ZAPISKI FRAGMENTY UTWORÓW SAVOIR-VIVRE NASTOLATKA
 
 






I gotowe...


      Portret kosmitki o wdzięcznym imieniu Genesis jest już gotowy. Końcówka wyszła trochę sadomasochistyczna, co jednym się spodoba, a innym nie. No, ale jako autor nie miałem już na to wpływu, he, he — można co najwyżej winić głównych bohaterów...

04.03.2005 :: 12:38
Komentuj (6)


Dzień Kobiet


      Z okazji Dnia Kobiet wszystkim Paniom na blogu moc najserdeczniejszych życzeń...

08.03.2005 :: 11:53
Komentuj (2)


Kartkując "Windę czasu"


      Przeglądam sobie tę powieść, tu i ówdzie coś dodając lub ujmując. Neogeneranie są wyposażeni — rzecz oczywista — w ludzkie ciała, które sobie sami stworzyli.

      Zamyśliła się, oczyma wyobraźni przenosząc się do otoczonej winnicami malowniczej burgundzkiej wioski. Późną wiosną wybrała się karocą do Dijon i zatrzymała się na nocleg w przydrożnej karczmie. Przy cuchnących łajnem stajniach ujrzała byle jak odzianą młodziutką wieśniaczkę o olśniewającej urodzie. Podśpiewywała, czyszcząc konie. Zawdzięczała jej swój późniejszy wygląd zewnętrzny. Dobrze zapłaciła garbatemu karczmarzowi o odpychającym obliczu gnoma i ten nakazał płochej służebnej, by przed podróżującą damą w sypialni rozebrała się do naga. Syciła się jej wstydem. Długo studiowała jej fizys, obchodząc dziewczynę z zapaloną lampą w ręku i oświetlając z różnych stron. Wymogła na niej, by przed nią tańczyła, śmiała się i płakała. Jej skóra była delikatna jak aksamit, twarz gładka, a zęby równe i zdrowe. Później dziewka usługiwała jej przy kąpieli. Natura płatała niekiedy figla, wyposażając nieświadome posiadanego bogactwa przypadkowe biedne istoty w przymioty, o których nie mogły marzyć nawet królowe. Miała szczęście, że tam się znalazła. Jej myśli pobiegły w stronę Anny Austriaczki i przyszło jej raptem do głowy, że mógłby ją uwiecznić dla potomnych ten znany malarz flamandzki, Peter Rubens, którego chwalono za cykl monumentalnych dekoracyjnych malowideł do Pałacu Luksemburskiego. Przedstawiały one życie Marii Medycejskiej, drugiej żony Henryka IV. Zaraz zrezygnowała z tego ambitnego planu. Tylko kiep zwracałby na siebie uwagę. Zresztą wyrzeźbiła w sobie kształty tej dziewki doskonalej od biegłych w artystycznym fachu uznanych kamieniarzy, dodając sobie przy tym nieledwie kilka lat — i pewnie sam Fidiasz mógłby jej zazdrościć, a Michelangelo Buonarroti kłaniać się w pas. Nadal były prawie jak dwie krople wody. Nurtowała ją myśl, że powinna wybrać się znowu do Burgundii, odnaleźć tamtą płochą wieśniaczkę w obszarpanych łachach, przywieźć ją do Paryża, a tu przyzwoicie odziać, nakarmić, nauczyć dobrych manier i przedstawić jako młodszą siostrę.
      — Eh, wariactwa! — syknęła. Wszystko to było obliczone na tłumienie bolesnej samotności. — Nie daj się ponieść szaleństwu! — pogroziła palcem swojemu odbiciu. Pomimo perfekcyjnego podobieństwa byli obcymi między ludźmi. Stuprocentowymi cyborgami. Kalekami, posługującymi się protezą ludzkiego ciała.

11.03.2005 :: 14:10
Komentuj (3)


Znowu dodane...


      — Boże, kiedy to się zaczęło? — usiłował sobie uprzytomnić.
      Chyba końcem zimy zaczął ją mimowolnie wyróżniać. Dyskusje z tą milutką i zarazem bardzo inteligentną studentką dopingowały go do niejakiego wysiłku umysłowego — stawiała bowiem niebanalne pytania i dzieliła się przemyśleniami, których nie powstydziłby się szanujący się naukowiec z wieloletnim stażem pracy. Po prostu była niezłym analitykiem i umiała to wykorzystać. Matematyka, logika formalna, metodologia, hermeneutyka... Rzadko kiedy interesowało to piękne dupcie. Gdyby wszakże nieszczęsna wiedziała, w jakich okolicznościach jej horrendalny rozmówca naprawdę trafił na Sorbonę, zapewne nie zaglądałaby zalotnie w jego poważne, chłodne oczy. Skrzywił się i smutno pokiwał głową. Cóż, żeby wstąpić na miejsce wytypowanego wcześniej rzutkiego pracownika nauki, musiał nie tylko do niego się upodobnić, ale i definitywnie pozbyć się oryginału. To było podłe, lecz konieczne. A ponoć przestępstwo nie popłacało. Na szczęście dla niego, tamten był odludkiem i nie utrzymywał kontaktów z dalszą rodziną. Bliższej nie miał. Pamiętał ową ponurą noc, kiedy kopał dół pod jego zwłoki na zapuszczonym wiejskim cmentarzu. Wył wicher, szarpał konarami drzew, księżyc przyoblekł się w czerwień, złe duchy chichotały za jego plecami, a między zmurszałymi płytami grobowców przebiegały podejrzane cienie.
      — Ani to pierwszy mord, ani ostatni!.. — posępnie skonstatował. Zbrodnia była doskonała, skoro w ciągu trzech lat nikt nie wpadł na jej ślady.

14.03.2005 :: 11:04
Komentuj (4)


Rodzina mi się powiększyła


      Nie, nie, to nie to, o czym myślicie. Przyniesiono mi do domu maleńką mysz. Dziwną jakąś, jakby nieziemską. Może pochodzi z kosmosu? Tułów ma niewielki, ogonek długi, ale nie w tym rzecz. Chodzi o mysią sierść. Moja myszeczka jest różnokolorowa i wygląda tak, jakby właśnie wypuścili ją od fryzjera, który chciał być na topie. Przód ma cytrynowo-zielony. Środek — biały. A tyłeczek intensywnie różowy. Nie wiem, jak to jest zrobione, bo przecież jej w sklepie zoologicznym nie popryskali sprayem. Widocznie gdzieś na świecie wyhodowali taki gatunek.
      Dochodzę do wniosku, że powinienem się dostosować i w takich samych kolorkach zrobić sobie fryzurkę. Wiadomo, kto z kim przestaje... Nie dzwońcie po pogotowie ratunkowe, jak mnie zobaczycie.

15.03.2005 :: 16:13
Komentuj (9)


Wesołego Alleluja!


      Jako że Wielkanoc już za pasem, wypada mi wszystkim blogowo-ownlogowym przyjaciołom i sympatykom złożyć moc najserdeczniejszych życzeń. Smacznego święconego i mokrego dyngusa. Nie dawajcie się wyjątkowo okrutnej w tym roku zimie i niech się Wam szczęści we wszystkim!

22.03.2005 :: 16:08
Komentuj (4)