Zmarł papież
Przemija postać tego świata.
Pamiętam dzień, w którym go wybrano. Szaleliśmy z radości.
Ktoś mi zwrócił uwagę, że jeśli doda się cyfry z daty i godziny jego śmierci, otrzyma się liczbę lat pontyfikatu...
07.04.2005 :: 16:00
Komentuj (4)
Przy kosmicznym okrągłym stole
Wrzuciłem do Sieci jeszcze jeden fragment "Windy czasu". To blisko dziesięć stron komputerowych. Jeśli kogoś interesują takie rzeczy...
Zgasił w kuchni światło i pociągnął ją za sobą. Niby to za nim ulegle poszła, jednak raptem poczuł, że mu się wymknęła. Z niepokojem obejrzał się za siebie, ale nie dostrzegł w mroku jej sylwetki. Znieruchomiał. Płaszcz kąpielowy, który trzymał za rękaw, luźno opadł na podłogę.
— Sylvie — jęknął rozpaczliwie, usiłując ściągnąć ją z powrotem. — Idiotko, nie chcę, nie potrzebuję — skamlał jak pies. — Masz natychmiast to przerwać. Rozkazuję ci, wracaj...
Nie pomogły szeptane do ścian i sprzętów zaklęcia. Nic nie było w stanie powstrzymać uroczej woltyżerki. Instynkt mu podpowiadał, że zgrabnej dupci nie ma już w mieszkaniu — pomimo to zajrzał, gdzie mógł, a nawet jak głupi podszedł do wejściowych drzwi, by upewnić się, że są od wewnątrz zamknięte. Wykoncypował, że jakimś cudem oślepiła mu zmysły. W łazience wisiały jej rzeczy. Bezmyślnie dumał nad długim jedwabnym szalem, który wystawał z jej torebki. Powoli go wyciągał, aż do końca, by potem główkować nad tym, do czego miał służyć. Chyba do miłosnych igraszek, czyli w praktyce do wiązania rąk. Bezwiednie zarzucił go sobie na szyję. Zdegustowany i zrezygnowany zawrócił wreszcie do sypialni — lecz tam zatrzymał się jak wryty, uzmysławiając sobie, że stało się coś anormalnego. To były kosmiczne górne rejestry. Przecież nie dotknął go obłęd. W jego spokojne życie znienacka wdarł się inny wymiar, a słodka kochanica z Sorbony zatrważająco dopięła swego.
...> 11.04.2005 :: 10:42
Komentuj (6)
Słowiańskie Magnificat
Czterokrotnie znalazłem się blisko Karola Wojtyły. Pierwszy raz na początku lat siedemdziesiątych. Kardynał pokonał pieszo z Obidzy i Zagród ponad dwukilometrowy odcinek drogi na Suchy Groń w Paśmie Radziejowej, by uczestniczyć w oazowym dniu wspólnoty. Przewodniczył celebracji sub divo. Za ołtarz służył stos płaskich kamieni. Ten wakacyjny dzień nieoczekiwanie utkwił mi głęboko w pamięci. Od rana grzało i kiedy ruszaliśmy z Krościenka szlakiem przez Dzwonkówkę, byliśmy przekonani, że słoneczna pogoda utrzyma się do wieczora. Mało kto zabezpieczył się na wypadek deszczu. Kiedy rozpoczęła się liturgia słowa, nadpłynęły groźne chmury, a w czasie przygotowania darów lunęło jak cebra. Mimo, że zebrało się na szczycie kilkaset osób, znalazły się tylko... dwa duże parasole. Jeden rozłożono nad celebransem i koncelebrującym ks. Franciszkiem Blachnickim, drugi otwarto nad darami ofiarnymi. Kolejny raz miałem okazję ujrzeć Karola Wojtyłę w domu ks. Blachnickiego na Sławinku w Lublinie. Spotkał się tam z nim i z jego współpracownikami. Na pożegnanie uścisnął każdemu rękę. W tym również i mnie. Trzeci raz wpadł mi w oczy już w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Zamyślony stał wieczorem na dziedzińcu akademickim KUL, dokładnie w tym miejscu, gdzie potem wzniesiono pomnik. Pamiętam, że dyskretnie pokazywałem go komuś, kto był ze mną, a jeszcze go nie znał. Czwarty raz oglądałem go już jako papieża w auli Pawła VI w Watykanie na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Przyjechałem na tydzień do Rzymu z Belgii, wykorzystując zimową przerwę świąteczną. Trudno, bym opuścił środową audiencję ogólną.
Właśnie ona sprawiła, że zainteresowałem się jego nauczaniem. Kolega z polskiej sekcji Radia Watykańskiego podsunął mi wydruki niektórych katechez z przyszłego tomu "Mężczyzną i niewiastą stworzył ich". Co tu dużo mówić, to były bardzo trudne teksty. Pisywałem wówczas do "Gościa Niedzielnego", więc chciałem je zaprezentować w jednym z artykułów. Nie wyszło. Udało mi się przebrnąć przez hermeneutykę Jana Pawła II dopiero po kilku kolejnych latach refleksji i studiów. Stąd mogę rzec, że lata osiemdziesiąte były w moim życiu okresem wczytywania się w przesłanie papieskie. Oczywiście, nie w całość. Skupiłem się na jego nauczaniu społecznym i wizji człowieka pracy (homo laborem exercens), a także na nauczaniu do młodzieży (wzrastanie w definicji młodości) — co zaowocowało odrobiną eseistyki, nie mówiąc o kilku opracowaniach naukowych. W latach dziewięćdziesiątych pochłonął mnie warsztat pisarski, więc późniejsze nauczanie papieskie nie było mi już tak bliskie i nie wgłębiałem się w jego szczegóły. Nie mogę jednak powiedzieć, bym nie odkrywał Karola Wojtyły od strony spuścizny literackiej. Tu zaś szczególnie bliskie było mi jego koronne "Słowiańskie Magnificat". Uważałem je za jego najpiękniejszy i najdoskonalszy utwór poetycki.
15.04.2005 :: 11:06
Komentuj (4)
Habemus papam
Urodziłem się za Piusa XII. Potem byli Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł I i Jan Paweł II. Teraz zaś — Benedykt XVI.
Co jest głównym atutem nowego papieża? Myślę, że germańskie zamiłowanie do porządku. Ponieważ jestem w jednej czwartej Austriakiem, a do tego umysł mam ścisły, potrafię docenić tę mało słowiańską cechę charakteru...
19.04.2005 :: 21:01
Komentuj (12)
Dwa newsy
Miałem wczoraj spotkanie autorskie z gimnazjalistami w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Chyba było ciekawie, szalenie interesujący rozmówcy. Potem wywiad dla radia. To ta dobra wiadomość. Zła to taka, że Diancia skasowała bloga. Buuuuuuuuu!..
26.04.2005 :: 11:46
Komentuj (4)
Dobra wiadomość
Jednak Diancię ruszyło sumienie i przywróciła swego bloga. Heh! A już się wydawało, że będzie koniec świata...
:)
I strzał w dziesiątkę...
Diancia się pyta, dlaczego ją czytamy, Basik odpowiada, iż dlatego, że ją uwielbiamy...
27.04.2005 :: 17:12
Komentuj (2)