EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Lądujemy na Ganimedesie


      Unosząca się nad powierzchnią Ganimedesa wielosegmentowa stacja orbitalna, układająca się w literę „T”, nie była wyposażona w windy grawitacyjne i schodzili do lądowania lotem ślizgowym w pasażerskim wahadłowcu podobnym do tego, którym mknęli z Diany do bazy przesiadkowej. Na rozgwieżdżonym niebie widniał okryty chmurami Jowisz z charakterystycznymi pasami w strefie równikowej. Z tej odległości gazowy olbrzym uderzał swą wielkością. Zajmował pokaźną część nieboskłonu i budził zachwyt. W dole było widać dżunglę, ciągnącą się aż po zakrzywiony horyzont, gdzieniegdzie poznaczoną skupiskami ludzkimi i uprawami rolnymi. Bujnie się pleniąca dzika roślinność wygrywała z planami zagospodarowania. Skojarzył mu się ten widok z dorzeczem Amazonki. Trzy czwarte powierzchni stanowiły morza. Wody tu od samego początku nie brakowało, zwłaszcza po stopieniu lodowego płaszcza. Chociaż Ganimedes był największym księżycem Jowisza, to jego masa była niewielka i stanowiła nieledwie połowę masy Merkurego, nie dałoby się go więc zaludnić bez systemu sztucznej grawitacji. Pory roku tu się nie zmieniały. Dzień i noc w cyklu termiczno-fluorescencyjnym następowały po sobie równocześnie na całym księżycu, bo Słońce znajdowało się za daleko, by pieścić swoim blaskiem to ciało niebieskie. W powietrzu było 21 procent tlenu. Memfis należało do sporawych ośrodków miejskich, ale na jego peryferiach przybyłego witały już tylko pokryte chaszczami bezdroża.
      Paul przypomniał sobie lądowanie na Ziemi i swojski widok rozciągniętego w dole Nowego Jorku, wcinającego się licznymi zabudowanymi cyplami i wyspami w lśniącą powierzchnię oceanu. Tam pielgrzymowało się jak do Mekki, tu zaś było obco i dziwnie. Układ Jowisza nie wywoływał w nim swojskich skojarzeń. Zapewne czułby się podobnie, gdyby znalazł się dużo dalej, na przykład w okolicach Proximy i towarzyszących jej gwiazd bliźniaczych, Tolimana A i Tolimana B. Przypomniał sobie ostrzeżenia profesora, związane z peryferiami Układu Słonecznego, a potem wrócił myślami do cumującego na orbicie „Agisa”.
      Z przestrachem ujrzał, jak przed odlotem Raoul żegna się czule z nie kryjącą afektu zapłakaną Beatrycze i nie mógł powiedzieć, żeby nie poczuł się skonfundowany. Na szczęście, Afrodyta i Iryda nic sobie nie robiły z tych szczenięcych amorów. Bardziej przeżywały to rozstanie Kinga i Lukrecja, towarzyszące pożegnaniu. Zaszlochana girlsa z zespołu „Nescape” udawała się z koleżankami na Europę, więc nie mogła za nestorem pofrunąć na Ganimedesa.


01.03.2010 :: 06:59
Link |  | Hurysy z katalogu


Gorączka złota


      Ściągnięty na pokład wahadłowca jeniec rodził niejakie podejrzenia i na ponurej twarzy Louisa malowała się nieufność. Wyczuwał mistyfikację. Wierny goryl Grooma wpadł w euforię, to fakt, każdy straciłby głowę, widząc tak ogromną ilość drogocennej rudy, tym niemniej nie opuszczały go obawy, związane z tożsamością więźnia. Czy to był ten sam typek, którego porzucił na dryfującej planetoidzie? Powinien był mieć co najmniej sześćdziesiątkę, jeśli nie więcej. Sprowadzony z powrotem facet wyglądał jednak na dużo młodszego.
      — A gdzie jest tamten? — chrypliwie zapytał, kiedy już Raoul uwolnił się od kłopotliwego kombinezonu próżniowego i pomógł pozbierać się Afrodycie. Pachołek Grooma nie wierzył, żeby zesłaniec w ciągu czterech dni mógł tak bardzo się zmienić. Coś tu się nie zgadzało.
      — Jaki… tamten? — nestor obejrzał się ze zdumieniem na zachowującą powściągliwość madonnę. Afrodyta taktownie milczała. Jej blond włosy były mocno potargane. — Jestem Raoulem Dupontem. Tu nie ma i nie było innego.
      — To nie wiesz? — pociągnął go przed kamerę w sterowni, dającą przyzwoity obraz na monitorze. — Sam zobacz! Zresztą, możesz wejść do toalety, tam jest lustro.
      Raoul w nabożnym skupieniu przyjrzał się swemu odbiciu.
      — Eskulap! — mruknął, dumając o gigantycznym wężu. „Wyleczył mnie ze starości — dodał w myślach. — Jak nic, mam znowu czterdziestkę!”
      — Kto?! — zapytał Louis.
      — Przypuszczam, że to wpływ retelitu — odrzekł wykrętnie.
      Jego twarz nabrała wyrazu, uszy się zmniejszyły, zmarszczki ustąpiły, worki pod oczami się wygładziły, przybyło mu włosów na głowie, a na gęstej czuprynie nie znaczyły się już nitki siwizny. Wysokie czoło było pozbawione nierównych poziomych bruzd.
      — Że jak?.. — goryl Grooma nadal niczego nie rozumiał.
      — Mówię o retelicie dla twojego bossa — wyjaśnił spokojnie, ale dobitnie, oglądając swoją gładką skórę i czując pod nią sprawne mięśnie. — Groom miał stuprocentową rację. To gówno naprawdę odmładza. Urwałeś się z choinki, czy co?! — zirytował się, widząc, że do podejrzliwego gbura nic nie dociera.
      — Aha! — tamten w nagłym przebłysku uświadomił sobie, w czym rzecz. Uległ gorączce złota i miał niejakie kłopoty z poprawnym rozumowaniem. — Muszę powiadomić szefa — niedbale burknął, powoli wracając do rzeczywistości. — Potem was zamknę — ostrożnie dodał. — Nie możecie bezpańsko włóczyć się po pokładach.
      Wstrząśnięty widokiem dryfującej wyspy skarbów, zapomniał o elementarnych środkach ostrożności. Zajął stanowisko dowodzenia i zabrał się za przygotowanie komunikatu radiowego. Mimowolnie obchodził się z Raoulem jak z kurą znoszącą złote jaja. Tylko on znał bowiem algorytm, pozwalający przewidzieć następne zrzuty retelitu. Był kluczem do niewyobrażalnego bogactwa.
      Korzystając z tego, że są chwilę sam na sam, Afrodyta konspiracyjnie szepnęła do Raoula:
      — Mogę przejąć tę korwetę.
      Oniemiał, kiedy to usłyszał. Wiedział, że jego laska nie buduje zamków na lodzie.
      — Mówisz serio?! — dla pewności dmuchnął jej do ucha.
      — Groom nie wysłał ich wielu, tylko czterech, bo nie sądził, że będą musieli ciągnąć nas z powrotem. Nie miał złudzeń, nie spodziewał się, że dojdzie do dostawy.
      Wróciła mu przed oczy umierająca Iryda i przeszył go znowu dojmujący ból. Nie powinien był w swej naiwności kolejny raz popełniać tego samego horrendalnego błędu. Na dworcu kosmicznym w Memfis wykazał się rzadką niefrasobliwością i beztroską. Wdarł się do gniazda os i oczekiwał, że przywitają go tam chlebem i solą. A to nie była sielanka.
      — Rób swoje — odszepnął. — Rozgnieć te karaluchy — syknął z rysującą się na twarzy nienawiścią. Budziły się w nim demony.
      Jego uwagę zaprzątnęła złotodajna planetoida. Udzielił mu się na moment nastrój chorobliwego podniecenia, które ogarnęło zbirów na pokładzie. Bombardowała go myśl, że za samo znaleźne mógłby sobie kupić ze cztery nowe androidy klasy zerowej. Powściągnął te niezdrowe emocje.


03.03.2010 :: 09:19
Link |  | Hurysy z katalogu


Wystawa poplenerowa


      Piątek, 5 marca. W SCK otwarcie wystawy poplenerowej Klubu Środowisk Twórczych TMZM. Przy tej okazji prezentuje się Grupa Literacka „Słowo”. W gablotach książki wydane przez jej członków, w tym kilka moich pozycji. Odnajduję się na kolorowych fotografiach z wycieczek i plenerów.
      Wystawa urządzona z dużym smakiem, warto ją zobaczyć.


05.03.2010 :: 22:00
Link |  | Główna


Morderczy android w akcji


      W chwilę później pachołek Grooma popełnił niewybaczalny błąd. Usłyszał dochodzące z ładowni hałasy. Jego dwaj kumple, którzy zabrali na pokład odłamki skalne obficie oblepione rudą, kłócili się teraz między sobą, pewnie o to, ile komu się należy, więc wysłał tam chłopaka z automatem. I tak marny z niego był ochroniarz, bo bez przerwy wlepiał gały w seksowną piękność, oślepiony jej urodą.
      Afrodycie to wystarczyło. To tak, jakby ktoś rozwinął przed nią czerwony dywan, zapraszając do popisu. Bezszelestnie zbliżyła się do Louisa. Wystarczyły dwa szybkie ciosy, by głowa goryla opadła bez siły na mrugające światłami pulpity.
      — Ten już ugotowany — cicho rzekła, odwracając się do Raoula.
      Zabrała zbirowi automat, a potem nóż. Przez chwilę ważyła go w dłoni, jakby chcąc sprawdzić, czy nadaje się do rzutu. Tak uzbrojona wyszła korytarzykiem, prowadzącym do ładowni.
      Na jej widok przerwali kłótnię, obrzucając zdziwionymi spojrzeniami zgrabną sylwetkę.
      — Zabawimy się? — figlarnie zapytała.
      Jeden z nich błyskawicznie się opamiętał i usiłował unieść broń. Rzucony nóż był szybszy. Drugi sięgnął po odłożony automat, ale Afrodyta skosiła go krótką serią. Wcześniej drapał się po swoich klejnotach, nieogolony i niechlujny. Zaszczekał jej karabinek. Mathieu, tak miał na imię młodziutki asystent Louisa, zbaraniał do reszty. Przerażony wpatrywał się w waleczną hurysę i trzęsąc się ze strachu, cofał się w popłochu w tył, aż oparł się o ścianę.
      — Dulce et decorum est pro patria mori! — ironicznie zacytowała Horacego. I z powagą dodała: — Nie stawiaj się, jeżeli chcesz umrzeć bez bólu, wieprzku!
      Chrupnęły kręgi szyjne i śliniący się na jej widok chłopak jak worek piasku osunął się na kratownicę. Jej stworzone do dawania rozkoszy delikatne dłonie były zabójcze.

-----------------------------------------------------------------------------

Skąd ten Horacy u androida?

      Przypomniał sobie, że przed odlotem roztargniony technik wprowadzający jego klonom programy podróżne przez pomyłkę zainstalował którejś z nich znajomość Owidiusza i Horacego. Nie kazał tego kasować.


07.03.2010 :: 12:26
Link |  | Hurysy z katalogu


„Hurysy” ukończone


Skończyłem pisać „Hurysy z katalogu”. A oto ostatnia sekwencja:


      Czy wąż w ogrodzie rajskim był naprawdę uosobieniem buntu? Czy przypadkiem nie namawiał pierwszych ludzi do kroku, który ci powinni byli bezwarunkowo uczynić? Gdzie rysowała się granica między dobrem a złem? Może było odwrotnie niż od wieków uczyła Biblia, ta księga święta, uznawana przez chrześcijan za objawioną? Wylegiwał się na pneubedzie, rozkoszując się słodką bezczynnością i chodziły mu po głowie te i inne niepokojące myśli. Cóż, był nieodrodnym dziecięciem cywilizacji próżniaczej. Model życia na dawnej Tahiti i innych wyspach Polinezji w znacznym stopniu odpowiadał temu, z czym z natury rzeczy utożsamiał się Raoul. Myśli krążyły, kołowały, powracały, a gdzieś tam w głębokich pokładach jego podświadomości rodził się kult osobliwego kosmity, umownie nazywał go Eskulapem, który dał mu więcej niż mógłby się spodziewać. Miał ochotę znowu go spotkać, jednak w innych okolicznościach. Chuchał na algorytm, który pozwalał przewidzieć miejsca kolejnych zrzutów retelitu. Co miał z nim zrobić? Darować go ludzkości? Korzystać z niego i nabijać kiesę? A może opatentować? Minęły dokładnie dwa tygodnie od przylotu z Ganimedesa. Jego bogini wiedziała, że otrzyma własne nazwisko i że wyjdzie za niego powtórnie za mąż. Tym razem jednak nie dla picu. Nie robiło to jednak na niej specjalnego wrażenia. Nadal był jej jedynym panem i władcą. Mimo genetycznych zmian, pozostawała dokładnie taka sama jak przedtem i kochała go tak jak przedtem. Przyglądał się jej uważnie przez te dni, śledząc jej spojrzenia, gesty i słowa, i uparcie narzucało mu się przeświadczenie, że psychicznie nie przestała być androidem. Była nim nadal, z wyraźną skłonnością do bezwzględnego posłuszeństwa i zadziwiającej pokory. Być może, powoli się zmieniała, co wydawało się nieuchronne, jednak musiałoby naprawdę wiele wody upłynąć, żeby odważyła się i rzuciła w niego talerzem. Albo żeby zamknęła mu przed nosem sypialnię. Chcąc nie chcąc, traktował ją więc jak dotąd, z pewnym dystansem i z góry, patriarchalnie, nobliwie i poważnie, zatem w sposób, który mu odpowiadał.
      — Nadzwyczajnie udoskonalony android, a zarazem korzystający z pełni praw człowiek… — odkrywczo wyszeptał do swoich myśli. Życie potrafiło płatać figle!
      Zasypiał właśnie, rozgrzany słońcem i rozmarzony, gdy wtem Afrodyta poderwała go na nogi.
      — Raoulu, mamy gościa! — obwieściła.
      Zerknął z zaciekawieniem w stronę frontonu, a potem podniósł się i z ociąganiem udał się do holu.
      — Beatrycze? — nie wierzył własnym oczom, bo w pierwszej chwili jej nie poznał. — To ty? Co za miła niespodzianka!
      Stała obok fortepianu niczym jakieś bóstwo, wyszykowana z ogromną elegancją i przypomniał sobie tamtą chwilę, w której pierwszy raz ujrzał olśniewająco piękną Irydę. Wówczas było podobnie. Podszedł do niej, lustrując ją z uznaniem od stóp do głów. Postarała się, żeby wyglądać świeżo i ponętnie.
      — Witaj, kochany — rzekła i dodała, również uważnie mu się przyglądając: — Bajecznie się odmłodziłeś, pełne zaskoczenie, wiedziałam, że będzie cię na to stać! — powiedziała to z takim entuzjazmem, jakby była absolutnie pewna, że szarpnął się na kosztowne zabiegi medyczno-kosmetyczne tylko dlatego, żeby jej się przypodobać. — Co za gust i smak, prawdziwy z ciebie macho! — jej spojrzenie zdradzało zachwyt. Ech, te bez pamięci zakochane nastolatki! Nie mogła wiedzieć, że nie oszukiwał losu i że naprawdę stał się młodszy.
      Wystawiła gładki policzek do pocałunku. Cmoknął ją, uzmysławiając sobie, że natura nie znosi próżni i że ta mała, skoro tu przyszła, niewątpliwie zajmie miejsce zmarłego tragicznie androida, a potem zaprosił ją na oświetlony słońcem dziedziniec, gościnnie wyciągając rękę.
      — Chodź, tam jest Afrodyta. Usiądziemy i pogadamy!
      Owiraptory przybiegły, uważnie obwąchując gościa. Były nastawione przyjaźnie i zachowywały się spokojnie, więc ich nie odganiał. Nie przestraszyła się ich niby to ptasich łbów i dziobatych pysków.



11.03.2010 :: 19:33
Link |  | Hurysy z katalogu


Raoula zmaganie się z metodologią


      Najbardziej zdumiewające jednak było to, że te osobliwe dostawy miały cykliczny charakter. Następowały po sobie w regularnych odstępach czasu. Nie pojmował, dlaczego nikt przed nim nie odkrył tych zaskakujących prawidłowości. No właśnie, dlaczego? Być może, dlatego, że żaden szanujący się uczony nie podejmował analiz w logicznej próżni. A Raoul wsparł się przecież na dwóch ulotnych jak dymek z cygara hipotezach: o pozaukładowym pochodzeniu retelitu i o istnieniu obcej cywilizacji. Czy na tak iluzorycznym fundamencie dawało się zbudować przekonującą teorię? Tworzono wprawdzie przez całe stulecia barwne wizje kosmicznych ras, ale wszechświat był głuchy i nie odpowiadał na nie. Dlaczego więc on, emerytowany wojskowy, miałby to szczęście, żeby na taką natrafić?


16.03.2010 :: 15:04
Link |  | Hurysy z katalogu


Czy androidy idą do nieba?


      Potem wrócił myślami do prochów Irydy. Zaczął główkować nad tym, gdzie powinien je umieścić, nim wywalczy dla niej należne miejsce na cmentarzu. Oczyma wyobraźni ujrzał otoczoną krótko przyciętą trawą płytę marmurową z wypisanym jej imieniem i anioła ze skrzydłami pochylającego się nad ukrytą niżej urną. I siebie, zapalającego w zadumie znicze. Śmierć była fenomenem, przed którym chylono czoła. Budziła respekt i estymę. Jak wynikało z badań archeologicznych, już w górnym paleolicie kultywowano obyczaj grzebania zmarłych. Z myślą o pośmiertnej egzystencji wyposażano ich w żywność i broń oraz w przedmioty codziennego użytku. Zastanawiał się, co takiego mógłby włożyć do jej urny, co wyrażałoby ich wyjątkową więź. Bo nie sądził, że byłby w stanie ją zastąpić bliźniaczym androidem z firmy „Body Perfect”. Mimo elektronicznego balastu, była dla niego kimś jedynym i nie chciał oglądać jej bluźnierczej kopii. Jeżeli istniało niebo, na pewno tam trafiła, chociaż nieszczęśliwie przyszła na świat jako android, cyborg, pół człowiek, pół maszyna. Głęboko w to wierzył i miał nadzieję, że kiedy dojdzie swoich dni, po drugiej stronie rzeki życia znowu ją spotka.


22.03.2010 :: 16:31
Link |  | Hurysy z katalogu


Przez żołądek do serca…


      Wtorek, 23 marca, jestem na spotkaniu promocyjnym firmy „Ronic”. Prezentacja garnków i patelni z powierzchnią tytanową, o niebo trwalszą od teflonu, z gwarancją na wiele lat. Już od dłuższego czasu leci mi na coś takiego ślinka. Niestety, nie są tanie i to chyba ich jedyna wada, bo zalet mają mnóstwo.
      Czwartek, 25 marca, uczestniczę w spotkaniu z Grzegorzem Russakiem, znanym z telewizji i radia specem od spraw kulinarnych, a przede wszystkim gawędziarzem. Opowiada o fatalnych skutkach nadmiaru chemikaliów w produktach mięsnych i rolnych, a w rezultacie tego w naszej diecie, czego sobie zazwyczaj nie uświadamiamy. Przybliża wspaniałe polskie tradycje kulinarne.


25.03.2010 :: 12:44
Link |  | Główna


Zdrada


To z „Windy czasu”, powieść już po korekcie...

      Bydlak zranił ją dotkliwie, porzucając dla innej kobiety i musiała to jakoś ścierpieć, czy tego chciała, czy nie. Jej życie poszło w drzazgi, straciła wiarę w sens wszystkiego, co prawdziwe, dobre i piękne, więc odtąd nic już nie mogło być takie samo. Skończył się Eden, skończyło się życie brane po prostu, a jej raj zamienił się w straszliwe piekło. Pozostała gehenna. Jednakże klęska nie była w żaden sposób wpisana w jej złożoną naturę i w jej diabelnie silne ciało z jakimś szalonym zapisem genetycznym, z którym żaden Einstein by sobie nie poradził. Wydawać by się mogło, że została stworzona po to jedynie, by dumnie zwyciężać i radzić sobie wszędzie tam, gdzie inni poddawali się i padali jak ścięci, widząc przeszkody nie do pokonania.
      — Ty wredny draniu. Ty podła kreaturo — syczała i świstała z uporem, nie godząc się z jego nielojalnością. — Ty dwulicowa męska świnio!
      Słuchające jej charczących wyznań skaliste podłoże stawało się coraz bardziej nierówne.


27.03.2010 :: 09:29
Link |  | Główna


Napisy na kubkach


      Moda na kubki z różnymi sloganami i reklamami nabrała zasięgu, kiedyś to były tylko kolorowe obrazki dla dzieci, i delektując się ostatnio kawą w kuchni, odkryłem ze zdumieniem, że piję ją z babskiego fajansu, na którym pisze „Samokontrola piersi. Wiem o sobie więcej”. Tak sobie pomyślałem, zważywszy tę manierę i moją skłonność do poszukiwania symetrii, że bardziej odpowiedni dla faceta byłby napis „Mam zdrową prostatę, nie muszę wstawać nocą do łazienki”. No, ale chyba nie będę szukać takiego kubka…


31.03.2010 :: 10:42
Link |  | Główna