EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Siłownia, bilard i inne pokusy...


Fragment „Buntu androidów”

      Nie przepuścili takiej okazji. Skwapliwie podeszli, pełni sztubackiego podziwu dla trenującej dziewczyny. Miała w nosie aplauz z ich strony i zgrzana zeszła z bieżni, porzucając rolę długodystansowca. Założyła sobie na szyję ręcznik zabrany z łazienki. Udawała, że tych pajaców nie widzi, ostentacyjnie omijając ich wzrokiem.
      — Hej! — blondas nic sobie nie robił z jej fochów. — To mój kumpel Antonio. Nurkujemy razem w Pacyfiku.
      — Ciao! Piacere di conoscerti! — przystojniak żywiołowo zareagował. — Come va?
      Nie miała innego wyjścia, łaskawie skinęła mu głową. Jak na jej gust był za chudy, na pozbawionych opalenizny ramionach i piersiach nie widniał żaden tatuaż, jednak kręcące się ciemne włosy dodawały szczupłej twarzy uroku. Paradował w czarnych szortach i czarnej podkoszulce. Podobnie jak Mike górował nad nią wzrostem. Na pewno nie przyleciał z USA, bo gdyby był stamtąd, nie popisywałby się włoskim.
      — Lena — odrzekła i ruszyła do wyjścia.
      Przyczepili się do niej jak rzep do psiego ogona, a Mike nie ustawał w swoich zapędach.
      — Co porabiasz wieczorem? Może wybralibyśmy się razem do Baby’O? Wiesz, tequila, muzyka i tańce! — dogonił ją, usiłując zajrzeć w jej niebieskie oczy.
      Miała cholerną ochotę, by się zabawić, a sama nie chciała włóczyć się po mieście. Przyszedł jej do głowy figlarny pomysł. Zatrzymała się na moment.
      — Jak sobie radzicie z bilardem? — spytała.
      — Grywało się tu i tam — Mike zatarł ręce.
      — Za pół godziny w sali bilardowej — zaproponowała. — Jeśli będziecie lepsi, pójdę z wami — pozostawiła ich ze złudną obietnicą.
      Wymienili znaczące spojrzenia.
      — Nie ma sprawy, jasne!
      — Volentieri!
      Wykąpała się i przebrała. Włożyła krótkie dżinsowe spodenki i sportowy biustonosz. Włosy zaplotła w warkocz, żeby nie przeszkadzały jej przy stole bilardowym. Usiłowała sobie wyobrazić, jakie będą mieć miny, kiedy rozłoży ich na łopatki.


05.06.2012 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów


EURO 2012


      Runda grupowa EURO 2012 potrwa od 8 do 19 czerwca, mecze ćwierćfinałowe odbędą się w dniach 21-24 czerwca, a półfinały 27 i 28 czerwca. Finał turnieju w Kijowie zaplanowano na 1 lipca.
     

08.06.2012 :: 08:41
Link | Komentuj (0) | Główna


Iść czy nie iść do Baby'O?


Fragment „Buntu androidów”

      Cierpliwie czekali na nią, pewni, że ją pokonają, ale po kilku minutach zorientowali się, że nie mają żadnych szans. Biła ich na głowę. Mostek otwarty, mostek zamknięty, mostek stawiany na bandzie… Niemal tańczyła przy stole bilardowym, a biała bila ustawiała się za każdym razem dokładnie tam, gdzie chciała.
      — Impossibile! Che sorpresa! Complimenti! — wystający za jej plecami Włoch wylewnie komentował precyzyjne uderzenia. Nie zależało mu, żeby wygrać. Większą radość sprawiało mu jej towarzystwo.
      Mike’owi zrzedła mina. Trzymając kij w ręce, osowiały przyglądał się jej popisom. Miał palce brudne od kredy.
      — Przyleciałaś na mistrzostwa? — w pewnej chwili zapytał, usiłując dociec, jakim cudem poderwana laska tak dobrze sobie radzi.
      Podniosła się znad stołu, figlarnie zerkając na niego.
      — Nie, grywam dla zabicia czasu!
      Mike parsknął:
      — Nie wierzę, co za przypał, dawno nikt nie spuścił mi takiego manta — przyznał się z żalem. A potem zaświeciły mu się oczy. — Główka pracuje, mam pomysł, należy nam się rewanż. Może zmierzymy się na pływalni? Stylem dowolnym na sto metrów?
      Lena wysłała kolejną bilę do łuza.
      — Sorry, nic z tego, nie mam stroju — chłodno odpowiedziała. — Spróbujcie beze mnie, w bikini nie popłynę.
      — To z Baby'O nici? — Mike przeżywał porażkę. — To świetny klub, dwa kroki stąd. Wiesz, kto tam bywa?
      Wyprostowała się. Cieszyło ją, że jest górą.
      — Czemu? Wybiorę się z wami, ale najwyżej na godzinę. — Zaczynała się dobrze czuć w ich towarzystwie.
      — Bomba. Będziemy się świetnie bawić, podbijemy we trójkę to meksykańskie miasto!
      Odłożyła kij i pobiegła myślami ku swojemu mafioso. Apollo krzywiłby się, gdyby mu powiedziała, że włóczyła się nocą z obcymi chłopakami po mieście. Potem przypomniała sobie o telefonie Rity, porzuconym na łóżku.
      — Nie, nie pójdę — wycofała się. — Fajne z was chłopaki, nie gniewajcie się, ale nie jestem z żelaza. Dopiero co przyjechałam, padam z nóg.
      Wróciła do siebie i odkryła, że do sprzątniętej przez nią Rity Craven przyszedł esemes.


13.06.2012 :: 16:00
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów


Szmaragdowa pantera


Fragment „Buntu androidów”

      Or-Mat i Mi-Mi stali po drugiej stronie gwiezdnych wrót, czekając na mój powrót. Do Trójokiego podeszło kilku rozradowanych agentów. Poklepywali go, szczerzyli do niego zęby i gratulowali błyskotliwej interwencji. Mogłem wreszcie przywitać się ze szczupłą aż do przesady młodą Archetanką. Pokrywający jej ciało gęsty meszek był tak krótki, że nie zasługiwał na nazwę futra.
      Z atencją podałem jej prawicę, starając się okazać serdeczność. I nie przeszkadzały mi jej ostre kły. Gdyby duże ziemskie koty w wyniku ewolucji się uczłowieczyły, pominąwszy barwę, wyglądałyby pewnie tak jak ona.
      — Al-Mac — przedstawiłem się. — Miło mi cię poznać, jestem tu od tygodnia.
      Szmaragdowa pantera zalotnie się do mnie uśmiechnęła, a jej ogon znowu powędrował do góry. Wydawało się, że kokieteryjnie zatańczy. Poruszała się w sposób niezwykle finezyjny i zdumiewała harmonią ruchów. Niewielkie spiczaste uszy przylegały do głowy, a duże oczy z pionowymi źrenicami spoglądały życzliwie. Palce miała dłuższe ode mnie.
      — Mi-Mi — odrzekła miękkim głosem. — A mnie awansowano przed dwoma dniami, wyobraź sobie. Jeśli czegoś nie będę wiedzieć, uderzę do ciebie. Podobno świetnie się z tobą współpracuje… — wpadła w wysokie tony, żartobliwie biorąc mnie pod włos.
      Nie miałem dla niej czasu. Zająłem się Go-Tonem, chcąc go udobruchać po mimowolnym nerwowym starciu, jednak czułem, że kiedy na nią nie patrzę, kątem oka z zaciekawieniem studiuje mój profil. Zacząłem podejrzewać, że chce zostać moją bratnią duszą.
      Nie kręciłem się tam długo. Ostatni wyskok Ka pozbawił mnie sił i skonany powlokłem się do apartamentu.

22.06.2012 :: 17:09
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów