EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









1 maja


      Gdzieś tam na początku maja, jak opowiadają starzy ludzie, było socjalistyczne święto pracy. Odbywały się pochody…

Z dzisiejszej kartki w kalendarzu:

      Coś jest nie tak z moim wzrokiem. Jakoś nie widzę siebie w pracy. (Teddy Bergerson)


01.05.2010 :: 08:25
Link |  | Główna


Troć norweską z kaszą gryczaną i kapustą z grzybami, poproszę!


      Oglądałem w weekend w telewizji relację z Konkursu Młodych Talentów Sztuki Kulinarnej L’Art de la cuisine Martell, konkurs odbywał się w marcu w sercu Krainy Wielkich Jezior Mazurskich w czternastowiecznym zamku krzyżackim w Rynie i muszę przyznać, że materiał filmowy zrobił na mnie ogromne wrażenie. W tej edycji konkursu szesnaście rywalizujących drużyn trudziło się nad trocią norweską z polskimi dodatkami, kaszą i kapustą. Oglądając tę relację, zacząłem żałować, że nie zostałem kucharzem.
      Czasami człowiek dochodzi do wniosku, że wybrał zły zawód i że pomylił się z powołaniem.


04.05.2010 :: 13:18
Link |  | Główna


Demokracja


      Od dawna głowiłem się nad tym, jakie kształty powinna mieć prawdziwa demokracja, bo żadna z jej historycznych form nie była dotąd zadowalająca, a z każdą wiązały się jakieś mankamenty. I dziś właśnie — po wielu, wielu latach — doznałem błogosławionego olśnienia, w jednej chwili pojmując, w czym rzecz.
      Doskonała demokracja to taka, w której kobieta ma dwa głosy, a mężczyzna jeden.


06.05.2010 :: 16:50
Link |  | Główna


Nowa powieść Marty Pelinko


      Piątek, 7 maja. Jestem w Osiedlowym Domu Kultury KARTON przy ul. Ofiar Katynia w Rzeszowie na spotkaniu autorskim Marty Świderskiej-Pelinko, prezesa rzeszowskiego oddziału ZLP. Marta prezentuje swą najnowszą powieść „Za drzwiami deszczu”, wydaną przez Wydawnictwo TELBIT. Tematyka kobieca. Jest to jej trzecia powieść po „Tułaczym smaku Edenu” i „W labiryncie bólu”.


08.05.2010 :: 11:12
Link |  | Główna


Spotkanie z Anatolem Diaczyńskim (Анатолий Дячинский)


      Poniedziałek, 10 maja. Jestem na spotkaniu autorskim Anatola Diaczyńskiego w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mielcu. Pisarz, absolwent Instytutu Literackiego im. Gorkiego w Moskwie, członek ZLP, jest Polakiem z Kazachstanu, mieszkającym w Polsce od 1995 roku. W czasie spotkania opowiada o smutnym losie rodaków, zesłanych na kazachskie stepy. Pisze w języku rosyjskim, którym biegle włada, potem tłumaczy na polski.
      Dobrze się znamy ze spotkań ZLP, dlatego chętnie włączam się w program spotkania. Prezentuję fragment jego ostatniej książki „Nadchodzi wieczór 2”.


10.05.2010 :: 15:56
Link |  | Główna


Brakująca sekwencja


Przeglądałem „Hurysy z katalogu”, uzupełniając tu i ówdzie narrację, a przy okazji odkryłem w siedemnastym rozdziale lukę, którą należało wypełnić. Oto dopisany tekst:


      Leżeli przytuleni do siebie, wpatrując się w ciemność. Czuł cudowną bliskość jej ciepłego ciała. Katie uległa mu już pierwszego wieczora, kiedy wrócili z baru, w którym poznał kilku jej kumpli. Grali w bilard i w rzutki. Odwiozła go do hotelu, migając swoim mobilem po rozjarzonym centrum, oświetlone Memfis było ładne w nocy, odprowadziła go do pokoju i tam została. Namiętnie całowali się już w windzie. Pozwoliła mu się rozebrać, delikatna czarna bielizna zdobiła jej szczupłe ciało, jednak nim do czegoś doszło, zerwała się, pozbierała swoje ciuchy i umknęła przed nim do łazienki. Nie wiedział, czy powinien się na nią wkurzyć, czy nie. Nie zostawiało się przecież chłopaka w takim stanie.
      Po dwóch minutach wyparowała z łazienki, przeprosiła go i wyjaśniła, że nie jest jeszcze gotowa. Znowu się całowali. Solennie mu obiecała, że zrobią to tak jak trzeba następnego wieczora. Nie był pewny tego, czy powinien wierzyć jej zapewnieniom, jednak nie miał innego wyjścia. Dotrzymała słowa, atoli nie za darmo. Wymogła na nim, aby obiecał, że załatwi jej w „Body Perfect” służbowe przeniesienie na Dianę. Nie chciała zostać na Ganimedesie. Działał pod wpływem impulsu, snując dalekosiężne plany. Przyszło mu od razu na myśl, że może się z tym zwrócić do profesora, szefującego w jego dziale. Liczył na to, że stary mu pomoże, a znając jego wpływy, był prawie pewien, że tamtemu się powiedzie.
      — I jak? Dobrze ci było? — szepnęła, odwracając się i podpierając się na łokciach.
      — Kocham cię, Katie! — wyznał.
      — Ty naprawdę pierwszy raz? — usiłowała się upewnić, zaglądając mu w oczy.
      — Tak — powiedział bez cienia wstydu. Czuł, że może nie mieć przed nią żadnych tajemnic. — A ty? — zapytał.
      Uśmiechnęła się, a na jej twarzy pojawił się wyraz zmieszania, widoczny nawet w mroku hotelowego pokoju.
      — Powiem ci kiedyś, dzisiaj nie! — pieszczotliwie zasłoniła mu ręką usta, nie pozwalając zadać kolejnego pytania.


11.05.2010 :: 11:58
Link |  | Hurysy z katalogu


Dni Kultury Löhne


      Löhne jest miastem w Nadrenii Północnej-Westfalii, od 2002 roku miastem partnerskim Mielca. Z tej racji mają miejsce wymiennie Dni Kultury. W ramach tegorocznych Dni Kultury Löhne w Mielcu, w sobotę 15 maja odbywa się w sali lustrzanej SCK spotkanie Grupy Literackiej „Słowo” z autorami z Löhne. Niemieccy autorzy prezentują swoje wiersze. Rozmawiamy o współpracy, m.in. o wydaniu wspólnego dwujęzycznego tomiku poezji.


16.05.2010 :: 09:28
Link |  | Główna


Romeo z zaświatów, czyli lekcje z duchem


Zacząłem w coś takiego się bawić, jednak dotąd powstała tylko jedna odsłona. Zainspirowano mnie w SCK w Mielcu, gdzie pytano mnie o sztukę teatralną, pomyślaną dla żeńskiej trupy. To satyra na współczesną młodzież, palikoteria dramatu...


dramat, scena młodych, slang

OSOBY:
Dominika, Justyna, Paulina, Kamila, Weronika, Oliwia,
Polonistka, Wychowawczyni,
Duch Romeo

MIEJSCE AKCJI:
Klasa szkolna, ławki, tablica szkolna, biurko dla nauczyciela

ODSŁONA PIERWSZA

Pusta klasa, w ostatniej ławce siedzi Duch i czyta gazetę. Wchodzą Dominika i Justyna.

Dominika
Biedna Weronika! Dała się złapać jak mucha na lep. Dziwisz się, że jej nie zazdroszczę, tylko współczuję? Kuba jest z pozoru chłopakiem jak marzenie. Jeździ mercedesem i mieszka jak basza w stylowej willi z basenem. A przecież każdy wie, że jest bez zasad. Tylko naiwny nabierze się na jego niewinną buzię. Czarna rozpacz. Dlaczego nikt jej nie ostrzegł? Facet podetnie jej skrzydła i dziewczyna pójdzie na dno. Jak kamień.

Justyna
Wrzuć na luz, jej już nie naprawisz. Zresztą, ma swój rozum i nikt jej nie będzie prowadzić za rączkę…

Dominika
Obciach straszny. Potrafisz to sobie wyobrazić? Podobno u niego na melanżu działy się dantejskie sceny. Pieprzył się z dwoma albo z trzema. Rzygać się chce, kiedy słyszy się o takich odchyłkach. Tak to wariują króliki i koty, nie ludzie.

Justyna
Pleciesz trzy po trzy. To niemożliwe. (rozgląda się) Ciii! Ściany mają uszy. Nie ma co mleć ozorem, jak się nie ma pewności. Lepiej zmień temat.

Dominika
Oki, schodzę na ziemię. Przecież to nie moje sprawy. Nie muszę robić za dobrego Samarytanina. (zagląda do plecaka i wyciąga dużą ekierkę) Zapieprzam z tym od rana do wieczora, aż mnie cholera bierze. A i tak jestem do tyłu.

Justyna
Z czym?

Dominika
Z trygonometrią. Za Chiny nie pojmę, o co to chodzi z tym koszmarnym trójkątem Pitagorasa. Może dlatego mam uraz na punkcie trójkątów w ogóle.

Justyna
Co ty? Takich rzeczy nie kumasz? W dowolnym trójkącie prostokątnym suma kwadratów długości przyprostokątnych jest równa kwadratowi długości przeciwprostokątnej. To było na tapecie w podstawówce.

Dominika
Czarna magia. Wtedy nie chodziłam do budy. Latałam za Krzyśkiem i nawet się z nim całowałam. Z języczkiem. Teraz muszę nadrabiać zaległości.

Justyna
Nawróciłaś się na naukę polską? Godne najwyższej pochwały. Tyle tylko że nie da się tego na ładne oczy, żaden belfer się nie nabierze, bo diabeł tkwi w szczegółach. Z matmą jest tak, że nie możesz przeskoczyć kilku lat zaległości. Balansujesz na skraju przepaści. Bez korepetycji ani rusz, a matura za rok. W gimnazjum też bimbałas?

Dominika
Też, ale wtedy to z powodu Grzesia. Był na mnie napalony, ale niestety, szybko mu przeszło. Prysło jak bańka mydlana. A tak cudownie się zapowiadało. Wieczorami wysiadywał z kumplami pod moim oknem i wpatrywał się w firankę. Wtedy też nie mogłam się uczyć. Siedziałam nad książkami, wzdychałam i całymi godzinami rysowałam serduszka. I warowałam przy komórce. Czekałam, kiedy zadzwoni. A jak zadzwonił, to zamieniałam się w tygrysicę, wybuchałam jak wulkan i skakałam mu do gardła. Puszczałam taką wiązankę, że aż uszy więdły. A jak, co tak na mnie patrzysz? Ustawiałam go do życia.

Justyna
Odstraszasz facetów, Dominiko, jak nic. Szukasz mena, któremu będziesz mogła grać na nosie? Nigdy się nie nauczysz, że trzeba ich traktować jak ludzi? I szanować? Potrafią odwdzięczyć się tym samym.

Dominika
Szanować? Chyba żartujesz. Gadasz jak wapno. Do piętnastego roku życia to cudowni romantycy. A potem zamieniają się w podłe wieprzki. Już na pierwszej randce pcha ci się taki z łapami na pole karne. I co masz zrobić, przylać mu w mordę? Czy udawać, że cię to rajcuje i że chcesz więcej?

Justyna
Ciekawe? Mnie żaden nie próbuje wyłomotać. Nawet przez myśl im nie przejdzie. A przecież niczego mi nie brakuje.

Dominika
Bo ty stwarzasz dystans, ja nie potrafię. Nasz księżulo mówił, że masz wyrazistą osobowość. Nie boisz się głośno powiedzieć, że jeszcze nie straciłaś dziewictwa. Ja bym się nie odważyła.

Justyna
(wzrusza ramionami) Trzeba być sobą. Tylko słabeusze idą owczym pędem.

Dominika
A poza tym, niestety, jak się zakocham, to miesza mi się w głowie. Nie wyczuwam granic i nie wiem, kiedy dać sobie po hamulcach. Póki co, tylko ty jesteś, Justysiu, moją bratnią duszą, a właściwie siostrzaną i tylko ty mnie rozumiesz. Z facetami nigdy sobie nie poradzę. Ech, mieć jednego i chodzić z nim przez dwa lata. I nie dać się zagonić do łóżka. Słodkie marzenie. Tylko jak to zrobić?

Justyna
Siadamy? Bo sterczymy jak idiotki na środku klasy. Dziś krótsze lekcje, po pół godziny. Właściwie tylko trzy z racji święta. Pewnie połowa dziewczyn i tak się nie przytelepie.

Dominika
Siadamy. Nie ma co oszczędzać dupska. Ciii! A co to za facet? (ogląda się na Ducha) Co on robi w babskiej klasie?

Justyna
Też go zauważyłam, nawet przystojny. Chyba czeka na naszą chemiczkę.

Wchodzą Paulina i Kamila.

Paulina
Na pierwszy rzut oka to totalny szajs. Tłoczno, szumno jak w ulu. Ludzie wydzierają sobie łachy, biorą co popadnie, depczą po halkach, swetrach, spodniach i koszulach. Idiotyzm do entej potęgi…

Kamila
Dobra, każdy zna tę smutną prawdę o lumpeksach. Powiedziałaś jednak, że to złota żyła i że rozgryzłaś ich sekret.

Paulina
Nie ja, studenci. Jak się nie ma szmalu, trzeba ruszyć głową. Brat mojej kumpelki robi na tym niezły interes. To, co znajdzie w szmateksach, sprzedaje na Allegro. Niucha za markowymi, modnymi ciuchami, nowymi, nieużywanymi. Ponoć schodzą jak świeże bułeczki. Wyciąga na tym na czysto bańkę miesięcznie.

Kamila
Opowiadasz? A tak wolno?

Paulina
Wolno handlować używanymi łachami. Ale nie w tym rzecz. Doszłam do wniosku, że w lumpeksach jest jak z perłami rzuconymi między wieprze. Jeśli zatkasz nos i pogrzebiesz w tym szajsie, zawsze natrafisz na coś ekstra. Nie musisz być biedna jak mysz kościelna.

Kamila
Serio? Chodzisz po lumpeksach?

Paulina
A jak! Zobacz, co ostatnio znalazłam. To już odświeżone lub wyprane. Skórzana kurteczka za 10 złotych, mam ją na sobie. (ściąga i podaje koleżance)

Kamila
(ogląda) Kurde balans, chyba prawdziwa, od Armaniego, nie widać, żeby ktoś ją nosił.

Paulina
(wyciąga z plecaka) Zgrabniutkie dżinsy, oryginalny Levi’s, krótkie postrzępione nogawki, za 3 złote, wyglądasz w nich jak laska z Miami Beach, doskonałe na rolki. (wyciąga dalej) Dżinsowa spódniczka mini, super, również Levi’s, za 4 złote.

Kamila
Niezła!

Dominika i Justyna przerywają cichą rozmowę, podchodzą do Pauliny i oglądają wyciągane ciuchy.

Paulina
(znowu sięga do plecaka) Modna koszulka polo w szerokie paski. Na lewej piersi mała, wyszywana aplikacja, 1 złoty. (sięga znowu) Eleganckie legginsy trzy czwarte, u dołu zapinane na dwa guziczki ozdobione cyrkoniami.

Kamila
(podnosi je pod światło) W te legginsy akurat nie uwierzę. Nie mogą być ze szmateksu.

Paulina
Sorry, to nie z lumpeksu, masz rację, kosztowały mnie cztery dychy. Ale to jest za grosze! (wyciąga) T-shirt z zabawną aplikacją z przodu, za złotówkę. Haftowany top na ramiączkach, stuprocentowo nowy. (odkłada plecak) Ale najlepszy jest strój kąpielowy. Jednoczęściowy, na moją figurę. Mam go na sobie. Pokażę ci, jak w nim wyglądam! (wskakuje na ławkę i przy muzyce symuluje striptiz)

Wpada rozjuszona Weronika. Rozgląda się i zatrzymuje wzrok na Dominice.

Weronika
Ty! (pokazuje na nią wściekle palcem) Cienko zaśpiewasz, paskudny babsztylu! Tak cię zerżnę, wredna suko, że ci się odechce takich numerów. Będziesz wić się u mych stóp i błagać o litość!

Dominika
(z miną niewiniątka) Ja? Co ty? Nie skrzywdziłabym nawet muchy.

Weronika
A co wypisujesz na swoim durnym blogu? Myślisz, że nie mam oczu? „Ostatnio moja kumpela, Weronika, z durnym Robertem się bzyka!” A tego, co dalej, nie da się powtórzyć. Zwłaszcza o seksie zbiorowym.

Dominika
To nie ja!

Weronika
Nie ty? „Mokra_cipeczka” to nie twój nick? Po błędach ortograficznych można cię poznać, podła suko!.. (rzuca się na Dominikę, a koleżanki próbują je rozdzielić)

Wchodzi Oliwia i przerywa sprzeczkę.

Oliwia
Dziewczyny, przestańcie, koniec świata. Padniecie, jak wam powiem, co się stało. (skupia na sobie uwagę wszystkich, nawet Duch wstaje z miejsca) Ktoś ukradł nasz dziennik. Za kwadrans przyjdzie tu dyrektor i zrobi rewizję. Sprawdzi, co mamy w plecaczkach.

Zapada złowróżbna cisza.

Dominika
(z rozpaczą) Nie mogę pokazać, co mam w plecaku.

Oliwia
(wyciąga plastikowy worek na śmiecie) No, właśnie, nikt nie może. Wrzućcie wasze cenne trofea do tego wora, a ja spróbuję je przemycić do pakamery sprzątaczki. (Obchodzi wszystkie dziewczyny, omijając Ducha, te pozbywają się rzeczy, których nie powinny były przynosić do szkoły. Potem zatrzymuje się przy biurku nauczycielskim.) Na wszelki wypadek muszę zerknąć, bo gdyby mnie ktoś nakrył, byłabym pod kreską. (wyciąga po kolei i wykłada na biurko) Uuuu! Pistolet na gaz.

Justyna
(krzyczy) Durna babo, późno wracam do domu po dodatkowych lekcjach, muszę mieć coś takiego przy sobie.

Oliwia
Bez komentarza. Jedna puszka piwa, druga puszka piwa. Rany, trzecia puszka piwa! Człowiek nie wielbłąd, pić musi. Świerszczyk dla dorosłych. Bicz dla prostytutek. (rzuca okiem do środka) O, nie, czyj ten wibrator? (rozgląda się po koleżankach, jednak żadna się nie przyznaje) Żartowałam, nie ma wibratora!

Weronika
Jak to nie ma?

Oliwia
He, he, he, znalazł się właściciel.

Weronika
(tłumaczy się, czerwona na twarzy) To pomyłka, miałam kupić wibrator do gitary.

Oliwia
Ale mądra, wzięła sex shop za sklep muzyczny. Nie ze mną te numery, Brunner. (ładuje wszystko z powrotem) To ja się zmywam, jakby co, to po lekcjach zasuwajcie do sprzątaczek. (wychodzi z workiem)

Justyna
(w samoobronie) Każdy może mieć w u siebie, co chce, przecież to jego sprawa. (do koleżanki) Chodź, Dominiko, wytłumaczę ci tego Pitagorasa. Chemica na pewno dziś nie przyjdzie. (podchodzi do tablicy i rysuje trójkąt prostokątny, pisze równanie)

Weronika
(zwraca się do Ducha, szukając kogoś, na kim można wyładować złość) A pan na kogoś czeka? Nauczycielki chemii dziś nie będzie.

Paulina
(sekunduje jej z przekąsem) Facetom nie wolno tu się plątać. Tu obowiązuje klauzura.

Duch
Wstaje i ma zamiar coś powiedzieć, ale akurat wraca Oliwia z wyniesionym workiem i z dziennikiem szkolnym.

Justyna
(od tablicy) To znalazł się dziennik?

Oliwia
Nigdy nie zginął. Od miesięcy chodził mi po głowie ten numer ze szkolnymi plecakami. Dziś się udało. Miałam radochę. Chemica przed lekcją dzwoniła do mnie na komórkę. Prosiła, żebym sprawdziła obecność i odniosła dziennik do pokoju nauczycielskiego. Zabierajcie z powrotem trefne manele. (rzuca worek na biurko)

Justyna
O ty, jędzo! To ci się zrewanżujemy. Pokaż, co ty masz w plecaku.

Oliwia rzuca się w stronę swojej ławki, ale dziewczyny są szybsze. Bebeszą jej plecak.

Weronika
Wyszło szydło z worka. Ona pozuje do „Playboya”.

Duch
(przerywa im to zajęcie) Koleżanki pozwolą. Chciałbym się wytłumaczyć.

Paulina
O, rany! Pan z „Playboya”?

Duch
Nie, jestem duchem. Przybyłem tu… eee… z zaświatów. Nie reprezentuję Hugha Hefnera.

Justyna
Duchem? Też coś? Kogo chce pan nabrać?

Dziewczyny otaczają Ducha

Duch
Możecie sprawdzić. Widzicie mnie, ale nie mam ciała.

Oliwia
(wyciąga rękę, która przechodzi przez ciało Ducha) Rany! To prawda! Zgiń, przepadnij, maro!

Przerażone dziewczyny odskakują na bezpieczną odległość.

Kamila
To co pan tutaj robi?

Duch
Co ja tutaj robię? Mam na imię Romeo. Pokutuję za swoje grzechy. Nauczyciele mnie nie widzą, wy — tak. Mam wam pomagać, dopóki ci z góry mnie nie odwołają.

Paulina
A co pan potrafi?

Duch
Mogę przepowiedzieć wam przyszłość, pomóc w lekcjach, znaleźć odpowiedniego chłopaka, takiego, który nie zawiedzie. Sprawić, by odwzajemnił uczucia.

Dominika
(impulsywnie) To klawo. Potrzebuję na gwałt frajera, takiego z klasą. Ustawiam się pierwsza w kolejce.

Dziewczęta
Ja też! Też! Też. Wszystkie chcemy! (przepychają się, ale nie chcą go dotknąć)

Duch
Spoko, drogie panie. Obiecuję, że każdą obsłużę.



18.05.2010 :: 20:45
Link |  | Główna


Refleksje w porze obiadu


      Kobiety są z Wenus, mężczyźni są z Marsa, warzywa są z ogródka. A pointa? Aż do bólu banalna. Anatomiczna. Do serca przez żołądek...
      Tegoroczna wiosna ma przerypane. Za trzydzieści jeden dni lato i może ono przyniesie odmianę.


21.05.2010 :: 14:52
Link |  | Główna


Ks. Jan Twardowski


      Czwartek, 27 maja, MBP w Mielcu. Jestem na spotkaniu z Waldemarem Smaszczem, historykiem literatury, krytykiem, tłumaczem, przyjacielem ks. Jana Twardowskiego. W niezwykle barwny i interesujący sposób opowiada o życiu poety. Dla mnie jest to okazja, by wrócić wspomnieniami do początków lat siedemdziesiątych i do ukazujących się wówczas tomików ks. Jana. „Znaki ufności” i „Zeszyt w kratkę” kupowało się spod lady.


27.05.2010 :: 20:00
Link |  | Główna


W rzeszowskim „Kartonie”


      Piątek, 28 maja, wczesny wieczór. Mam miłe dwugodzinne spotkanie autorskie w Osiedlowym Domu Kultury „Karton” na rzeszowskiej Baranówce. Pierwszą część wypełniają popisy uczniów ze szkoły muzycznej (skrzypce, wiolonczela, pianino) i występ Doroty Kwoki i Stacha Ożoga (duet recytatorski). Moją sylwetkę i dorobek twórczy przybliżają Józef Tadla i Jerzy Stefan Nawrocki. Józef Tadla odczytuje skierowany do mnie list prezydenta Rzeszowa, Tadeusza Ferenca. Potem zasiadam przy mikrofonie i rozmawiam z obecnymi. Zajmujemy się nie tylko fantastyką, ale również zagadnieniami teologicznymi i światopoglądowo-religijnymi. Na końcu kwiaty i gratulacje.


29.05.2010 :: 12:42
Link |  | Główna