ZAPISKI FRAGMENTY UTWORÓW SAVOIR-VIVRE NASTOLATKA
 
 






XXL


      To nie chodzi o Septuagintę. O rozmiary w sklepach z odzieżą. Czas leci, człowiek wsuwa, co lubi, więc korekty okazały się niezbędne. Łapałem się na tym przede wszystkim przy kupowaniu bluzek. Najpierw wołałem o "L". W domu mierzyłem i okazywała się za ciasna. Przeszedłem na XL. Też ciasnawa. Wreszcie z bólem serca zaakceptowałem XXL. Ciuchy w tym rozmiarze są luźne, przewiewne i wygodne.
      Teraz z pewną wzgardą i poczuciem wyższości łypię na puszystych, którzy męczą się w pękających w szwach bluzkach i wcinających się w ciało spodniach. Cóż, nie umieli pogodzić się z tym, że przytyli. Ja umiałem, he, he...

05.08.2005 :: 10:24
Komentuj (4)


Potop


      Od samego rana na okrągło leje, więc zaczynam z grozą dumać nad biblijnym potopem. Czyżby historia miała się powtórzyć? Jeśli tak, to czas zabrać się za budowę arki...
      Tylko kogo do niej wziąć? Chyba... eee... załapią się wszyscy, których mam w kontaktach GG i w linkach na ownlogu...

08.08.2005 :: 20:16
Komentuj (3)


Musiałem skasować bloga


Z "Savoir-vivre'u nastolatka"

      Założyłem bloga. Był wesolutki, bo wstawiałem co zabawniejsze odzywki belfrów z naszego elo. Ma się rozumieć, z ich nazwiskami. Od pewnego czasu dziewczyny z różnych klas skrzętnie notowały ich powiedzonka w specjalnym kajecie i sporo się tego uzbierało. To taka szkolna tradycja. Sądząc po komentarzach, blog był niczego sobie.
      Pech chciał, że ktoś na mnie doniósł. Zostałem wezwany do dyra. Groziło mi, że mnie wyleją z budy. Musiałem wszystko skasować, a i tak poleciało mi sprawowanie. Straszne wapno. Czy belfrzy muszą być dokumentnie pozbawieni poczucia humoru?

Roland, l. 16

      Blog różni się od kajetu, który można podawać sobie z rąk do rąk, pokątnie czytać i zaśmiewać się do łez. W zeszycie prowadzisz faktycznie prywatne zapiski. Natomiast to, co wklepiesz na bloga, nie ma już takiego charakteru. Blogi są tylko z nazwy dziennikami osobistymi. Internet sprawia, że są publikacjami elektronicznymi o światowym zasięgu. Przecież z każdego zakątka kuli ziemskiej można otworzyć twoje wpisy, a dzięki maszynom indeksującym i wyszukiwarkom błyskawicznie dotrzeć do imion i nazwisk, których w nich użyłeś.
      Jeśli prowadzi się elektroniczne dzienniki, trzeba pamiętać o pewnej ważnej regule. Nie należy w nich naruszać niczyich dóbr osobistych. Te są chronione przez prawo.

18.08.2005 :: 12:19
Komentuj (5)


Cy-ta-ty-z-Ta-cy-ta


      Mające predyspozycje do tego fachu pięknisie przechodziły ostrą selekcję. Pozostawiała sobie najlepsze. Liczyły się nie tylko uroda i wdzięk, gracja i lekkość, obycie i takt. Wybranki losu, mogące u niej wieczorami oddawać klientom młode ciała, były nienaganne pod każdym względem. I to nie tylko w jej osobistym odczuciu. Poprzedniej właścicielce kamienicy "U Samarytanina", starej siwej Agnes, aczkolwiek powściągliwej w osądach, błyskały z zachwytu oczy na samą myśl o ściąganych tu pojętnych uczennicach, a z jej twarzy przezierała duma. Należały do wyjątkowo utalentowanych i bystrych, a mimo niewielu lat miały zadatki na istne czarownice. Wiedziały jak sprytnie zawładnąć sercem mężczyzny, jak wbrew jego woli owinąć go sobie wokół palca i jak uczynić go padającym do stóp niewolnikiem. Typ, który dostawał się w ich delikatne ręce, rzadko kiedy okazywał niezadowolenie. I nie musiał być rozbrajającym adonisem. Wracał tu, ceniąc ten ukryty w ogrodzie dom schadzek bardziej od wielu innych nad krętą Sekwaną i nie żałując, że pozbywa się w nim liwrów. A przecież było w Paryżu w czym wybierać.
      — Cupido dominandi — natchnęła ją pewna myśl.
      Oglądając arcydelikatne kurtyzany w akcji, zastanawiała się niekiedy, czy przypadkiem Tacyt nie miał racji, pisząc w "Rocznikach", że żądza władzy jest gwałtowniejsza od wszelkich innych namiętności. Piekielnice ofiarowywały ciała, ale zabierały serca.

24.08.2005 :: 10:57
Komentuj (5)


Wena twórcza na zawołanie?


Z "Savoir-vivre'u nastolatka"

      Znajomka ma bloga, ale prowadzi go w sposób cokolwiek wkurzający. Wstawia teksty w stylu: "Wstałam dziś, świeciło słońce, więc pomyślałam, że napiszę dla was wiersz. Zobaczcie, co powstało!" I tu leci poezja Staffa, Asnyka lub innego autora. Naturalnie, jako jej własna. Komentarze, że to bezczelnie ściągnięte, ignoruje. Wyzywająco olewa takie wpisy i nadal zagrywa tak samo.

Bartłomiej, l. 16


      Podszywanie się pod cudze teksty kompromituje autora bloga. Nie można owoców cudzej pracy przedstawiać jako własnych. I usiłować błyszczeć w ich świetle. To z jednej strony dowód lenistwa, z drugiej braku szacunku dla tych, którzy się natrudzili, by pochwalić się swymi umiejętnościami i podzielić oryginalnymi przemyśleniami.
      Z moralnego punktu widzenia to kradzież, a z prawnego — naruszenie praw autorskich. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych określa zasady korzystania z cudzych dzieł i na blogach należy się do niej stosować. Można wykorzystać fragment cudzego utworu i zaprezentować u siebie, jednak zawsze za podaniem źródła (imię i nazwisko autora lub blogowy nick i adres www).

27.08.2005 :: 10:05
Komentuj (7)