EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Wyobraźnia i warsztat twórczy


      Pytają mnie, czy jako autor nie jestem przypadkiem niewolnikiem własnych wyobrażeń. I czy nie myli mi się kreowany przeze mnie wirtualny świat z rzeczywistością.
      Pisanie, biorąc pod uwagę specyfikę warsztatu, wymaga wyobraźni ukierunkowanej. Prawie wszystkie moje opowiadania, nowele i powieści są wynikiem improwizacji. Kiedy zaczynam nowy utwór, zwykle nie wiem, co będzie się dziać dalej. Zmuszam więc swój umysł do poszukiwania i testowania rozmaitych dróg akcji, potem wybieram jedną z nich i nią idę. Moja wyobraźnia twórcza jest więc podporządkowana potrzebom powstającego utworu. Zniewalają ją jego ramy, zniewala kreowany świat bohaterów literackich.
      Pytają też, jak powstają sceny erotyczne. I czy są odbiciem moich podbojów miłosnych. Mało kto chce uwierzyć, że to najczęściej beznamiętna warsztatowa składanka. Opisy miłosne skrupulatnie buduję ze strzępów zdań, powoli montuję, wiele razy uzupełniam i często poprawiam.
      Pisanie to rzemiosło. Żmudna praca. Równie dobrze można by zapytać pochylonego nad stołem krawca, czy szycie sukni ślubnej wywołuje w nim orgazm lub inne podobne reakcje. Łypnąłby na pytającego jak na wariata i łapiąc się za obolałe krzyże wysłałby go do wszystkich diabłów.

A oto przykład — z "Hurys z katalogu" — takiej długo montowanej sceny:

      Pojawiła się z godną podziwu punktualnością, cechującą raczej człekokształtne maszyny niż ludzi. Jednak nie była bezmyślnym automatem, który ślepo wykonuje rozkazy. Usłyszał modulowany sygnał i z duszą na ramieniu otworzył drzwi, nie do końca przeświadczony, że ujrzy za nimi słodką Beatrycze. Lękliwie przewidywał, że jeśli tancerka naprawdę zdecyduje się przyjść, to pewnie zgodnie z kobiecą strategią mocno się spóźni. Albo że, co gorsze, w ogóle do niego nie zajrzy, a wyśle jedną z koleżanek, by ta ozięble odwołała spotkanie.
      W drzwiach stał z wdziękiem jego elf. Odziała się bardzo skromnie, ale ładnie. Włożyła krótką białą sukienkę, stylizowaną na grecką tunikę — pewnie tą samą, którą miała na sobie jako miss wieczoru na wahadłowcu lecącym z Diany. Być może, chciała w ten sposób subtelnie mu unaocznić, że mają uporać się z tym, z czym wówczas sobie nie poradzili, bowiem tchórzliwy Raoul dał nogi za pas. A może takiego stroju wymagał pseudo-orficki obrządek, któremu była wierna? Tunika podkreślała jej szczupłą sylwetkę i zgrabne nogi. We włosy z wdziękiem wpięła drobną gałązkę laurową. Wówczas też taką miała.
      — Wejdź! — powiedział, czując, że z wrażenia serce wali mu jak młot. Cofnął się, wykonując zachęcający ruch dłonią. Afrodyta i Iryda już się wymknęły i został sam w przyciemnionym apartamencie. Wcześniej długo eksperymentował z oświetleniem, chcąc stworzyć romantyczny nastrój. Znalazł nawet stylizowaną na naturalną kredowobiałą świecę, której sztuczny płomień rzucał zabawne długie cienie.
      Przekroczyła próg, rozglądnęła się ciekawie, a potem pytająco zajrzała mu w twarz. Włosy złotą mgiełką otaczały jej oblicze. Wyglądała tak młodo i niewinnie, że wprost nie chciało się wierzyć, iż cel jej wizyty jest tak mało poetyczny. Czy za zmysłową otoczką kryła się tylko prozaiczna potrzeba utraty dziewictwa? Czy quasi-antyczny rytuał był ważniejszy niż uczucie?
      — Przyszłaś? — wyszeptał. — Niewiarygodne.
      Szybko zapomniał o wątpliwościach, które go wcześniej nurtowały. Uległ czarowi i zatonął w jej lśniących jak dwa jeziorka oczach. Przygarnął ją i mocno pocałował w usta. Objęła go za szyję i odwzajemniła pocałunek, a potem schroniła się w jego ramionach, wsłuchując się dłuższą chwilę w bicie jego serca.
      Wreszcie oderwała się od niego i odetchnęła z cichą ulgą. Pozwoliła mu ująć się za rękę i poprowadzić do sypialni. Tam objął jej talię, musnął wargami pachnące greckimi perfumami włosy i nieco wstydliwie wskazał ogromne łoże. Potulnie się na nim ułożyła, pozwalając mu ulokować się tuż obok. Jego palce rozkosznie wędrowały po wyczuwanych przez cienki materiał sukienki wypukłościach jej ciała. Widział, że tą delikatną pieszczotą sprawia jej przyjemność, bo na początkowo poważnej i zadumanej twarzy zaczęło powoli rysować się upojenie. Ich usta połączyły się na moment w gorącym pocałunku. Nie miała pod spodem desu. Podciągnął dół jej niby-tuniki i ujrzał ciemny trójkąt włosów u zbiegu szczupłych nóg. Z wdziękiem je rozłożyła, pozwalając mu ulokować się między nimi. Cicho jęknął, kiedy odnalazła palcami linię jego kręgosłupa.
      W wirtualnym oknie cienka nitka strumienia tańczyła pośród głazów obrośniętych ciemnym mchem, niemo towarzysząc pasmu ich miłosnych doznań. Magiczne igraszki trwały około kwadransa, a może trochę dłużej.
      Doszedł do finału, a potem wyciągnął się obok niej, delikatnie gładząc jej złote włosy. Gdyby go ktoś teraz zapytał, czy czuje się szczęśliwy, bez wahania by to potwierdził. Uchyliła sejf jego duszy i uwolniła długo skrywane uczucia. Milczeli, zanurzeni w ciszy, której nie wypełniały żadne zaklęcia miłosne, sycąc się rozkoszą intymnego obcowania we dwoje. Nie obiecywali sobie wierności aż po grób, a z ich ust nie padały zapewnienia o wzajemności. Przysięgli sobie przecież przelotny romans, a nie dozgonną miłość.
      Po niejakim czasie dziewczyna się podniosła, cmoknęła go z wdziękiem w czoło i rzekła z odrobiną żalu w głosie:
      — Na mnie już czas!
      Kochankowie musieli się rozstać. Niechętnie się podniósł i odprowadził młode bóstwo do drzwi. Pozwoliła się jeszcze pocałować na dobranoc, a potem znikła na korytarzu, niczym starogrecka piękność pozostawiając po sobie woń ambry. Miała tu już nigdy nie wrócić.
      Ogarnął go dziwny spokój, jakiego dawno nie czuł, był w nastroju do medytacji i zmienił obraz w wirtualnym oknie. Wyświetlił sobie widoczne z "Agisa" rozgwieżdżone niebo i zapatrzył się w bezkresną przestrzeń kosmiczną. Z tej odległości Jowisz rysował się już jako sporej wielkości krążek z uchwytną dla nieuzbrojonego oka Wielką Czerwoną Plamą na półkuli południowej. Jednak otaczające go pierścienie jeszcze słabo się znaczyły.
      Stał, wpatrywał się w tę największą w Układzie Słonecznym planetę i dumał nad nieszczęsnym życiem, które uparcie przeciekało mu między palcami. Czas, sprawca przemijania, bez trudu unicestwiał kamienne postumenty, a co dopiero kruche organizmy. Zastanawiał się, jak by się potoczyło, gdyby kogoś takiego jak słodka Beatrycze, uroczą nimfę, rozjaśniającą swym widokiem jego oblicze, poznał w czasach szkolnych i potrafił przy sobie utrzymać. Powinna była wpaść mu w ramiona, kiedy miał siedemnaście lub osiemnaście lat. Niestety, klepsydry, w której leniwie przesypywał się żółty piasek, nie można było odwrócić, by zacząć wszystko od nowa. Tym niemniej niczego nie żałował. Beatrycze niczym wicher wdarła się w jego życie i pozwoliła mu uporać się z tym, z czym nie poradził sobie w tamtych latach. Pozostawiła mu w pamięci smak dziewiczej miłości.


05.08.2010 :: 10:11
Link |  | Główna


Niebezpieczny świat skojarzeń


      Awantura o "Zimnego Lecha", reklamę umieszczoną w pobliżu Wawelu, pokazuje, jak dalece nieświadomie wywoływane skojarzenia mogą nam mieszać szyki. Kiedy stawiałem pierwsze kroki jako dziennikarz, uwrażliwiano mnie na to niebezpieczeństwo. Niefortunnie umieszczone zdjęcie w gazecie może kogoś ośmieszyć na długie lata. Pamiętam stronę katolickiego periodyku, w którym tekst z wyeksponowanym biskupem został nieszczęśliwie "okraszony" fotką owcy Dolly. Sam podobnie wpadłem przy mikropowieści "Ekscytoza". Ku memu zdumieniu usłyszałem zarzuty, że ten utwór SF jest antykościelny. Bezzwłocznie usunąłem wszystko, co mogło wywoływać takie wrażenie. Znikła "wieczna lampka" z apartamentu dostojnika Eukalipanusa, zniknął też niby-biskupi pierścień z jego ręki.
      Teraz zaś patrzę na fotkę dwudziestoletniej dziewczyny, która tuli do siebie między nogami ślicznego kilkuletniego chłopca. Z żartobliwego podpisu wynika, że to jej facet. Zdjęcie niewinne, ale nie dla każdego, bowiem zdaniem niektórych, biorąc pod uwagę ten niezręczny podpis, cudze dziecko to nie zabawka, może wywoływać podejrzenia pedofilskie.
      Trzeba uważać na skojarzenia, lecz z drugiej strony patrząc nie należy przy tym popadać w paranoję. Prowadziłoby to bowiem do szkodliwego tłumienia spontaniczności.


06.08.2010 :: 11:13
Link |  | Główna


„Step Up 3-D”


Step Up 3-D
      Byłem na "Step Up 3-D". Nie zakładałem, że film mi się spodoba, nie jestem przecież gimnazjalistą, a do takich ta produkcja była głównie adresowana. Poszedłem z obowiązku, żeby być na bieżąco, w ramach pisarskich zabiegów o lepsze poznanie świata współczesnego nastolatka. Film mnie jednak mile zaskoczył, wręcz przypadł mi do gustu, a przyczyniła się do tego niewątpliwie buźka grającego Moose'a rewelacyjnego Adama G. Sevani. Ten pochodzący z Los Angeles osiemnastoletni chłopak sprawił, że ekranizacja stała się w swym wątku szkolno-studenckim żywsza i bardziej romantyczna.
      Nie zgodziłbym się z wypowiedziami internautów, że film ma słabą fabułę i że ci, którzy się wybierają do kina, idą tylko ze względu na muzykę i taniec. To prawda, że taniec dominuje i że nie zostaje wiele miejsca na zwykłą filmową akcję. Tym niemniej postaci bohaterów, jakkolwiek szkicowo zarysowane, wydają mi się autentyczne. Są psychologicznie poprawne, a ich losy wzruszają.
      A co najważniejsze: optymistyczny finał odpowiada oczekiwaniom zdrowego moralnie człowieka. Dobro zwycięża, miłość zwycięża, w sportowych zmaganiach lepsi są górą! Nie ma w filmie pochwały kultury przemocy i śmierci, nie ma też miejsca na narkotyki. Zaś konflikt między nauką szkolną a tańcem zostaje umiejętnie przezwyciężony. Moose trafia przecież na NYU na dwa fakultety, natomiast Luke zostaje przyjęty do akademii filmowej. Czy zatroskani o swe pociechy rodzice nie byliby radzi z takiego rozwiązania?


14.08.2010 :: 22:00
Link |  | Recenzje filmowe


W świecie filmowych potworów


Predator
      Pierwszego "Predatora" (1987) obejrzałem z prawdziwymi wypiekami na twarzy. Były to jeszcze czasy PRL-u. Ten film wstrząsnął mną, podobnie jak wcześniej "Obcy — ósmy pasażer Nostromo" z 1979 roku, znajdujący kontynuację w projekcjach "Obcy — decydujące starcie" (1986), "Obcy 3" (1992) i "Obcy: Przebudzenie" (1997).
      W "Predatorze" z wzorowanym na rastafariańskim wojowniku tajemniczym przybyszem z kosmosu z niby to owadzią mordą, znakomicie wyposażonym i widzącym w podczerwieni, radzi sobie w dżungli jedynie major Alan "Dutch" Schaeffer, którego gra Arnold Schwarzenegger. To naprawdę dawne czasy.
      Potem przyszła seria thrillerów SF z tymi bezwzględnymi wikingami z gwiazd: "Predator 2" (1990), crossover "Obcy kontra Predator" (2004) z akcją na Antarktydzie oraz crossover "Obcy kontra Predator 2" (2007) z larwą Ksenomorfa, zabijającą prawie całą załogę statku kosmicznego Predatorów, wreszcie ostatnio oczekiwany "Predators" (2010). I pewnie na tym się nie skończy.
      Tym razem akcja toczy się na planecie tych drapieżnych kosmitów. Uprowadzają oni z Ziemi największych twardzieli, aby tam urządzać na nich polowania. Na tę ostatnią projekcję zapewne wkrótce się wybiorę.



19.08.2010 :: 14:11
Link |  | Recenzje filmowe


Filmowa sztuka recyklingu


      Obejrzałem thriller SF "Predators" i muszę przyznać, zgodnie z tym, czego można się było dowiedzieć z recenzji i komentarzy w sieci, że film jest pod względem atmosfery i sposobu narracji niemal taki, jak oryginał z 1987 roku. Przynajmniej w pierwszej części. W drugiej jednak akcja nabiera tempa i nieco się komplikuje, bowiem ku memu zaskoczeniu scenarzyści Alex Litwak i Michael Finchsta odwołują się do motywu konfliktu wewnątrzgatunkowego. Groźni zabijacy z Ziemi już nie tylko mierzą się z Predatorami. Zaczynają też walczyć między sobą. Noland (Laurence Fishburne) usiłuje wykończyć odkrytą w dżungli grupę komandosów i przejąć ich ekwipunek. Rzekomy lekarz okazuje się psychopatą, mającym potrzebę zabijania we krwi, a dzielna Izabelle, w tej roli Alice Braga, omal nie płaci za to życiem. Okazuje się ponadto (legenda o obcych się wzbogaca), że i kosmici są podzieleni. Royce, w tej roli Adrien Brody, uwalnia więzionego Predatora, co pozwala tamtemu stanąć do walki z polującym na ludzi niepokonanym jarlem. Pewnie więc w kolejnej odsłonie tego filmu dobrzy Predatorzy i dobrzy ludzie będą ramię w ramię walczyć ze złymi Predatorami i złymi ludźmi.
      Z czym w filmie przeholowano? Przesadzono z liczbą planetarnych gigantów widocznych na niebie z powierzchni planety obcych. Takie ich zagęszczenie kłóciłoby się chyba z prawami fizyki, chociaż różne rzeczy mówią astrofizycy o tym, co dzieje się w gęstych jądrach otaczających nas galaktyk. Mój niepokój, czy wątłej budowy ciała Adrien Brody dorówna Arnoldowi Schwarzeneggerowi, który w pierwszym "Predatorze" wcielił się w kultową postać niepokonanego komandosa, okazał się nieuzasadniony. Ten aktor, uważany za jedną z największych nadziei współczesnego kina amerykańskiego jest znakomity i bardzo dobrze oceniany. W filmie spisał się na medal.


21.08.2010 :: 07:59
Link |  | Recenzje filmowe