EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(82)
Publikacje(36)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Hegemone. Myśląca planeta


      Przyszedł mi do głowy pomysł na nową powieść, względnie mikropowieść SF. Na odległej o 1500 lat świetlnych od Ziemi planecie ląduje statek Demostenes z kolonistami. Główny bohater, Harry Miller, budzi się po hibernacji. Okazuje się jednak, że ta planeta nie jest tak życzliwa ludziom, jak tego się spodziewano. Przybyłych czekają niespodzianki. Utwór jest oparty — m.in. — na motywach kosmogonii tahitańskiej.
      A zaczyna się tak:

      Wracała mi świadomość. Ze stanu głębokiego snu wyrwało mnie ciche pikanie urządzeń, zajmujących ścianę, biegnącą wzdłuż kabin hibernacyjnych. Otworzyłem oczy. Odsunęła się pokrywa osłaniająca leże. Mogłem wstać. Kiedy spałem, aparatura dbała o mięśnie, systematycznie je pobudzając, więc bez wysiłku wydostałem się z hibernatora. Nie musiałem przechodzić żadnego treningu. Stopy zostawiały mokre ślady na posadzce. Sąsiednie kabiny hibernacyjne były jeszcze zamknięte. Dochodzili w nich do siebie Michael, John i Matthew, pokładowi mechanicy i specjaliści od sprzętu na powierzchni. Wszedłem pod prysznic, ginąc w kłębach pary. Potem owiał mnie suchy wiatr, a na koniec moja skóra pokryła się cienką warstwą fluidu regeneracyjnego.
      Migały sygnalizatory. Pojąłem, że stawiano na nogi wszystkich bez wyjątku. Zgodnie z ustaleniami miałem spędzić w hibernatorze sto dwadzieścia lat, podobnie jak inni członkowie załogi Demostenesa, wyjąwszy pełniących dyżury. Jednak dopiero gdy podszedłem do pulpitów kontrolnych, ze zdziwieniem odkryłem, że nie spaliśmy tak długo. Komputer obudził nas już po czterdziestu latach. Dlaczego tak wcześnie? Co się stało?
      Ciekawiło mnie, co zmieniło się w pobliżu naszego kolosa i z zaaferowaniem szukałem ujęć z powierzchni. Popłynęły obrazy. Dawały do myślenia. Dookoła statku znaczyła się ściana świeżo wyrosłej gęstej dżungli. Odrodziła się bez przeszkód i była prawie taka, jak przez naszym przybyciem. Upewniłem się co do poziomu szkodliwego promieniowania. O dziwo, nic nam już nie groziło. Kiedy lądowaliśmy, eksplodowały nasze silniki, a fala uderzeniowa spopieliła całą roślinność w promieniu kilkuset kilometrów. Bujny las przepadł i pozostał po nim jedynie martwy grunt. Nie mogliśmy wyściubić nosa z Demostenesa przez ponad sto lat, jeśli nie chcieliśmy wystawiać się na ryzyko.
      Dopadły mnie wątpliwości. Jakim cudem tak szybko ustąpiło skażenie terenu? Ktoś za nas posprzątał? A może popełniliśmy błąd w obliczeniach? Przypomniało mi się, co zdradził George Wilson, znany z tego, że rzucał co rusz oryginalnymi hipotezami. Nie były to jednak niewydarzone pomysły. Zwykle trafiał w dziesiątkę. Sugerował, że ta planeta posiada myślące jądro. I że jest ono odpowiedzialne za rzeczy, o jakich nam się nie śniło. Myśląca planeta? Nie spotykaliśmy takich w kosmosie. Tym niemniej zastanawiała mnie jej niezwykła budowa. George zwrócił uwagę na to, że półkula wschodnia i zachodnia są takie same, biorąc pod uwagę linie brzegowe i nawarstwienie terenu, co kłóciło się z prawami natury. Bardzo podobne doliny, rzeki i jeziora, podobne góry. Jedna połówka globu stanowiła nieomal wierne odbicie drugiej.



01.03.2018 :: 08:00
Link |  | Hegemone


Załoga Demostenesa


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Udałem się do mesy, miejsca naszych spotkań towarzyskich. Najlepiej gawędziło się przy kawie i przy koktajlach. Zastałem tam trzy zadumane cud-dziewczyny, Catherine, Emily i Rosemary, usiłujące przegonić resztki snu. Komputer dopiero co wypluł je z hibernatorów i podobnie jak ja świeciły nagością. Nigdy wcześniej nie widziałem tych dziuń bez odzienia i zatkało mi dech z wrażenia. Oślepiały swoją urodą. Mimo tego, że dopiero się przebudziły, wyglądały niezwykle ponętnie. Żadna nie miała trzydziestki. Nadwrażliwość skóry ludzkiej po hibernacji ustępowała po dwóch godzinach i dopiero wtedy mogliśmy wrzucić coś na grzbiet. Jeżeli się wstydziły, to nie chciały tego okazać. Piły specjalny napój odżywczy, by rozruszać żołądek. Wziąłem kubek i też sobie nalałem.
      Genetyczka Catherine była subtelną blondynką. Z pozoru uległa i wiotka, pozostawała na swój sposób nieprzenikniona i tajemnicza. Nie przypominała członka załogi statku kosmicznego. Co taka niewinna i świeża istota robiła w kosmosie? Budząca respekt Emily, pokładowa medyczka, miała ozłocone przez słońce szczuplutkie ciało podchodzące pod delikatny brąz i długie ciemne włosy, które zwykle zawiązywała w kok. Afroamerykanka Rosemary cieszyła oczy czekoladową karnacją skóry. Gęste loczki czarownie układające się wokół jej prześlicznej twarzy, nieco krągłe kształty i rewelacyjnie piękne piersi decydowały o jej atutach. Otaczała ją aura egzotycznej zmysłowości. Zajmowała się ekologią, dobre zajęcie jak każde inne, ale w moim odczuciu miałaby większe wzięcie jako modelka. Była atrakcyjna i wygrałaby konkurs na miss załogi Demostenesa, gdyby taki zorganizowano.
      Zwróciłem się w ich stronę i wzniosłem toast:
      — Wasze zdrowie! — z trudem wychrypiałem, czując się tak, jakbym miał gardło wypełnione wodorostami.
      Pokładowe dżagi zareagowały życzliwie, choć mogły dać mi do zrozumienia, że powinienem stąd się wynieść. Nie znalazłem się przecież na plaży dla nudystów. Uśmiechnęły się do mnie przyjaźnie. „Ostrożnie z dziewczynami!” — zachichotał w mojej głowie cichy głosik.
Emily przerwała krępującą ciszę. Była lekarzem, więc golizna nie robiła na niej wrażenia. Przecież na co dzień obcowała z pacjentami, którzy musieli się przy niej rozbierać.
      — Nic się nie zestarzałeś! — żartobliwie odbiła piłeczkę. — Piłeś eliksir młodości? Wyglądasz jak pół wieku temu.
      — Wy też — wykrztusiłem. — Prawdziwe z was bóstwa.
      To wystarczyło na dzień dobry. Nie chciałem wypaść jak szczeniak, który wdarł się do żeńskiej szatni, więc uznałem, że czas zniknąć im z oczu. Dalsza wymiana zdań w tych okolicznościach byłaby nie na miejscu i dowodziłaby braku taktu. Udałem się do mojej kajuty. Skryłem się tam i odetchnąłem z ulgą. Musiałem trochę odczekać, a potem wciągnąć na siebie koszulkę i szorty.
      W mojej pokładowej dziupli na drugim poziomie nic się nie zmieniło przez te czterdzieści lat. Spakowane rzeczy spoczywały, gdzie powinny, zabezpieczone na wypadek wahań grawitacji. Klimatyzacja sprawiła, że nie okryły się kurzem. Wyjąłem inkrustowany zasobnik, zamykany na linie papilarne, w którym chowałem drobne pamiątki z przeszłości. Znaczyła się na nim duża litera omega. Te pamiątki nie należały do szczególnie cennych, tym niemniej miały dla mnie wartość sentymentalną. Wiązały się ze światem, który opuściłem na zawsze. Nie planowano bowiem powrotu Demostenesa do Układu Słonecznego. Chwilę ważyłem zasobnik w dłoniach, a potem z westchnieniem odstawiłem go na półkę, pozostawiając na wysokości oczu. Było za wcześnie, by wskrzeszać wspomnienia i rozpamiętywać przeszłość. Póki co nie opuściła nas nadzieja i nie utraciliśmy przekonania, że nasza misja okaże się udana. Liczyła się przyszłość. Wierzyliśmy, że nam się powiedzie i że zaludnimy Hegemone. Miało tu powstać pierwsze ludzkie osiedle. Poszukałem czegoś na grzbiet. Szczelna szafa kryła moje ubrania.
      Załoga potężnego Demostenesa składała się z dwunastu mężczyzn i z takiej samej ilości kobiet. Nie licząc czterystu kolonistów, uśpionych na niższym poziomie. Nie zorganizowano dla nas na Ziemi obozu integracyjnego i poznaliśmy się dopiero tuż przed odlotem. Nie brano pod uwagę takich rzeczy, bowiem byliśmy ponoć bezkolizyjnie dobrani. Jednak nie zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Nie mieliśmy okazji. Przeważającą większość czasu spędziliśmy bowiem w hibernatorach. Obudzono nas, gdy Demostenes wyłonił się z nadprzestrzeni, osiągając cel, odległy o półtora tysiąca lat świetlnych. Dotarliśmy do układu solarnego, mającego planetę podobną do Ziemi. Krążyła w ekosferze gwiazdy, żółtego karła, parametrami zbliżonego do naszego Słońca, tętniła życiem i zdawała się na nas czekać. George nazwał ją Hegemone, odwołując się do jednego z maleńkich księżyców Jowisza, noszącego takie miano.
      Jednak dopiero podczas deorbitacji okazało się, że ta planeta nie jest wcale tak gościnna, jak sądzono. Posiadała coś na kształt pola siłowego, które omal nie uniemożliwiło nam lądowania. Nie wykryliśmy wcześniej jego śladów. Doszło do kolizji z napędem Demostenesa i eksplozji głównych silników. Ostatecznie jednak udało nam się osiąść na powierzchni prawie bez szwanku, co graniczyło niemal z cudem i było zasługą dwójki naszych znakomitych pilotów. Napęd należało naprawić, wszakże odłożono to zadanie na później, bowiem wymagało opuszczenia statku.


07.03.2018 :: 13:30
Link |  | Hegemone


W Encyklopedii Miasta Mielca


      Sobota, 10 marca 2018 r. Odbywa się kolejne spotkanie Mieleckiej Grupy Niezrzeszonych Prozaików. Lektorki czytają biogramy mieleckich literatów z Encyklopedii Miasta Mielca Józefa Witka. Barbara Rdzak prezentuje mój biogram (10 minut nagrania, fragment filmu 6:30-16:50).

Zobacz na Youtube... >

10.03.2018 :: 20:00
Link |  | Imprezy kulturalne


Pożegnanie z arcorokiem


      Piątek, 16 marca 2018 r. Jestem w Muzeum Regionalnym w Mielcu na promocji trzeciego tomiku poezji Barbary Augustyn „Pożegnanie z arcorokiem”. Spotkanie uświetnia trio gitarowe Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. im. Mieczysława Karłowicza w Mielcu pod kierunkiem Jadwigi Huber. Wiersze interpretują Anita Róg i Zbigniew Radłowski. Są również prezentowane fraszki i limeryki. Toczy się ciekawa dyskusja. Padają pytania o drogę twórczą autorki.

16.03.2018 :: 22:00
Link |  | Imprezy kulturalne


Na beczce prochu


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Obsiedliśmy długi stół z błyszczącym blatem w kolorze granatu. Byliśmy w komplecie. Z odrobiną skrywanego wzruszenia lustrowałem wszystkie twarze. Lekko posiwiały dowódca, Adam Cox, nie próbował zagajać, ale od razu oddał głos George’owi. Wilson był jego formalnym zastępcą.
      Sympatyczny blondas podniósł się i zaczął bez zwłoki dzielić się z nami tym, co uznał za ważne. Lubił mówić krótko i zwięźle.
      — O tym, że podejrzanie szybko ustąpiło skażenie terenu, już wiecie. A teraz kolejne sprawy. Przyjrzałem się tarczy ochronnej tej planety. Niestety, po naszym niefortunnym lądowaniu uległa ono wzmocnieniu. Nie jesteśmy więc w stanie opuścić Hegemone. Jeśli naprawimy silniki, będziemy mogli co najwyżej pokrążyć nad jej powierzchnią. Nie przekroczymy wysokości stu osiemdziesięciu kilometrów. Znaleźliśmy się więc w pułapce i staliśmy się więźniami. Co nie jest wesołe. Owszem, rysuje się pewna możliwość. Musielibyśmy dwukrotnie wzmocnić napęd. I wtedy spróbować. Być może, udałoby się nam przebić przez blokadę. To po pierwsze, a właściwie po drugie. Następna niespodzianka wiąże się z dżunglą wokół Demostenesa. Popatrzcie! — Wyświetlił zdjęcia, wykonane z góry przez drona. — Tropikalny las wrócił, ale w sposób inteligentny. Widać?
      Nasza macierzysta jednostka dumnie spoczywała na środku porosłego trawą idealnego kręgu o średnicy około dziewięciuset metrów. Dżungla dochodziła do jego granic i nie posuwała się dalej. Statek był ogromny, a przypominał kształtem krytą łódź pościgową. Miał blisko pół kilometra długości. Opływowe silniki znaczyły się po obu stronach. Wspierał się na trzech potężnych łapach, które częściowo chowały się podczas lotu.
      — I co jeszcze? — George podjął nowy wątek, gdy już się napatrzyliśmy. — Mniej więcej dwadzieścia lat po wylądowaniu, gdy słodko spaliśmy w hibernatorach, nieoczekiwanie ktoś złożył nam wizytę. Na drugim poziomie pojawiły się trzy istoty, żywcem przypominające ludzi. Komputer nie rozpoznał nikogo z załogi, więc wszczął cichy alarm. Zablokował ten sektor. Jednak nasi goście zdążyli się wymknąć. Rozmyli się w powietrzu.
      — Ludzie? — zdziwiła się Emily.
      — No, niezupełnie — sprostował George. — Ich oczy jarzyły się zielonym blaskiem, co było dobrze widać, zważywszy słabe oświetlenie. Jak u zombie.
      Wywołał na ekranie obraz z kamer. Faktycznie, korytarzem posuwały się trzy istoty. Potem znikły.
      — A co ponadto? Odnotowaliśmy ciekawą zmianę na powierzchni. Tutejszy gospodarz, o ile można tak powiedzieć, zbudował dla nas — rzecz kuriozalna — osiedle na brzegu morza. Zafundował nam prezent. To komfortowy ośrodek, niczym pensjonat w tropikach, ulokowany kilkanaście kilometrów stąd. Rodzi się pytanie, czy nie jest on przypadkiem łapką na myszy.
      Kamery drona pokazywały połączone z sobą pawilony, kryte widokową czerwoną dachówką i bambusową strzechą, prawdopodobnie symulowaną. Dookoła rosły palmy, a między nimi znaczyła się urokliwa pływalnia dla tych, którzy nie chcieli się kąpać w morzu.
      — Spróbujcie to sobie w spokoju przemyśleć — zakończył blondas. — Jeżeli komuś przyjdzie coś do głowy, niech zgłosi się do mnie lub do komendanta — wskazał głową na dowódcę. I dodał: — Niełatwo to wszystko rozgryźć. To, co tu się dzieje, nie napawa optymizmem. Jak temu stawić czoła? Nie wiemy, czy możemy wypuścić kolonistów na powierzchnię. Chodzi o ich bezpieczeństwo. Być może, siedzimy na beczce prochu. Nie przewidzieliśmy, że ta planeta może kryć takie tajemnice.


20.03.2018 :: 08:00
Link |  | Hegemone


E-booki z fantastyką i nie tylko...


      Na rynek księgarski za pośrednictwem platformy Legimi.com trafiły w wersji elektronicznej moje utwory sf:

• powieść sf „Enbargonki”,
• powieść „Hurysy z katalogu” (dotąd dostępna w wersji papierowej i audio),
• mikropowieść sf „Kasandra”,
• a także książeczka dla starszych dzieci „Przygoda z Rudaskiem”.

Zobacz wydania: >>>


24.03.2018 :: 09:00
Link |  | Publikacje