Niestety, wrzesień...
Rok w rok złote brązy jesieni dotkliwie unaoczniały mu, że nie można bez końca zachłystywać się wolnością. Finiszowało upalne lato z szaleńczymi wyprawami w zalesione góry i z maniackim wylegiwaniem się nad wodą. Miał jeszcze zamiar wybrać się z plecakiem w Bieszczady, ale fatalnie oblany egzamin wżynał się w jego wakacyjne plany szczerzącą kły sesją poprawkową. Musiał gnić w mieście, poniewierać się na przygodnej stancji i wkuwać.
Tak napisali inni:
bacardi-breezer
lubię wrzesie, deszcz i chlapę. bo przypomina mi o domu. o Londynie, bo tam jest mój dom. bo tu jestem nie z własnego wyboru, bo korzenie moje t a m.
19.09.2005 :: 11:33 :: ownlog.com
|
Wróć |