Genesis [sf]
Jak już chyba wspomniałem, zacząłem pracować nad tym utworem w grudniu ubiegłego roku. Nowela znajdzie się pewnie w prezentowanej w Internecie serii
"Przyloty na Ziemię". Punktem wyjścia jest jedna z kilku miniaturowych zagadek kryminalnych, powstałych w latach 90. i opublikowanych przeze mnie pod pseudonimem w regionalnej prasie. Jej tytuł brzmiał "Śmierć pięknej tancerki".
Już na pierwszej stronie oglądamy zwłoki tytułowej bohaterki — ale cóż to za przeszkoda dla kosmitki? Ta ożyje i da dyla z prosektorium...
A tak się ta historia zaczyna:
Na zakryte kartonami martwe ciało natknął się nad ranem szukający resztek pożywienia trzęsący się żebrak — na tyle uczciwy, czy raczej aż tak przerażony, żeby powiadomić policję. Biedak skorzystał z mieszczącej się przy głównej ulicy budki telefonicznej, drżącą ręką wybierając numer. Nocą nieco kropiło, a przed świtem dawał się we znaki dojmujący chłód. Wyciągnięty wczesną porą z łóżka komisarz ze skupieniem przyglądał się delikatnej twarzy z co nieco rozmazanym makijażem. Takie słodkie kociaki oglądało się na okładkach ilustrowanych magazynów. Przeszło mu przez myśl, że najlepiej prezentowały się na tle luksusowych wozów. Dziewczyna wyglądała na prostytutkę, biorąc pod uwagę jej skąpe jaskrawe ciuchy — ale jeśli w istocie robiła w tej branży, to z takim seksapilem była warta krocie. Mogła mieć góra dwadzieścia dwa lata. Nawet po śmierci była piękna. Obnażone bosko zgrabne nogi wywoływały niedwuznaczne skojarzenia. Dla platynowych blondynek w jej typie nadziani faceci w podeszłym wieku szybko tracili głowy i ciągnęli do nich jak głupie ćmy do płomienia świecy. Szli jak w dym.
— Wszystko kręci się po staremu — mruknął pod nosem, spoglądając na zegarek. — Co za świat? Ohyda. Hej, masz ochotę na kolację ze śniadaniem? Czemu nie? Jeśli jesteś przy szmalu... — A przecież mogłaby taka mieć męża i dzieci.
Z niezwykłym okrucieństwem podcięto jej gardło ostrym narzędziem, ani chybi brzytwą. Tę zakrwawioną znaleźli wkrótce chłopcy z dochodzeniówki w sąsiednim wąskim przetoku między ścianami kamienic w metalowym pojemniku na śmiecie. Sprawca z pewnością usunął ślady linii papilarnych, chyba, że nie miał poukładane w głowie.
Ponętna młódka trudniła się w ulokowanym przy głównej ulicy klubie nocnym z mało rzucającym się w oczy wejściem — i to udało się od ręki ustalić. Zeznał tak jeden z gapiów, którzy mimo wczesnej pory powolutku się gromadzili, przyciągnięci widokiem ekipy policyjnej. Ten akurat był dość dobrze zorientowany, bo pracował w ochronie pobliskiego supermarketu. Pamiętał wszystkich stałych klientów, a sprzątnięta laska zaglądała tam prawie codziennie. Znał nawet jej ksywę. Był to pierwszy wyraźny trop i pomyślał, że z mety wybierze się do jaskini rozpusty, by dowiedzieć się czegoś więcej. Intuicja go nie myliła i okazało się, że jeszcze tam jest otwarte.
Genesis nie miała alfonsa. Tam zeznał łysawy barman, który mimo tego, że zbliżał się ranek, kręcił się wciąż po klubie. Kończył wymieniać spalone żarówki. Twarz miał zmęczoną i było widać, że chce czym prędzej przyłożyć głowę do poduszki. Zrobił wielkie oczy, gdy dowiedział się, że dziewczyna nie żyje. Dla pewności komisarz mu ją dokładnie opisał. Wieczorami tańczyła, robiąc striptiz, a po północy umawiała się na ciąg dalszy, jeżeli palił się na to jakiś chętny. Różnie to bywało i zazwyczaj kończyło się w pobliskim hoteliku, gdzie miała wynajęty pokój. Widywano ją w towarzystwie starszego starannie ubranego i zamożnego mężczyzny, który kazał się tytułować hrabią, a także w asyście czterdziestokilkuletniego kupca z Dzielnicy Łacińskiej. Ostatnio uderzał też do niej obiecujący rzeźbiarz artysta. Ten był najmłodszym z jej gachów. Barman znał ich nazwiska oraz adresy i bez oporów udostępnił je gliniarzowi. Pewnie dla jego firmy nie była to wielka strata. Striptizerki przychodziły i odchodziły. W tej branży należało pamiętać o rotacji, liczyć się z przykrymi zajściami, no i dbać o dobre stosunki z policją.
— Danse macabre — szepnął komisarz, nieruchomiejąc za kierownicą wysłużonego wozu. Założył miękkie skórzane rękawiczki. Była pełna życia, śmiejąca się i z ikrą, pewnie z planami na przyszłość, dopóki nie znalazła się w upiornym tanecznym korowodzie ze wstrętnym chichoczącym kościotrupem na czele. Podły los nie szczędził razów i każdego to czekało, ale przecież nie należało się z tym spieszyć. A już tym bardziej z paranoiczną gorliwością dopomagać przeznaczeniu. Ruszył z miejsca, uzmysławiając sobie, że bardzo mu zależy na tym, żeby znaleźć zwyrodnialca, który tę śliczną młódkę wysłał na tamten świat.
Tak napisali inni:
eddie
przecież jush go masz...
17.01.2005 :: 15:16 :: 80.53.127.206
diancia
ciekawie sie zaczyna... ;)
zalatwisz mi tego dyrygenta? ;p
10.01.2005 :: 11:06 :: 80.55.148.254
|
Wróć |