Przerwany lot
Ukończyłem nowelę "Przerwany lot". Ma ok. 50 ss znorm mpsu. A oto jej niewielki fragment:
Miała jednak koleżankę. Ciągnęły za nim w bezpiecznej odległości, gdy wracał z pasażu handlowego. Dopadła go ochota, by robić zapiski starym zwyczajem i kupił sobie zeszyt w kratkę oraz kilka grafitowych ołówków. Z tymi skarbami wracał do apartamentu, a chcąc zmniejszyć dzielący ich dystans niby to przypadkiem zajrzał po drodze do jednej z kafejek. Zaraz się cofnął z odrazą, bo w stylizowanej na stajnię kiepsko oświetlonej karczmie przesiadywali sami Wenusjanie. Dalej była ta francuska, którą odkrył poprzedniego dnia — z wirtualnymi oknami na Lasek Boloński. Miała piękny wystrój z faux-marbre, wypolerowanego mosiądzu i koronkowych zasłon.
Dogoniły go wreszcie i z chichotem wyprzedziły. Potem Jennifer zostawiła na chwilę swoją znajomą i zawróciła. Tamta laska z warkoczykami nie szokowała urodą, choć też nie brakowało jej seksapilu, i wyraźnie grała przy niej rolę drugich skrzypiec.
— Fajnie, że cię widzę. Wdepnę dziś do ciebie — zapowiedziała z błyszczącymi oczami. Wyczuł w jej słowach odrobinę niepokoju.
Udał, że to go zaskoczyło.
— Jak to? Jeszcze nie ma tygodnia — zażartował. — Zostały dwa dni.
Roześmiała się.
— No, nie rób sobie jaj z pogrzebu. Pochodzę z planety Memphis, a tam czas płynie szybciej niż tutaj — z dziewczęcą fantazją odbiła piłeczkę. — Za godzinę — podkreśliła.
— A co to masz? — zapytał, widząc w jej rękach e-czytnik.
— Takie tam bzdety, nie dla facetów. "Cztery miliony mężczyzn czeka na ciebie" — podała mu tytuł.
— He, he, he, to za dużo nawet dla kogoś takiego jak ty!
— Wiedziałam, że tak powiesz, dowcipnisiu — zareagowała na zaczepkę. — To o doborze naturalnym — rzuciła z przekąsem na obchodne i pofrunęła do tamtej.
Dopiero gdy znikły za zakrętem, uchodząc w stronę siłowni, z nagła sobie uprzytomnił, gdzie ją pierwszy raz ujrzał. Zatrzymał się i przetarł ręką oczy w niebotycznym zdumieniu. Doznał olśnienia. "Rozsypane kostki domina. Nie da się z nich zbudować Muru Chińskiego. To trzeba we dwoje!" — Tak, w Nowym Amsterdamie! — wyszeptał, przeciągając sylaby. Do jego ukochanej kwiaciarni nieśmiało zaglądnęła młodziutka klientka i po chwili namysłu zamówiła trzy gerbery. Usiłował ją zainteresować różami herbacianymi, akurat tych miał więcej, ale bez skutku. Kiedy jego sprzedawczyni sposobiła bukiet, dobierając wstążki, dziewczyna ze dwa razy nerwowo wyjrzała za siebie na ulicę, jakby tam ktoś na nią czekał, zleciwszy jej uprzednio sekretną misję. Przez szkło witryny mimowolnie poszedł za jej spojrzeniem, by ujrzeć niecierpliwie przestępującą z nogi na nogę drugą nastolatkę. Dlaczego tam sterczała? Przecież kwiaciarnia była lokalem, do którego mogła śmiało wejść. Otulała się krótką ciemną opończą, a twarz kryła pod szerokim kapturem. No, ale te boskie nogi. Tych się nie zapominało.
Powoli ruszył dalej.
— Zatem to tak? — wychrypiał do swoich myśli. — Jednak Vanessa miała rację. Tu coś dziwnego się dzieje. — Poczuł, że ogarnia go lęk.
Wykoncypował, że ma godzinę na to, by spróbować się dowiedzieć, kim jest papcio narowistej laski, która straciła z nim dziewictwo już na pierwszej zwariowanej randce. Zrezygnował z wyprawy na korty, odkładając ją na później. Vanessa i jej doborowe towarzystwo musieli poczekać. To było dużo pilniejsze.
Tak napisali inni:
eddie >> mucia
musiałabyś przeczytać całość
gdy umieszczę w sieci w zastrzeżonym serwisie, dam ci kod dostępu...
06.12.2004 :: 17:21 :: 80.55.235.83
Calineczka
Chętnie przeczytam.
06.12.2004 :: 12:10 :: 83.30.38.218
mucia
ale pomieszałeś :)
05.12.2004 :: 19:31 :: 83.29.33.76
|
Wróć |