KOMENTARZE
 



Drugi podejrzany


      Otyły kupiec był wrednym typem, co od razu wpadło komisarzowi w oczy, przynosząc mu niejaką ulgę. Taki gruboskórny palant nie cierpiał z powodu kurewek, które żegnały się z tym światem. I na tym polegała jego przewaga nad starszym od niego nieuleczalnym romantykiem, który w samotności lizał teraz rany.
      — Genesis jest łasa na szmal — miękko objaśniał komisarzowi, gdy ten zjawił się na zapleczu sklepu z konfekcją. Omal nie mruczał jak kot i nie ocierał się pieszczotliwie o glinę. — Dla forsy jest gotowa na wszystko. Mimo to — moim skromnym zdaniem — ma gołębie serce — konfidencjonalnie dzielił się z nim posiadaną wiedzą, markując opiekuńczość i życzliwość, ale było widać, że łże jak pies. Miał głęboko w dupie tę striptizerkę. Tyle dla niego znaczyła, co manekin w witrynie. — To dobra dziewczyna, ale zepsuta przez środowisko. Gdyby tak poszła na studia... — cmoknął w pewnej chwili, doprowadzając do absurdu swój kłamliwy wywód. — Na przykład na Sorbonę? — Na pewno nie dałby na to ani centa.
      Komisarzowi przeszło przez myśl, że drań najwyraźniej nie zapłacił jej za kilka ostatnich nocy i główkuje, jak się z tego wywinąć. I pewnie korci go, by podłapać chętną studentkę z długimi nogami.
      — Ach, tak? — nieznacznie się zdziwił. — Biedaczka nie żyje — powiedział.
      — Co? Słodka Genesis nie żyje? — tamten zrobił wielkie oczy, skupiając wzrok na gliniarzu i nieruchomiejąc na dłuższą chwilę. — W głowie się nie mieści — wymamrotał z niesamowitym zdumieniem. — I pomyśleć — palnął bez namysłu — że widziałem się z nią jeszcze przedwczoraj...
      Wydawało się komisarzowi, że kupiec z ulgą odetchnął. Wiadomo, zmarli nie upominali się o gotówkę.




Tak napisali inni:




| Wróć |