów. Jej spory utwór, raczej nowelę niż opowiadanie, zatytułowany „Opowiem ci historie…”, czytają lektorki, Maryla Karaś, Cecylia Lipa, Barbara Wiącek i Maria Sowińska. Z odrobiną melancholii wracam myślami do początków mojej drogi twórczej. Sam zacząłem pisać opowiadania dopiero po trzydziestce.
      Na skrzypcach grał Michał Tulik, uczeń PSM II st. w Mielcu.

      A oto relacja filmowa z tego spotkania na Youtube: »»»

04.06.2017 :: 12:36
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


JUSTYNA ŻELAZO

Po wielkim wstrząsie...
czyli gwarantuję, że żaden facet nie będzie się nudził


O powieści Edwarda Guziakiewicza „A jeśli jutra nie będzie”

      Do czytania książek z gatunku science fiction nikt nie musi mnie namawiać. Dlaczego? To oczywiste, że odrywają od rzeczywistości, kreują nowe światy, wpadają na niezwykłe międzygwiezdne tory, po których autorzy toczą życie swoich niecodziennych bohaterów. Jest jednak jeszcze coś. Coś co decyduje o tym, że każdego roku w moje ręce wpada kilka pozycji z tego gatunku. Lubię dowiadywać się, jaka będzie przyszłość.
      Zwariowałam? Być może. Wystarczy jednak przeczytać kilka starszych książek z fantastyki naukowej i obejrzeć choćby „Powrót do przyszłości” Roberta Zemeckisa, by zobaczyć jak wielką moc ma ludzka wyobraźnia. Wystarczył sugestywny obraz latającej deskorolki, by tysiące ludzi na całym świecie zarażonych tym pomysłem przez lata dążyło do tego, żeby ją stworzyć. Nieważne z jakim skutkiem! Jestem pewna, że płaskie, dotykowe ekrany naszych komputerów, otwierane samoczynnie drzwi, okulary VR, samobieżne samochody od Google czy inne użyteczne cudeńka powstały najpierw w głowach pisarzy science fiction.
      Po powieść Edwarda Guziakiewicza „A jeśli jutra nie będzie” sięgnęłam właśnie w poszukiwaniu przyszłości. Ku mojemu zaskoczeniu powitał mnie rok 2014, który jako jedyny w historii zdarzył się... dwa razy. Nikt już nie pamięta tego pierwszego, bowiem żyjemy w rzeczywistości powstałej po kosmicznej korekcie czasu.
      Wypadki roku 2014 rozpoczynają się od zdarzenia z pozoru błahego. Ot, zachwycony bogactwem flory i fauny przybysz z kosmosu odkrywa na Ziemi jeszcze jeden nieszczęsny gatunek — ludzi. Zdegustowany ich sposobem życia postanawia unicestwić ludzkość, pozostawiając tylko garstkę starannie wyselekcjonowanych okazów. Armagedon przebiega cicho i skutecznie, zamieniając ciała nieszczęśników w kupki czerwonawego prochu.
      Jednym z ocalałych na Florydzie jest Oscar Moore — trochę niepewny siebie dziewiętnastolatek. Ocalała też grupka jego znajomych z kółka ekologicznego. Jesteśmy świadkami pierwszego tygodnia po tzw. wielkim wstrząsie, kiedy przyzwyczajeni do lekkiego stylu życia nastolatkowie próbują po omacku zaadoptować się do nowych, całkiem zresztą niezgorszych warunków, żerując na resztkach wybujałej niegdyś cywilizacji. Na pierwszy plan wysuwa się nowa „rodzina” Oscara, założona na niecodziennych, poligamicznych podstawach. Zostajemy też wtajemniczeni w plan ratowania naszej cywilizacji, znany tylko pewnemu niezwykłemu szamanowi i jego majańskim bogom. Dowiadujemy się też, co takiego skrywa sypialnia pięknej Rity Bennett.
      „Trzeba to przeżyć, jakby jutra miało nie być!” — deklarował niegdyś w swojej piosence popularny raper Tede. I właśnie taka jest powieść „A jeśli jutra nie będzie”. Bohaterowie biorą z życia pełnymi garściami, poruszając się w świecie, w którym najdroższe samochody stoją bezpańskie na ulicy, a ciuchy znanych marek wystarczy wziąć z wieszaka w opuszczonym sklepie.
      W trakcie czytania przychodziły mi do głowy luźne skojarzenia z częstym wątkiem występującym w japońskich komiksach dla nastolatków — mangach z gatunku harem, które cieszą się niesłabnącą popularnością na całym świecie. Ich fabuła opiera się na relacjach jednej postaci męskiej i kilku kobiet lub odwrotnie. Mimo, że w powieści Guziakiewicza głównym bohaterem jest Oscar, to jego postać jest tylko tłem dla naszkicowania wyraźnych i pełnych życia charakterów dziewczyn, z których każda ma inny temperament i sposób patrzenia na relację z mężem.
      Osobną kwestią pozostają intrygujące nawiązania powieści do teorii tzw. „Nowego Porządku Świata”. Jeszcze do niedawna pojęciem tym określany był porządek międzynarodowy powstały po zimnej wojnie. Dziś NPŚ odnosi się do prób utworzenia nowego ładu społecznego, który miałby być zaprowadzony przez eksterminację przeważającej części społeczeństwa. W wirtualnej rzeczywistości krąży wiele pogłosek, jakoby na lotnisku w Denver umieszczone były malowidła przedstawiające planowany Armagedon i następujący po nim nowy wspaniały świat. Nowy Eden. Właśnie taki, w którym znaleźli się bohaterowie „A jeśli jutra nie będzie”. Pikanterii może dodać fakt, że autorem malowideł jest Leo Tanguma — artysta z plemienia Majów, a na jednym z nich mała dziewczynka trzyma tabliczkę z majańskim kalendarzem, do którego nawiązania można odnaleźć także w książce! Czytelnikowi pozostawiam odpowiedź na pytanie czy wszystkie te niezwykłe powiązania są dziełem przypadku, czy powstały wskutek kosmicznej korekty czasu...
      Książkę polecam wyłącznie młodym szukającym wrażeń mężczyznom. Jest napisana dla tej starszej części nastolatków, a przeważająca jej część obejmuje relacje w barwnym haremie, złożonym z szukających pocieszenia ślicznotek. Gwarantuję, że żaden facet nie będzie się tu nudził!

Justyna ŻELAZO



11.06.2017 :: 19:28
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Pierwszy dzień lata


Lato, lato wszędzie
Zwariowało, oszalało moje serce
Lato, lato wszędzie
A ty dziewczę zaraz wpadniesz w moje ręce

Formacja Nieżywych Schabuff (1995)

21.06.2017 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Pory roku


Moja fantastyka w Cukierni u Borowskiej


      Sobota, 1 lipca 2017 r., odbywa się przy słodyczach 4 spotkanie literackie w Cukierni u Borowskiej przy Al. Niepodległości 5 w Mielcu, zorganizowane przez Mielecką Grupę Niezrzeszonych Prozaików. Jest prezentowana moja proza. Prowadząca grupę Halina Liberadzka-Kozak wybrała do prezentacji moją powieść SF „Zdrada strażnika planety”, a jej fragmenty odczytywały lektorki: Cecylia Lipa, Maria Sowińska, Halina Żala i Elżbieta Plata.
      Ze względu na niewielką liczbę obecnych, zainteresowanych prozą, spotkanie miało charakter mało oficjalny, ale za to bardzo miły, nieomal towarzyski.
      Kolejna prezentacja mojej twórczości, tym razem utworów dla dzieci, będzie miała miejsce w Cukierni u Borowskiej dnia 7 października 2017 r.


01.07.2017 :: 21:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Wypad na rybkę


      Sobota, 8 lipca 2017 r., goszczę z innymi w Gospodarstwie Rybackim Henryka Dziuby w Zawidzy w gminie Łoniów. Odbywa się tu spotkanie integracyjne zorganizowane przez Joannę i Włodzimierza Kłaczyńskich. Dojazd z Mielca przez Połaniec: 42 km.
      To miejsce jest rajem zarówno dla wędkarzy, jak i dla smakoszy ryb. W łowiskach znajduje się kilkanaście gatunków ryb, m.in. sum, jesiotr, pstrąg, karp, amur, lin, szczupak, karaś. Delektujemy się panierowanymi rybami z grilla.

09.07.2017 :: 08:57
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Publikacje


      Na łamach wydawanego się w Kijowie kwartalnika „Krynica” — w podwójnym numerze 95-96 z 2017 r. — ukazały się dwa moje opowiadania: „Cud przemiany” i „W górach”, pochodzące z tomiku „Randka i inne opowiadania”.
      Archiwum kwartalnika „Krynica” można znaleźć na stronie Kresy24.pl.

      Ukazała się ponadto drukiem w lipcu w niewielkim nakładzie moja mikropowieść „Syreny z Cat Island”. Jej akcja toczy się współcześnie na Bahamach, a następnie w Miami na Florydzie.

      A oto jej fragment:

      Ponton spisywał się na medal. Nikt tu w pobliżu nie polował na marliny, jak w znanym opowiadaniu Ernesta Hemingwaya o starym rybaku. Zresztą po żaglice i marliny wypływało się nie tu, ale na zimne i głębokie wody po drugiej stronie wyspy. Było pusto. Po jego prawej ręce na chwilę się zakłębiło. Ptaszory rozpaczliwie wyrywały się z toni i szybowały nad powierzchnią, zdradzając obecność prującego niżej myśliwego, pewnie średniej wielkości delfina. W oddali majaczył statek spacerowy, z którego pokładu turyści oglądali kolejne wyspy archipelagu. Posługując się wiosłem, wpłynął w obręb niby-atolu, powoli docierając do nieodległego punktu zero. Biegnąca prawie prosto podwodna aleja kończyła się zagłębieniem, którego ścianę wieńczył spadzisty koralowiec, zamykający dalszą drogę.

» Cud przemiany (Opowiadanie z tomiku „Randka i inne opowiadania”), Krynica. Pismo mniejszości polskiej na Ukrainie, nr 95-96 (2017), s. 140-142.
» W górach (Opowiadanie z tomiku „Randka i inne opowiadania”), Krynica. Pismo mniejszości polskiej na Ukrainie, nr 95-96 (2017), s. 142-144.
» Syreny z Cat Island, Kraków 2017, ss. 58, ISBN 978-83-64865-58-9.

30.07.2017 :: 16:26
Link | Komentuj (0) | Publikacje


W Mieleckiej Grupie Niezrzeszonych Prozaików


      Sobota, 5 sierpnia 2017 r. Uczestniczę w spotkaniu w Cukierni u Borowskiej. Odbywa się promocja powieści Joanny Duszkiewicz „Paryż w piątek 13-go” (Wydawnictwo Białe Pióro). Jest to literacki debiut tej autorki. Akcja toczy się w Paryżu. Powieść ukazuje losy wymyślonej przez autorkę francuskiej rodziny Laboux, wpisane w wydarzenia, które miały miejsce w stolicy Francji 13 listopada 2015 r.


06.08.2017 :: 07:58
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Książeczka dla dzieci


      Obok „Syren z katalogu” wydałem ostatnio drukiem w niewielkim nakładzie „Fruwające zwierciadło”. Na tę publikację składają się trzy opowiadania, których bohaterami są dzieci. Teksty te znalazły się przed laty na łamach miesięczników katolickich: „Małego Gościa Niedzielnego”, „Małego Apostoła” i „Posłańca Serca Jezusowego”. Noszą tytuły: „Fruwające zwierciadło”, „Zaczarowana laseczka” i „Tajemniczy pędzel”. Książeczka jest adresowana do czytelników ze szkoły podstawowej i starszych. To jej drugie wydanie. Pierwsze wspominam z łezką w oku, były to bowiem lata dziewięćdziesiąte, w których przymierzałem się dopiero do działalności wydawniczej.


» Edward Guziakiewicz, Fruwające zwierciadło, Kraków 2017, ss. 32, ISBN 978-83-64865-61-9.

23.08.2017 :: 19:20
Link | Komentuj (0) | Publikacje


Promocja tomiku poezji Anity Róg „Pisane ciszą”


      Sobota, 2 września 2017 r. Czytelnia MBP w Mielcu. Uczestniczę w spotkaniu autorskim licealistki, Anity Róg, która prezentuje swój trzeci tomik poezji. W spotkaniu bierze udział Ryszard Mścisz z ZLP wraz z delegacją ze Stowarzyszenia Literackiego „Witryna” ze Stalowej Woli. Jest kolorowo, bowiem dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej, Jolanta Strycharz i instruktorka, Marta Nowakowska występują w strojach ludowych, których jeszcze nie zdjęły z siebie po Narodowym Czytaniu „Wesela”. Anita Róg gra na keyboardzie i śpiewa (m.in. „Hallelujah” Leonarda Cohena). Jej szkolni przyjaciele recytują i interpretują wybrane wiersze.
      Tomik „Pisane ciszą” jest pierwszą pozycją z nowej serii wydawniczej „Biblioteczka Mieleckiego Towarzystwa Literackiego”. Oby ta seria była jak najdłuższa…

03.09.2017 :: 14:09
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne