EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(39)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









W Radiu „Leliwa”


      Poniedziałek, ósmy sierpnia. Jestem w siedzibie Radia „Leliwa” w Tarnobrzegu. Wydawnictwo „Dreams” przekazało pewną ilość książek na nagrody w konkursach radiowych, więc autorzy zostali zaproszeni do ich prezentacji. Siedzę w studiu przed mikrofonem i opowiadam o moich trzech tytułach, wydanych przez „Dreams” („Hurysy z katalogu”, „Obcy z Alfy Centauri” i „Radosny świat Mireczki”), odpowiadając na pytania Joanny Sarwy. Książki są dostępne w księgarniach internetowych. Ceny niewygórowane.
      Wkrótce nakładem Wydawnictwa „Dreams” ma się ukazać moja „Przygoda z Rudaskiem”.

08.08.2011 :: 19:00
Link |  | Publikacje


„Kasandra” na łamach…


      Na łamach sierpniowego numeru miesięcznika „Nasz Dom Rzeszów” (Magazyn Literacki „Wers”), ukazał się niewielki fragment mojej nowo powstałej mikropowieści SF „Kasandra”. Jej akcja toczy się najpierw na Ziemi, w Europie, gdzieś w strefie euro, potem w Galaktyce Andromedy. Osią jest konflikt między dwójką androidów, przystosowanych do zadań specjalnych w kosmosie. Doświadczony cyborg Apollo uczestniczy już w swojej dziewiątej misji, jego ognista partnerka, śliczna Kasandra pierwszy raz rusza na kosmiczne szlaki. Niestety, wojowniczka nie sprawdza się w akcji, co nie do końca jest jej winą (nieznany błąd kodu).
      O przyczynach niepowodzenia i jego reperkusjach Apollo dowiaduje się dopiero na drugim poziomie, dokąd trafia, zgarnąwszy premię za Kasandrę, którą z najwyższym trudem udaje mu się okiełznać.
      Milutka zabawa w fantastykę. Jest to już dziewiąty utwór z cyklu „Przyloty na Ziemię”.


13.08.2011 :: 10:01
Link |  | Główna


„Kasandry” ciąg dalszy...


Skrystalizowała mi się w głowie druga część „Kasandry” więc zacząłem dalej pisać. Wyjdzie chyba z tego zapowiadana powieść „Bunt androidów”. A zapowiada się arcyciekawie. O ile w pierwszej części Kasandra na potęgę zdradza swego partnera, o tyle w drugiej usiłuje go zabić i roznieść na strzępy cały drugi poziom. Kulminacyjną rozgrywkę z fajerwerkami planuję w dżungli amazońskiej. Oto fragment biegnącego jeszcze w spokojnym tempie 6. rozdziału:


      Z rozpaczą pojąłem, że mi się wyślizguje. Podcinała gałąź, na której siedziała. Pomyślałem, że strzelę sobie w łeb, jeśli znowu będzie chciała działać w pojedynkę. Pogodziłem się z tym, że Ka jest kolorowym motylem, a ja przy niej zieloną gąsienicą, jednak nie zamierzałem tańczyć jak ona zagra. Nie tak to miało wyglądać. A Re-Ton obiecywał złote góry. Odnosiłem sukcesy dzięki temu, że bezwzględnie przestrzegałem pewnych zasad.
      Przy śniadaniu wróciliśmy do porzuconego tematu. Kiedy wszedłem do segmentu kuchennego, dwaj Oorianie właśnie kończyli się posilać. Ich jaskrawe tuniki bogato zdobiły najróżniejsze wzory. Obejrzeli się na mnie przyjaźnie. Życzyłem im smacznego. Gdybym musiał ich komuś opisywać, rzekłbym, że najbardziej przypominali ziemskie trolle. W czasach moich podbojów wierzono, że takie stwory istnieją. Miały zamieszkiwać niedostępne lasy, góry i jaskinie. Oorianie nie byli tak brzydcy jak one, mimo swych kartoflanych nosów i cokolwiek otyłych kształtów.
      Zamówiłem chrupiącą golonkę z kością i zimne piwo. Nie wiem, dlaczego taki zestaw przyszedł mi do głowy. Usiadłem z tacą przy blacie z przeźroczystego tworzywa. Nie miał oparcia, mimo to pewnie unosił się w powietrzu. Odrobinę się obniżył, dostosowując do moich potrzeb. Kasandra weszła w chwilę później, wymijając się w drzwiach z Oorianami. Miała na sobie zapinaną z przodu na drobne guziczki krótką czerwoną sukienkę, eksponującą zgrabne nogi. Marudziła przy dozowniku, szukając dla siebie czegoś ekstra. Wreszcie przysiadła się do mnie, trzymając w ręku wysoką szklankę z nijakiego koloru koktajlem. Poczułem zapach grejpfrutów i bananów.
      — Dbasz o linię? — rzuciłem z miną niewiniątka.
      Beznamiętnie przytaknęła. Włożyła słomkę i spróbowała. A potem wzięła mnie na spytki.
      — Czy spałam z tobą na Ziemi w czasie pierwszej misji?
      Zarumieniłem się po same uszy.
      — Tak — wykrztusiłem zawstydzony.
      — A czy rżnęli mnie inni goście? — nadal mnie sondowała.
      Sparaliżowało mnie. Nie byłem w stanie się wykręcić. Umiała wydobyć ze mnie, co chciała i spowiadałem się przed nią jak dziecko. Potwierdziłem nieznacznym ruchem głowy.
      — Ilu? — drążyła ten temat.
      — Sześciu — wybąkałem zakłopotany, czując, że posuwam się za daleko. Wbrew swojej woli śpiewałem jak z nut. — Sama chciałaś, rajcowało cię to… — niechcący dolałem oliwy do ognia. Cholera, głos mi drżał.
      Uraziłem jej kobiecą dumę i doprowadziłem ją do szału. Spojrzała na mnie złowrogo, a jej oczy pociemniały. Wulkan eksplodował. Szybkim ruchem złapała szklankę z koktajlem i z wściekłym rozmachem cisnęła nią o ścianę.
      Stuliłem uszy, z przerażeniem wpatrując się w jej z nagła pobladłą twarz. Spociłem się jak mysz.
      — To aż tak źle? — wygęgałem. Dać się wydymać paru facetom, cóż to strasznego? Bywały dużo gorsze rzeczy.
      Nie kryła wzburzenia, a jej piersi falowały. Zerwała się od stolika. Przeszyła mnie wzrokiem bazyliszka.
      — Już mówiłam. Muszę dowiedzieć się wszystkiego — warknęła, celując we mnie palcem jak spluwą. — Z detalami. I dowiem się, gwarantuję ci!
      Odwróciła się na pięcie i majestatycznie wyszła, zostawiając mnie samego. Z kąta niemrawo wynurzył się nierozgarnięty robot, żeby po niej posprzątać.
      — Jasny gwint, a to ci dopiero będzie! — wymamrotałem, z niedowierzaniem kręcąc głową. Traciłem nad diablicą kontrolę. Jeśli sądziłem, że w nowym wcieleniu nie sprawi mi kłopotów, to się myliłem.


16.08.2011 :: 17:16
Link |  | Bunt androidów


Pamięć i tożsamość...


...czyli swoista proklamacja światopoglądu androida.


      Zjadłem śniadanie, golonka z kapustą była niczego sobie, wypiłem do końca zimne piwo i zamyślony udałem się na górę. Wyłuskałem wzrokiem moją miłość. Siedziała przy ekranach, ze skupieniem przeglądając dane. Można było odnieść wrażenie, że jest cichą i oddaną swej pracy sekretarką. Opanowała się, zachowywała spokojnie i nie zwracała na siebie niczyjej uwagi.
      Miałem nadzieję, że już jej przeszło. To, co odkryła, nie było przyjemne dla kobiety, której zależało na tym, by ją szanowano. Odchrząknąłem i zajrzałem jej przez ramię.
      — Saint Thomas d'Aquin? — zdziwiłem się.
      Obejrzała się na mnie. Spojrzenie miała łagodne, tym niemniej w jej wzroku znaczyło się dziwne zacięcie.
      — Mimochodem dotarłam do średniowiecza, posuwając się śladami starożytnych myślicieli greckich. Interesował mnie głównie Platon, bo ten wybitny filozof ateński uczył o reinkarnacji — odrzekła, wskazując drugi ekran. Buszowała po sieci. — Wcześniej od niego orficy i pitagorejczycy. Ciekawiło mnie, gdzie ci geniusze lokowali pamięć. I w związku z tym jak jest z nią u androidów… — znowu obrzuciła mnie wzrokiem.
      Przysiadłem przy niej, z niedowierzaniem śledząc jej poczynania. Jednak nabiła sobie tym głowę. Uzmysłowiłem sobie, że według założyciela Akademii dusza odradzająca się w nowym ciele zapominała o tym, co wcześniej odkryła i czego doznała. Odgrodzona od poprzednich wcieleń i świata wiecznych idei, uczyła się wszystkiego od nowa. Z nami było jednak trochę inaczej. Podlegaliśmy transmigracji, to prawda, ale nie przebiegała ona według wyobrażeń starożytnych filozofów. Nie tkwiliśmy w zamkniętym kręgu narodzin i śmierci, a nasz los wiązał się z zaawansowaną technologią. „Miłuję Platona, lecz milsza mi prawda!” — zachichotał w mojej głowie cichy głosik.
      Pomyślałem, że nie powinienem się angażować, pomimo to odrzekłem:
      — Natura i miejsce pamięci? Składają się na nią zapisy w płatach czołowych i korze mózgowej.
      — Tak, ale po akcji niszczy się mózg androida i kremuje jego ciało, a przecież pamięć pozostaje — szybko odrzekła. — Gdzie te energetyczne zapisy są wtedy przechowywane? Są zatrzymywane w świadomości czy przelewane na jakiś nośnik?
      To i owo na ten temat wiedziałem, w końcu byłem po dziewięciu udanych misjach. Przyszły mi na myśl kognitywistyka i teorie baz danych. Miałem sporo czasu, żeby sobie takie rzeczy w głowie poukładać. Ona zaś dopiero raczkowała. Jednak znajdowaliśmy się już na drugim poziomie i nie powinniśmy byli zadawać sobie podobnych pytań.
      — W moim odczuciu z pamięcią androida jest jak z danymi na dysku tradycyjnego komputera — uparcie kontynuowała, podchodząc do tego zagadnienia po swojemu. — Można część plików trwale usunąć lub najzwyczajniej w świecie zablokować do nich dostęp — mówiła szybko i zdecydowanie, szukając w moich oczach aprobaty. — Myślę, że mam w głowie wszystko, co robiłam w czasie pierwszej misji, tylko że zabezpieczenia uniemożliwiają mi korzystanie z tych zasobów. Jest jeszcze druga opcja — ożywiła się — taka, że te dane posiada koordynator…
      Z dezaprobatą pokręciłem głową.
      — Trzecia, że elektronikę tak sprytnie w tobie ustawiono, byś na własną rękę nie mogła niczego zmienić — uciąłem ironicznie, usiłując sprowadzić ją na ziemię. I dodałem: — Nie wydębisz tego od koordynatora, nic z tego. A jeśli ci się uda, będą ci grozić poważne sankcje.
      Rzucałem grochem o ścianę.
      — Przestań, mam w dupie sankcje, nie wkurzaj mnie — warknęła, omal się nie zrywając. — Nie rozumiesz, że muszę wiedzieć? Szlag mnie trafia i za chwilę ci przyłożę — zagroziła z zadziwiającą pewnością siebie. — Nie opowiadaj takich głupot!
      Nie chciałem się kłócić. Akurat Or-Mat kiwał do mnie ręką, więc ochoczo się podniosłem, opuściłem Ka i udałem do jego boksu. Zbawienna amnezja! Android nie pamiętał nieudanej misji, gdyż boleśnie ciążyłaby mu w czasie późniejszych akcji. Wolny od balastu, nie musiał borykać się ze świadomością popełnionych błędów. Jednakże polemika z tą diablicą nie miała sensu. Obejrzałem się z odrobiną żalu. Wolałem ją w skąpej urzekającej haleczce, spragnioną namiętnych pocałunków i pieszczot. I zaaferowaną modnymi ciuchami.
      Trójoki planował akcje na Ziemi i dobierał sobie wykonawców z pierwszego poziomu. Opanowany i skupiony, emanował pogodą ducha. Usiadłem przy nim, wpatrując się w monitory. Wstydliwie omijałem wzrokiem jego trzecie oko, jakby to była jakaś ułomność. Musiałem się przyzwyczaić do tej przypadłości jego gatunku. Mimowolnie założyłem, że służy ono do specjalnych, paranormalnych celów, ale jak dotąd nie odkryłem, żeby posługiwał się nim inaczej niż parą pozostałych. Nasunął mi się wniosek, że nie jest wcale uzdolnionym telepatą. Chyba że to przede mną ukrywał.


21.08.2011 :: 18:19
Link |  | Bunt androidów


Zagorzyce


      Niedziela, 28 sierpnia. Korzystając z ostatnich dni wakacji, wyjeżdżamy z wycieczką na wieś. Zagorzyce to malowniczo położona miejscowość w gminie Sędziszów Małopolski. Jest oazą ciszy i spokoju. Dojazd z Sędziszowa przez Górę Ropczycką. Leżąca wzdłuż drogi do Wielopola Skrzyńskiego wioska rozciąga się na wiele kilometrów. Otoczona pokrytymi polami wzniesieniami, kryje się w krętej dolinie potoku.


29.08.2011 :: 09:00
Link |  | Główna