A w Paryżu faceci tak się nosili...
Trzymająca w ręku parasolkę Helena nieomal skręcała się ze śmiechu, gdyż za ich trójką od pewnego czasu podążał przystojny młodzik, szukający okazji do zaczepki i flirtu. Gdy znalazły się przy czekającym powozie, tamten odważył się i zbliżył, uprzejmie się przedstawiając. Ukłonił się, zdejmując miękki kapelusz z pękiem strusich piór i niemal zamiatając szerokim rondem ziemię. Był przy szpadzie i choć sypał mu się dopiero pierwszy wąs, wyglądał na chwata. Miał na sobie nowy luźny pourpoint, rozpuszczone włosy opadały na rozłożysty batystowy kołnierz, a modne buty z odwiniętymi cholewkami odsłaniały naszytą na batyście koronkową krezę. Również narzucona na prawe ramię i przytrzymywana na rzemieniu bogato zdobiona kurtka świeciła nowością i z pewnością była na miarę.
—Jeszcze nie — dała znak woźnicy, który szykował się do odjazdu.
Pozostawiła swe podopieczne z odzianym
à la mode kawalerem, kierując się w stronę rysującego się dalej mostu. Jednak zaraz zawróciła, bowiem wyczuła, że dzieje się coś nie po jej myśli.
Tak napisali inni:
|
Wróć |