Faceta czasami ciężko ubrać
Edyta zabrała swój maleńki plecak i pociągnęła za sobą Festę. Erw też wysiadł, ale utknął na skraju wydeptanego iglastego lasu. Nikt tu nie od dawna nie sprzątał i było czuć kloaczny fetor. Snuł się anemiczny dym z kawiarnianego grilla, niosący zapach pieczonych kiełbasek. Poziewywał, medytując nad swoim wyglądem. Obawiał się, że stwarza nienajlepsze wrażenie. A może w jego matrycę wpisały się przypadkowe kompleksy, związane z ubiorem? Kierowca tira ironicznie uśmiechnął się pod nosem, lustrując jego sylwetkę. Ten miał na sobie przepoconą flanelową koszulę w kratę i do niemożliwych granic wygniecione niby-dżinsy z lichego materiału. Kieszeń na piersi wypychały jakieś dokumenty, a obfity brzuch kołysał się, podtrzymywany przez przetarty skórzany pasek. Przetłuszczone włosy dawno nie widziały fryzjera, zaś broda — maszynki do golenia.
— Hm, chyba coś jest nie tak!
Niepokoił się, że biorą go za porąbanego agenta tajnych służb na urlopie. A może za ugrzecznionego pedała? Włożył na siebie to, na co dzień wcześniej zdołała go namówić Edyta. A więc obcisły t-shirt w militarny wzór, wąski zapinany na zamek ciemnobrązowy sweterek, popielate bojówki i jasnobrązowe zamszowe buty. A do tego wcisnął na nos bardzo ciemne okulary przeciwsłoneczne.
— Fatalnie!
Okulary zdjął i obracając nimi w palcach pomyślał, że wywali je do najbliższego kosza na śmiecie — ale tak, żeby Ziemianka tego nie zobaczyła. W razie czego powie jej, że je zgubił.
— Ech, być wolnym!
Zatęsknił za swym paryskim mocno już wymiętoszonym szarym garniturkiem, w którym czuł się najlepiej. Miał już dość tego obcego kraju. Najchętniej wsiadłby w samolot i wrócił nad Sekwanę, a tam cofnął się w czasie. Wykombinował, że odzywają się utrwalone nawyki. Przyzwyczajenie było drugą naturą, czy tego chciał, czy nie.
Facetkę nie
Prezentowała się jak modelka, subtelny makijaż, zapach perfum, wysokie buty, rajstopy kabaretki i zwiewna sukienka z zarzuconym na nią długim miękkim cardiganem, jednak nie wyglądała na uradowaną. W ogóle była ostatnio uszczypliwa i kąśliwa jak osa, więc można było odnieść wrażenie, że całe to towarzystwo, które za sobą ciągnęła, ciąży jej jak kula u nogi.
Tak napisali inni:
eddie
faceci wolą wtapiać się w tło, facetki wprost przeciwnie - błyszczeć...
ale we francuskim baroku - na przykład - było inaczej...
09.05.2005 :: 11:41 :: 213.77.159.245
diancia
;)
08.05.2005 :: 19:15 :: 80.55.148.254
haneczka
Ha ha ha -to znowu ja :)
Kobitę też ciężkoooooo ubrać......Ojojoj........
Ale my to lubimy =]
06.05.2005 :: 21:56 :: 83.17.118.74
mysia
moj mezczyzna wchodzi ze mna do sklepu damskiego:
-Kochanie pospiesz sie... tam na p[rawde nie mozna parkowac
-Tak wiem... Jak podoba ci sie ta sukienka?
-Cudowna bierz i wychodzimy
-Alez misiu... musze przymierzyc... i moze ta .. i jeszcze ta.. i moze jeszcze ten golfik i.....
Moj mezczyzna wchodzi ze mna do sklepu meskiego:
(odrazu podchodzi do sprzedawczyni)
-Ma pani jakies ciemne swetry na 188?
-Tak tutaj wisza takie a ja zaraz poszukam...
-Nie nie ten moze byc
(staram sie wtracic)
-Kochanie przymierz sobie
-Nie na pewno bedzie dobry
Dowidzenia
;)
06.05.2005 :: 13:26 :: 83.16.20.18
|
Wróć |