Chyba udzielił mi się nastrój sesji letniej
Z zacięciem mitycznego Syzyfa odrzucał kruche płyty i głazy, chcąc dostać się do zwłok niebezpiecznego wiekowego starca. Stała obok i ze ściągniętą w smutku twarzą przypatrywała się jego mozolnym zabiegom. Po tym, co przeżyli na Czarnym Lądzie, zamknął się w sobie i straszył miną bardziej marsową niż ona. Nie było się czemu dziwić, bowiem na wyżynie Masai Mara zostali pogrzebani na amen. Jednak to, na co się teraz porywał, graniczyło z absurdem, było zupełnie pozbawione sensu i dowodziło, że zaczynał się szarpać i rzucać jak pożałowania godny histeryk. Przypominał rybę wyjętą z wody. Oglądała takie w jakimś porcie rybackim na Krecie, miotające się resztkami sił i usiłujące bezradnie złapać powietrze. Nisko upadł, bo oto z chłodnego i wyważonego analityka przeistoczył się w nie panującego nad emocjami panikarza. Na kosmicznym placu boju pozostał biedaczyna sam jak palec — ostatni z garstki neogeneran, których obecności w czasoprzestrzeni planety nie wyczuwał. Przepadli z krestesem i nie mógł się już z nimi skomunikować. A to nie mieściło się w jego rachubach. Nie spodziewał się, że kiedyś dojdzie do takiej katastrofy.
Wreszcie się wyprostował.
— Czy jesteś przekonany, Yvesie, że wyjdzie nam na dobre ta zabawa w grabarzy? —niemrawo próbowała się upewnić. — Robimy za hieny. Tylko po co? — pociągnęła nosem. Rozpięła bezrękawnik i wachlowała się jego połami.
Tak napisali inni:
d.
:p
05.06.2005 :: 20:48 :: 80.55.148.254
eddie
no, nie...
wieje grozą, więc czuję się raczej studentem, Panno Supergirl...
31.05.2005 :: 13:16 :: 83.25.0.249
supergirl
a Pan jest profesorem Panie Eddie? :>
lato lato! the summer of love!
30.05.2005 :: 20:11 :: 83.24.20.115
|
Wróć |