KOMENTARZE
 



Chrapliwie zawyła...


      Chrapliwie zawyła syrena, znak, że nadszedł czas na kolację i opieszale podniosła się z pryczy. Nie odczuwała głodu. Zbyt była przerażona tym, co ją czekało. Wynurzyła się z celi, włączyła się w sznur zmęczonych po pracy więźniów, dała się wessać do kiepsko oświetlonej sali, w której serwowano posiłki, wzięła tacę i ustawiła się w kolejce. Podawano rozgotowane rizotti z kawałkami mięsa, a do tego kubek ciemnej kawy. Przytłumiony gwar rozmów działał uspokajająco. Widziała plecy Toma i instynktownie ku niemu pociągnęła, skwapliwie sadowiąc się przy ciemnym blacie między nim a jego bratem. Wciśnięta między takich ochroniarzy, poczuła się bezpieczna. Odważyła się i łypnęła wzrokiem dokoła. Przy sześciu długich stołach ulokowało się około osiemdziesięciu więźniów. Gwar rozmów stopniowo cichł, aż wreszcie zapadła podejrzana cisza. Z trudem przełknęła kolejną łyżkę ryżu i znowu niepewnie podniosła oczy.
      Tchórzliwie pojęła, że jest w centrum uwagi wszystkich bez wyjątku, nawet trzech strażników pod ścianą. Napięcie wydawało się sięgać zenitu. Samica, wpuszczona do klatki z wyposzczonymi samcami. Było wiadomo, że rozerwą ją na strzępy. "Cholera, to ta obcisła bluzka!" — jęknęła w duchu z prawdziwą rozpaczą. Nie miała pod spodem biustonosza, nie nosiła takich rzeczy, bo piersi jej nie opadały. Dwie inne kobitki, które dostrzegła przy końcu sali, były już mocno podstarzałe i bez seksapilu. Jednak i one nie odważyłyby się włożyć czegoś tak wściekle podkreślającego sylwetkę. W myślach sklęła ponurego faceta z magazynu, który z premedytacją wcisnął jej ciuchy w tym rozmiarze. Sadysta!..
      Wzięła głęboki oddech i zwróciła się do Toma. Wydawało się jej, że jeśli czegoś natychmiast nie przedsięweźmie, to za chwilę się rozpłacze.
      — Chyba nie dosolili tego ryżu — rzuciła niskim tonem, siląc się na niesłychaną pewność siebie.




Tak napisali inni:




| Wróć |