Tłusty Czwartek
Przebrnąłem przez trudniejszą scenę, otwierającą dziewiąty rozdział, dochodząc do wniosku, że dalsze partie tekstu wymagają tylko oszczędnych szlifów.
A oto coś na pączkowy czwartek:
Bez umiaru rozlewane do czar wino zrobiło swoje i tamci byli rozochoceni i rozognieni — bowiem niczym pogardzani przez Greków barbarzyńcy nie mieszali jak należy tego trunku ze źródlaną wodą. Dokazywali. Nie umilały im czasu tancerki, fletnistki i harfistki, bo skąd je mieli wziąć tak wysoko w górach, więc sami musieli sobie uprzyjemnić ucztę. Ich swawole jednak nie przypominały statecznego i ubogaconego dysputami filozoficznymi sympozjonu. Zabrakło im stylu. Mu-ur z wykrzywioną w paroksyzmie straszną maską szamana na twarzy wybijał rytm na zwędzonym z kolekcji Rahy afrykańskim bębnie, obciągniętym skórą kozła. Falowały barwione na intensywne kolory ptasie pióra. Mi-ir odrzucił płaszcz i przytupywał z wyciągniętymi rękoma. Wnet porwał do tańca Safonę, której to było w graj. Szczęśliwa, dała się mu uprowadzić i pokazała w mig, co potrafi, chwaląc się zwyczajowymi plemiennymi pląsami. Półleżący na kline Abihu zabawiał się kunsztownie zrobionymi kośćmi do gry, ale nikt się nie kwapił, by zasiąść przy nim i pójść z nim w zawody.
Były to pożegnalne popisy, gdyż jedną nogą stali już w Attyce. Opasane metalowymi listwami dwie solidne skrzynie z dębowego drewna z niezbędnym ekwipunkiem czekały przygotowane.
Tak napisali inni:
eddie
Winka oferuję, jak przystało na starożytną Grecję, ciemne, czerwone, białe i złote. Wszystkie przedniej jakości, żadne tam pomyje dla niewolników...
19.02.2004 :: 14:22 :: neptun.czajen.p
Martyna
Ale impra..., bez winka się nie obyło
19.02.2004 :: 12:09 :: net.mediastar.o
|
Wróć |