EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









NATASHA i jacht


Wzoruję się na jachcie Azimut 60 Flybridge, ale nie podaję w tekście marki

      Jacht był na miarę rezydencji rodziców Natashy. Majestatyczny, elegancki i nowoczesny, cieszył oczy bielą kadłuba i nadbudówek. Miał około osiemnastu metrów długości i pięciu szerokości, a został wyposażony w trzy kabiny sypialne oraz w dwie łazienki. Z części rufowej pokładu prowadziły drzwi do szykownego salonu z wygodną narożną kanapą i telewizorem oraz otwartym segmentem kambuza z kuchenką, zlewem i barkiem. Stamtąd przechodziło się do kabiny pilota z wypasionym systemem nawigacyjnym. Pulpit sterowniczy wyposażono we wszystkie najnowsze cuda techniki. Rozświetlone oszklone wnętrze, zdobione dębowymi panelami, uderzało komfortem. Niczego tu nie brakowało, nawet lodówka była pełna.
      — I jak? — zapytała Natasha, gdy już nasycił wzrok. — Bombastyczny, nie? Wnętrze zaprojektował włoski architekt Carlo Galeazzi, a o wystrój zewnętrzny zadbał Stefano Righini. Ojciec korzystał z tej łajby, ale była ona własnością firmy. Jacht osiąga prędkość trzydziestu dwóch węzłów. Kosztował dwa miliony dolarów.
      Z wdziękiem ściągnęła przez głowę zwiewną sukienkę i została w samych stringach. Poprawiła włosy.
      — Ja cię chrzanię, to jest dużo droższy od waszej rezydencji!
      Nie mogła zaprzeczyć.
      — Muszę ci zdradzić, że pod okiem papcia opanowałam sztukę pilotażu — pochwaliła się chłopakowi.
      Nie mieściło mu się to w głowie.
      — Potrafisz nim manewrować?
      — Ma się rozumieć — skwapliwie potwierdziła. W jej pełnych życia ciemnych oczach pojawiły się radosne błyski. — Obsługa jest prosta, można się obyć bez licencji. Jeśli chcesz, wyrwiemy się z zatoki na Atlantyk — kusiła jak syrena, wabiąca żeglarzy zniewalającym śpiewem.
      Taka kruszyna za sterami? Zaczynał ją naprawdę podziwiać. Była niezwykle rzutka jak na swój wiek.
      — Czemu nie? Ile nam to zajmie?
      — Dotrzemy do Peanut Island i wejdziemy w przesmyk, to stąd około pięciu mil — liczyła. — Piętnaście, dwadzieścia minut — orzekła, marszcząc śliczny nosek. — Prowadzę ostrożnie i staram się nie szaleć.
      Mówiła jak osoba dorosła.
      — A potrafisz wrócić i przycumować, dzielny kapitanie?
      — Dysponuję układem ułatwiającym dokowanie.
      Przeszyła go myśl, że jego rozkoszna lalka Nolee nie jest wcale trzynastolatką, o co ją podejrzewał, ale że ma naprawdę te piętnaście lat, o które się wykłóca.
      — No to w drogę — zdecydował się w okamgnieniu. Nie miał powodu, żeby jej nie ufać. Ożywiony zdjął bluzkę i zakręcił nią nad głową. — Ahoj, przygodo! — krzyknął.
     Opuścili niewielką przystań i ruszyli na północ w stronę Riviera Beach, docierając do Peanut Island. Minęli basen portowy. Niewielka owalna wysepka została stworzona przy pogłębianiu zatoki. Mieścił się na niej — między innymi — zbudowany w przededniu kryzysu kubańskiego schron przeciwatomowy dla prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Ten zakątek był znanym miejscem wypoczynkowym. Po ataku wirusa plaże jednak straszyły pustką. Nie miał kto tu się opalać, nurkować w godzinach przypływu i cieszyć oczy rafą koralową.
      Siedząca za kołem sterowym Natasha wprowadziła jacht do cieśniny i wkrótce zmierzyli się z bezmiarem oceanu. Zdecydowała się na górny pokład nawigacyjny, skąd było lepiej widać morze. Chciała dobrze wypaść, więc była skupiona i uważna. Miała na głowie słomiany kapelusz w kształcie sombrera, chroniący ją przed słońcem. Ruszyli na spotkanie przygody, oddalając się od lądu z prędkością dwudziestu węzłów. Lekka bryza marszczyła wodę. Jach majestatycznie pruł drobne fale, zostawiając za burtami smugi skotłowanej białej piany.
      — Dokąd udało się wam dotrzeć tym cudeńkiem? — zapytał Oscar, stojący za nią na pomoście nawigacyjnym i śledzący z uwagą jej manewry. — Może na Bahamy? Do Freeport?
     — Co ty? Na Bahamy lepiej polecieć samolotem lub zabrać się promem — wyprowadziła go z błędu. — Ten klejnot stworzono z myślą o wypoczynku, a nie o podróżach dookoła świata. Trzymaliśmy się brzegu i robiliśmy krótkie wycieczki — na południe i na północ, góra dwadzieścia pięć mil.
      Jacht znieruchomiał, gdy znaleźli się daleko od brzegu. Cicho pracujące silniki umilkły. Z tej odległości ląd był prawie kreską na horyzoncie. Była z siebie dumna. Nie bawiła się w rzucanie kotwicy. Opuściła mostek i pociągnęła za sobą chłopaka. Zeszli na rufę. Oscar wsłuchiwał się w szum oceanu.
      — Są tu rekiny?
      — Nie o tej porze roku. Kręcą się do marca, a potem migrują z cieplejszych wód na północ — wyjaśniła z miną eksperta.
      — To chyba mogę zaryzykować i popływać?
      Natasha zgodziła się, ale z oporami. Z rozmachem skoczył do wody, głęboko nurkując. Woda była przejrzysta i krystalicznie czysta. Trafił na ławicę drobnych ryb. Z ciekawością obejrzał jacht od spodu. Wypłynął, nabrał powietrza i popisując się crawlem zaczął się oddalać. Jego laleczka stała na pokładzie, nie spuszczając z niego wzroku. Niecierpliwiła się, przestępując z nogi na nogę. Wcisnęła mu kit o wiosennej wędrówce rekinów, ale nie mogła nie wiedzieć, że część z nich zostaje u wybrzeży Florydy. A poza tym migrowały w różnych porach roku. Atakowały nawet w sierpniu. Śledziła z uwagą powierzchnię marszczącego się morza. A jadowite meduzy? Nawet najlepszym pływakom zdarzało się utonąć. Nie chciała, by kości chłopaka spoczęły na dnie oceanu.
      Zwinęła dłonie w trąbkę.
      — Wracaj — krzyknęła, nie umiejąc ukryć ogarniającego ją przerażenia. Byli sami na rozległych wodach i gdyby coś się stało, nikt nie mógłby im pomóc. — Nie tak daleko, wariacie!
      Zawrócił, okrążył łajbę i dostał się na pokład. Poszczęściło się mu ku jej uldze. Uradowała się i doszła do wniosku, że bała się na wyrost.

01.08.2014 :: 09:00
Link |  | A jeśli jutra nie będzie


W księgarniach internetowych


      Cała moja fantastyka jest już właściwie na rynku księgarskim, „Obcy z Alfy Centauri” i „Hurysy z katalogu” w wersji papierowej (Wydawnictwo Dreams) oraz pozostałe pozycje w wersji elektronicznej (platforma Virtualo.pl). Od dzisiaj są dostępne w sprzedaży mikropowieści „Genesis”, „Misja: Europa” i „Przerwany lot”. Łącznie z bajecznie kolorową książeczką dla dzieci „Radosny świat Mireczki” (Wydawnictwo Dreams) to 14 tytułów.



09.08.2014 :: 18:30
Link |  | Publikacje


NATASHA i puzzle


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Oscar siedział na dywanie, zajęty układaną, która przedstawiała scenę z Dzikiego Zachodu. Natasha przekonała go do tej niewinnej zabawy, twierdząc, że uczy cierpliwości i rozwija wyobraźnię. Przebierała w rozsypanych puzzlach, znajdując kolejne, pasujące do wyłaniającego się obrazu. Podawała je chłopakowi. Po prawej stronie uzbrojeni w łuki Komańcze w barwach wojennych gnali na koniach. Co było po lewej, jeszcze nie wiedział. Mogli tam być kowboje, pędzący ogromne stado bydła, względnie biali osadnicy, chowający się za krytymi wozami. Oczyma wyobraźni widział uciekające bizony.
      Emily zastała ich przy tym zajęciu dla maluchów. Wirowały skrzydełka wentylatora przy żyrandolu.
      — Aż się nie chce wierzyć, co za udane pociechy! — pozwoliła sobie na lekką kpinę. — I jak? — zwróciła się do nimfetki. — Czy Oscar opiekował się tobą? Jesteś zadowolona?
      Chłopak był ciekawy, co Natasha odpowie.
      — Byliśmy u mnie w rezydencji, a potem zabraliśmy się jachtem na Atlantyk. Musiałam go pilnować, bo chciał opłynąć crawlem Trójkąt Bermudzki — żartobliwie poskarżyła się na niego.
      — Właściwie to wiem, bo dostałam esemesa.
      Zostawiła ich i odeszła do swego pokoju, a potem do kuchni. Zaczęła tam rządzić. Oscar wyciągnął się na miękkim dywanie. Podparty na łokciu, bawił się dalej puzzlami, zaś jego myśli krążyły wokół spraw z pozoru bez znaczenia. Klęcząca przy nim Natasha milczała. Dziewczynie wystarczała jego bliskość i nie niepokoiła go zbędnymi pytaniami. Uzmysłowił sobie, że od kilku dni męczy się, usiłując połączyć w jedno strzępy różnych obrazów i scen. Układał własne puzzle w głowie. Wracały do niego dwa słowa: wyspa i nadzieja. Żonglował nimi, uzyskując coś na kształt tytułu filmu. Pamiętał, że wyświetlano taki serial w telewizji. Dumał nad wyspą nadziei. Jeśli pojawiająca się w jego myślach enklawa istniała, to nie miała niczego wspólnego z okrzyczanym Trójkątem Bermudzkim. Nie chodziło też o arktyczną wyspę o takiej nazwie, mieszczącą się na południowy wschód od Spitsbergenu. Ów północny skrawek lądu z niedźwiedziami polarnymi odkrył w Internecie. Gdzie jednak była owa oaza, która go niepokoiła? I czy nie stanowiła przypadkiem wytworu jego bujnej wyobraźni?
      Ciągnące na zachód konne wozy ze spłowiałym płóciennym zadaszeniem na wysokich pałąkach, zwane przez mistrzów pióra szkunerami prerii, nie mogły nie kojarzyć się z podbojem Ameryki. Przybyli zza Atlantyku pionierzy szukali ziemi i wolności. Dokąd zaś on, Oscar, miałby wyemigrować? I którędy? W grę wchodziła droga lądowa czy morska?
      — Gotowe — powiedziała Natasha, podając mu ostatniego puzzla. — I jak?
      Pochylił się nad pieczołowicie ułożoną scenką. Siedzieli nad nią z pół godziny. Uzbrojeni w strzelby dzielni osadnicy bronili się przed Indianami.
      — Jesteśmy prawdziwymi artystami — bąknął, zaś jego myśli umknęły na chwilę w stronę Katie. Zaginiona czarnulka z sąsiedztwa była uzdolnionym grafikiem.
      — A teraz wielki finał — oznajmiła jego lala. Trzymały się jej figle. — Hura! — krzyknęła i jednym ruchem ręki rozsypała układankę. Puzzle jak żywe rozbiegły się dokoła.
      Złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. Z chichotem przewrócili się na dywan. Dostała buziaka.
      — Niezłe ziółko z ciebie, jak pragnę zdrowia!
      — Cała przyjemność po mojej stronie — parsknęła, wyślizgując się z jego objęć. Zerwała się z dywanu.
      — Nie, nie będę cię gonić — zastrzegł się. Jednak pobiegł za nią. Ze śmiechem dopadł ją w drzwiach kuchni.


21.08.2014 :: 15:00
Link |  | A jeśli jutra nie będzie


NATASHA i władza


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”


      Wykład się skończył. Szmer toczących się rozmów miał w sobie coś z cichych dźwięków orkiestry symfonicznej, strojącej instrumenty przed koncertem. Wmieszany między wychodzących Oscar nie przypuszczał, że tłum, w którym się znalazł, będzie go tak bardzo cieszyć. Mógł w nim na chwilę zapomnieć, że przy życiu pozostały tylko jednostki. Ci, którzy się uratowali, powinni byli co jakiś czas gromadzić się razem. I dodawać sobie otuchy. Pomyślał, że zasugeruje Emily, by podrzuciła ten pomysł Johnowi. Niedzielny piknik w parku miejskim? Dzień wspólnoty?
      Natasha znowu odbiegła, bo zauważyła ogrodnika, który pracował w rezydencji jej rodziców. Meksykanin był w towarzystwie młodej kobiety, trzymającej za rękę kilkuletniego chłopczyka. Nastolatka przywitała się z nimi entuzjastycznie.
      — To zdumiewające, niektóre rodziny przeżyły, podobnie jak moja — rzekła Nikki.
      Zatrzymali się, czekając, aż gąska wygada się i wróci. Spoglądali w jej stronę.
      — Ona nie chce rozmawiać o miłości — Oscar poskarżył się na swoją lalę.
      — A o czym tu rozmawiać? — panna Anderson wzruszyła ramionami. — Jest w tobie nieprzytomnie zakochana, zaś tego stanu nie da się opisać słowami. Poza tym to prawdziwa amazonka. Świat kręcił się wokół niej i nadal będzie się kręcił. Nim się obejrzycie, zacznie grać pierwsze skrzypce, gdyż do tego jest stworzona.
      — Wierzę ci, przypuszczalnie tak będzie — rzekł szczerze. — Znasz się na rzeczy. Na razie jednak Natasha nie jest zbyt pewna siebie, a jej słaby punkt to wiek. Nie należy pytać się, ile ma lat, bo się wkurza.
      — A ile ma? — zaciekawiła się Nikki.
      — Przecież byłyście razem na kursie. Powinnaś wiedzieć.
      — Zaraz, zaraz, niech pomyślę! — blondynka zmarszczyła brwi. — Piętnaście? — zapytała.
      Oscar zrozumiał, że niczego więcej od niej się nie dowie.
      — A co to był za kurs?
      — Nie mówiłam ci?
      — Nie.
      — Taki tam babski, poniekąd z psychologii. Jak okręcić sobie faceta wokół palca...
      — Tego trzeba się uczyć? — Oscar miał wątpliwości.
      — Szczerze mówiąc, nie, wyobraź sobie, kobiety z tym się rodzą. Jednak przydaje się odrobina wiedzy. Dobrze poznać obiektywny punkt widzenia. Odwoływano się do teorii komunikacji międzyludzkiej i dynamiki małej grupy.
      — Jaki organ mężczyzny jest zatem najważniejszy? — zakpił sobie z dziewczyny.
      Nie przejęła się tym, że uśmiecha się pod nosem.
      — Najbardziej liczy się wzrok — z powagą odrzekła. — Sposób, w jak facet postrzega kobietę. Nie można go zdobyć, jeśli się o tym nie pamięta.
      Spojrzał na jej karminowe usta. Były tak blisko. Leciuteńko między nimi zgrzytało i pojął, że niechcący zawinił, bo nie pocałował Nikki na powitanie.
      — A podobno przez żołądek do serca…
      — Zgubny przesąd — wyprowadziła go z błędu.
      — Na drugim miejscu jest pewnie dotyk? — usiłował wskoczyć na właściwe tory.
      — Dotyk jest dopiero na trzecim. Drugie miejsce zajmuje przyciąganie.
      Uszczęśliwiona Natasha wróciła, więc ucięli tę rozmowę.

27.08.2014 :: 15:29
Link |  | A jeśli jutra nie będzie