EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Dziewczyna z buszu


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Scena z wynurzającą się z dżungli piękną tubylczą dziewczyną na obcej planecie chodziła za mną od dawna, już nie pamiętam, jakie opowiadanie SF mnie natchnęło...

      Pawilony stykały się ze ścianą tropikalnego lasu, więc kroczyliśmy ostrożnie, bacząc pod nogi. Licho nie spało i należało uważać. Zwłaszcza na ukąszenia niebezpiecznych owadów. Niósł się wilgotny zapach dżungli. Słyszeliśmy krzyk małp. Odzywały się ptaki. Mijaliśmy wysokie drzewa. Lokowały się na ich gałęziach i pniach kwitnące pnącza. Zwisały liany. Niżej ścieliły się paprocie, glony i mchy. Zieleń była świeża, soczysta i bardzo intensywna. Okrążyliśmy cały ośrodek, nie odkrywając niczego, co mogłoby budzić niepokój. Dopiero gdy wróciliśmy, jeden z naszych goryli pojął, że coś przeoczyliśmy. Detektor Briana wykrył na podczerwieni nieodległy żywy obiekt, kryjący się w dżungli.
      Przyglądałem się z niedowierzaniem temu, co wyświetliło się mu na ekranie. Dwunożna istota stała w gąszczu, zapewne skrycie na nas filując. Ktoś nas podglądał jak nic.
      — Zombie? — głośno się zastanowiłem. — Spróbujmy podejść, może nie ucieknie.
      Powoli zbliżyliśmy do ściany lasu, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów. Domyślałem się, że moi kumple popuszczają ze strachu w gacie. Broń trzymali w pogotowiu, gotowi jej użyć. Gdyby toto, co tam się kryło, nagle wyskoczyło, mielibyśmy się z pyszna. Oczyma wyobraźni widziałem, jak złowroga bestia ginie w krzyżowym ogniu wystrzałów. Laura bojaźliwie została z tyłu, nie chcąc się narażać. Skryła się za moimi plecami.
      Udzielił mi się nastrój niepewności. Nie wytrzymałem nerwowo i krzyknąłem, siląc się na gieroja:
      — Hej, hej! Wyjdź do nas, poczwaro!
      Przez chwilę nic się nie działo. Potem zaszeleściły zarośla i wstrzymaliśmy dech z wrażenia. W gąszczu nie chroniła się zarośnięta człekokształtna małpa, ani żadne inne zwierzę. Dżungla sprawiła nam miłą niespodziankę. Zza zasłony liści wyłoniła się naga dziewczęca postać o ciemniejszej niż nasza pigmentacji skóry, wystarczająco ludzka, byśmy mogli powściągnąć niezdrowe emocje. Nie musieliśmy się jej lękać.
      — Ja cię pierniczę! — wyszeptał George. — To niemożliwe.
      Tajemnicza dżaga pochodziła jak nic z wysp Polinezji. Młodziutka i zgrabna, trochę ustępowała nam wzrostem. Czarne włosy sięgały jej do połowy pleców. Jednak oczy nie zdradzały specjalnej inteligencji. A może mi się tylko tak wydawało. Niepewnie uczyniła kilka kroków i zatrzymała się z dziecięcą ciekawością, gotowa zaraz odwrócić się i uciec. Jej biodra zdobił wąski pasek upleciony z włókien roślinnych. Niczego więcej nie miała na sobie, niczym Ewa w raju, lecz nie przejmowała się brakiem ubioru. Czyżby tu żyło prymitywne plemię, którego dotąd nie udało nam się odkryć?
      Laura nadal chowała się za moimi plecami. Nie była przekonana, że jako kobieta z Ziemi powinna zdobyć się na przyjacielski gest.
      — Masz coś do jedzenia? — cicho zapytałem.
      Sięgnęła do jednej z obszernych kieszeni i bez słowa podała mi tabliczkę słodkiej czekolady. Pokazałem specjał tubylczej młódce, odwinąłem folię i ze smakiem odgryzłem na rogu, klepiąc się z przyjemnością po brzuchu. Taaakie dobre! Po czym zachęcająco wyciągnąłem przysmak w jej stronę.
      — Chcesz gryza? — zawołałem jak dureń. Kompromitowałem się jako poważny agent. Czy tak należało zachowywać się na nieznanej planecie?
      O dziwo, moje demonstracyjne zachowanie odniosło skutek, chociaż nie powinno, a tubylcza piękność dała się skusić. Nie budziliśmy jej przerażenia i właściwie odczytała moje intencje. Z wrodzoną beztroską podeszła, zalotnie kołysząc biodrami i nie przejmując się wycelowaną w nią bronią. Wzięła ode mnie czekoladę. Skosztowała, nie spuszczając ze mnie wzroku. Trudno, żeby jej nie smakowała. Kto nie lubił czekolady? Nie uciekła, czego mógłbym się spodziewać. „Rany, udało się!” — zachichotał w mojej głowie cichy głosik. — „I co dalej?”
      Tubylcza piękność stała przede mną, jakby na coś jeszcze czekając. Przestąpiła z nogi na nogę. Nie wiedziałem, o co jej chodzi. Króciutką chwilę walczyłem z oczopląsem. Bez żenady prezentowała swe wdzięki, więc jej bliskość sprawiła, że jak sztubakowi zabrakło mi tchu. Z wrażenia bałem się poruszyć. Była cudownie zbudowana, przeurocza i zniewalająca. Obok takiej madonny nie przechodziło się obojętnie.
      Jej ciemne oczy taksowały mnie z niesłabnącą uwagą. Wreszcie uśmiechnęła się i powiedziała coś szybko w języku, którego nie rozumiałem. Czułem, że przecięła niepojęty dla mnie węzeł gordyjski.
      — Do diabła! — syknąłem przez zęby. — Macie tu translator?
      Pokładowy mózgowiec przesłał nagranie na statek i błyskawicznie dostał odpowiedź. Obca dżaga była naprawdę Polinezyjką.
      Oznajmił z niepomiernym zdziwieniem:
      — Powiedziała: „Dobre. Ty mnie wziąć. Ja być twoja!”
      Tyle samo wyczytałem z jej oczu. Poza tym jej gesty nie budziły już wątpliwości. Stała się nagle moją przyjaciółką. Potraktowała mnie jak ziomka i nie zamierzała odejść. Pojąłem, że jakimś cudem dokonałem transakcji. Dostała mi się na własność urodziwa tubylcza dziewka. Za tabliczkę czekolady. Odważyłem się i delikatnie dotknąłem jej zmysłowej twarzy. Przeszył mnie natychmiast dreszcz pożądania.
      George dostrzegł moją niepewną minę.
      — Ciekawe, co powie na to Rosemary! — zażartował.


04.04.2018 :: 19:30
Link | Komentuj (0) | Hegemone


Z Włodzimierzem Kłaczyńskim


      Sobota, 7 kwietnia 2018 r. W Cukierni u Borowskiej w Mielcu odbywa się 11. spotkanie literackie Mieleckiej Grupy Niezrzeszonych Prozaików. Tym razem jest prezentowana proza Włodzimierza Kłaczyńskiego. Lektorki czytają fragmenty „Popielca”. Oprawę muzyczną zapewnia ZPiT Chorzelowiacy.

07.04.2018 :: 21:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne


Starożytni bogowie powracają!


      Na początku kwietnia 2018 r. na rynek księgarski za pośrednictwem platformy Legimi.com trafiła w wersji elektronicznej moja świeżo ukończona mikropowiesć sf „Hegemone. Myśląca planeta”. Utwór liczy sobie ok. 70 ss znorm mpsu.

Zobacz wydania >>

15.04.2018 :: 08:30
Link | Komentuj (0) | Hegemone


Porozmawiajmy o ewolucji


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Usiedliśmy na rozgrzanym marmurze. Wyłączyłem translator. Hina i Noa z oddaniem mi asystowały, nie zamierzając nigdzie się oddalać. Wodziły palcami po żyłkach, znaczących się na wypolerowanych płytach, jakby układały się one w tajemniczy szyfr, tylko dla nich zrozumiały.
      — Mów, na co wpadłeś!
      George zaczął wykład.
      — Przecież to oczywiste, że ewolucja organizmów żywych jest czymś wyjątkowym i i niezwykle rzadkim. Jest fenomenem całkowicie niezrozumiałym z punktu widzenia astrofizyki. Dochodzi do niej tylko w nielicznych zakątkach wszechświata. Powstają niewielkie wysepki życia w nieogarnionych przestrzeniach kosmosu. Co jednak wywołuje rozwój organizmów żywych? Skąd bierze się życie? Co napędza ewolucję? Uznano, że odpowiadają za nią nieznane nam, ale inteligentne czynniki, wtórne wobec kosmosu jako całości. Nie wykluczano również tego, że twórcy ewolucji organicznej, biologicznej przybyli do nas z innego, nieznanego nam wymiaru wszechświata…
      — Jasne. Czyli mówimy o bogach.
      — Szukano ukrywającego się demiurga, może arystotelesowskiego pierwszego motoru, który odpowiadałby za rozkwit organizmów żywych na naszym i na innych globach. Pod tym kątem badano podania religijne i mity. Skąd bierze się moc, przekształcająca formy mniej rozwinięte w bardziej zaawansowane?
      — I tahitański bóg Ta’aroa — twoim zdaniem — odpowiada tej koncepcji?
      — Podobnie jak inni starożytni bogowie, stwarzający życie na Ziemi, w tym Bóg z Biblii. Na wyspach Polinezji Ta’aroa występował także pod innymi imionami. — George z zaaferowaniem zatarł ręce. — Dopóki nie znajdziemy lepszego, sensu stricto naukowego wyjaśnienia, powinniśmy się trzymać pierwotnych przekazów. W nich jest coś, nad czym nie wolno nam przechodzić do porządku dziennego. Iskra prawdy. Kosmicznej prawdy. Wskazują one, w jakim kierunku powinny biec nasze badania.
      Pojąłem, do czego zmierza. Innymi słowy, ktoś najpierw założył ogród, czyli stworzył wszechświat, a potem ktoś inny zasadził w nim kwiaty.
      — Sądzisz, że Ta’aroa przeniósł się z Ziemi na tę planetę? I zamienił ją w kraj mlekiem i miodem płynący?
      Wracające z wioski dziewczęta nie pozwoliły mu dokończyć. Oniemiałem, kiedy spojrzałem na ścianę lasu. Ahuone prowadziła nie dwie dżagi, ale ich całą roześmianą gromadkę.
      — O nie! — jęknąłem. — A to będzie!..


19.04.2018 :: 14:00
Link | Komentuj (0) | Hegemone


Raptory


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Po posiłku rozstałem się z Rosemary i udałem na platformę ze sprzętem, który miał trafić na powierzchnię globu. Zaciekawiały mnie środki transportu. Spotkałem tam Michaela i Johna. Pracowali od samego rana. Zamierzali testować maszyny do lotów i łaziki na gąsienicach do pokonywania dżungli.
      — Czego szukasz? — ciekawie zapytał Michael. — Pomóc ci w czymś?
      — Chciałbym wziąć skuter powietrzny — powiedziałem. — Marzy mi się, by wybrać się nim do pensjonatu nad brzegiem morza.
      Zaprowadził mnie do niszy, w której stało kilkanaście takich maszyn. Nazywano je raptorami. Miały opływowe kształty, a ich szaro-zielone karoserie cieszyły oczy. Prawdziwe cuda. Niektóre pokryto kolorami maskującymi. Były łatwe w obsłudze, więc mogłem od razu zasiąść za sterami i polecieć. Dzięki finezyjnemu napędowi potrafiły zawisnąć w powietrzu. Przełknąłem z wrażenia ślinę. Miałem już wcześniej do czynienia z takim sprzętem. A poza tym na Ziemi uchodziłem za rajdowca.
      — Do nich są kaski i kombinezony — wyjaśnił Michael. — To ze względów bezpieczeństwa.
      — A jak się stąd wyrwać?
      — Nie otworzę ci luku, nie ma mowy. Na to musisz mieć zgodę Coxa.
      — Też względy bezpieczeństwa? — rzuciłem zawiedziony.
      — I to ty pytasz o takie rzeczy? — z niedowierzaniem pokręcił głową. — Przecież jesteś od pilnowania innych. Ale mogę ci podrzucić jedną maszynę do głównego wejścia. Przed śluzę. Tam już sobie poradzisz. Postawię raptora obok ślizgacza, z którego korzystacie. Wpiszę twój kurs jako próbny.
      Zatarłem ręce z zadowoleniem.
      — Dzięki! Dobry kumpel z ciebie. Jeśli ci to nie przeszkadza, wybrałbym się za pół godziny.
      — Masz szczęście, że wdepnąłeś z rana, bo później będzie urwanie głowy. Swoje robimy, ale to jeszcze nie wszystko. Budzą co poniektórych kolonistów. Postawili na nogi kilku mechaników — zdradził Michael. — Mają zabrać się za naprawę silników.


27.04.2018 :: 18:30
Link | Komentuj (0) | Hegemone