A to pierwszy podejrzany...
Hrabia był wyniosły i nieomal lodowaty. Spoglądał na komisarza z majestatycznym spokojem. Przyjął go w kwiecistym męskim szlafroku w wyłożonym perskimi dywanami wielkim salonie z meblami w stylu empire. Zaczesane do tyłu szpakowate włosy podkreślały wysokie czoło.
— Genesis? — zmarszczył brwi, bijąc się z myślami. Szukał natchnienia. Dobre pół minuty trzymał wypielęgnowaną dłoń na słuchawce aparatu telefonicznego w geście, który kazał się domyślać, że za chwilę wybierze numer gabinetu ministra spraw wewnętrznych lub innej równie ustosunkowanej osobistości, a wreszcie się skrzywił, ostatecznie uwalniając się od wątpliwości. — Genesis — powtórzył z rozmysłem. Rozparł się w fotelu i potwierdził, że zna tancerkę. Wykoncypował, że nie ma powodów, aby się jej wypierać. Dodał, że nie żywi do niej głębszych uczuć. — To przelotna znajomość — oznajmił z opanowaniem. I zaraz z niepokojem zapytał: — Chyba niczego nie ukradła? — A widząc zdumienie w oczach komisarza, dorzucił, jakby się usprawiedliwiając: — Efektowna, to jasne, ale ma przewrócone w głowie. Jest zafascynowana arystokracją, jednak nie znajdzie się w wyższych sferach ze swoją reputacją. Gubią ją wyniesione z półświatka fatalne nawyki — gorzko podsumował. — Dziecię marginesu...
— Niestety, to dziecię nie żyje. Zwłoki odkryto dzisiaj nad ranem — rzucił z dojmującym chłodem, nie spuszczając z tamtego wzroku.
Dźgnięcie było celne. Hrabiemu nie drgnął żaden muskuł, potrafił się doskonale maskować, lecz przed doświadczonym gliną nie umiał ukryć tego, co działo się w jego duszy. Chyba nikt nigdy nie zadał mu silniejszego ciosu. Można było odnieść wrażenie, że właśnie przegrał w ruletkę wszystko, co miał. Calutki majątek. Nie. Po prostu stracił najbliższą sercu osobę.
Komisarz chwilę siedział w kłopotliwym milczeniu, po czym z atencją się podniósł, szykując się do wyjścia. Niepewnie podniósł oczy. Jego nos mówił mu, że rozmówca nie może mu pomóc w śledztwie. Zresztą tamten chciał zostać sam.
— Czy miała rodzinę? — zapytał prawie na obchodne.
— Nie.
— Można zatem liczyć, że... — zawiesił na moment głos.
— Tak — tamten wiedział, o co mu chodzi. — Podejmę się identyfikacji — wychrypiał. Zestarzał się nagle o kilka lat. — Proszę tylko powiedzieć, kiedy i gdzie.
Pożegnali się bez słowa. Żałował, że musiał się wcielić w rolę zwiastuna złych nowin. Zstępował po szerokich schodach z uporczywą myślą, że okazał się mało taktowny, bo przeoczył należne kondolencje. W tym przepięknie położonym pałacyku właśnie zmarł ktoś z niby-rodziny. Ale straszliwie zakpiłby sobie z hrabiego, gdyby próbował mu je złożyć.
— Szlag by to trafił! — warknął, gdy zasiadł za kierownicą.
Sięgnął po paczkę papierosów. Zapalił jednego, wydmuchując kłęby dymu. Współczuł tamtemu. Należało go dawno temu przestrzec. Facet nie powinien był pochopnie otwierać serca przed panienką lekkich obyczajów — choćby nie wiadomo jak się kleiła i choćby nie wiadomo jak rozpaczliwie szukała w nim ojca, którego los poskąpił jej w dzieciństwie. Ale na cenne rady było za późno. Ruszył z miejsca z zasępionym obliczem. Sam przed laty popełnił podobny błąd. Nieźle się naciął i pewno dlatego został starym kawalerem. Za dobrze go rozumiał.
Tak napisali inni:
eddie
>> grease
ciekawe, czy zgadniesz, który z nich zabił...
13.01.2005 :: 10:40 :: 80.53.127.206
grease
"musisz patrzeć im w oczy, bo inaczej spadniesz i nie będziesz mógł spać w nocy"
czasem bywa...
11.01.2005 :: 20:21 :: 83.28.193.165
|
Wróć |