Czarna rozpacz...
...czyli końcóweczka szóstego rozdziału
Safona pozostała sama przy ognisku. Na północy w górach padało. Rozczesała zmierzwione włosy i uplotła warkocz. Później podkuliła nogi i pociągając nosem zaczęła bezmyślnie wpatrywać się w strzelające płomienie. Gdyby luby był jej plemiennym mężem i gdyby prawdziwie umarł, a nie porwali go bogowie, pewnie poszłaby za nim na stos. Wróciła pamięcią do chwili, w której starzec wyłonił się ze swą sakwą z namiotu. Włożył rękę do środka, lecz nie znalazłszy tego, czego szukał, zamarł na moment jak ślepiec, a oczy omal nie wyszły mu z orbit. Wykradziony przez nią przedmiot był dla niego niezmiernie ważny. Niechybnie i on miał jakieś konszachty z bogami. Dopiero gdy sięgnął w zanadrze swej szaty, dotykając czegoś niewidocznego na piersiach, pewnie niewielkiego medalionu na sznurze, nieco się uspokoił. Wątpiła, czy stary człowiek potrafiłby odnaleźć jej ukochanego. Ten bowiem ulotnił się tak jak to robiły zawsze duchy, po prostu rozpływając się w powietrzu. Tam, gdzie stał jej najdroższy, pozostało jedynie koliste wgniecenie w trawie, jakby po walcu o sporej wadze.
W chwilę później wymknęła się pod obelisk, zabierając ze sobą swoje skarby. Wszystko, co miała, przepiękną szkatułę, monety z elektronu, kawałki srebra, a nawet bransoletę, którą też otrzymała od Ni, zawinęła w pszeniczną słomę i oddała w ofierze Artemidzie. Tylko ona mogła jej dopomóc. Czy jej miły został porwany przez Aresa na Olimp, czy też z miejsca go ukarano, zsyłając do podziemnej krainy? Może witał go już tam Kerberos, potworny pies o trzech paszczach? Albo jak tytana Prometeusza przykuto go do skał niezdobytych gór, by sęp mógł mu wyrywać po trochu odrastającą wciąż wątrobę?
— Z Hadesu nie ma powrotu — łkała, siedząc na stosie kamieni, tam gdzie się z nim rozstała. — Kogo przewiezie brodaty Charon na drugą stronę rzeki, ten na wieki pozostaje w głębinach ziemi...
Świadomość tego, że nie ujrzy więcej swego umiłowanego, była dla niej nie do zniesienia.
Tak napisali inni:
diancia
mmm przeprowadzka... no dobra...
12.01.2004 :: 17:14 :: 80.55.148.254
alchemical-wedd
Dzisiaj mamy tylko jedno piekło... wiele bogów... i brak ziemskiego nieba.
12.01.2004 :: 16:10 :: 213.77.215.50
|
Wróć |