XXL
To nie chodzi o Septuagintę. O rozmiary w sklepach z odzieżą. Czas leci, człowiek wsuwa, co lubi, więc korekty okazały się niezbędne. Łapałem się na tym przede wszystkim przy kupowaniu bluzek. Najpierw wołałem o "L". W domu mierzyłem i okazywała się za ciasna. Przeszedłem na XL. Też ciasnawa. Wreszcie z bólem serca zaakceptowałem XXL. Ciuchy w tym rozmiarze są luźne, przewiewne i wygodne.
Teraz z pewną wzgardą i poczuciem wyższości łypię na puszystych, którzy męczą się w pękających w szwach bluzkach i wcinających się w ciało spodniach. Cóż, nie umieli pogodzić się z tym, że przytyli. Ja umiałem, he, he...
Tak napisali inni:
eddie
>>> tynka
to chyba krokodyle łzy,
jesteś szczuplutka, czyli na topie...
06.08.2005 :: 11:50 :: 80.55.235.83
eddie
>>> grease
co ty, kochanego ciała nigdy dość, a poza tym mam za słabą wolę...
06.08.2005 :: 11:48 :: 80.55.235.83
Martynka
A mi tam mówią, że jestem za chuda... Po prostu trzeba polubić swoje ciało. Wstydzić się powinni ludzie którzy mają deficyt inteligencji, a nie ciała;P
05.08.2005 :: 17:05 :: 83.16.227.242
mucia
.... a może by tak dieta... ?
05.08.2005 :: 10:25 :: 83.22.110.69
|
Wróć |