KOMENTARZE
 



Ludzie sobie wybaczają...


To z "Windy czasu"...

      Zamurowało go na amen. Gwałtowna burza ze wściekłymi wyładowaniami atmosferycznymi na płynnej powierzchni Jowisza lub Saturna, bądź też w gęstej atmosferze Wenus, nie zrobiłaby na nim większego wrażenia. Ujrzał siedzącą w fotelu Sylvie, jego twarz z nagła pobladła, a kolana się pod nim niebezpiecznie ugięły. Wpadł w popłoch i nie umiał ukryć przerażenia.
      — Zguba się znalazła — półszepnął bardziej do siebie niż do wojowniczki. — Boże święty, ten układ solarny jest taki mały...
      Niecodzienny przybysz nie był jednak wrogo nastawiony. Dupcia ostrożnie się podniosła i anemicznie się uśmiechnęła. Też miała tremę, a przy tym może nawet większą niż neogeneranin. Melodia ucichła jak nożem uciął. Chyba ociupinkę ujęła sobie lat, bo wyglądała tak jak dawniej, kiedy studiowała na Sorbonie i chadzała z nim na kawę.
      — Chciałabym cię przeprosić, Yvesie — rzekła bez wstępów, poprawiając okulary na nosie i rzucając niepewne spojrzenie na jego marsową twarz. Pragnęła stać na pewnym gruncie. — Tamtego fatalnego dnia byłam potwornie zmęczona, więc się nie kontrolowałam. Wybacz, zachowałam się jak idiotka — kornie wyznała, posiłkując się zwrotami żywcem z podręcznika dobrego wychowania dla nastolatek. Następnie podeszła do niego, zdjęła swe ogromne okulary i cmoknęła go w ucho. Była znowu uosobieniem słodyczy i dobroci. Prawdziwy anioł w spódnicy, chwilowo bez skrzydeł.
      Zupełnie go zaskoczyła. Wszystkiego się mógł spodziewać, ale nie tego, że sprawy przybiorą tak nieoczekiwany obrót.




Tak napisali inni:




| Wróć |