KOMENTARZE
 



Kartkując "Windę czasu"


      Przeglądam sobie tę powieść, tu i ówdzie coś dodając lub ujmując. Neogeneranie są wyposażeni — rzecz oczywista — w ludzkie ciała, które sobie sami stworzyli.

      Zamyśliła się, oczyma wyobraźni przenosząc się do otoczonej winnicami malowniczej burgundzkiej wioski. Późną wiosną wybrała się karocą do Dijon i zatrzymała się na nocleg w przydrożnej karczmie. Przy cuchnących łajnem stajniach ujrzała byle jak odzianą młodziutką wieśniaczkę o olśniewającej urodzie. Podśpiewywała, czyszcząc konie. Zawdzięczała jej swój późniejszy wygląd zewnętrzny. Dobrze zapłaciła garbatemu karczmarzowi o odpychającym obliczu gnoma i ten nakazał płochej służebnej, by przed podróżującą damą w sypialni rozebrała się do naga. Syciła się jej wstydem. Długo studiowała jej fizys, obchodząc dziewczynę z zapaloną lampą w ręku i oświetlając z różnych stron. Wymogła na niej, by przed nią tańczyła, śmiała się i płakała. Jej skóra była delikatna jak aksamit, twarz gładka, a zęby równe i zdrowe. Później dziewka usługiwała jej przy kąpieli. Natura płatała niekiedy figla, wyposażając nieświadome posiadanego bogactwa przypadkowe biedne istoty w przymioty, o których nie mogły marzyć nawet królowe. Miała szczęście, że tam się znalazła. Jej myśli pobiegły w stronę Anny Austriaczki i przyszło jej raptem do głowy, że mógłby ją uwiecznić dla potomnych ten znany malarz flamandzki, Peter Rubens, którego chwalono za cykl monumentalnych dekoracyjnych malowideł do Pałacu Luksemburskiego. Przedstawiały one życie Marii Medycejskiej, drugiej żony Henryka IV. Zaraz zrezygnowała z tego ambitnego planu. Tylko kiep zwracałby na siebie uwagę. Zresztą wyrzeźbiła w sobie kształty tej dziewki doskonalej od biegłych w artystycznym fachu uznanych kamieniarzy, dodając sobie przy tym nieledwie kilka lat — i pewnie sam Fidiasz mógłby jej zazdrościć, a Michelangelo Buonarroti kłaniać się w pas. Nadal były prawie jak dwie krople wody. Nurtowała ją myśl, że powinna wybrać się znowu do Burgundii, odnaleźć tamtą płochą wieśniaczkę w obszarpanych łachach, przywieźć ją do Paryża, a tu przyzwoicie odziać, nakarmić, nauczyć dobrych manier i przedstawić jako młodszą siostrę.
      — Eh, wariactwa! — syknęła. Wszystko to było obliczone na tłumienie bolesnej samotności. — Nie daj się ponieść szaleństwu! — pogroziła palcem swojemu odbiciu. Pomimo perfekcyjnego podobieństwa byli obcymi między ludźmi. Stuprocentowymi cyborgami. Kalekami, posługującymi się protezą ludzkiego ciała.




Tak napisali inni:


eddie


dianci, ty jesteś wyjątkowa sama z siebie, więc każdy twój komentarz bedzie mniam mniam super palce lizać...
:)

14.03.2005 :: 11:04 :: 213.77.159.245

grease


ja mogę im nogę odstąpić

13.03.2005 :: 16:28 :: 83.28.209.45

diancia


nie mam sily czytac...
wybacz...

ale ambitny komentarz...heh... :/
sorki... :(

11.03.2005 :: 21:49 :: 80.55.148.254



| Wróć |