ZAPISKI FRAGMENTY UTWORÓW SAVOIR-VIVRE NASTOLATKA
 
 






Zielona małpa


      Słodko zamruczała, wsparła mu się na ramieniu i cmoknęła go w policzek.
      — Stokrotne dzięki — rzekła. — Nawet nie wiesz, jaki jesteś dla mnie dobry. Wojownik też ma do ciebie prośbę, ale samemu było mu niezręcznie. Chciałby polatać maszyną bojową, którą znalazł na samym dnie twojego skarbca... — powściągliwie zdradziła, jakby niepewna tego, jaki efekt to wywoła.
      Eurypides się roześmiał.
      — Odnalazł ją? Ależ ma nosa.
      Ten w tym samym czasie zażywał kąpieli w atrium. Fontanna bardziej mu odpowiadała niż nagrzana łaźnia gospodarza. Zielona małpa pozostała na brzegu, smutnawo popiskując, nie cierpiała bowiem wody. Chętnie natomiast sięgała po dojrzałe owoce i nie gardziła winem, o ile było bardzo słodkie. Urzekała zmiennymi nastrojami, zdając się pod tym względem dorównywać ludziom, a nawet ich prześcigać. Z rozbawieniem śledził jej grymasy, a potem nawet żartobliwie usiłował z nią gawędzić. Rzucał pieszczotliwe pytania, jednak ta nie chciała mu po grecku odpowiadać. Była tylko nierozumnym zwierzęciem i prawdę mówiąc nie znała żadnego y-ockiego języka, ani nie potrafiła się go nauczyć.
      — Beznadziejnie tępa jesteś — zawołał wreszcie do szkaradnego czworonoga. — Mimo to cię lubię. I pewnie pojmę cię za żonę.
      — Tylko w miłości zupełne nic może być dla ciebie wszystkim — usłyszał z nagła za sobą czyjś żywcem kpiący głos.
      Leniwie się odwrócił, zezując w stronę kolumnady.
      — To ty? — zdziwił się, widząc Mi-ira.

01.03.2004 :: 17:14
Komentuj (0)


Żywioły się sprzysięgły


      Trafili w sam środek szalejącego żywiołu. Iglicy prawie nie było widać, a wyjący wiatr chłostał ich kombinezony strugami brudnego deszczu. Grunt drżał. Zeszli szybko do niszy.
      — Zmykamy, prędko! — krzyknął Raha, jakby przeczuwając, że najgorsze dopiero nadchodzi.
      Mi-ir zrobił się nagle bardzo ciężki i poczuł, że zapada się w mięknące podłoże. Transgalaktyta złapał go od tyłu i pociągnął do góry, uwalniając jego nogi z grzęzawiska. Skryli się pod litą ścianą. Mglista, śliska i mulista topiel, w którą przemienił się spopielały grunt, liczyła na łakomy kąsek.
      — Wystarczyła jedna ulewa i już jest inaczej. Na bogów, co tu się dzieje?! — rozdzierająco zawołał Mi-ir.
      Przeczucie nie omyliło seniora, najgorsze bowiem dopiero nadchodziło. Jeżeli chciał coś jeszcze powiedzieć, to już nie zdążył. Oślepił ich nagły błysk, a towarzyszący wyładowaniu grzmot zdawał się rozrywać im uszy. Trafiło w podstawę iglicy. Zaraz też światem zatrzęsło. W trupio-sinym świetle Mi-ir ujrzał, że okalające przekaźnik skały sypią się w dół.
      — Nie wychylaj się! — krzyknął do Eurypidesa, ale na próżno.
      Transgalaktyta oberwał w głowę ułomkiem skalnym i omal nie wypuścił z ręki płytki pilota. Urchita podtrzymał go, zręcznie łapiąc ten bezcenny dla nich przyrząd, który bezpowrotnie przepadłby w trzęsawisku. Przez krótką chwilę był absolutnie pewny, że już przenigdy nie ujrzy słonecznej Grecji.
      Zdążyli w ostatniej chwili. Srebrzystoszara mgła oddzieliła ich od szalejącego świata, w którym dochodzące do głosu żywioły za nic miały każdego, kto znalazł się w zasięgu ich złowieszczej mocy, a mdłe światło w ateńskich piwnicach wydało się im bardziej błogosławione niż blask złotego słońca. Opadli na czystą i lśniącą kamienną posadzkę, ściskając się nawzajem z nieopisaną ulgą i nie przejmując się poszerzającą się szybko kałużą lepkiego błota.
      — Nigdy więcej... — wyszeptał Mi-ir, niezgrabnie usiłujący stanąć na nogi.

03.03.2004 :: 10:28
Komentuj (1)


Akropolis, adieu!..


     Uporałem się już ze szlifowaniem ostatniego rozdziału "Zdrady" i mogę pożegnać starożytną Grecję. Powieść składa się z dwu równych części: pierwszej, zatytułowanej "Rozbitkowie" i drugiej, pod tytułem "Adaptacja". Całość liczy sobie około 310 — 320 ss znorm mpsu.
     Trochę się przy tym napracowałem, ale nie żałuję, bo historia starożytności jest ciekawa.

04.03.2004 :: 11:48
Komentuj (3)


Już idzie!


      Oddałem do biblioteki wszystko, co dotyczyło antyku i wybrałem się na dłuższy spacer. Dookoła płaty śniegu, niemniej czuje się już żar słońca. Przygrzewa mocniej, zwiastując wiosnę.
Jeszcze tylko kilka dni, a ta niechybnie nadejdzie...
      Nie da się ukryć, jesteśmy dziećmi lata...

06.03.2004 :: 14:36
Komentuj (2)


Dzień Kobiet


Z okazji Dnia Kobiet wszystkim Paniom składam moc najserdeczniejszych życzeń!

08.03.2004 :: 10:41
Komentuj (0)


Uwaga, wirus!


      Trwa szaleństwo w sieci. Otrzymuję dziennie dziesięć — piętnaście listów z wirusami. Aż trudno wyłowić z tej masy te normalne e-maile z informacjami, które można spokojnie przeczytać. Skaner antywirusowy dwoi się i troi. Zastanawiam się, czy dobrze mają w głowie ci, którzy odpowiadają za ten śmietnik. A cóż to za przyjemność, wysypać sąsiadowi za murek kilka kubłów z odpadami?

08.03.2004 :: 20:24
Komentuj (0)


Bociany


      Jak podano wczoraj w TV, bociany już dotarły do naszego kraju. Tym samym mamy kolejny dowód na to, że wiosna faktycznie nadciąga. Jak co roku, zresztą, więc po co — ktoś spyta — szukać na to dowodów?
      Odpowiem krótko: pamięć ludzka bywa zawodna. Ulatuje nam gdzieś z głowy, że może być znośniej niż jest, a przywiązani do gnębiących nas depresji, tracimy wiarę w to, że nadejdzie lepsze jutro...
      A to trzeba przekraczać próg nadziei...

10.03.2004 :: 09:34
Komentuj (2)


Co się komu z czym kojarzy


Mnie się wszystko kojarzy z [dobrym] żarciem, he, he...

       Wysoko na niebie znaczyły się pierzaste cirrusy. Paweł leżał rozleniwiony na trawie, a obok spoczywał oparty o pień brzózki solidny czerwony plecak ze stelażem z rurek. Puszczał wodze fantazji. Od zachodu napływały kłębiaste cumulusy, a ten, który przykuł jego uwagę, zmieniał kształty. Przywoływał na myśl oblany białym lukrem tort urodzinowy. Dalsze nie kojarzyły się z żadnymi określonymi obrazami. Przełknął ślinę i wykoncypował, że z przyjemnością spałaszowałby świeżutkie ciasteczko z kremem waniliowym. Na zalesionej Dzwonkówce jednak nie sprzedawano szarlotek, serników, makowców, pączków, bajaderek, gofrów ze śmietaną i lodów bakaliowych, a to, co miał w plecaku odpowiadało mniej wybrednemu podniebieniu. Chował tam otwartą już konserwę wołową, kawałek żółtego sera i dwa spore ogórki. No i napoczęty chleb, który nabył od przemyślnej góralki na Obidzy. Warował przed jej skromną chałupą okrąglutką godzinę, co rusz zaglądając do kuchni, a potem nie odstępując pieca, dopóki nie wyciągnęła rumianych i pachnących bochnów. Później musiał czekać jeszcze drugą, choć jego żołądek wygrywał trele. Dopiero gdy nieco przestygły i przestały parzyć, mógł zapłacić i włożyć jeden z nich do plecaka.

12.03.2004 :: 13:46
Komentuj (1)


Antycypacja lata


      Po czystym błękitnym niebie płynęły białe zwiewne obłoki. Było upalnie. Żar lał się z góry, a rozgrzane wibrujące powietrze ostrzegało przed pochopnym wystawianiem na słońce odkrytej łepetyny. Marcinowi nie chciało się nigdzie ruszać. Rozleniwiony, leżał w cieniu rozrosłych w tym miejscu krzewów. Jego myśli krążyły wokół niewielkiego malowniczego jeziorka, starej drewnianej przystani i nabierającej wody łódki, na dnie której schował zgrabną wędkę. Wyszykował ją sobie w ubiegłym roku i udawało mu się na nią czasem coś złowić. Nadchodziło lato — i mimo tego, że szkoła znajdowała się o rzut kamieniem, nie miał wcale ochoty do niej wracać, by nie opuścić ostatniej lekcji.
      Przeciągnął się z rozkoszą, a potem zerwał jakąś trawkę, wkładając ją sobie do ust i przygryzając.
      — Jeszcze kilka nudnawych dni — mruknął do siebie — i zaczną się wakacje!
      Rozległ się dzwonek na koniec dużej przerwy. Dźwięk brzmiał ponaglająco i niósł się nieomal jak ostrzeżenie. Chłopak więc ociężale się wyprostował i nałożył koszulę. Strzepnął biedronkę, która usiadła mu na rękawie. Nie było rady, musiał się podporządkować szkolnym rygorom.

15.03.2004 :: 13:39
Komentuj (2)


Nadeszła wiosna...


      ...a właściwie wybuchła jak granat. Słupek rtęci gwałtownie skoczył w górę. Nie każdy dobrze zniósł tę eksplozję. Niektórzy użalają się na bóle głowy jak również na inne dolegliwości fizyczne. Wiadomo, ciało ludzkie jest kruchutkie i dziwnie zależne od kaprysów aury. Trzeba odczekać kilka dni, aż organizm się dostosuje. No i zrzucić z siebie te zimowe ciuchy...

19.03.2004 :: 13:18
Komentuj (5)


Library


      Tomik "Randka" jest już dostępny w formacie msR [Microsoft Reader]. Doskonała rzecz, czyta się jak papierową książkę, a to dzięki znakomitej bezpłatnej technologii, oferującej — między innymi — gładką czcionkę ClearType.
      Zainteresowanych odsyłam pod ten adres ›››››.

22.03.2004 :: 13:49
Komentuj (3)


Library [2]


      Doszła "Afrodyta" w formacie msR. Polecam miłośnikom fantastyki... ›››››

23.03.2004 :: 18:34
Komentuj (0)


Brrrrrrrrrrr...


      Leje jak z cebra. Z synoptykami należałoby wreszcie zrobić porządek, bowiem kaprawcy namówili zimę do powrotu. Naoglądała się pesymistycznych prognoz w telewizji i zaczęła się, diablica, panoszyć. A wydawało się, że już definitywnie się zmyje. Ponoć czeka nas w tym tygodniu fala mrozów. Brrrrr...
      Zatem wracam do matecznika i zapadam w sen zimowy. Obudźcie mnie, jak zaświeci złote słońce.

      Wasz Miś

25.03.2004 :: 17:00
Komentuj (2)


O eBookach, czyli w łóżku i w wannie...


      Kilka moich książek jest już dostępnych w niezwykle wygodnym formacie msR i jakieś słowa wyjaśnienia należą się zaglądającym na mojego ownloga w związku z tą technologiczną rewelacją.
      Od niedawna jest dostępna bezpłatna wersja 2.0 czytnika książek elektronicznych Microsoft Reader. Specjalna czcionka ClearType sprawia, że śledzenie liter nie męczy oczu. Książka jest lekka, można ją bez trudu ściągnąć, nawigacja jest komfortowa. Może się ponadto sama głośno czytać, zważywszy wtyczkę z lektorem. Ta ostatnia rewelacja dotyczy jednak na razie publikacji w języku angielskim, francuskim i niemieckim. Na polską wersję lektora nie będziemy jednak chyba długo czekać, a zważywszy kociokwik wokół firm, zajmujących się badaniami nad syntezą mowy, gadać będzie niedługo nie tylko eBook, ale i cała masa innych urządzeń elektronicznych.
      Czy to e-cudo zastąpi tradycyjną książkę? Twórcy programu twierdzą, że tak — zapowiadając, że elektronika zmiecie z powierzchni ziemi w ciągu dwudziestu lat papierowy rynek wydawniczy. Dotychczasowa zasadnicza niedogodność, wiążąca się z eBookiem, polegała na tym, że nie można go było wyjąć z komputera i położyć się z nim na wersalce. Ta jednak wkrótce ma zostać przezwyciężona. Wiadomo, żyjemy w erze miniaturyzacji komputerów. W ciągu najbliższych lat mają pojawić się e-czytniki wielkości zeszytu szkolnego o niewielkiej wadze. Takie oglądałem — na przykład — w serialu "Star Trek: Voyager", nie sadząc, że jeszcze moja generacja będzie mogła z podobnych korzystać. Perspektywy więc są szokujące. Złapiesz pod pachę czytnik, wyjdziesz do parku, wyciągniesz się na ławeczce i tam dopiero leniwie zdecydujesz się na którąś z kilku tysięcy zabranych książek. To samo będziesz mógł zrobić w łóżku lub w wannie.

26.03.2004 :: 10:27
Komentuj (1)


Jak stworzyć eBooka?


      Eksplozja, wywołana przez omawianą generację eBooków, wiąże się z ogromną łatwością ich produkcji. Żeby nadać książce format msR, nie trzeba cieszyć się posiadaniem żadnego rozbudowanego kombajnu o wysoce skomplikowanej nawigacji, ani też chwalić się wybitnymi umiejętnościami informatycznymi. Prawdę mówiąc poradzi sobie z tym każdy jako tako obeznany z pecetem i najczęściej instalowanymi na nim programami. Procedura jest niezwykle prosta, a sam proces powstawania eBooka całkowicie zautomatyzowany.
      Książkę w formacie msR zespala się w doskonale znanym programie Microsoft Word, trzeba zatem być w posiadaniu — rzecz wiadoma — tekstu w rozszerzeniu .doc lub .rtf. I co dalej? Jedyna trudność do pokonania wiąże się ze ściągnięciem konwertera do Microsoft Word. Wspomniany konwerter WordMRM.exe [820 KB] jest dostępny na oficjalnych stronach Microsoftu. Po zainstalowaniu go w otwartym edytorze tekstu Worda pojawi się nowa ikona. Wystarczy w nią kliknąć, a program poprowadzi siedzącego przy komputerze producenta przez trwający niespełna minutę proces kreacji profesjonalnej elektronicznej książki.

27.03.2004 :: 10:00
Komentuj (7)